poniedziałek, 5 października 2015

Joanna Chmielewska "Harpie"
Cioteczki z piekła rodem

Joanna Chmielewska
Harpie
Wyd. Olesiejuk
2015
336 stron
Joanna Chmielewska to taka postać, którą miłośnicy literatury kojarzą, nawet jeśli ich preferencje czytelnicze nie dotyczą kryminałów. A jeśli nie kojarzą to znak, że przespali jakieś pół wieku, bo mniej więcej tyle minęło odkąd na rynku wydawniczym pojawił się debiut autorki, czyli Klin, ten zawierający złotą radę na nieszczęśliwą miłość: klin klinem. Książki autorki wciąż są wznawiane, choć ona sama już niestety niczego nie napisze.

Obecnie na półkach można znaleźć serię wydawniczą Królowa polskiego kryminału, zawierającą pięćdziesiąt najpopularniejszych książek autorki. Pałętając się pewnego dnia bez określonego celu po jednej z księgarni, przygarnęłam tytuł opatrzony szczęśliwą trzynastką, czyli Harpie. Tak spotkałam Dorotkę i jej ciotki.

Dorotka całe życie spędziła pod opieką najpierw czterech, a potem trzech kobiet, z których żadna nie była jej matką, a za to wszystkie postanowiły wychować ją po swojemu*. Matka dziewczyny zmarła przy porodzie, ojciec rozpłynął się w powietrzu, a owoc nieodpowiedzialnej miłości przygarnęła babcia, wychowując Dorotkę przez czternaście lat, aż ów proces wychowawczy przerwała kostucha, zabierając babcię ze sobą. Wtedy to nastolatkę i opiekę nad domem przejęły siostry jej mamy, postaci kłótliwe i nieskłonne do ustępstw, a przy tym nie najlepiej sprawdzające się w roli gospodyń. Sylwia odkrywszy w sobie talent do gotowania nie pozwoliła co prawda pozostałym umrzeć z głodu, Melania od czasu do czasu wygarnęła kurz z kątów, a Felicja wzięła na siebie pranie i zmywanie sprowadzające się do upchnięcia ciuchów w pralce, a naczyń w zmywarce, ale żadna z nich nie kiwała palcem częściej niż było to konieczne, a gdy już kiwnęła to głównie po to, by przywołać siostrzenicę zasypując ją listą zadań, zleceń, zakazów, nakazów, pretensji.

Wiele innych panien w wieku lat dwudziestu jeden i z umiejętnościami językowymi co prawda jeszcze nie na poziomie Emila Krebsa, ale przyprawiającymi o zdumienie wszystkich, z wyjątkiem własnych ciotek, zwiewałoby z domu pozostawiając po sobie jedynie tumany kurzu, dla pewności spluwając przez lewe ramię i odczyniając szereg innych czarów, włącznie z poszukiwaniem kominiarza tylko po to, by złapać się za guzik i zagwarantować szczęście w postaci uwolnienia się od uciążliwej familii raz na zawsze. Dorotka, dziewczę grzeczne, dobrze wychowane, cierpliwie nieprzeciętnie, buntuje się po cichu i pod nosem, zachcianki ciotek spełnia w trybie natychmiastowym i zwykle bez słowa sprzeciwu. Jej cierpliwość zostanie jednak wystawiona na próbę, gdy do domu ciotek przybędzie krewna zza granicy. To już nawet dla świętej Dorotki zbyt wiele.

Chrzestna matka jej matki opuszcza USA i zamierza osiąść w Polsce. Była co prawda mowa o hotelu, ale teraz, po latach, gdy starsza pani może w końcu pomieszkać z rodziną, przecież nie będzie wycierać obcych kątów. Wanda Parker jest osobą majętną, a Dorotka jej najbliższą krewną. W tle majaczy wizja niezłego spadku, a dotychczasowy chaos w domu sióstr okazuje się być niczym w porównaniu z tym, co zacznie się w chwili, gdy Wanda Parker przekroczy próg posiadłości. Koszty utrzymania rosną, bogata krewna ma zachcianki godne bogatej krewnej, ale ani myśli dokładać się do budżetu, a swoje gospodynie traktuje jak służbę, z pokoju na pięterku co jakiś czas wzywając je waląc w podłogę kijem do krokieta. Na pięterko gania oczywiście Dorotka.

