niedziela, 18 października 2015

Granda po poznańsku,
czyli fotorelacja z drugiego dnia festiwalu kryminałów



Sobota. Budzik wyrywa mnie ze snu. Tym razem nie negocjuję, choć nie mam ochoty wystawiać nóg spod kołdry. Czeka mnie jednak wyzwanie, a ono nie będzie czekać cierpliwie. W samo południe, mam poprowadzić spotkanie autorskie z Olgą Rudnicką. Moja pewność siebie ma rozmiar łebka od szpilki. Zapominam o zegarku, więc nie będę mogła kontrolować upływu czasu. Grzebiąc w torbie fotograficznej, na zamku zostawiam kawałek czerwonego lakieru. Klnę pod nosem patrząc na popsuty manicure. Zachciało się babie kolorków!


W gardle mam gulę, nogi są jak z waty. Cóż... Wystąpienia publiczne nie są moją mocną stroną. Na bibliotecznym korytarzu spotykam kolegę ze studiów. Poznaję jego narzeczoną. Mąż mnie "wsypuje", a duet deklaruje chęć przybycia na spotkanie. I cieszę się, i nie cieszę.



Przed spotkaniem - kilka słów organizacyjnych. Poznaję w końcu osobiście Olgę i zaczynam wierzyć, że będzie nieźle. Uśmiechnięta, gadatliwa, sympatyczna. Po spotkaniu moi znajomi pędzą do wypożyczalni i wracają z Fartownym pechem. Tymczasem jednak wchodzimy na scenę. Olga i ja. Show must go on. I idzie. Chyba nawet nieźle, choć zupełnie poza planem, o czym możecie poczytać TUTAJ. Nikt nie wychodzi w trakcie, a jeśli otwiera paszczę, to po to by się śmiać a nie ziewać. Olga sypie anegdotami. Zaczyna od przygody z policją w drodze na Grandę, a kończy... sama już nie wiem na czym, bo tematów poruszamy całe mnóstwo.




Zdaje się, że pod koniec było o powodach, dla których nie chciałaby pisać autobiografii, ani umieszczać w fabule swojej rodziny (choć myślę, że dzięki bliskim miałaby materiał na niejedną książkę). Świecą jej się oczy, gdy mówi o Joannie Chmielewskiej. Nieco smutnieją gdy dodaje, że niestety przez różnicę pokoleń nie miały okazji się poznać. Znów się uśmiecha na myśl o tym, co we dwie mogłyby napisać. Po Oldze nie widać stresu, choć wciąż powtarza, że takie spotkania tym właśnie dla niej są - stresem. Ale i przyjemnością, bo przecież miło jest widzieć roześmiane twarze wielbicieli jej twórczości. Pytam o to, jak zmieniło ją pisarstwo (bardzo, dzięki nie mu poznała mnóstwo fantastycznych ludzi i częściej opuszcza swoją domową samotnię), o to jakie książki czyta (m.in. Gerritsen, Kinga, a na poprawę nastroju Chmielewską), a jakich nie (swoich!). Dowiaduję się, dlaczego nie ma jej na Facebooku i że wcale nie potrzebuje internetu do promocji swojej twórczości. Rozmawiamy o planowanej ekranizacji Natalii 5, zabawnych przygodach związanych z literackim sukcesem, reakcjach mieszkańców Śremu na ów sukces, panach w czarnym samochodzie, którzy pewnego dnia pojawili się pod jej domem w zupełnie niewinnym celu, pracy, pozostałych pasjach, na które nie zawsze jest czas, Buni zafascynowanej filmowym i serialowym światem zbrodni, wyprowadzaniu kota na smyczy, szczurku Heniu...
W międzyczasie autorka łamie mi serce informacją, że... nie czyta recenzji swoich książek.




Spotkanie trwa ponad godzinę, a po nim jest oczywiście czas na rozmowy, autografy i zdjęcia. Po wszystkim, macham Oldze na pożegnanie i pędzę na dworzec, gdzie mają się odbyć kolejne rozmowy z pisarzami. 

Załapuję się na końcówkę inscenizacji Policja! morderstwo na scenie! z udziałem Michała Wielewickiego i aktorów teatruMplusM opatrzonej komentarzami Roberta Ziółkowskiego. Pod sceną uwijają się specjaliści od zabezpieczania śladów. Opowiadają, odpowiadają, demonstrują. Sama pędzę na inne stoisko, gdzie dorabiam się własnej karty daktyloskopijnej.








