środa, 3 września 2014

[2] Wakacje 2014
Girona cz. 1



Girona często traktowana jest po macoszemu. Ot, miasto, w którym lądują samoloty tanich linii lotniczych, więc z konieczności zalicza się lotnisko, po czym pakuje do autokaru pędzącego do Barcelony. Ok, bądźmy szczerzy - Girona z Barceloną w żaden sposób równać się nie może i jestem w stanie zrozumieć tych, którzy na zwiedzanie stolicy Katalonii mają mało czasu. Jeśli jednak wybieracie się w nieco dłuższą podróż, warto wsiąść na lotnisku w autobus, który w niespełna pół godziny dowiezie was do centrum miasta.


W ubiegłym roku lecieliśmy bezpośrednio do Barcelony, w tym nie było takiej możliwości, co oczywiście postanowiliśmy wykorzystać. Z Girony jest bliżej do kilku interesujących nas miejsc, a i samo miasto bardzo chcieliśmy zobaczyć. 



Zarezerwowaliśmy trzy noclegi w hotelu Condal, który serdecznie polecam. Czysto, blisko na dworzec i historyczna część miasta, dobrze oznaczona droga z dworca (da się trafić bez planu miasta o pierwszej w nocy), przemiła, uczynna obsługa. Mimo, że mieliśmy pokój od strony ulicy, niemal w ogóle nie było słychać ulicznego ruchu. Rano, wyposażeni w nabyty w recepcji bilecik, wędrowaliśmy do pobliskiego baru na śniadanie, gdzie nieco zdziwiony pan nie bardzo potrafił przejść do porządku dziennego nad dziwną turystką zamawiającą kanapkę bez mięsa. Podczas tego urlopu szukanie bezmięsnych kanapek, bagietek itp. będzie istnym mission impossible dla kogoś, dla kogo "bez mięsa" oznacza także "bez ryby", "bez macek" itp.

Gironę zwiedzaliśmy po powrocie z Besalú. Pogoda się niestety zepsuła, niebo przykryły ciemne chmury. Co prawda zwiedzanie bez towarzystwa palącego słońca jest nieco mniej męczące, ale nie po to się jedzie do Hiszpanii, by mieć nad głową jesienne, polskie niebo. Trochę kręciłam więc nosem na złośliwą aurę, ale na szczęście słońce tak całkiem o nas nie zapomniało.

W okolicy dworca pochłonęło mnie fotografowanie graffiti i płaskorzeźb uwieczniających najrozmaitsze zawody. Rzeźb było sporo. Uwieczniały m.in. nauczycieli, sportowców, rolników, murarzy, lekarzy, artystów.




Na dobry początek wylądowaliśmy na Plaça de la Independència, przy okazji rozglądając się za potencjalnymi lokalami, w których moglibyśmy wieczorem zaspokoić głód. Jest to jedno z najbardziej uczęszczanych miejsc w Gironie. Wieczorem, tylko w najdroższych restauracjach widać było puste stoliki.




Ostatecznie obiad zjedliśmy już po drugiej stronie rzeki. Gironę przecina Onar, a nową i starą część miasta łączą liczne mosty - niektóre bardzo malownicze. Równie pocztówkowo prezentują się postawione wzdłuż brzegu budynki. Nic więc dziwnego, że całość często pojawia się w twórczości artystów, a także na wszelkich pamiątkowych gadżetach - od wielkich obrazów, po pocztówki i zakładki. 

Zbliżając się do rzeki oglądałam sklepowe wystawy - słabość, której nie potrafię przezwyciężyć. Przyglądanie się ekspozycjom sprawia mi często więcej przyjemności niż same zakupy, choć przyznaję, że nie miałabym nic przeciwko nabyciu takiej koszulki...


... lub którejś z tych torebek.


Za to kompletnie nie kusiły mnie figurki znanych postaci czy to z pierwszych gazet czy fikcyjnego, filmowego świata w dość hmmm... krępującej, acz naturalnej, sytuacji. Mam wrażenie, że politycy z opuszczonymi spodniami kiepsko komponowaliby się z dekoracjami w mieszkaniu.