Horror ten pewnie trwałby przez wiele lat, doprowadzając gospodynie do bankructwa i ani chybi, szaleństwa, gdyby pewnego dnia staruszki nie znaleziono martwej i to niekoniecznie z przyczyn naturalnych, bowiem Wanda Parker cieszyła się zdrowiem, jakiego pozazdrościć jej mogli nie tylko rówieśnicy, ale i osobniki sporo młodsze. Czyżby ktoś się dowiedział o wspomnianym bogactwie denatki i liczył na spadek? Połakomił się na precjoza warte majątek, którymi staruszka chwaliła się tak niedawno? A może którejś z lokatorek puściły nerwy, bo trzeba przyznać, że towarzystwo babki nie było im miłe. Wśród podejrzanych są nie tylko panie, ale i pewien młody sympatyczny taksówkarz przypadkowy znajomy Dorotki, który bywał u niej ostatnio dość często, i pomieszkujący u ciotek młodzieniec, z założenia złota rączka, w rzeczywistości stuprocentowy leniwiec łypiący nieustannie w stronę lodówki, a także amant jednej z ciotek. Tu lista się nie kończy, za to pomysły - i owszem. Policja nie ma pojęcia kto mógł posłać staruszkę na tamten świat.




Harpie to kryminał z gatunku tych, które bawią i irytują jednocześnie. Jeśli potraktować tę fabułę serio, to koszmar życia w tym babskim stadle rysuje się aż nazbyt wyraźnie. Dorotka jest wykorzystywana przez swe ciotki bez skrupułów i aż się ma ochotę nią potrząsnąć, a nawet w twarz trzasnąć na odlew, byle tylko wybudzić ją z tego dziwnego stanu odrętwienia, który sprawia, że jak dobrze zaprogramowany robocik wykonuje wszystkie, nawet najbardziej idiotyczne komendy, a przy tym właściwie bez słowa sprzeciwu znosi traktowanie jej jak psa i to z rodzaju tych bardzo przez właścicieli niekochanych. Pogardzana tania siła robocza nieustannie karmiona drwinami - taka jest rola Doroty w domu opanowanym przez ciotki. Jeśli dołożyć do tego zachowanie Wandy Parker i Marcinka, który mieszka pod cudzym dachem, żre (nie, nie je, żre!) więcej niż inni razem wzięci, przed wyciąganiem łapy po kasę się nie wzbrania, ale na pracę ma takie uczulenie, że aż dziw, że stale nie biega z wysypką, to całość prezentuje się naprawdę mało różowo, a niezdrowe emocje atakują z zacięciem mazurskich komarzyc.

Jeśli nie patrzeć na Harpie pod kątem niezdrowych relacji i nie wyobrażać sobie tej historii w rzeczywistych realiach, to można się podczas lektury całkiem nieźle bawić. W końcu nie brak tu humorystycznych scen i dialogów, często pełnych ciętych ripost, ironii i złośliwości. To trochę tak ja z Wojną państwa Rose - bawi, ale na papierze czy ekranie i tylko wtedy, gdy spogląda się na fabułę z przymrużonym okiem i świadomością, że to tylko fikcja stworzona ku uciesze gawiedzi. Prosta historia, trudne relacje, jadowity humor, postaci z gatunku tych, które zapamiętuje się od razu, a które wrzucone w powieść hurtem gwarantują stały dopływ zabawnych dialogów i zwariowanych incydentów, komedia omyłek, przypadków, no i intryga kryminalna spinająca wszystko w całość - oto kryminał Joanny Chmielewskiej z rodzaju tych, które od lat przyciągają czytelników do jej twórczości.

Harpie to kryminał dla tych, którzy cenią cięty dowcip, sarkazm, postaci nieco przerysowane, ale dzięki temu nieobojętne i komiczne na potęgę, tworzące historie zwariowane i nietuzinkowe. Sporo luzu, poczucie humoru, lampka wina i placek koniecznie z zakalcem - tyle warto mieć sięgając po historię Dorotki, jej ciotek oraz Wandy z wężem w kieszeni.



