Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Andaluzji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Andaluzji. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 lutego 2018

Kino z Hiszpanią w tle: "Fernando"



Przeuroczą animację ma na koncie Twentieth Century Fox i nie mówię tu o filmie Dzieciak rządzi, produkcji, która nijak mnie nie przekonała, a jej obecność na liście filmów animowanych do Oscara powitałam ze zdumieniem. Gdzie jej tam do takich perełek jak Coco czy Twój Vincent. Gdzie jej do cudnego Fernando, o którym chciałam napisać dziś kilka słów. 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Kino hiszpańskie: "Toro"



Trochę thriller, trochę sensacja, trochę dramat. Historia braci uwikłanych w przestępczą działalność ze wszystkimi konsekwencjami tejże, jest na tyle dynamiczna i interesująca, że wciąga, choć trudno powiedzieć, by Toro był kinem wybitnym, a zachowanie bohaterów zawsze logiczne (no i skąd oni wzięli w Andaluzji tak pustą plażę, że można było się po niej spokojnie ścigać samochodami tak, by nie potrącić żadnego niemieckiego turysty?).

wtorek, 25 października 2016

Andaluzja w filmie: "Vengo"




Chciałabym wrócić do pisania o filmach. Zwykle nie będą to produkcje nowe, co więcej - często nie będą to produkcje ani nowe, ani popularne. Nie wróżę więc tym moim filmowym notkom wielkiej popularności, ale cóż... gdybym chciała podjąć próbę konkurowania z czołówką blogosfery to w innym stylu, i z inną tematyką.

A tymczasem przenieśmy się na chwilę do Andaluzji. Nie liczcie jednak na all inclusive, zatłoczone plaże, ani nawet na spacery mauretańskimi ogrodami. To nie będzie ten słoneczny, pocztówkowy raj dla turystów. To będzie taka Andaluzja, jakiej nie pozna przejezdny. Czy wciąż aktualna, wciąż przystająca do tamtejszej rzeczywistości? Nie wiem. Ja byłam tam tylko turystką.

środa, 12 października 2016

María Dueñas "Templanza znaczy umiar"
[RECENZJA]





Premiera: 12 października

María Dueñas, znana jest polskim czytelnikom z powieści Krawcowa z Madrytu oraz Olvido znaczy zapomnienie. Mieszkająca w Cartagenie Hiszpanka tym razem osadziła swą powieść w drugiej połowie XIX wieku, plenery wybierając interesujące i malownicze.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Victoria Twead "Andaluzja, Olé!"
Idealna na lato!

Victoria Twead
Andaluzja, Olé!
Wyd. Pascal
2012
416 stron
Wbrew popularnemu powiedzeniu, nie do trzech, a do czterech razy sztuka. Po zbyt pesymistycznej powieści Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki, nieco na siłę zabawnej Jeżdżąc po cytrynach oraz dobrej, ale wciąż nieidealnej Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji, w końcu trafiłam na taką andaluzyjską historię, która jest ciepła, zabawna, pachnie Andaluzją i sprawiła, że jeszcze bardziej niecierpliwie wyczekuję wyjazdu na południe Hiszpanii.

Wspomnienia Victorii Twead zawarte w książce Andaluzja, Olé! okazały się strzałem w dziesiątkę. Co prawda nie miałam okazji przeczytać wcześniejszego tomu, U nas zawsze świeci słońce, więc ominęły mnie opowieści o pierwszych chwilach pobytu Victorii i jej męża w tym słonecznym regionie, ale na szczęście nie trzeba ich znać, by świetnie się bawić podczas lektury kontynuacji. Autorka zadbała o to, by przedstawić czytelnikom wszystkich bohaterów, a wszelkie nawiązania do przeszłości podane są tak, że nie sposób się pogubić. Można część drugą traktować jako odrębną powieść, choć jest spora szansa, że po tej lekturze, zapragniecie sięgnąć nie tylko po kontynuację, ale także i poprzedniczkę.

