niedziela, 21 grudnia 2014

[9] Wakacje 2014: Barcelona (L’Aquarium)



W ubiegłym roku nie udało nam się zrealizować dwóch punktów z planu zwiedzania Barcelony, więc trudno się dziwić, że tegoroczną wyprawę zaczęliśmy od nadrobienia tego, co wówczas ominęliśmy. Pierwszy na liście był Park Labirynt. Na miejscu drugim znalazło się Oceanarium. Co prawda ryby uważam za jedne z najnudniejszych stworzeń i zwykle zaczynam ziewać już przy piątym akwarium, ale to nie dla małych kolorowych nudziarzy chciałam zwiedzić to miejsce. Magnesem były rekiny.




Zmęczeni po pierwszej połowie dnia, ale za to najedzeni, zaczęliśmy powoli odzyskiwać energię. Do położonego nad morzem L’Aquarium de Barcelona dotarliśmy późnym popołudniem. Właściwie wieczorem. Wspinając się na wyżyny elokwencji, moim łamanym angielskim wypytałam panią o różne kwestie dotyczące zwiedzania, w tym tej, ile czasu zajmuje zobaczenie całości, bo nie byliśmy pewni, czy ze względu na późną porę opłaca nam się w ogóle tam wchodzić. Opłacało się. Z wrażenia (w końcu w perspektywie było spotkanie z rekinami) zapomniałam zaawansowanego słownictwa angielskiego i zawiesiłam się przy prośbie o... dwa bilety. Prawie płynnie wypowiedź dokończyłam po hiszpańsku, co mnie zdziwiło, a kasjerkę rozbawiło.


Podbój mórz i oceanów zaczęliśmy (ziew) od przyklejania nosa (ziew) do szyb kolejnych (ziew) akwariów. No dobra, nie było tak źle, bo rybki, choć po rybiemu nudne, to jednak barwne i różnokształtne, więc z przyjemnością obserwowałam co bardziej interesujące okazy podwodnych stworzeń.






Gwiazdor Nemo pomachał nam płetwą...


...z rozgwiazdą przybiliśmy piątkę.






W tym gamoniu zakochałam się na zabój.



L’Aquarium to ok. 11 tys. stworzeń, ok. 450 gatunków i... 6 mln litrów wody. Największe wrażenie robi podwodny tunel o długości 80 metrów. Stojąc na ruchomym chodniku podziwialiśmy pływające obok i nad nami stworzenia, w tym te, dla których postanowiliśmy wydać po dwadzieścia euro - rekiny.


Orła cień to przy tym betka.


Jakoś zdjęć niestety przypomina te robione kalkulatorem, ale cóż - gwiazdy akwariów nie lubią fleszy.








Drugi raz raczej bym się tam nie wybrała, ale ten jeden wart był wydanej kasy. Tunel i pływające w nim rekiny, płaszczki i inne gamonie - zrobiły na mnie ogromne wrażenie. No i do listy marzeń dopisałam jedno: znalezienie się w podwodnej klatce, wokół której pływają rekiny. Nie mam jednak pojęcia, czy znalazłabym w sobie dość odwagi (dzięki, Spielberg!).



Oprócz rybki zza szybki, L'Aquarium oferuje fajną miejscówkę dla dzieciaków - do zabawy i zdobywania wiedzy. Tu tajemnicze przejście, tam tunel do którego warto się wczołgać, by podejrzeć płaszczkę od spodu, albo inne dziwy natury, atrakcji sporo.


pod to coś można było się wczołgać i podziwiać zwierzaki z innej perspektywy;
oczywiście wiem to tylko z obserwacji, sama nie wczołgiwałam się pod spód, serio, no serio, serio...



młody był odważniejszy ode mnie - czailiśmy się oboje,
ale ostatecznie to on pierwszy włożył kończynę w otwór


Dla panien przewidziano dodatkową atrakcję, choć i niektóre mężatki (pod czujnym okiem męża), postanowiły spróbować swych sił w przywabianiu księcia...


