piątek, 18 lipca 2014

Katalonia [2]
Costa Brava: Blanes



Pomysł był taki: postawić nogę na plaży Costa Brava. Czasu nie mieliśmy wiele, fundusze topniały, ale na jeden dzień koniecznie chcieliśmy wyskoczyć do którejś z malowniczych miejscowości na wybrzeżu. Z góry odrzuciliśmy imprezowe Lloret del Mar, przez moment zastanawialiśmy się nad uroczą Tossą del Mar, ostatecznie wylądowaliśmy jednak w Blanes, gdzie Costa Brava ma swój początek.



Na dobry początek wsiedliśmy do niewłaściwego pociągu. Na szczęście kierunek obraliśmy właściwy, tylko nagle okazało się, że nasz pociąg kończy trasę w Mataro, mniej więcej w połowie drogi z Barcelony do Blanes. Upsss... Lekka dezorientacja, brak mapy i nerwowe rozglądanie się na boki. Ok, jest rozkład jazdy. Wodząc palcem wśród obco brzmiących nazw, doszliśmy do wniosku, że zaraz nadjedzie skład do Blanes. Co prawda nie byliśmy pewni, czy na zakupionym bilecie możemy beztrosko wsiąść do kolejnego pociągu, no, ale...


Stąd nie było widać morza. Czekała nas przesiadka na autobus, którym mieliśmy dojechać do centrum.

Pierwszy nadmorski widok? Oto i on.


Pierwsza miłość? A o to i ona.


Zerkałam temu panu przez ramię, ale do tej pory nie wiem co czytał. Przy okazji naszła mnie taka refleksja: ten pan posadzony z czytnikiem już nie byłby tak przyjemnym dla oczu widokiem.


Nie mieliśmy żadnego planu, więc po prostu ruszyliśmy deptakiem podziwiając widoki. Te piękne i te nieco zawstydzające...


Na szczęście pięknych było zdecydowanie więcej.


Główna plaża miejska - Platja de Blanes ma ponad 600 metrów długości. Prze chwilę obserwowaliśmy młodych mężczyzn, usiłujących chodzić po linie zawieszonej między dwoma słupami. Szło im dość marnie, choć wśród nich był młody kandydat na cyrkowca, którego umiejętność utrzymania równowagi imponowała zarówno nam, jak i jego kumplom.


W Blanes mieszczą się dwa ogrody botaniczne i do tej pory nie wiem jak to się stało, że w końcu nie wybraliśmy się do żadnego z nich. Cóż, podróżowanie bez planu ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanymi minusami są brak świadomości o istnieniu pewnych miejsc i skleroza - zachwyciwszy się jednym, łatwo zapomnieć o tym, że miało się obejrzeć coś innego.





Mężowi na widok wzgórza św. Jana (ok. 175 m n.p.m.) zaświeciły się oczy, a że żadne z nas nie jest amatorem wylegiwania się na plaży, już po chwili wspinaliśmy się do góry. 


No to idziemy...


...co jakiś czas spoglądając za siebie. Im wyżej, tym piękniej. Po chwili spomiędzy drzew dojrzeliśmy port.



Ponad trzydzieści stopni ciepła dało nam się ostro we znaki, ale było warto!


Ach, budzić się co rano i mieć z okna taki widok...



W końcu dotarliśmy na szczyt, do ruin zamku. Pierwsze wzmianki o El Castell de Sant Joan pochodzą z XI wieku, lata świetności przypadły na XIII-XIV wiek, a w XVI wieku powstała wieża strażnicza, dzięki której można było obserwować wybrzeże i dostrzec piratów, nim ci zdołali zrobić w okolicy swój piracki bajzel.





Smerfy są wszędzie...


Kto się wspiął, musi zejść. Tym razem poszło dużo szybciej. W poszukiwaniu cienia ruszyliśmy w głąb miasteczka, spacerując wąskimi uliczkami.


Do kościoła Santa Maria de Blanes niestety nie udało nam się zajrzeć. Stojący w pobliżu karawan jasno sugerował, że nie jest to najlepsza pora na spełnianie turystycznych zachcianek.


Szybko ruszyliśmy dalej.


 Na moment przystanęliśmy przy zabytkowej studni z 1854 roku - Font de La Mina Cristallina.


A później znów udaliśmy się w kierunku morza, podziwiając urokliwe budynki...


...i zaglądając na wystawę księgarni. Jak widać gorący Katalończycy czytają gorącą literaturę.


Ale oto znów jesteśmy na brzegu. Blanes jest "bramą Costa Brava", a Sa Palomera, skalista "wysepka" połączona z lądem - symbolicznym początkiem wybrzeża.





