wtorek, 25 marca 2014

"Pier**** pisanie",
czyli czy w tej bajce jest happy end?



Opowiem Wam bajkę, ale może trochę później. Tymczasem...

Zaczęło się od Kai Malanowskiej. Z biolożki, finalistki Nagrody Nike, autorki powieści Patrz na mnie, Klaro. O pisarce nie słyszałam przez ogłoszeniem nominacji, po gali jej książka znalazła się na mojej liście tytułów do przeczytania - wśród setek innych, bez wykrzyknika oznaczającego priorytet i nerwowe przeczesywanie bibliotek i księgarń. Pewnie bym nazwisko autorki zapomniała, gdyby nie jej donośny głos, pełen złości i frustracji, rzucający "gównem" i "pierdolący pisanie", jaki rozległ się z profilu na Facebooku. Tekst wpisu zapewne wszyscy już znacie, więc oszczędzę sobie i Wam, cytowania gu tutaj. W skrócie: Kaja Malanowska poświęcając pisaniu książki 16 miesięcy, zarobiła na tym zawrotną kwotę 6800 zł. I to ją wytrąciło z równowagi.


Reakcja środowiska była szybka. Ze wszech stron rozległy się głosy potępiające autorkę. Że nikt jej pisać nie kazał, że o zarobkach głośno się wypowiadać nie wypada, że książka kiepska, że pisanie powieści to mało i warto podreperować budżet tworzeniem felietonów, scenariuszy itp. Głos zabrali m.in. Jacek Dehnel (wspominając, że poeci i tłumacze poezji mają jeszcze gorzej), Jakub Żulczyk (każąc autorce się "nie mazgaić", "nie kompromitować zawodu" i podpowiadając jak można pisząc zarobić na życie) i Krzysztof Varga, który swój wywód podsumował: Zresztą jeśli o mnie idzie, to Malanowska może śmiało "pierdolić pisanie", szkody ze złamania pióra przez Malanowską raczej niewielkie będą, nie widzę w tej chwili możliwości, aby naród popadł w zbiorową żałobę, jeśli Malanowska swoje groźby w życie wprowadzi, mogę nawet powiedzieć, że owo "pierdolenie pisania" to jest najlepsze, co Malanowska dla literatury może uczynić[źródło].

Kaja Malanowska nie spodziewała się takiej reakcji na swój "półprywatny" wybuch, o czym możecie przeczytać w wywiadzie, który przeprowadził z nią Michał Fal.

W każdym razie, gdy emocje odrobinę opadły, pojawiły się kolejne, nieco bardziej wyważone artykuły. Niektórzy Malanowską bronią (Kaja, nie daj się! - pisze na swoim blogu Paweł Pollak), inni biorą pod lupę zarobki autorów, jeszcze inni zastanawiają się nad wizerunkiem polskiego pisarza. 

O zarobkach pisarzy (polskich i zagranicznych, tych z prawdziwego zdarzenia i celebrytów, którzy piszą, bo mogą), możecie przeczytać m.in. w artykule Mileny Rachid Chehab. Na Onecie powstała galeria prezentująca stawki, jakie za swoje książki zgarnęli politycy (lub ich bliscy - żony polityków bywają niezwykle wylewne). W jednym z wywiadów, Michał Witkowski, opowiada o tym, jak rosną kwoty zaliczek wydawanych mu na poczet kolejnych książek (obecnie jest to 500 tys. złotych). Jak to więc jest z tymi zarobkami? Okazuje się, że bardzo różnie, że do jednego wora nie da się wrzucić autorów popularnych czytadeł i pisarzy celujących w ambitną literaturę, choć w każdej grupie znajdą się tacy, którzy o utrzymywaniu się z pisania mogą jedynie pomarzyć i ci, którzy przychody ze sprzedaży mogą przeznaczyć na kupno mieszkania (Dorota Masłowska) czy podróże (Michał Witkowski). Jak zwykle - wszelkie uogólnienia są zbędne i krzywdzące, a to co Kaja Malanowska "pierdoli", Andrzejowi Sapkowskiemu pozwala opłacić rachunki i jeszcze na waciki wystarcza.