...za co w efekcie zostały ukarane pożarciem przez rekina.


Na szczęście w tej grze przewidziano dla mnie więcej żyć, w związku z czym mogłam kontynuować zwiedzanie i obejrzeć najsmutniejszą część Oceanarium - czyli pingwiny w zamknięciu. Sądząc po stanie szyby zwierzaki postanowiły dać upust złości i obrzucić taflę gó...rą błota.


Sporo czasu spędziłam wpatrując się w oczy jaszczurek. Ciekawe czy dogadałyby się z moim kotem.



Na koniec, ruszyliśmy do sklepu z pamiątkami, wzbogacając przy okazji moją kolekcję zakładek.






W końcu opuściliśmy sklep i spacerkiem ruszyliśmy w stronę naszego guest house'u. Było już koło 23, a nam marzyła się butelka wina. Problem w tym, że po 22 obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach. Piwo bez problemu można kupić w każdym zaułku, ale my koniecznie chcieliśmy czerwone wino. W jednym ze sklepów bardzo intensywnie wpatrywaliśmy się w regał z zakazanymi owocami, aż w końcu sprzedawca poinformował nas o tym, że niczego nam nie sprzeda. 

Nawet jednej butelki???

Gdy już wybraliśmy to, czego nie mogliśmy kupić, męża (jako osobę posiadającą plecak) zaproszono w kąt sklepu niewidoczny od strony ulicy. Wychodząc zapłaciliśmy za to czego nie kupiliśmy, a chwilę później niekupionego alkoholu nie wypiliśmy w pokoju.

Cóż, co kraj to obyczaj. Co kraj to inne dziwactwo.

***

Zapraszam też tutaj

22 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia! Tez chciałabym zobaczyć rekiny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa relacja, a przy niektórych zdjęciach uśmiałam się:) Moje dzieciaki byłyby zachwycone oglądając te wszystkie wodne stwory i ja także:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre są piękne, inne robią wrażenie w inny sposób. :P Dla dzieciaków świetne miejsce.

      Usuń
  3. Mnie też rybki niespecjalnie interesują, ale te rekiny to bym chętnie zobaczyła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O jaaa! Królestwo za możliwość odwiedzenia takiego Oceanarium... ;) A wino pewnie smakowało skoro takie zakazane? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że smakowało. Zwłaszcza, że musieliśmy się do niego dobrać bez korkociągu. :P

      Usuń
  5. Ja też nie jestem fanką ryb, ale fajnie wygląda to Oceanarium :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ zazdroszczę! ;) Wspaniałe zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim znakiem zodiaku jest ryba, więc jak najbardziej ciągnie mnie do takich miejsc. Mam nadzieję, że uda mi się tam kiedyś wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, to miejsce idealne dla Ciebie. :)

      Usuń
  8. Zgadzam się - ryby są potwornie nuuudne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam tylko w oceanarium w Gdyni, za które uważam możemy się wstydzić :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam, więc z ciekawości muszę zapytać: dlaczego?

      Usuń
  10. Ja tam chcę być! Byłam tylko w oceanarium w Gdyni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja byłam w podobnym miejscu w Valenci :) A i jeszcze w Niemczech, teraz przydałoby się odwiedzić wrocławskie oceanarium :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. To we Wrocławiu jest oceanarium??

      Usuń
  12. Jakie to zachwycające. Brak mi słów po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Byłam w tym akwarium i niestety całą przyjemność ze zwiedzania zepsuły właśnie te biedne, osowiałe, smutne pingwiny :( Nie rozumiem po co je tam trzymają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo pomyślałam. Ogromnie mi ich żal. :/

      Usuń
  14. Możesz czuć się wyróżniona. Będziesz pierwszym człowiekiem pożartym przez tęczowego rekina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czeka mnie sława, chwała i krótkie życie. :P

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...