czwartek, 27 lutego 2014

[8/9]
Jean-Marc Vallée
"Witaj w klubie"

Tytuł: Witaj w klubie (Dallas Buyers Club)
Gatunek: biograficzny, dramat
Produkcja: USA
Premiera: 14 marca 2014 (Polska), 7 września 2013 (świat)
Reżyseria: Jean-Marc Vallée
Scenariusz: Craig Borten, Melisa Wallack
Muzyka: ?
Zdjęcia: Yves Bélanger
Czas trwania: 117 minut



W finałowym zestawie filmów oscarowych, dla odmiany produkcja... oparta na faktach. Tegoroczne nominacje zdają się potwierdzać wyświechtane powiedzenie o tym, że najlepsze scenariusz pisze życie.

Dallas, 1985. Krokiem pewnym z początku i nieco mniej entuzjastycznym przy końcu, przejdziemy od ujeżdżania byków i, za przeproszeniem, kobiet, do zakażenia wirusem HIV oraz prób nielegalnego (sic!) ratowania własnego życia.



Jean-Marc Vallée
[źródło]

Ron Woodrof (Matthew McConaughey), miłośnik płci pięknej (w tej sytuacji należy to mocno podkreślić), z zawodu elektryk, z zamiłowania jeździec rodeo, zderza się z czymś poważniejszym niż zwykle. Nie są to plecy nagiej kowbojki, ani problem z przerwanym zasilaniem czy twarde podłoże areny. Woodrof dowiaduje się, że został zakażony wirusem HIV, a do końca życia zostaje mu mniej dni, niż Phileas Fogg miał na okrążenie kuli ziemskiej. Miesiąc, tyle czasu daje mu lekarz. Okazuje się jednak, że istnieją leki, które mogłyby ten czas znacznie wydłużyć. Problem w tym, że w USA są one niezatwierdzone, a co za tym idzie nielegalne i niedostępne. Z jednej strony to zrozumiałe, że nieprzebadany lek, który może wywoływać efekty nieprzyjemne uboczne nie jest dopuszczony do użytku. Z drugiej strony, spróbujcie wytłumaczyć facetowi, któremu zostało 30 dni życia, że nie może z niego skorzystać, bo może mu zaszkodzi. Jeszcze chłopina umrze od tej terapii i co wtedy? Można się z tego śmiać, można płakać. Można się też wkurzyć, wybrać od Meksyku, zdobyć medykament i nielegalnie ratować własne życie. A na dodatek wpaść na pomysł, by w ten sam sposób pomóc innym.

[źródło]

Terapia polegająca na ratowaniu życia wbrew zaleceniom agencji aprobującej leki i lekarzy amerykańskich, cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Trudno się dziwić, bo jak nie skorzystać z szansy? Jak umierać spokojnie (a raczej niespokojnie, bo podróż na tamten świat w niczym nie przypomina wycieczki pierwszą klasą na Karaiby), gdy pojawia się szansa na to, by nie umierać wcale? Tym bardziej, że sam Woodrof jest doskonałą reklamą leku. Mija 30 dni, mijają tygodnie, miesiące, ba!, nawet lata, a facet jak chodził po tej ziemi, tak chodzi nadal. Powiesz mu, że leczy się nielegalnie i powinien gryźć piach zamiast kanapki z kiełbasą?

Co w tym filmie jest ważne? Dwie kwestie. 
Pierwsza dotyczy zderzenia przepisów z życiem, czyli próby chronienia ludzi przed czymś, co może im zaszkodzić, doprowadzając przy tym do sytuacji, w której upływ czas sam w sobie jest zabójczy, a to szkodliwe cudo może być jedyną deską ratunku. Pat. Trudno odmówić rozsądku komisji zatwierdzającej leki do użytku. Trudno się dziwić chorym, którzy mając przed sobą widmo śmierci, gwiżdżą na rozsądek komisji.
Druga dotyka kwestii nietolerancji, widocznej wyraźnie, gdy na horyzoncie pojawia się transseksualista, czy gdy człowiek dotknięty wirusem HIV, nagle traci wszystkich kumpli. Wszak kto by się chciał zadawać z pedałem.