czwartek, 16 lipca 2015

Chris Stewart "Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji"
Anglik w opałach

Chris Stewart
Jeżdżąc po cytrynach.
Optymista w Andaluzji

Wyd. AA
2007
255 stron
Schemat podobny do tych, na których swego czasu opierała się moda na literaturę o Toskanii czy innej Umbrii. Otóż znudzony życiem Amerykanin, czy też pragnąca zmian Angielka, postanawiają rzucić dotychczasowe życie i rozpocząć je w zupełnie innym świecie. Opuszczają miasta, korporacje, dotychczasowych partnerów (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać), sprzedają dom, meble, samochód (tu też można kreślić i dopisywać), kupują posiadłość w śródziemnomorskim kraju, zachwycają się krajobrazami, zaprzyjaźniają z naturą, poznają zwyczaje tubylców i remontują zakupione budynki. Remontują, remontują, remontują. Nabyte domy są bowiem często w opłakanym stanie.

Taką też opowieść serwuje Chris Stewart, o którym (zapewne dla podbicia zainteresowania książką), wspomina się najpierw jako o byłym członku grupy Genesis (Stewart zagrał na AŻ dwóch singlach), a dopiero później jako o facecie, który kupił farmę w Andaluzji. Pomiędzy jednym a drugim Stewart zdążył popracować w cyrku, w Grecji zaciągnąć się na kuter rybacki, nauczyć strzyc owce, zdobyć licencję pilota w Los Angeles, ukończyć kurs kucharza kuchni francuskiej, odwiedzić Chiny... Krótko mówiąc, kupno farmy złożonej z rozpadających się budynków, w której to ciepłe posiłki przygotowuje się uprzednio rozpalając ognisko, o bieżącej wodzie można pomarzyć, elektryczność co prawda jest, ale wyłącznie z baterii słonecznych (niedziałających podobno tylko czasem latem, za to często zimą), główny budynek mieszkalny stoi na górskiej grani siekanej wiatrem, skorpiony i węże mają się nieźle oraz licznie, zdaje się być szaleństwem w granicach "stewartowej" normy.

piątek, 3 kwietnia 2015

Juan Eslava Galán "Walentyna"
Bohater z przypadku

Juan Eslava Galán
Walentyna
Wyd. Sonia Draga
2015
296 stron
Obaj pochodzą z andaluzyjskiego miasta Jáen. Jeden drugiego powołał do życia i chodzą słuchy, że są sobie bliżsi niż mogłoby się wydawać. Juan Eslava Galán i Juan Castro. Pisarz i publicysta oraz jego bohater - mulnik. Duet, który chętnych zabierze do czasów hiszpańskiej wojny domowej, kiedy to rząd Republiki Hiszpańskiej walczył z prawicową opozycją o wpływy w państwie.

Choć wojna to bez wątpienia temat poważny, w literaturze czy filmie nie zawsze spotykamy się z patetycznymi relacjami, przerażającymi scenami, bolesnymi wspomnieniami tych, którym udało się przeżyć. Absurdy wojny wyśmiewano niejednokrotnie. Twórczość antywojenna zdobywała serca widzów i czytelników. Nie sposób było się nie uśmiechnąć podczas seansu filmu Życie jest piękne Roberta Benigniego, a powstałe przed wiekiem Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej bawią do dziś. Humorystyczna proza antywojenna to sposób na to, by pokazać jakim absurdem bywają konflikty zbrojne.

czwartek, 5 lutego 2015

Alex Browning "Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki"
Walka z wiatrakami w... Andaluzji

Alex Browning
Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki
Wyd. Pascal
2012
280 stron
Do tej pory, po zalewie lektur należących do toskańskiej fali, myślałam, że Anglicy mający dość Wysp Brytyjskich, pakują swój dobytek i przenoszą się do Włoch. Liguria, Toskania, oliwa z oliwek, pomidory, winnice, problem z przystosowaniem do domu, zachwyt pejzażami i takie tam. Okazuje się, że równie atrakcyjna jest Andaluzja ze swą malowniczością i słoneczną pogodą. 