Po chwili na scenie pojawia się Gaja Grzegorzewska. Justyna Zimna prowadzi spotkanie pt. Antygona miała lepiej. O rozdartych bohaterach kryminałów Gai Grzegorzewskiej.





Na moment przenosimy się więc do krakowskich blokowisk, które autorka zna tak dobrze, a które opisuje w swoim kryminale Betonowy pałac. Mówi o tym, jak niełatwo było jej, jako kobiecie, zaistnieć na osiedlowym podwórku jako równej swoim kumplom. Wspomina o rzeczywistych postaciach, które przemyciła do swej najnowszej książki, o niesamowitych historiach wykorzystanych w fabule (np. scena z winniczkami!). Opowiada o utożsamianiu się ze swoimi bohaterami, co w przypadku ostatniej powieści, której to bohaterem jest mężczyzna, prowadzi niekiedy do zdarzeń nie tylko zaskakujących, ale i wręcz niebezpiecznych, bo chyba do takich można zaliczyć tę, w które obłapiana przez mężczyznę uruchamia pięści zapominając, że nie jest dwumetrowym facetem. Nawiązuje do niedawnej wizyty na wykopaliskach w Grecji w towarzystwie Marty Guzowskiej, potwierdzając to, co powtarza twórczyni postaci Mario Ybla - archeologia nijak się ma do świata, który pokazuje Indiana Jones czy Agatha Christie.




Fanka Tarantino, wielbicielka serialu Prawo ulicy, pisarka, która potrafi zaskoczyć mocnym językiem i odczuwa potrzebę wstrząśnięcia czytelnikiem - po tym spotkaniu mogę zrobić tylko jedno. Wrzucić Betonowy pałac do koszyka z zakupami.





Podczas gdy Gaja Grzegorzewska czyta fragment swojej książki, pędzę na stoisko Czwartej Strony. Z tortu z okładką Zaginięcia Remigiusza Mroza zostaje zaledwie kilka kawałków. Jeden z nich ląduje na talerzyku, talerzyk trafia w moje ręce i w tej chwili, jeszcze przed lekturą, mogę powiedzieć, że Zaginięcie smakuje wybornie.


Remigiusz Mróz



Remigiusz Mróz i Ryszard Ćwirlej



Udaje mi się za to zrobić poniższe zdjęcie. Premiera Tam ci będzie lepiej Ryszarda Ćwirleja - 21 października (podobnie jak Zaginięcia).




Kolejne spotkanie należy do kobiety, której obecność przyciąga tłumy. Prowadzący rozmowę dr Michał Larek przytacza anegdotę o czytelniczce-blogerce, która relacjonując jedno z wcześniejszych spotkań Katarzyny Bondy pisała, że prowadzący był właściwie zbędny. Nie byłabym aż tak brutalna, ale trzeba przyznać, że autorka jest niesamowitą gadułą i bez zadającego pytania z pewnością poradziłaby sobie doskonale. Póki co, mamy jednak na scenie dwie osoby, prowadzący pyta, autorka opowiada, pozostali słuchają.



Katarzyna Bonda dużo mówi o tym, w jaki sposób przygotowuje się do pisania książek. Opowiada o gromadzeniu dużej ilości danych, o szukaniu elementów, które uprawdopodabniają historię. Wiele z tego, co udaje jej się zgromadzić, nigdy nie trafia do książek, ale służy lepszej orientacji w temacie, poznaniu szerszego kontekstu, otworzeniu autorki na dany temat itp. Wykorzystuje 2-3% zdobytych informacji. Jest niczym niewierny Tomasz - wszystko musi sprawdzić. Pisze o miejscach, które zna. Nie z cudzych zdjęć czy opisów, ale z własnych wycieczek. By poznać ich klimat, często odwiedza je więcej niż raz. W końcu inna atmosfera panuje tam nad ranem, inna w środku dnia czy nocą.