Podobne zdjęcia już wam kiedyś pokazywałam, przy okazji wizyty w oficjalnym sklepie FC Barcelony. Cóż - co kraj, to obyczaj.


Ale, ale - oto dotarliśmy do rzeki. Widok ładny, choć nieco ponury. W towarzystwie ciemnych chmur zwiedzaliśmy część położoną już za rzeką, a następnie zajrzeliśmy do niesamowitego muzeum kina. Miejsce to zasługuje na osobną notkę i możecie być pewni, że taka powstanie. O tym, co znajduje się za Onar też poczytacie innym razem.



Zmęczona byłam ogromnie, ale pobyt w muzeum dodał mi energii. Zachwycona tą wizytą, wyłoniłam się z budynku i wpadłam wprost w objęcia promieni słonecznych. Oczywiście chwilę później szczęśliwa i uzbrojona w aparat, znalazłam się na brzegu Onar.

Kierunek? Czerwony most - Pont de les Peixateries Velles, zwany także Mostem EiffelaZbudowany przez firmę pana odpowiedzialnego za powstanie słynnej, paryskiej wieży, robi całkiem niezłe wrażenie. 


Przechadzaliśmy się po nim tam i z powrotem, czekając na odpowiedni moment, by pstryknąć fotki. Polujących na to samo jest więcej, co odrobinę utrudniało sprawę.


Pocztówkowe, nadrzeczne widoki podobają mi się coraz bardziej. Choć niektóre domy są w nienajlepszym stanie - razem prezentują się bardzo malowniczo. Wiszące domy (Cases de l'Onyar) stały się wizytówką miasta i podejrzewam, że są bardziej rozpoznawalne niż widoczna w tle, zabytkowa katedra Santa Maria.


Ten biały budynek pośrodku to Casa Masó, dom Rafaela Masó i Valenti, jednego z najwybitniejszych katalońskich architektów. Aby go zwiedzić, niezbędna jest wcześniejsza rezerwacja. Masó był wielbicielem Antonio Gaudiego, interesował się polityką, był także poetą i miał wkład w promocję kultury i sztuki. Nie wszystkie jego projekty spotkały się z uznaniem i część z nich nigdy poza fazę projektu nie wyszła. Co więcej, niektóre gotowe budynki po pewnym czasie zburzono lub przekształcono.



A oto i niepozorny Gómez Bridge, który nad rzeką wisi od 1916 roku.



Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach. Tym razem jest nim miłość wyginająca łyżeczki i patent na miarę Pomysłowego Dobromira.









W Gironie co rusz można się spotkać z demonstracją patriotyzmu. Na wielu oknach i balkonach powiewają katalońskie flagi.


Już niedługo ruszymy na drugą stronę rzeki, gdzie Girona okaże się klimatycznym miastem pełnym wąskich uliczek i setek schodów. Mam nadzieję, że wybierzecie się tam ze mną.





Zapraszam też tutaj

49 komentarzy:

  1. Świetna wyprawa i jaka kolorowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urok kolorowych domków i słońca, które w końcu raczyło wyjść. ;)

      Usuń
  2. Piękne miejsce, zdjęcia oddają urok tego miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powtórzyłam się.. miasta chciałam napisać ;)

      Usuń
    2. Dziękuję. :) Nie spodziewałam się, że to tak urokliwe miasto.

      Usuń
  3. Pięknie! Nie dziwię się, że aż chce się tam wracać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę mówić kolejny raz jak bardzo zazdroszczę Ci tej wyprawy? Chyba nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sympatycznie to miejsce wygląda. Rzeczywiście pewnie warto zwiedzić, jeśli ma się więcej czasu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak. Zwłaszcza, że po drugiej stronie rzeki jest część historyczna. :)

      Usuń
  6. piękne miejsce, fajne zdjecia, a koszulka genialna też bym taką chciała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy u nas gdzieś takie są.