Z Sa Palomera Blanes prezentowało się tak.



My ledwie zanurzyliśmy w morzu stopy, ale amatorów wodnych harców nie brakowało.






Przez moment żałowałam, że nie miałam ze sobą takiej kłódki. Po raz pierwszy miałam ochotę zostawić po sobie (po nas!) taki ślad. 


Zawsze myślałam, że pozostanę wierna górom. Ale wiecie co? Nad morzem bywa równie pięknie.


***

Zapraszam tutaj

64 komentarze:

  1. Zachwycające zdjęcia, chociaż ten "TYLKO ŚLĄSK" rzeczywiście zawstydza. Pozostaje mieć nadzieję, że tylko Polak rozpozna w tym dziele swojego rodaka :) I wiesz co? Ten pan rzeczywiście nie wyglądałaby dobrze z czytnikiem, co jest kolejną rzeczą, która kurczowo będzie mnie trzymać przy książkach papierowych.
    Ach, Hiszpania jest moim nr 1, mam nadzieję, że w przyszłym roku już uda mi się pojechać, bo z uwagi na trzeci rok studiów zamierzam podjąć pracę i odkładać na te wymarzone wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten napis mnie totalnie zszokował. W sumie było mi mocno wstyd.

      Trzymam kciuki za realizację tego marzenia. :)

      Usuń
  2. Poczułam się jak na wakacjach, dzięki za tę wycieczkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinnaś pomyśleć o napisaniu książki, dobrze się czyta Twoje relacje i masz oko do wyłapywania ciekawostek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Olu. :)
      Obawiam się jednak, że marny ze mnie pisarz-fotograf. :D

      Usuń
  4. Płaszczyć się na plaży też nie lubię, ale mając taki upał, jak dzisiaj, za oknem, chętnie bym się popluskała w takim pięknym otoczeniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, dziś było kosmicznie gorąco. Ale podejrzewam, że spędzając takie upały w jakimś ładnym miejscu, wcale nie myślałabym o pluskaniu się w wodzie. :D

      Usuń
    2. Pewnie tak, ale dobrze byłoby wiedzieć, że ma się taką możliwość;)

      Usuń
  5. W takich widokach można się zakochać. Aż dech zapiera! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia, fantastycznej okolicy. Ale ja najchętniej zanurzyłabym się w tej zjawiskowej wodzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat wolę się włóczyć. ;)

      Usuń
  7. Jejku- jak tam pięknie!!! Wprost nie mogę się napatrzeć!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne widoki, boskie morze.... ale się rozmarzyłam i powspominałam... ponieważ przed maturą miałam okazję być na wycieczce objazdowej po m.in. Włoszech, Francji i Hiszpanii. I byłam właśnie w Lloret del Mar :) Spędziliśmy tam 2 noce i ... żadnej nie spałam w swoim wygodnym łóżku hotelowym - najpierw do późna zakupy w maleńkich sklepikach a potem impreza do rana, ależ się działo. To faktycznie nastawiona na imprezy miejscowość, ale podobało mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiała być fantastyczna wycieczka. :)

      Lloret del Mar na pewno też ma swój urok, ale jakoś mnie tam nie ciągnie.

      Usuń
  9. Byłam w Lloret de Mar i wcale nie jest tak bardzo imprezowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wszędzie spotykałam inne opinie, więc sama nie próbowałam tam jechać. ;)

      Usuń
    2. Była to fantastyczna wycieczka :)
      Zależy co się robi... :P Tak jak napisałam dla mnie to była wielka impreza, wtedy byłam młoda, wyrwałam się daleko od domu, bez rodziców, z koleżankami które znałam a nie obcymi całkiem ludźmi - niewiele zobaczyłam z urokliwego miasteczka ale droga od hoteliku do dyskoteki na długo została mi w pamięci. A samą dyskotekę pamiętam do dziś

      Usuń
    3. Ano właśnie. To ja jednak jestem obecnie w fazie "zwiedzać", a nie "imprezować". Choć z drugiej stronie, co też widać na Twoim przypadku, taka dyskoteka to niezapomniane przeżycie. :D

      Usuń
  10. Nie muszę chyba pisać, ze przepiękne widoki tam miałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że musiała to być bardzo udanana wycieczka. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W tym roku Majorka w przyszłym hiszpańskie Costa Brava? Kurcze, żeby Beatriz nie kusiła jeszcze tymi greckimi wyspami. Teraz to już nie wiem zupełnie gdzie planować kolejny urlop ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, kuszenie dopiero zaczynam na dobre :P Poczekaj na posty z Balos i Elafonissi - raj na ziemi!