Przywiązuje bardzo dużą wagę do warsztatu, naturalnego brzmienia dialogów, realności opisów, zgodności z faktami. Nie waha się korzystać z pomocy specjalistów. Jeśli jakiś dialog powinien mieć gwarowe zabarwienie, szuka kogoś, kto go dla niej odpowiednio przetłumaczy. Co może - sprawdza sama. Gdy z publiczności padło pytanie o to skąd u niej tak duża znajomość tematu suchego alkoholizmu i działania AA, zdradziła że informacje zbierała osobiście, uczęszczając na mityngi i przechodząc program dwunastu kroków. Nie miała problemu z alkoholem i początkowo chciała szczerze podać powód swojego uczestnictwa w spotkaniach, ale znajoma wybiła jej ten pomysł z głowy. Po wszystkim autorka przyznała się uczestnikom do prawdziwej przyczyny, dla której do nich dołączyła. Podobno nie mieli pretensji.




Czy chciałaby być policjantką? Niekoniecznie. Szanuje pracę służb mundurowych wiedząc, że do łatwych nie należy, ale mimo zainteresowania światem zbrodni, lepiej czuje się w roli pisarki. Wcześniej uprawiane dziennikarstwo nie zawsze pozwalało jej na opowiadanie tego, co opowiadać by chciała. Literatura daje jej więcej możliwości, ale choć autorka przyznaje, że nie ma dla niej tematów tabu (wręcz przeciwnie - uważa, że jej rolą jest ich przełamywanie) to jest jeden temat, którego poruszać nie będzie. Jaki? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, że Katarzyna Bonda musiała się wycofać z pomysłu ze względu na bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny.





Katarzyna Bonda jak zwykle intryguje czytelników swoimi opowieściami. Jej spotkania autorskie to nie tylko spora dawka wiedzy na temat warsztatu pisania, ale i mnóstwo anegdot. Jedną z ciekawszych jest ta o pierwszym spotkaniu z Bogdanem Lachem w czasach, gdy o profilerach nie mówiło się wcale, a oficjalnie taka profesja w ogóle nie istniała oraz o tym jak ona sama dowiedziała się o jej istnieniu. Jest ciekawie, mądrze i zabawnie, a kolejka po autograf zdaje się nie mieć końca, a zaczynać od Mariusza Czubaja.




Ostatnie spotkanie tego dnia prowadzi Anna Misztak z lubimyczytac.pl. Na scenie zjawiają się męscy przedstawiciele literatury kryminalnej: Remigiusz Mróz, Marcin Wroński i Mariusz Czubaj. Towarzyszą im (choć nieosobiście), Wiktor Forst (ale i Joanna Chyłka, która nigdy nie daje się zepchnąć na dalszy plan), Zyga Maciejewski i Rudolf Heinz. Jak nietrudno zgadnąć, tematem spotkania są właśnie oni, bohaterowie literaccy stworzeni przez naszych gości, a konkretnie życie prywatne owych bohaterów.

Niestrudzony Michał Wielewicki




Trzech pisarzy, trzy różne sposoby pracy, style, koncepcje, trzy różne poglądy na wiele tematów.

Remigiusz Mróz opowiada o tworzeniu bohatera zupełnie innego niż on sam (np. w przeciwieństwie do Forsta, pisarz nie cierpi gum cynamonowych) i zgrabnie miga się od odpowiedzi na pytanie czy chciałby przelecieć Chyłkę (nie wiem czy odpowiedzi należy szukać w stwierdzeniu, żeby bałby się ją spotkać twarzą w twarz). Jego rytm dnia jest zaplanowany niemal co do minuty, ale za to lubi, gdy jego bohaterowie zaskakują nie tylko czytelników, ale i jego jako ich twórcę. Zaskakujące bywają też pytania czytelników. Trudno być przygotowanym na to, że rektor prawa zagadując o kontynuację Kasacji zamiast poruszać kwestie prawnicze, najbardziej zainteresowany jest tym czy... dwójka głównych bohaterów prześpi się w końcu ze sobą...