Czytanie nie jest modne (pisanie już tak, jeśli spojrzeć na nazwiska widniejące na okładkach, łatwo zauważyć, że piszą wszyscy - jedni z własnej potrzeby, inni - bo fajnie móc powiedzieć "napisałam(em) książkę", jeszcze inni - czort wie z jakiego powodu i po co). Czytanie wymaga czasu i skupienia, a tego w coraz szybciej kręcącym się świecie, z dnia na dzień brakuje nam bardziej. Pisarz nigdy nie będzie grał pierwszych skrzypiec w rzeczywistości opartej na pośpiechu, obrazkach i krótkich formach komunikacji. Tak jak recenzent książkowy, może tylko pomarzyć o tym, że to co robi, da mu coś więcej niż satysfakcję, tak i pisarz nie przeskoczy finansowo gwiazd seriali czy gospodarzy niewymagających angażowania umysłu programów, które są niczym kojące plastry na rany po ciężkim, nerwowym dniu. Oczywiście, możecie mnie teraz zakrzyczeć: że Jarosław Czechowicz, że Bernadetta Darska, z drugiej zaś strony wymienieni wcześniej: Masłowska czy Witkowski, że można się wybić w tej mało medialnej dziedzinie. Być kimś. I będziecie mieli rację. Nie zmieni to jednak faktu, że więcej wśród pisarzy Malanowskich, niż Sapkowskich, że pisarz to nie muzyk, a pióro nie Stradivarius.

Opowiem Wam bajkę. Zaczyna się ona tak:
Za górami, za lasami, w świecie alternatywnych rozwiązań, spotkali się dwaj panowie w średnim wieku. Dawno się nie widzieli, w liceum jeszcze, gdy na pomaturalnym rozdrożu, jeden szedł ścieżką dla informatyków, drugi filologów.
- Co porabiasz? - Pyta informatyk.
- Jestem pisarzem - z dumą rzecze drugi.
- W sensie zawodowym?

(konsternacja)(milczenie)
(kurtyna)

62 komentarze:

  1. Chyba nie wspomniałaś o wywiadzie, w którym p.Malanowska postulowała, że państwo powinno jej, jako pisarzowi, płacić pensję ;).
    Rozumiem jej frustrację i gdyby rozpaczała nad małą ilością czytelników, pewnie nie wywołałaby takiej burzy. Ale wspomniała o wynagrodzeniu. Zastanawiałam się, czy autorka przeczytała umowę z wydawnictwem przed podpisaniem, skoro tak ją zdumiało wynagrodzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym samym zastanawiałam. A to rozkręcenie afery jest wręcz "urocze" :>

      Usuń
    2. O, faktycznie. Może podświadomie, bo po tym postulacie jeszcze nie przeszłam do porządku dziennego. Ale jeśli to miałoby wejść w życie, rzucam pracę i zostaję pisarką. :)

      O umowie nawet nie pomyślałam. Hmm... To czyni tę aferę dużo bardziej idiotyczną.

      Usuń
  2. U nas pisarstwo nie było i chyba nigdy nie będzie dochodowym zajęciem. Chyba że jest się Grocholą, która czasem potańczy z gwiazdami lub w inny sposób podreperuje budżet - wtedy z pisania albo raczej z faktu bycia pisarzem można żyć. Autorzy wydający nieco ambitniejszą literaturę na kokosy nie mają co liczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie trzeba się pogodzić z tym, że pisanie może być tylko jednym ze źródeł zarobku, ale przecież da się to pogodzić z innymi, pokrewnymi zajęciami.

      Usuń
    2. dokładnie. pisanie tylko jaka pasja - dla samego wewnętrznego spełnienia.
      szkoda, że tak to wygląda, szkoda, że nie można się z tego utrzymać..

      Usuń
    3. Jest kilka osób, które sobie radzą. Może więc jest szansa dla najlepszych albo tych, którzy niemal bezbłędnie trafiają w gusta czytelników?

      Usuń
  3. Z samego pisania nie zawsze da się wyżyć, ale jest to możliwe. Mam kolegę, który pisze bajki dla dzieci. Uwielbia wymyślać postacie i o nich pisać. Raz ma lepiej finansowo, a raz gorzej, ale jest w stanie utrzymać czteroosobową rodzinę. Różnie z tym pisaniem jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest z każdym zawodem, w którym nie ma stałej pensji, tylko zlecenia, które raz pojawiają się częściej, raz rzadziej, raz są lepiej płatne, innym razem mniej. Z tym się trzeba niestety liczyć, jeśli postanawia się pracować inaczej, niż w urzędzie od 8 do 16.

      Usuń
  4. Ależ forma cię chwyciła - piszesz takie teksty, że niedługo będę musiała zamieszkać na twoim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawę, herbatę? Kapcie, kocyk? ;)

      Usuń
  5. Cóż, o aferze z Malanowską nie słyszałam. Na pewno sobie o niej więcej poczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, bo to ciekawy temat, choć nieciekawa afera. :)

      Usuń
  6. Świetnie napisane, aż miło się czyta, a to zdanie: "więcej wśród pisarzy Malanowskich, niż Sapkowskich, że pisarz to nie muzyk, a pióro nie Stradivarius." powala, dobre spostrzeżenie, choć niestety niezbyt przychylne dla naszego pisarstwa:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Niezbyt przychylne, ale cóż poradzić - tak to widzę. Jeśli się mylę, to wcale nie będzie mi z tą pomyłką źle.