      Usuń
    2. @Agata, gdybym nie miała już zrobionych planów, to też bym się zastanawiała nad Grecją. :D

      @Beatriz, zlituj się! :P

      Usuń
    3. Haha, ani myślę :P Mówię Wam, że Grecja jest przepiękna! Na Santorini było dużo zwiedzania, a na Krecie rajskie plaże - poczekajcie do następnego posta!

      Usuń
    4. Uwierzyłyśmy Ci już po pierwszym poście. :P
      A tak swoją drogą, pojęcia nie mam dlaczego nigdy nie myślałam o Grecji. Ten Twój ostatni post rozłożył mnie na łopatki. jak w bajce.

      Usuń
  13. No ładne miasteczko, ale...Tossa de Mar widzi mi się o wiele lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądząc po zdjęciach, masz rację. ;)

      Myślałam o wyjeździe do Tossy w tym roku, ale jeszcze bardziej bym chciała dotrzeć do Cadaques.

      Usuń
    2. Cadaques też miałam w planach, ale ostatecznie tak się w Tossie rozleniwiliśmy, ale nie chciało nam się z niej ruszać :) Ale jest pretekst by tam wrócić!

      Usuń
    3. Mnie rozleniwienie nie grozi, bo plażować nie lubię. Choć mam wrażenie, że w Cadaques mogłabym się zaszyć na trzy dni. No, ale wszystko okaże się na miejscu. ;)

      Usuń
  14. Wspaniałe widoki, aż chciałoby się poleżec z książką na plaży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie by było szkoda czasu na leżenie. :)

      Usuń
  15. Wiesz co? Jesteś niereformowalna! :D Ja tak marzę o Hiszpanii, aby zobaczyć chociaż jedno maleńkie miasto, marzy mi się to od dawna, a co chwilę widzę u Ciebie takie posty i tak cudowne zdjęcia; za bardzo kusisz! :D I wiesz co jeszcze? W te wakacje albo jeszcze w tym roku może uda mi się pojechać do państwa, które wybiorę sama (Albania, Grecja i Hiszpania), bo do nich mnie bardzo ciągnie i coś czuję, że Hiszpania wygra! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za udany wyjazd! I za wybór Hiszpanii oczywiście.
      Piękna Barcelona, urokliwe Costa Brava. Miejsca tłoczne i spokojne, do wyboru, do koloru. :)
      Już czekam na Twoje wrażenia. :D

      Usuń
  16. Świetna fotorelacja :) Cudne widoki, zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakie piękne zdjęcia. Mocno klimatyczne :) Wspaniała podróż.

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam pływać :) Ale na razie starczą mi Polskie jeziora :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jestem z tych, co moczą nogi do kostek. No, może do kolan. :P

      Usuń
    2. Ja najlepiej się czuje, ja nie czuję pod stopami dna :P Wtedy nic mi nie przeszkadza :D

      Usuń
    3. Coś w tym jest. Dobrze mieć świadomość tego, że się nie jest na dnie. :P

      Usuń
  19. Spędzasz wspaniałe wakacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze wspomnienia z poprzednich, ale mam nadzieję, że te będą równie wspaniałe. :)

      Usuń
  20. Z jednej strony się mocno rozmarzyłam. Na wybrzeżu byłam tak dawno temu, że mało z tego pamiętam. Muszę zacząć trenować pamięć. Albo szybko tam wrócić ;) Ale z drugiej strony jest mi mocno wstyd. Tyle dobrze, że Śląsk jest nieco mniej charakterystyczny niż Polska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powrót jest całkiem niezłą opcją. Odświeżysz pamięć, odkryjesz coś nowego. ;)

      Usuń
  21. Po prostu cudnie!!! :) Też chciałabym tam być ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jej, masz talent do zdjęć. Są naprawdę świetne.
    Marzy mi się taka podróż!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę spełnienia marzenia. :)

      Usuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne zdjęcia :) Ja byłam około tygodnia w Lloret de Mar i bardzo miło wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ;)
      Tygodnia bym tam nie wysiedziała. :D

      Usuń
    2. Wtedy byłam jeszcze w liceum, więc akurat na taką wycieczkę pojechałam. Przy okazji zwiedziłam Paryż i byłam cały dzień w Gardalandzie we Włoszech :)

      Usuń
    3. Oooo... No to świetna wycieczka. :)

      Usuń
  25. Już nie mogę doczekać się moich wakacji!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...