Remigiusz Mróz


"Analogowy" Marcin Wroński o fenomenalnej pamięci, nie stroni od porównań agrarnych, w tym dwugłowych zwierząt (nie pytajcie!), z Zygą Maciejewskim przespać się nie chce, detektywem się nie czuje (zbieranie danych przypomina mu raczej dziennikarstwo), pisze 11 stron dziennie (ale w przeciwieństwie do Remigiusza Mroza niekoniecznie codziennie) i uważa, że teoria o tym, że między pisarzem, a jego bohaterem nie ma korelacji jest totalną bzdurą. Pewne pasje przerzuca na swego bohatera i dobrze się czuje z tym, że dzięki temu ktoś jego pasje podziela. Sport nie leży w kręgu jego zainteresowań, boksu nie trenuje, ale jest to jedna z nielicznych dziedzin, których reguły jest w stanie zrozumieć i stąd kreacja Zygi jako byłego boksera. W związku z powyższym, nie mamy co liczyć, że bohaterem Marcina Wrońskiego stanie się miłośnik pływania synchronicznego.


Marcin Wroński


Mariusz Czubaj daje się poznać jako... łowca. Przyznaje, że obserwuje ludzi i rzeczywistość, wszystko traktując jako materiał na powieść, nawet prowadzącą spotkanie. Ale choć Anna Misztak chętnie trafiłaby do powieści nawet jako ofiara, musiała zderzyć się z literacką wizją pisarza, która zamyka się w słowach: pani mnie nie interesuje jako ofiara. Nie udaje się niedoszłej ofierze literackich zbrodniarzy dowiedzieć co Rudolf Heinz ma na stoliku nocnym, z tego prostego powodu, że Heinz takiego stolika nie posiada, nawet kartonika pod łóżkiem nie ma. Za to dobrze się czuje w otoczeniu... gitar. Zapas piwa, kimono i wzmacniacze też powinny być pod ręką. Jak zwykle nie stroniąc od mocnych sformułowań, Mariusz Czubaj określa pisarzy jako stręczycieli, którzy starają się nakłonić czytelnika by wybrał akurat ich postaci, a nie bohaterów z innych książek. Dla niego to bohaterowie są sercem powieści. Sama fabuła to za mało.




Czy pisarze czują się detektywami? Jak wygląda ich dzień pracy? Jakie mają koncepcje na ewolucje bohaterów? I... co sądzą o biegaczach, którzy uczestnicząc w maratonach paraliżują ruch w mieście? Na te i wiele innych pytań autorzy odpowiadają polemizując, stosując uniki, rzucając dykteryjki i wywołując radość u słuchaczy.






Ukoronowaniem soboty na Grandzie jest seans świetnego filmu Rewers w reżyserii Borysa Lankosza. W tym czasie jestem już jednak w innej części miasta. W restauracji Wielkie Żarcie można wreszcie odpocząć, jest czas na to, by zjeść obiad, okazja, by wypić coś innego niż herbata czy kawa i spędzić miło czas w towarzystwie organizatorów Grandy i zaproszonych gości, w tym oczywiście pisarz. Jest też losowanie kryminalnych nagród, a przy stolikach toczą się rozmowy nie tylko o tematyce kryminalnej. Pozwólcie jednak, że w tym miejscu zakończę relację.


34 komentarze:

  1. Super, że prowadziłaś wywiad, ja bym pewnie nie była tak odważna :)) Jeszcze raz gratuluję ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję odwagi przy wystąpieniu publicznym, wielki szacunek :) Zazdroszczę bardzo tego spotkania z tak świetnymi pisarzami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      A spotkania były naprawdę ciekawe. Zwłaszcza to z Katarzyną Bondą.

      Usuń
  3. Gratuluję wywiadu, świetna fotorelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej żałuję, że dzień przed Grandą byłam w Poznaniu, a w dniu całego przedsięwzięcia nie mogłam. Gratuluję wywiadu! Z całej fotorelacji widać, że musiał być to świetnie spędzony dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda. To były aż trzy dni i mam nadzieję, że w przyszłym roku (bo mocno wierzę, że impreza się powtórzy), będziesz mogła wziąć udział choć w części wydarzeń.

      Dziękuję. Dla mnie to był bardzo udany, pełen emocji dzień. :)

      Usuń
  5. Znakomita fotorelacja. Gratuluję! Najbardziej chciałabym spotkać Olgę Rudnicką i Mroza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ to musiały być emocjonujące chwile. Będziesz pamiętać ten czas do końca swojego życia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. To był chyba jeden z najfajniejszych efektów mojego blogowania. :)

      Usuń
  7. Świetny post, fotorelacje rewelacyjna, a spotkania z panią Olga bardzo Ci zazdroszczę :D Rewelacyjny festiwal i cieszę się że tam byłaś, bo dzięki Tobie i ja poczułam się przez chwilę jak bym tam była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. I liczę na to, że może kiedyś zjawisz się u nas osobiście. :)

      Usuń
  8. Gratuluję! :) Nie wiem jak po takim dniu mogłaś zasnąć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Uwierz mi, po dwóch festiwalowych dniach padłam i ledwie w niedzielę zdrapałam się z łóżka (może też dlatego, że notki pisałam do późnych godzin nocnych ;).