      Usuń
  7. Nie znam tej autorki, ale rzeczywiście kasę dostała "gigantyczną"... przez te 16-mcy więcej by zarobiła pracując w osiedlowej Żabce. No ale nie każdy jest "poczytną polską pisarką", która trzaska kupę forsy za gówno, które pisze (pozwolę sobie pominąć nazwisko owej pisarki, bo mnie zaraz jej obrończynie zjedzą). To w końcu tylko Polska, tu się na uczciwym pisarstwie nie zarobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te 16mcy to 5 miesięcy myślenia nad powieścią i 11 miesięcy pisania ;). Mam wrażenie, że poza większym nakładem "poczytne polskie pisarki" czytają umowy z wydawnictwem przed podpisaniem i negocjują stawki. Kaja Malanowska chyba tego nie zrobiła.

      Usuń
    2. @Tirindeth - pytanie brzmi, dlaczego owa pisarka zarabia (tzn. jej twórczość jest chętnie kupowana), a inny pisarz nie?

      @Anna - właśnie zaczęłam sobie wyobrażać jak to by było fajnie, dostawać pensję za 5 miesięcy myślenia. Piękna wizja. :D

      Usuń
  8. Jestem zdania, że pisarz powinien oprócz pisania robić coś jeszcze, mieć jakiś fach w ręku, czy to dorabiać na tłumaczeniach, czy pisać do gazet, robić coś. Chociażby właśnie Pollak czy Karpowicz - tłumaczą. Paweł Pollak pisał o tłumaczeniu książek na swoim blogu, negocjowaniu i nie są to jakieś nie wiadomo jakie zarobki, ale chyba lepiej mieć tyle, niż nie mieć nic? A Malanowska z jednej strony zachowała się, jakby była nie wiadomo jak znaną, wielką pisarką, i wszyscy powinni jej za to zapłacić. Trzeba być naprawdę znanym i rozchwytywanym, żeby w tym zawodzie dobrze zarabiać - nie mówię o sprzedawaniu się do dziadowskich programów czy fenomenie autorek zupełnie kiepskich, ale poczytnych przez mało wymagające rzesze - poza tym wydaje mi się, że trzeba też mieć dobrego menedżera czy samemu też rzucać okiem na promocję książki, umowę z wydawnictwem, itp. Dobry post, bardzo ironiczny napisał Jakub Żulczyk :) A jeżeli Malanowska faktycznie mówiła o tym, że pisarz powinien mieć stałą pensję od państwa...Sorry, to nie jest praca na pełen etat...Rozumiem, że wtedy bite 8 h dziennie musiałaby pisać i przedstawiać komuś wyniki swojej pracy? No dla mnie to absurdalne. Zgodzę się natomiast z kwestią stypendiów, ze złym promowaniem nawyku czytania, z tym, co pisze Paweł Pollak na temat zachęcania młodych Polaków do czytania - kilkukrotnym wałkowaniem Mickiewicza się tego nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem pisarz może po prostu pisać, ale same książki - jak się okazuje - to w większości przypadków zbyt mało. Swoją drogą nie rozumiem, co w tym złego, że autor książki, napisze od czasu do czasu jakiś felieton czy artykuł do gazety? Czy to "gorsze pisanie"?

      Pomysł stałej pensji trudno skomentować. I trudno to sobie wyobrazić.

      Tekst Żulczyka też mi się podoba. :)

      Usuń
  9. Z przyjemnością przeczytałam Twój mini felieton. Niestety z pisania w większości przypadków wyżyć się nie da w naszym kraju. Każy musi sobie radzić sam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. :)

      No, niestety - z pisania utrzymają się ci najlepsi, ale i (a może przede wszystkim) trafiający w czytelnicze gusta. Książka to jednak forma rozrywki i to właśnie te lżejsze pozycje mają szanse trafić do szerszego grona.

      Usuń
  10. Nic nie mam do dodania. Świetny post. O tej aferce z Malanowską nie słyszałam. Muszę pogrzebać w internecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.