[źródło]

Być może wszystkie tegoroczne nominacje po pewnym czasie wyparują z mojej pamięci. Być może żaden z filmów nie sprawił, że moje życie odwróciło się o 180 stopni, mój światopogląd runął, a po seansie stałam się zupełnie innym człowiekiem. Trzeba jednak przyznać, że poziom aktorski w większości produkcji jest niesamowity. Dawno nie widziałam w tak krótkim czasie, tak wielu świetnych kreacji. Wybranie zwycięzców jest nie lada wyzwaniem. Jak pod tym względem wypadło Witaj w klubie? Obydwaj nominowani do Oscara aktorzy, są tej nominacji warci. 

[źródło]

Matthew McConaughey chyba nigdy wcześniej nie zagrał tak dobrze (i wcale nie chodzi tu o pełne poświęcienia zrzucanie kilogramów, by zagrać wychudzonego faceta zżeranego przez chorobę). Początkowo wciela się w rolę prostaka-homofoba, typa, któremu nie zostawiłbyś pod opiekę nawet lichej paprotki, krótkowzrocznego faceta niewzbudzającego ani zaufania, ani choćby cienia sympatii, cwaniaka, imprezowicza, który żyje jak chce. Choroba i widmo śmierci zmieniają człowieka, zwłaszcza jeśli kumple stają się wrogami (wszak HIV = pedał, jakaż to prosta[cka] logika), a służba zdrowia zamiast służyć pomocną dłonią, kopie leżącego. Co prawda Woodrow cwaniakiem pozostaje do końca, z tym, że udaje mu się tę cechę wykorzystać nieco lepiej niż dotychczas.

Jered Leto wbija się w kieckę i jako transseksualista, najpierw wzbudza nieskrywane obrzydzenie w Ronie, później staje się najbliższą osobą kowboja z wyrokiem śmierci. W końcu kto lepiej zrozumie wykluczonego społecznie, jak nie typ w podobnej sytuacji? Rayon jest barwnym ptakiem tego filmu, najzabawniejszym, ale i najsmutniejszym jego ogniwem.

Obydwaj aktorzy przeszli w tym filmie niemałą metamorfozę.

[źródło]


Witaj w klubie nie zrobiło na mnie tak wielkiego wrażenia, jak sądząc po ocenach na Filmwebie, na moich znajomych. Doceniam przekaz, doceniam aktorstwo i absolutnie nie żałuję czasu spędzonego przed ekranem, ale to też nie jest film oscarowy. Bez wątpienia warto było przybliżyć historię Rona, raz jeszcze pokazać ludziom, że uprzedzenia są złe, przepisy bezduszne, a cierpienie uszlachetnia, ale... No właśnie. Raz jeszcze.

zwiastun filmu

Moja ocena: 6/10

***


Akademia filmowa nominowała Witaj w klubie w sześciu kategoriach:

Najlepszy film: Rachel Winter, Robbie Brenner
Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Matthew McConaughey
Najlepszy aktor drugoplanowy: Jared Leto
Najlepszy scenariusz oryginalny: Craig Borten, Melisa Wallack
Najlepsza charakteryzacja i fryzury
Najlepszy montaż: John Mac McMurphy, Martin Pensa

Recenzje filmów nominowanych do Oscara w kategorii głównej:
[1/9] Grawitacja (Alfonso Cuarón)
[2/9] Zniewolony. 12 Years A Slave (Stece McQueeen)
[3/9] Wilk z Wall Street (Martin Scorsese)
[6/9] Americna Hustle (David O. Russell)
[7/9] Nebraska (Alexander Payne)

38 komentarzy:

  1. Mam chrapkę na ten film. A zwłaszcza na Matthew McConaughey po serialu "Detektyw". Dane wysłałam Ci na pocztę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się bardzo podobał, trudno było poznać tych aktorów. Zagrali świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktorzy faktycznie wypadli świetnie. :)

      Usuń
  3. Nie miałam okazji oglądać tego filmu.Może kiedyś w wolnej chwili sobie obejrze

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że w przyszłości go obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wątek Rayon był fantastyczny i jednocześnie bardzo smutny; żałuję, że tak się skończył, choć z drugiej stony rozumiem, dlaczego stało się to, co się stało. Wstrząsające było też to, jak potraktowano Rona - dosłownie świat mu się zawalił i odebrano mu praktycznie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek Rayon zdecydowanie najbardziej mi się podobał. Skończył się faktycznie smutno, ale taki akcent był w tej historii potrzebny.