***

Książkę polecam
miłośnikom komedii kryminalnych
czytelnikom z dużym poczuciem humoru i dystansem do opisywanych sytuacji
wielbicielom zwariowanych historii rodzinnych
ciekawym, dlaczego starsza pani musiała zginąć
skąpym staruszkom
terroryzowanym przez rodzinę dziewojom

***

*Joanna Chmielewska, Harpie, Wyd. Olesiejuk, 2015, s. 10.



40 komentarzy:

  1. Chmielewska sobie chyba trochę odreagowała własne ciotki i matkę :) Koszmarne są te baby. Książka już w okresu, kiedy Chmielewska przestawała powoli dbać o prawdopodobieństwo osób i sytuacji, ale jest tak kilka świetnych scen i dialogów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę koniecznie przeczytać jej autobiografię. Bo niby coś niecoś wiem, ale raczej niewiele.
      Mój problem z twórczością polega na tym, że czytałam jej książki dawno temu, nie wszystkie i nie po kolei. I pojęcia nie mam w którym momencie zaczęło się robić mniej fajnie.

      Usuń
    2. Autobiografię koniecznie, wybuchowa lektura. A poziom zaczął zjeżdzać w okolicach (Nie)boszczyka męża.

      Usuń
    3. Dzięki. Muszę na nowo wydeptać drogę do biblioteki. Zaczyna mnie uwierać to, że niby kryminały lubię, a w Chmielewskiej mam braki, bo albo nie czytałam, albo skleroza.

      Usuń
    4. No to akurat lektury na długie zimowe wieczory :)

      Usuń
    5. Pokazałabym Ci ile mam lektur na długie zimowe wieczory, ale chyba nie muszę, co? ;)

      Usuń
    6. Mam pewnie tyle samo, jeśli nie więcej :) Ale Chmielewska to na jeden wieczór. Jedna tygodniowo i do końca zimy te najlepsze masz wyczytane.

      Usuń
    7. Tak, wiem. Swego czasu chciałam się nawet do Ciebie wprowadzić, ale zdaje się, że chciałeś mnie wmanewrować w gotowanie, czy coś... :P

      A na drugą zimę: Christie. Jak byłam piękna i młoda, przeczytałam prawie wszystkie. A teraz na palcach jednej ręki mogę wyliczyć te, których fabuły pamiętam. :/

      Usuń
    8. Jakbyś reflektowała na sprzątanie, to wprowadzać się możesz od razu :D Z Christie mam to samo, zaczynam czytać i dopiero w połowie się orientuje, że to już czytałem :D Ale to nie zmniejsza przyjemności.

      Usuń
    9. A musi być na błysk, czy zadowoli Cię zamiatanie pod dywan? :D

      I tak wiadomo, że zabił kamerdyner. :P

      Usuń
    10. Pod dywan to sam potrafię zamieść, interesuje mnie błysk, może być średni :P

      Usuń
    11. W polerowaniu na matowo nie mam sobie równych! Idę pakować walizkę. :D

      Usuń
    12. Nie zapomnij domowego ciasta ze śliwkami :P

      Usuń
    13. Pod warunkiem, że wyciągniesz żurawinówkę. :D

      Usuń
    14. Stoi na wierzchu, ale teoretycznie pół roku jeszcze musi się przegryzać :P

      Usuń
    15. Popieram Zacofanego! Chmielewska odreagowała matkę i ciotki, podejrzewam, że zwłaszcza Lucynę:) Ale zawsze zazdrościłam Dorotce tego talentu do języków. Autobiografię przeczytaj koniecznie, choć przyznam, że najlepsze jest jej wydanie z 1994 roku, czyli pierwsze, później jak zrobiono drugie wydanie to ostatni tom Wieczna młodość przerobiono na Wtórna młodość, część rzeczy autorka wycięła, a dopisała nowe i usunęła między innymi świetne słuchowisko, które przytoczyła w pierwszej wersji.

