Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Uniwersytetu JagiellońSkiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Uniwersytetu JagiellońSkiego. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 maja 2017

Lutz Seiler "Kruso"
[RECENZJA]

literatura niemiecka, najlepsze książki niemieckie



To jest Hiddensee, Ed, rozumiesz, hidden - ukryty? Wyspa jest kryjówką, wyspa jest miejscem, gdzie ludzie dochodzą do siebie, gdzie wracają w głąb siebie, to znaczy do natury, do głosu serca, jak mówił Rousseau. Nikt nie musi uciekać, nikt nie musi tonąć. Wyspa jest doświadczeniem. Doświadczeniem, dzięki któremu powracają - jako oświeceni. Doświadczeniem, które umożliwi im dalszy żywot, aż do dnia, kiedy ilość nagle przejdzie w jakość, kiedy miara wolności w sercach za jednym zamachem przekroczy skalę zniewolenia wynikającego ze stosunków społecznych, aż do tego momentu... Wtedy nastąpi wielkie kołatanie, jedno grzmiące bicie serca.*

niedziela, 16 kwietnia 2017

Helen Russell "Życie po duńsku"
[RECENZJA]



Sięgam po książkę i robię to, co z książką robić należy. Najpierw wdycham zapach papieru, a następnie otwieram i zaczynam czytać. Słowa z prologu są mi tak bliskie! Czytam, czytam, zerkam na okładkę. Czytam, czytam, spoglądam na nazwisko autorki.

Nie, to jednak nie ja to napisałam. Napisała ją Helen Russell, brytyjska dziennikarka z Londynu, a nie Polka nieokreślonej profesji mieszkająca w Poznaniu. I tak sobie czytam o kobiecie po trzydziestce, zmęczonej aurą, szukającą równowagi między pracą a życiem osobistym, żyjącą według listy rzeczy do zrobienia, która nigdy nie ma końca. Listy tego co chce, musi, powinna zrobić. I tak sobie czytam dalej o tej kobiecie, która próbuje robić kilka rzeczy na raz, ale czuje, że energia ją opuszcza, a życie rozbija na kawałki nijak niedające się skleić. 

I już wiem, że cokolwiek będzie dalej, ja się w książce Helen Russell odnajdę. Nawet jeśli ja zostanę w Poznaniu, a ona przeniesie się do Danii.

piątek, 24 marca 2017

Michael Dylan Foster
"Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej"
[RECENZJA]




Yōkai zaczynają się tam, gdzie kończy się język.
Tajemnicze odgłosy. Błyski światła na cmentarzu. Powódź, która niszczy jedną wioskę, a inną pozostawia nietkniętą. Uczucie, że w ciemności ktoś cię obserwuje. W jaki sposób mamy mówić o czymś, co jest nieuchwytne, anormalne? Jakie słowa mogą nazwać rzeczy, których nie da się przypisać do ustalonych kategorii i które zdają się przeczyć prawom natury?[1]

Te niewytłumaczalne zjawiska działają na wyobraźnię, czają się w rozmaitych kątach, pojawiają w snach, coraz częściej pojawiają się w sztuce, ale i popkulturze. Są widmami, upiorami, demonami czy też najogólniej - potworami. Japończycy mają na nie własne określenie. Yōkai.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...