      Usuń
  7. Piękne fotografie! Tylko pozazdrościć takich wakacji. ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne fotografie. Z tego, co piszesz wynika, że Girona jest katalońskim odpowiednikiem Getafe, miasta położonego niedaleko Madrytu, w którym lądują tanie linie i które w porównaniu do swojego sąsiada wypada dość mizernie, ale samo w sobie ma mnóstwo do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego niestety porównać nie mogę, ale może kiedyś?

      Usuń
  9. Katalonia demonstruje swoją odrębność również poprzez wszelkie napisy, które są w j. hiszpańskim i j. katalońskim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Nawet w metrze stacje zapowiadają w dwóch językach. :D

      Usuń
  10. Cudne zdjęcia, cudna wyprawa, czekam na ciąg dalszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia z cudownymi widokami! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Pewnie, że się wybiorę, tylko nie każ długo czekać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem na etapie kadrowania zdjęć. ;)

      Usuń
  13. Bardzo mi się Girona podobała, te kamienne schody - świetne! Mam na nich piękną sesję ;) Most Eiffla równie brzydki jak Wieża, no może trochę bardziej udany, bo pasuje do tych domków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie gdyby nie Twoja notka, to nie planowałabym jakiegoś większego zwiedzania Girony. ;)
      Sesji zazdroszczę. Mało kiedy wypuszczam aparat z rąk i w efekcie prawie nie mam zdjęć z podróży. :/

      Mam nadzieję, że w moim przypadku będzie jak z Sagradą. Wieża spodoba mi się bardziej niż Tobie. :P

      Usuń
  14. Taka koszulka to jedno z moich marzeń! Z pewnością bym ją kupiła :D
    A miasteczko bardzo urokliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz trochę żałuję, że nawet nie sprawdziłam ceny. :/

      Usuń
  15. Hiszpanię można odkrywać i odkrywać. Ciągle znajdzie się coś fascynującego. Mnie ostatnio zafascynowała Alcudia. I Valldemosa. Ale o tym jeszcze u mnie będzie w swoim czasie ;) Zdjęcia jak zwykle cudowne. Ale te figurki... Ludzka fantazja granic nie zna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty już lepiej nie wyliczaj, bo zgłupieję i nie będę wiedziała, gdzie planować ewentualny kolejny wyjazd. ;)

      Usuń
  16. Ten most naprawdę jest niepozorny, bałabym się chyba po nim iść :D Łyżeczka - świetna patent, czego to ludzie nie wymyślą :) Taką koszulkę też bym z chęcią przygarnęła :D
    Jak zwykle cudowne zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd! Stado turystów może po nim ganiać tam i z powrotem. ;)

      Dziękuję. :)

      Usuń
  17. Jak zwykle piękne zdjęcia. Niektóre miejsca pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne zdjęcia, mam nadzieję, że kedyś będę mogła się wybrać w to miejsce. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę Ci, żeby taka wyprawa doszła do skutku. :)

      Usuń
  19. Jak zwykle z Tobą czeka nas niebanalna wędrówka. Uwielbiam Twoje fotorelacje. Zachwycające kolory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, dziękuję za kolejne ciepłe słowa. Cieszę się, że mam dla kogo pisać. :)

      Usuń
  20. Oto nagroda za wysiłek włożony w samodzielną organizację - odkrywanie miejsc, do których nie docierają grupy wycieczkowe. Fajnie móc się powłóczyć po takich urokliwych zakątkach :)
    A co do figurek, to na honorowym miejscu na wystawie obowiązkowo powinna być miniatura pomysłodawcy tego wzornictwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yhm. W nagrodę pominęłam najważniejszy zabytek Girony, bo skupiłam się na czymś innym. Wstyd nieziemski, więc trzeba było zweryfikować plany i uwzględnić powrót do starej części miasta. :D

      Swoją drogą, ciekawe czyj to pomysł i od jak dawna takie figurki powstają.

      Usuń
  21. Świetne zdjęcia. Czeka na te wąskie uliczki Girony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Kolejna notka już niebawem.

      Usuń
  22. Wspaniały wpis, widać, że wyjazd się udał :) A dzięki Tobie i ja mogę zobaczyć troche miejsc, gdzie nie byłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i oczywiście zapraszam na kolejne części. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...