Jakiś czas temu towarzyszyłam w przeprowadzce Jackie Todd i jej mężowi, którzy z Londynu przenieśli się do słonecznej Frigiliany. O nowym miejscu na ziemi, pierwszych kontaktach z Hiszpanami i zetknięciu się z ich zwyczajami oraz o coraz liczniejszych, czworonożnych przyjaciołach dzielących przestrzeń z obrotnymi Londyńczykami, można przeczytać w pełnej ciepła książce Nasze piękne dni i wspaniałe psy w Andaluzji.

Tym razem wróciłam na południe kraju w towarzystwie Alex i Jamesa Browningów, Anglików, którzy postanowili uciec od panoszącej się w ich życiu nudy. Zacumowali w Finca Tara, domu wybudowanym na skraju oszałamiająco zielonej doliny z wysokim łańcuchem górskim w tle[1]. I pewnie byłoby jak w bajce, gdyby trudności nie piętrzyły się uparcie. Tu trzeba przyznać, że bohaterom woli walki o spełnienie marzeń nie brakowało.

piątek, 26 grudnia 2014

Jackie Todd "Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji"
Pod słońcem Andaluzji

Jackie Todd
Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji
Wyd. Amber
2010
280 stron
Zacznijmy od tego, że tytuł Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji nie brzmi najlepiej. Właściwie nie brzmi wcale. I nie zachęca do lektury. Za długi i zbyt słodki. W oryginale prezentuje się lepiej (Dog Days in Andalucía: Tails from Spain), a i brytyjska okładka bardziej cieszy oko, choć niby tu góry i tam góry, tu pies i tam pies. Co tu dużo mówić, nie jest to książka, którą ściągnęłabym z półki i zabrała ze sobą, gdyby nie to, że trafiła na moją andaluzyjską listę, czyli zestawienie książek, które mam zamiar przeczytać zanim sama w Andaluzji wyląduję (na co ogromnie liczę).

Nie nastawiałam się na dobrą książkę, ale na lekkie czytadło, które pozwoli mi choć na chwilę przenieść się z deszczowej Polski do słonecznej Hiszpanii. I muszę przyznać, że jako takie sprawdziło się znakomicie.

piątek, 5 grudnia 2014

Z książką po... Andaluzji

książki o Andaluzji


Energio wróć! "Nie chce mi się" jest ostatnio najczęściej używanym przeze mnie wyrażeniem. Zajmuje miejsce na podium, oczko wyżej od "zimno mi" i dwa oczka od "kiedy wreszcie będzie wiosna?". Nawet czytać mi się nie chce, a to znaczy, że jest źle. Pomyślałam jednak, że gdybym tak mogła za sprawą książek przenieść się tam, gdzie mam nadzieję wybrać się podczas urlopu (najbliższego? - nadziejo, matko głupich, nie śmiej się, a przynajmniej nie rób tego tak otwarcie), to może odzyskałabym choć trochę energii i pozytywnego nastawienia do świata?

wtorek, 27 listopada 2012

Juan Ramón Jiménez "Srebrzynek i ja: Elegia andaluzyjska"
Srebrzynku, ty widzisz nas, prawda?

Juan Ramón Jiménez
źr. artgerust.com
Zawodność ludzkiej pamięci zmusza nas do podejmowania prób zatrzymania minionych chwil na różne sposoby. Powstają pamiętniki, kręcone z ręki filmy, kolaże kolorowych fotografii. Noblista Juan Ramón Jiménez wspomnienia uchwycił w swych poetyckich miniaturach Srebrzynek i ja: Elegia andaluzyjska.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...