      Poczytaj sobie na ten temat. Afera aferą, a temat jest naprawdę ciekawy. :)

      Usuń
  11. Jak nie jest dochodowe? Wcale nie trzeba być noblistą żeby zarabiać na pisaniu ( a może lepiej nim nie być). W temacie pani Malanowskiej wypowiedziała się Magdalena Witkiewicz, która, jak wiadomo, pisze książki dla kobiet, często lekkie i przyjemne i przyznała się, że zarabia na pisarstwie na tyle dobrze, że zamknęła firmę i żyje tylko z pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej wypowiedzi nie czytałam, ale zaraz poszukam.

      Usuń
  12. Nawet nie słyszałam o żadnej Kai Malanowskiej ani o tym, że nie chce już pisać, bo mało zarobiła. Chyba żyję w jakimś alternatywnym świecie. Poza tym jestem filologiem i dobrze mi z tym (ale o pisaniu nie marzę) :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja żyję razem z Tobą w tym świecie:) Też pierwszy raz o kobiecie słyszę.

      Usuń
    2. Widzę, że nie tylko ja nie słyszałam ani o pani Malanowskiej, ani o "aferze" :) Mnie to zawsze wszystko omija :P

      Usuń
    3. W pięknym świecie żyjecie - takim bez afer. :D
      Tylko pozazdrościć. :D

      Usuń
    4. Może powinnaś do nas dołączyć? ;)

      Usuń
    5. Eeee... Afery są fajne. :D

      Usuń
    6. Bo jest o czym pisać notki, ja tam wolę recenzje :P

      Usuń
    7. Nie tylko z powodu notek. Fajnie wiedzieć, co w tym literackim światku się dzieje. :)

      Usuń
  13. ta sprawa to mnie drażni ogólnie! prawda jest taka, że na sukces składa się wiele czynników i po prostu coś zawiodło i tyle. Nie podoba mi się ta kłótnia i dla mnie jest czymś bezsensownym. Ona nie powinna tak pisać, oni jej krytykować czy chwalić i tyle. Dziewczyny w komentarzach pisały, że domagała się ona pensji od państwa(?) nie wiem czy to prawda, ale w takim razie i ja chcę bo jestem blogerką i wkładam całe serce w blogowanie...albo jestem bezrobotna i siedzę na tyłku i nic mnie nie obchodzi i też chcę dostawać pensję...bez paranoi ogólnie...I tak jak piszesz są lepsi i gorsi...Ja np. teraz czytam i pisze o książkach pani Karoliny Janowskiej - książki świetne, Opowieści Celtyckie rewelacyjne, ale co z tego jak marketing leży...wydawnictwo w ogóle się nie kwapi by promować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, pensje dla blogerów! Też poproszę, bo czasami mam wrażenie, że to jak drugi etat. :D

      Faktycznie, marketing leży, bo niby staram się choć trochę śledzić to, co się dzieje, a nazwisko autorki jakby obce...

      Usuń
  14. Nie słyszałam o tej Kai całej :p
    Miło czytało się ten wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie każdy jest na tyle poczytny, by móc zarabiać na pisaniu, ale w takiej sytuacji zamiast psioczyć na zarobki, wydawnictwa i w końcu czytelników, lepiej właśnie zająć się oprócz pisania książek, również innymi formami wypowiedzi, felietony, artykuły itp. Wspominana powyżej przez Honoratę Magda Witkiewicz osiągnęła taki poziom popularności i poczytności, że zarabia na pisaniu, pisze książki,którymi zachwycają się głównie kobiety, ale i mężczyzn wśród jej czytelników nie brakuje, dlaczego więc nie wyszło Pani Malanowskiej? Może nie trafiła z tematyką swoich książek do czytelników, może ma za słabą promocję, a może zwyczajnie jej książki wcale nie są takie dobre, żeby ludzie chcieli je czytać (nominacja do Nike nie jest tutaj wyznacznikiem, większość nominowanych to autorzy mało popularni - wyjątkiem jest Joanna Bator i może jeszcze kilka nazwisk). Prawda jest taka, że to nie nagrody czy nominacje powodują, że książka jest popularna i czytana, ale zwyczajna promocja i marketing szeptany. Podsumowując cała afera Pani Malanowskiej zdążyła mnie zirytować i znudzić, jak to mówią 'nie mój cyrk nie moje małpy'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałaś tak w ogóle książkę Malanowskiej? Bo mnie teraz ogromnie ciekawi ta lektura.

      Mnie też podoba się ten pomysł z dodatkowym sposobem na zarobek, bo przecież pisać można w różny sposób i na różne tematy. Mądry artykuł może być cenniejszy niż książka, a i dotrze do większej liczby czytelników. Co szkodzi pomóc sobie w ten sposób, a może przy okazji taki felieton zamieszczony w czasopiśmie, zmobilizuje kogoś do sięgnięcia po powieść autorki?