      Ludzie potrafią być strasznie okrutni. Często do cudzego cierpienia prędzej się dołożą niż pomogą. :/

      Usuń
  6. Coś nam się gusta rozmijają:P mimo że tematyka dość podobna do "Wilka" (wszak był seks, łamanie prawa i brudne pieniądze), to bardziej dramatyczna akcja sprawiła, że póki co ten film podobał mi się chyba najbardziej z nominacji oscarowych. No i McConaughey oraz Leto w tym filmie spisali się rewelacyjnie. Nie, żeby Leo nie dał rady w "Wilku", bo liczę, że swojego Oscara w końcu dostanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w przypadku tego filmu, tak do końca nie wiem, czemu mi się nie spodobał tak, jak oczekiwałam. To dobry film i warto go obejrzeć, ale jakoś tak... (przykład niezwykle konstruktywnej krytyki).

      Usuń
  7. Lubię oglądać filmy biograficzne, więc na ten może też kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzadko oglądam filmy, a już na pewno nie wybieram biograficznych, dlatego nie będę czarować, tylko szczerze napiszę, że jednak nie pokuszę się na powyższą produkcje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu nie lubisz biograficznych? Gdyby nie był na faktach, nic by to nie zmieniło.

      Usuń
  9. Jered Leto w kiecce...To musi być widok... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten film spodobał mi się. I to bardzo. Masz racje, obaj aktorzy zagrali w nim bardzo dobrze. Dla mnie "Witaj w klubie" i tak zasługuje bardziej na Oscara niż "Wilk z Wall Street" (chociaż ten drugi to też dobre kino).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jednak stawiam na "Wilka...", ale przede wszystkim stawiam na DiCaprio.

      Usuń
  11. Pewnie obejrzę, ale póki co mam ciekawsze filmy na oku ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Choć lubię filmy oparte na faktach to ten mnie do siebie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. teraz nie mam ochoty na ten film

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak zobaczyłam Twoją ocenę na Filmwebie to byłam ciekawa co napiszesz o tym tytule. Ja co prawda dałam 8, ale do tej pory jestem w sumie tej nocy niepewna. Bo w sumie niby nic takiego. Ale właśnie te role wprawiły mnie w osłupienie. Pozytywne osłupienie.Pierwszy raz widziałam Leto na ekranie. I nie dziwię się pozytywnym opiniom skierowanym w jego stronę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dałam 6, ale też nie wiem czy dobrze. Może jednak za nisko? Pisząc ten tekst widziałam właściwie same pozytywy, a jednak całość nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia (poza aktorstwem i samą historią). Pisanie o filmach marnie mi idzie. :/

      Usuń
    2. Ej,nie przesadzaj, wcale nie tak marnie. ") To ja po długiej przerwie jakoś niespecjalnie się za nie potrafię zabrać, dlatego postawiłam na krótsze filmowe formy - krótkie porównania i to co już miałam - filmy, do których warto wracać.
      Ten film jakoś tak dziwny był, niby wszystko w nim super, ale jakby coś nie grało. Ja miałam widocznie takie same uczucia co do niego, tylko bardziej pobłażliwie go oceniłam, bo wzięłam pod uwagę głównie to aktorstwo. Za nie samo należy się chociaż dwa punkty więcej. Bez tych genialnych ról sama bym dała 6, a może i nawet 5.

      Jeśli w recenzjach filmowych nie czujesz się pewnie, spróbuj przesiać je przez korektę na portalach. Na filmwebie musi zostać sprawdzona. O ile nic się nie zmieniło, sprawdza jedna osoba, więc jest sprawiedliwie. Jak pisałam recenzje filmowe na Debiutext to tak najpierw była sprawdzana. Bardziej pod kątem poprawności językowej, no ale jednak. Jak coś nie gra, to zwracają uwagę. Jak na moje oko w każdym razie, Twoje recenzje są dobre, jak nie bardzo dobre. Przede wszystkim przyjemnie się je czyta.