      Usuń
  9. Cieszę się, że mogę nadrobić choć Twoimi relacjami popołudnia na Gradzie. Sama nie mogłam uczestniczyć, mimo wcześniejszych planów. Powód prosty - brałam udział w warsztatach pisarskich z Mariuszem Czubajem. Ta część Festiwalu jak najbardziej będzie mile wspominana. O niej i kilku chwilach złapanych w hali dworca oraz o niezwykłej wystawie napiszę wkrótce. W przyszłym roku postawię raczej na wydarzenia literackie i spotkania z autorami, bo z kilkoma dosłownie minęłam się niestety... ;/ Ale ogromnie się cieszę, że tak wiele osób przybyło na to wydarzenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak Ci się podobały warsztaty?
      Sama też myślałam o tym, żeby się zgłosić, ale kolidowałoby mi to ze spotkaniami (w tym moim z Olgą :P), a wolałam jednak spotkania. Za pisanie książki i tak się nie biorę. ;)
      Daj znać, jak napiszesz notkę, żebym jej nie przeoczyła. Ciekawa jestem Twoich wrażeń. :)

      Usuń
  10. Świetny event, bardzo chciałabym wziąć w taki udział! :-) Niestety mieszkam w Szczecinie i do wszystkich najfajniejszych mam zawsze bardzo daleko. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, masz stamtąd bezpośredni pociąg, a impreza była na dworcu. :P

      Usuń
  11. Dlaczego Rudnickiej nie ma na fecebooku i dlaczego nie czyta recenzji swoich książek?! Cóż to za stworzenie?! ;)
    Jeeej, chciałabym być na takim spotkaniu, chociaż nie wiem, czy usiedziałabym spokojnie! :) Świetna relacja z festiwalu! Aż ściska w dołku, że nie było się na nim...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najkrócej mówiąc: bo jedno i drugie nie jest jej potrzebne do szczęścia. ;)

      Popraw się za rok. Atmosfera była naprawdę fajna, ludzie bardzo otwarci, rozmowni, towarzyscy. Można było swobodnie porozmawiać z organizatorami, pisarzami, ekspertami, ludźmi z wydawnictw. Warto, naprawdę warto było się tam zjawić. Jestem pełna podziwu tym bardziej, że to była pierwsza taka impreza.

      Usuń
    2. Chciałabym, chciała... ale prędzej na Targach Książki w Krakowie zawitam, bo te na moim "podwórku". ;)
      Dzięki Twoim relacjom czuję się, jakbym była w Poznaniu! :) Wdzięczna jestem za to. :)

      Usuń
    3. O, do Krakowa też się wybieram. :)

      Cieszę się, że mogę się do czegoś przydać. :)

      Usuń
  12. No tak... na "w razie czego" kartę daktyloskopijną już masz :) Po cichu troszkę zazdroszczę... i karty, i spotkania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze raz gratuluję panelu z Olgą Rudnicką. Żałuję, że nie mogłam być na spotkaniu dotyczącym kreacji detektywów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Najbardziej w Twoich relacjach lubię to, że nie brakuje w nich szczegółów, super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się przy okazji przemycić Wam trochę informacji, ale już mniej niż kiedyś. ;)

      Usuń
  15. Jednak wyszły zdjęcia ze spotkania z Olga, to super :) Tobie też pisanie relacji z festiwalu idzie nie lepiej :P Ja mam usprawiedliwienie, Warszawski Festiwal Filmowy, na którym byłam przez 6 dni - mam 15 filmów do opisania :P Ale mam nadzieję, że przed wyjazdem do Krakowa się ogarnę z Grandą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało wyszło. Tylko te z początku. :(

      Ja też mam usprawiedliwienie! Etat + nadrabianie recenzji + imprezowy weekend. :D

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...