      Usuń
  16. Słyszałam o tym, że zarobki pisarzów są nikłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się okazuje, różnie z tym bywa. :)

      Usuń
  17. Bajka boska :P
    Słyszałam o tym wszystkim i trochę mi żal tej pani, bo w sumie żaliła się tak sobie i znajomym, a teraz mówi o tym cała Polska :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale bez księżniczki! :(

      Ach, moc Facebooka. :P

      Usuń
  18. Nic o tym nie słyszałam, ale bajeczka jest świetną puentą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zniknęłaś na zbyt długo!

      ;)

      Usuń
  19. Bajka relacyjna :D dokładnie tak samo reagowali wszyscy, którym mówiłam, że studiuję bibliotekoznawstwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ;)

      Wyobrażam to sobie. :P

      Usuń
  20. Pisarstwo? Jako hobby, czemu nie? Jako zawód? To chyba tylko dla "najlepszych". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla tych, którzy wiedzą jak pisać, żeby inni chcieli to czytać. I żeby tych innych było na tyle sporo, żeby nie dać się zaskoczyć niskim zarobkiem po szesnastu miesiącach pracy. ;)

      Usuń
  21. Krzysztof Varga dobrze podsumował jej wybuch. To bezczelne mówić o swoich zarobkach tak oficjalnie, publicznie i jeszcze narzekać... Każdy wie, że pisarze łatwo nie mają, a początku są bardzo trudne. Jeśli nie jest się popularnym, jeśli w swoich dziełach nie ma się tego czegoś, to jak ktoś może liczyć na zarobki rzędu milionów? Uważam, że jeśli ktoś pisze, to nie robi tego tylko i wyłącznie dla kasy. Ja np. wydałam debiut, ale nie oczekuję milionów, a szczerze mówiąc nawet tysięcy; bo wiem jak to wszystko wygląda w Polsce. Cieszę się, że moja książka ludziom się podoba, coś wnosi w ich życie, że dostaję prywatne wiadomości - to wszystko jest bardzo fajne, ale wyżyć na tym się nie da. I pani Malanowska powinna to wiedzieć. Poza tym ja nawet nie wiem, kim ona jest, co napisała, nigdy o niej nie słyszałam, a jeśli tak, to jakoś szczególnie w pamięci mi nie została...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy bezczelne, ale chyba trochę nie na miejscu. A może to my jesteśmy przeczuleni na tym punkcie, wyuczeni, że o pieniądzach głośno się nie mówi? Sama nie wiem.

      Widocznie Kaja Malanowska ma inne podejście do pisania. Ciebie cieszy fakt wydania książki i to, że spotkała się z uznaniem czytelników. Ona chce także na niej zarobić. W sumie trudno się dziwić, jeśli traktuje to jako pracę, a nie hobby, ale z drugiej strony, trzeba spojrzeć na to realnie.

      Usuń
  22. Ha, ja bym to mogła przenieść na nieco inny zawód. Z tym, że ja mam trochę pokory i widzę, że ci, którzy są naprawdę dobrzy, na zarobki nie mogą narzekać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, czekaj, jeszcze wszystko przed Tobą. :)

      Usuń
  23. Poprzednicy sporo już napisali a ja się tylko nad jednym zastanawiam - ciekawą sobie pani Malanowska reklamę nakręciła. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, ja nagle nabrałam sporej ochoty na lekturę jej książki. :D

      Usuń
  24. Aktualny autor przygód Pana Samochodzika zarabia 1,5 zł od sprzedanego egzemplarza, więc to nie są jakieś bajońskie kwoty. Za to inny pisarz, którego znam, zgarnia kilkaset złotych za spotkanie autorskie.
    Te zarobki są naprawdę różnorodne, ale jedno jest pewne - wolałabym być wydawcą niż żyć tylko z pisania książek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mamuniu, to powstają jeszcze kolejne części??? Swoją przygodę skończyłam na Nienackim, wiem, że sporo jeszcze tego powstało, ale, że nadal i wciąż? Hm.

      Ciekawe co o swoich zarobkach mieliby do powiedzenia wydawcy. :D

      Usuń
  25. Nie słyszałam o tej "burzy" medialnej. Dzięki za przybliżenie tematu, na pewno doczytam o tej sprawie w necie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj - całkiem ciekawy temat. ;)

      Usuń
  26. z tym pisarstwem to niestety robi się ostatnio klęska urodzaju. tworzą ci co nie powinni, a o zdolnych nazwiskach się zapomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ci, co nie powinni są często sławni. I kolejki ustawiają się do celebrytów, a nie do pisarzy. :/

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...