      Usuń
    3. Też wolę krótkie formy w przypadku filmów, dlatego stawiam raczej na mój Blogowy Flesz Filmowy niż dłuższe teksty. Ale w zeszłym roku starałam się o oscarowych napisać coś więcej, więc i w tym zrobiłam podobnie.
      Filmy chyba ciężej ocenić niż książki. Np. taką "Grawitację". Nudne jak flaki z olejem, ale jak nie docenić tak świetnie zrobionego filmu? Wypadałoby oceniać poszczególne komponenty i wystawiać średnią, ale i tak nie będzie sprawiedliwie.

      Sprawdza jedna osoba? Rety, to pewnie jest dłuuuuga kolejka oczekujących na akceptację?
      Językowo to jedno, ale pozostaje też to, że o filmach piszę bardzo pobieżnie. Trudno mi sensownie napisać np. o scenografii, a często po seansie zostaje mi tylko ogólne wrażenie "hmmm... nie było to ciekawe", ale nie bardzo potrafię uzasadnić co w tym filmie nie zagrało.

      Usuń
    4. -Niektóre filmy naprawdę ciężko ocenić. Niektórzy się nie patyczkują i oceniają pod względem: podobało mi się, więc 9-10 / nie podobało mi się, więc 1-2. Dlatego czasami te noty ogólne nie są miarodajne. Nawet gustomierz prawie zawsze się myli. Filmy oceniane przeze mnie od 7-10 przeważnie pokazuje mi jako 40-55 % zgodności z moim gustem.

      Taka ocena różnych komponentów nie byłaby głupia, zaczynając od filmu dobrego czy złego pod względem technicznym kończąc na własnym odczuciu. Ale średnia pewnie by śmieszna wychodziła.

      Z tą kolejną do sprawdzania recenzji to różnie bywa. Bywa że czeka się dzień czy dwa, ale bywa i miesiąc czekania. Zależy od czasu wolnego pewnie...
      Bywało i tak, że jak dodawałam jedną recenzję codziennie, to za jednym dniem miałam sprawdzone trzy, bo potem szybko to idzie.

      A w dodawaniu recenzji - przynajmniej na FW - jest tak, że właśnie o to chodzi, aby w każdej było coś ciekawego, coś czego jeszcze w poprzedniej nie było. Dlatego raczej nie wymagają, aby pisać dogłębnie o każdym aspekcie ocenianym przez jury podczas rozdania kolejnych nagród. Ja raczej bardziej przeprowadzałam takie swoiste analizy, mało było w nich technicznych spraw. Ale jak tak wracam do tych swoich pierwszych tekstów to mi za nie wstyd. No ale każdy jakoś zacząć musi. Po to to jest, aby się rozwinąć.
      Ostatnio się na FW wycwanili i osoby, które regularnie dodają recenzje i piszą je dość dobrze, dostają opcję taką, że sami mogą je sobie dodawać i akceptować.

      Usuń
    5. Irytują mnie takie oceny, bo totalnie psują średnią. Wolę polegać na poleceniach od znajomych z podobnym gustem.

      Taka cząstkowa ocena funkcjonuje na Filmasterze i to jest u nich fajne, ale średnia już wychodzi dzika.

      Aż muszę poczytać moje pierwsze teksty. Trochę strach. :P Pomyślę o tym Filmwebie.

      Usuń
  15. Akcja filmu rozpoczyna się w bardzo dobrym roku :P Tematyka już mniej mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam wtedy rocznym, uroczym dzieckiem. :D

      Usuń
    2. A inne dziecko przyszło wtedy na świat :P

      Usuń
    3. Pewnie nawet więcej niż jedno. Jakieś konkretne masz na myśli? :P

      Usuń
  16. Pierwszy raz ktoś mówi, że nie zrobił film na nim takiego suuuper wrażenia. Miałam już wrażenie, że wszyscy się nim totalnie zachwalają.. wiem jedno.. mam więc czas żeby nadrobić zaległości i sama zdecydować czy warto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszło na to, że się nie znam. :D
      Eeee... Wolę sobie wmówić, że inni się nie znają. :P

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...