      Rzeczywiście poziom zaczął zjeżdżać w okolicy Nieboszczyka męża, ale tak naprawdę dopiero od Gwałtu zaczęło być naprawdę źle.
      A ja kocham Wszystko czerwone, Wszyscy jesteśmy podejrzani, Nawiedzony dom, Krokodyl z kraju Karoliny, Romans wszechczasów, Lesia, Studnie przodków i Boczne drogi:)

      Usuń
    16. @zacofany.w.lekturze - Świetnie. Do tego czasu może nauczę się piec. :P

      @Magda - "Autobiografii" będę szukać w bibliotece, więc może trafię na to wydanie, którym mówisz.
      Większość z tych książek czytałam, ale lata temu i już prawie nic nie pamiętam. "Lesia" nie lubiłam. Ciekawe, jak odebrałabym tę książkę teraz.

      Usuń
  2. Po raz kolejny już powtórzę, że za Twórczość Joanny Chmielewskiej muszę się zabrać, żeby choć wyrobić sobie zdanie czy mi się ona podoba. Może "Harpie" to dobra pozycja na początek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I pomyśleć, że to już dwa lata, jak autorka nie żyje, mnie nadal jej brakuje. A "Harpie" to jedna z moich "ulubieńszych" jej powieści:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Poznałam dotąd jedną książkę autorki. Mam w planach poznanie jej lektur. Książka, którą czytałam, bardzo mi się podobała. Irytacja, dowcip, sarkazm i przerysowanie także tam gościły. I ta mieszanka przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie na pewno znajdziesz wśród jej książek, wiele pozycji dla siebie. :)

      Usuń
  5. Kiedyś chyba całe wakacje spędziłam z Chmielewską, ale tej książki sobie nie przypominam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami lubię przeczytać coś Pani Chmielewskiej, a do książki "Harpie" wracałam już kilka razy. Zawsze rozśmiesza mnie do łez :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do mnie nie przemawia twórczość Chmielewskiej niestety. Bardziej właśnie irytuje niż bawi, więc raczej po tę książkę nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Ciebie chyba w ogóle bardziej przemawiają kryminały mroczne niż śmieszne. Ale w sumie do mnie też, choć jest kilka wyjątków. :)

      Usuń
  8. A ja jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Chmielewskiej, ale bardzo mnie do niej ciągnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Coś czuję, że towarzystwo tych ciotek i staruszki doprowadziłoby mnie do białej gorączki i potem sama bym się zaczęła podejrzewać o popełnienie morderstwa. :) Twórczości Chmielewskiej jeszcze nie poznałam, ale wszystko jest do nadrobienia. Taka komedia kryminalna to świetna rozrywka.
    Książkę polecasz skąpym staruszkom tak ku przestrodze? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Niech się pilnują, bo nigdy nic nie wiadomo. ;)

      Usuń
  10. A u mnie trzy pierwsze tomy z tej kolekcji czekają na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie twórczość Chmielewskiej to w dalszym ciągu zagadka... :) Mam zapisanych kilka tytułów, na które warto zwrócić uwagę, ale wychodzi jak zwykle, czyli na to że pod ręką mam ciekawsze pozycje :) Ciężkie jest życie czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciężkie, powiedziała AnnRK po dzisiejszych zakupach w Merlinie. O_o

      Usuń
  12. nigdy nie czytałam nic Chmielewskiej

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam Joannę Chmielewską, zwłaszcza te starsze książki, Harpie mam w domu i wstyd sie przyznać jeszcze nie czytałam, muszę to jak najszybciej nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O Chmielewskiej oczywiście słyszałam, ale niestety wciąż jeszcze do jej książek nie zajrzałam :P W przyszłości na pewno to zmienię !

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam styczność z książkami tej autorki i nie były to udane spotkania. Niestety, ale jej styl zupełnie mi nie podchodzi.

    OdpowiedzUsuń
  16. W czasach szkolnych chętnie sięgałam po dzieła Chmielewskiej. Teraz już sporadycznie, niemniej jednak będę miała na uwadze powyższy tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo lubię te kryminały z dowcipem, sarkazmem pani Chmielewskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Do Chmielwskiej wracam niezmiennie od kilku lat. Chyba już wiem, jak jej książka będzie następna w kolejce. Biedna Dorotka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała, że biedna. Sama się przekonasz. :D

      Usuń
  19. Nie czytałam jeszcze nic Chmielewskiej, aż wstyd, mam tyle do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...