piątek, 26 grudnia 2014

Jackie Todd "Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji"
Pod słońcem Andaluzji

Jackie Todd
Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji
Wyd. Amber
2010
280 stron
Zacznijmy od tego, że tytuł Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji nie brzmi najlepiej. Właściwie nie brzmi wcale. I nie zachęca do lektury. Za długi i zbyt słodki. W oryginale prezentuje się lepiej (Dog Days in Andalucía: Tails from Spain), a i brytyjska okładka bardziej cieszy oko, choć niby tu góry i tam góry, tu pies i tam pies. Co tu dużo mówić, nie jest to książka, którą ściągnęłabym z półki i zabrała ze sobą, gdyby nie to, że trafiła na moją andaluzyjską listę, czyli zestawienie książek, które mam zamiar przeczytać zanim sama w Andaluzji wyląduję (na co ogromnie liczę).

Nie nastawiałam się na dobrą książkę, ale na lekkie czytadło, które pozwoli mi choć na chwilę przenieść się z deszczowej Polski do słonecznej Hiszpanii. I muszę przyznać, że jako takie sprawdziło się znakomicie.

Jackie Todd oraz jej mąż Stephen mieszkają w Londynie, pracują jako architekci, finansowo powodzi im się bardzo dobrze, ale ma to oczywiście swoją cenę. Praca po kilkanaście godzin na dobę, wyścig z czasem, gdy trzeba jak najszybciej skończyć kolejne zlecenie, stres, zmęczenie, życie podporządkowane działalności zawodowej. Ponadto, mając tak napięty rozkład dnia, nie mogą sobie pozwolić na posiadanie psa, a jest to marzenie ich obojga. Czasami śmieją się, że gdy przeprowadzą się do Hiszpanii, będą mogli mieć i psy, i koty, i wolny czas. W trakcie tych rozmów, w marzeniach rodzina powiększa się o hiszpańskiego pointera i dwa koty - śródziemnomorskie pręgowane burasy.

Od wielu innych marzycieli, którzy zaczynają zdania od "a jak wyjadę do Australii..." lub "jak już przeniosę się na północ Europy...", ale nigdy zdań tych nie kończą żadnym konkretnym czynem, różni ich to, że oni, wiosną 1991 roku, kupili Casa Rosa - dom w słonecznej Andaluzji.

Casa Rosa to dopiero początek, bo państwo Todd mają zmysł biznesowy i wiedzą jak spożytkować gotówkę, a później nieruchomości. Wszak mieszkają w turystycznym raju, a chętnych do wynajęcia domu na wakacje nie brakuje. Pojawia się też pierwszy czworonożny lokator i choć Charlie nie przypomina wymarzonego pointera, Jackie zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Z wzajemnością.

Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji to opowieść ciepła nie tylko ze względu na miejsce akcji, ale przede wszystkim, ze względu na ludzi tworzących tę historię. Jackie i Stephen mają ogromne serca i na całe szczęście nie cierpią na brak gotówki. Jedno i drugie ogromnie im się przydaje, gdy pod ich drzwiami zjawiają się kolejne psiaki, które nie mogą znaleźć domu. 

Początkowo książka Jackie Todd jest głównie opowieścią o Andaluzji. Kobieta poznaje sąsiadów, lokalne zwyczaje i powiązania, potyka się o pierwsze językowe przeszkody, uczestniczy w wydarzeniach ważnych dla miejscowej społeczności. Malownicza wioska Frigiliana, w której zamieszka ostatecznie, leży w prowincji Malaga. Tu wszyscy się znają, wielu mieszkańców łączą więzy krwi. Tworzą zżytą społeczność, a londyńczyków traktują z ogromną serdecznością. Todd opisuje swoje wrażenia, zabawne wpadki, starcia z budowlańcami (ci chyba w każdym kraju są specyficzni), udział w hucznie obchodzonych świętach, przyjaźń z zatrudnioną w roli sprzątaczki Lourdes, a przede wszystkim psie historie. Jej książka w pewnym momencie staje się przede wszystkim historią o zwierzętach, Andaluzja schodzi wówczas na nieco dalszy plan.

wydanie brytyjskie
Nie zabrakło jednak ciekawostek dotyczących Hiszpanów i ich języka i opisów zwyczajów. Szkoda, że bohaterowie nie bardzo mieli ochotę na zwiedzanie, bo chętnie wybrałabym się z nimi gdzieś dalej, niż tylko na corridę w Rondzie. Autorka skupiła się jednak głównie na czworonogach i muszę te przyznać, że psie historie były naprawdę poruszające, a wkład Todd'ów w ich ratowanie - nieoceniony. W końcu odniosłam wrażenie, że powstanie tej książki nie wiąże się z chęcią opowiedzeniu historii o znalezieniu nowego miejsca na ziemi, a raczej o tym, jak łatwo pozbyć się niechcianego zwierzaka i jak trudno znaleźć mu później nowy, szczęśliwy dom.

Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji są także pełne humoru. Dużo pozytywnej energii wprowadza Lourdes, gadatliwa, tryskająca życiem, pulchna, opięta lycrą torpeda*. Przezabawna okazała się jej wyprawa do Londynu. Wyobraźcie sobie energiczną, trzydziestopięcioletnią Hiszpankę, która nigdy nie opuszczała małej Frigiliany, nagle lądującą w ogromnym, tętniącym życiem mieście, gdzie niemal wszystko jest tam dla niej nowe: od pociągów, przez windy, po wielkie centra handlowe. Na nudę nie ma szans, a dzięki hiszpańskiej przyjaciółce, nawet Jackie zobaczy swoje miasto w zupełnie inny sposób.

Czyta się tę książką z przyjemnością, tym większą, im gorsza aura zagląda w nasze okna. Opowieść Jackie Todd jest pełna słońca, ciepła i serdeczności. Zdarzają się i trudniejsze momenty, ale jest ich niewiele. Ta książka to takie różowe okulary, dzięki którym świat prezentuje się dużo pozytywniej. W powietrzu pachną cytrusy, niebo jest tak niesamowicie błękitne. Właście zaczyna się fiesta. Ludzie tańczą sevillanę, odpoczywają w cieniu jedząc paellę, piją vino de torrento i głośno się śmieją, opowiadając sobie lokalne ploteczki. 

Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji należy do tych z gatunku "lekkie i przyjemne". ale pozwala też poczuć na twarzy andaluzyjskie, gorące powietrze, dowiedzieć się kilku ciekawostek na temat Hiszpanii i miło spędzić czas z jej mieszkańcami. To jeszcze jedna historia z tych, które udowadniają, że marzenia się spełniają, ale trzeba im w tym pomóc. Niekiedy wymaga to wielu wyrzeczeń, sporo kosztuje i niesie ze sobą ryzyko, ale są rzeczy tego warte. Tak było właśnie tym razem.

Isabel Pantoja - Así fue


***

* Jackie Todd, Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji, przeł. Agata Kowalczyk, Wyd. Amber, 2010, s. 50.

***

Zobacz też

14 komentarzy:

  1. Rozglądam się za optymistyczną i ciepłą historię, więc jak trafię na ten tytuł, to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zapowiada się świetnie, a te psiaki wyglądają słodko. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś się skuszę, wszak ja psiara jestem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tytuł i okładka zdecydowanie nie prezentują się najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tytuł jest koszmarny, zgadzam się, że nie zachęca do ściągnięcia książki z półki. Treść już lepsza jak piszesz, ale obawiam się, że w moim przypadku przegrywa z innymi historiami. Póki co nie mam ochoty na taką powieść, może bliżej lata coś się w tej kwestii zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie miejsce akcji, na pewno bym po tę książkę nie sięgnęła. Ciebie też jakoś szczególnie bym nie namawiała. ;)

      Usuń
  6. Aniu a ja tak poza tematem zapraszam Cię do mnie: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2014/12/indywidualne-wyzwanie-czytelnicze-7.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka, jak dla mnie, nieciekawa, ale widzę, że u Ciebie się bardzo hiszpańsko robi :) Czyżby Andaluzja w przyszłym roku się szykowała? Pozdrawiam (jeszcze świątecznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym bardzo. Na razie mam kilka pomysłów i przewodnik. :P Cała reszta to jak zwykle kwestia tego, ile i czy w ogóle, uda się odłożyć kasy. :D

      Usuń
    2. Trzymam kciuki :) Na pewno się uda :) Zawsze możesz w 2015 roku zwiedzić część Andaluzji, a potem tam wrócić i zobaczyć resztę ;) Ja zaledwie liznęłam Toskanię, więc też gdzieś mi po głowie chodzi, by tam wrócić i przejechać trasy widokowe.

      Usuń
    3. Na raz się chyba nawet nie da. Na pewno nie. Za dużo potencjalnie cudnych miejsc oddalonych od siebie. W sumie najbardziej mi zależy na festiwalu w Rondzie. Na wszelki wypadek zarezerwowałam urlop w odpowiednim (mam nadzieję) terminie. ;)

      Po Toskanii najlepiej podróżować samochodem?

      Usuń
  8. Z przyjemnością po nią sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Idealna na odgonienie pogody za oknem. Podoba mi się jej ciepło i lekkość, a do tego gorąca Hiszpania, trudno pozostawić ja obojętnie. ;)

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...