środa, 4 czerwca 2014

Dwa dni we Wrocławiu,
czyli Międzynarodowy Festiwal Kryminału i inne historie



Cztery godziny snu i bezlitosny budzik. Weekend weekendem, ale cóż - pociąg nie poczeka. Półprzytomnie dorzucam ostatnie rzeczy do walizki, mąż dzwoni po taksówkę, ja walczę z opadającymi powiekami, a kot pałęta się pod nogami, zdziwiony, że o piątej rano człowiekowate są na nogach.

W pociągu rozsiadam się wygodnie, wyciągam najnowszą książkę Remigiusza Mroza, ale czytanie mi nie idzie. W tym samym wagonie jedzie bowiem wygadane dziewczę mające pod opieką dość niezwykłych pupili. Wnętrze transportera spoczywającego na siedzeniu zamieszkują ptaki - kawka imieniem Franz i sójka nazwana Dagorem. Ekipa wzbudza spore zainteresowanie, a że moda kobieta chętnie odpowiada na wszelkie pytania, podróż upływa mi na podsłuchiwaniu opowieści ornitologiczno-przygodowych.

Około trzy godziny jazdy i jesteśmy we Wrocławiu. Wieje wiatr, świeci słońce, moje kryminalne towarzyszki Jagna oraz Wiki i jej przesympatyczna mama  już czekają w hostelu. Plotki, obiad i pędzimy w kierunku księgarni Matras. Choć spotkanie z Katarzyną Bondą i Mariuszem Czubajem nie jest częścią Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, to tematycznie jak najbardziej nam pasuje. O szczegółach opowiem Wam innym razem. Teraz zdradzę tylko, że duet "kryminalistów" zadbał o to, by słuchaczom paszcze śmiały się od ucha do ucha.


Z księgarni wychodzę z Pochłaniaczem pod pachą i gorącym postanowieniem, że stawię się na spotkanie z jego autorką, gdy tylko zawita ona do Poznania, czyli już niebawem.

Dokąd teraz? Do Mediateki! Tam wykład pt. Polskie trupy eksportowe - o tłumaczeniach i karierze międzynarodowej wygłasza Zygmunt Miłoszewski. O tym spotkaniu też napiszę Wam innym razem, bo warto poświęcić mu osobną notkę. Mam wrażenie, że autor trylogii o Szackim zainteresowałby słuchaczy nawet wtedy, gdyby czytał książkę telefoniczną lub recytował Pana Tadeusza od końca. Temat wykładu okazał się dużo bardziej interesujący niż wynikałoby to z jego tytułu. Miłoszewski opowiadał, słuchacze wpatrywali się w niego jak obraz, co chwilę wybuchając głośnym śmiechem.


Po wykładzie następuje zmiana dekoracji...


i pałeczkę wykładowcy przejmuje profesor Zbigniew Mikołejko, jeden z jurorów Nagrody Wielkiego Kalibru. Tak jak w roku ubiegłym (a z tego co wyczytałam - jak co roku), profesor bierze na tapetę jakieś paskudztwo z dziejów ludzkości. Tym razem wygłaszając wykład Zbrodnia i tiara. Papiestwo w dobie "pornokracji" przybliża intrygi papieży zasiadających na tronie Piotrowym między VI a IX wiekiem. Wymyślne morderstwa, cudzołóstwo, gwałty, głowy wbijane na pal czy bezczeszczone zwłoki - profesor nie szczędzi makabrycznych szczegółów. 


Po dwóch wykładach i takiej dozie makabry - potrzebujemy kawy i rozprostowania kości. Dzielimy się  z dziewczynami wrażeniami, rozmawiamy o książkach, ciesząc się, że w porównaniu do zeszłego roku - nasza kryminalna wiedza jest dużo większa.

Wiele czasu jednak nie ma. Zbliża się godzina 21, więc pędzimy do hostelu zamienić się w bóstwa. Już za moment padnie nazwisko zwycięzcy Nagrody Wielkiego Kalibru!

Galę prowadzi niezastąpiony Ireneusz Grin, sala pełna jest roześmianych twarzy, choć w oczach nominowanych czai się nieco stresu. W tym momencie, chciałam rzec, że o gali... też Wam jeszcze napiszę. No co? Niektórych wrażeń nie da się streścić w kilku słowach, a notka już i tak zdaje się nieco przydługa.

Laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru zostaje Marcin Wroński, który po raz szósty znalazł się w finale konkursu. Jego kryminał Pogrom w przyszły wtorek zyskał także uznanie czytelników.


Gdy emocje nieco opadły, można się rozsiąść przy stoliku - popić, pojeść, poplotkować. A nieco później - potańczyć. Po północy, najwytrwalsi opanowują parkiet (niektórzy tego żałują, gdy przychodzi im wspiąć się po imprezie na obcasach na trzecie piętro do hostelowego pokoju, ale wtedy jest już za późno na refleksje).

Szybki prysznic, krótki sen - witaj niedzielo!

Co w planach? Bookcrossing. O 11 stawiamy się na rynku. Ludzi więcej niż w ubiegłym roku. Pisarzy reprezentuje trzyosobowa grupa: Marta Guzowska, Mariusz Czubaj i Piotr Głuchowski.


W bookcrossingowej skrzynce znajdują się dwie książki. Każdy z pisarzy dokłada coś od siebie, organizatorzy dorzucają jeszcze kilka innych tomów, a to, co dzieje się później, "delikatnie" mnie zaskakuje.




Wydawało mi się, że idea bookcrossingu polega na wymianie książki za książkę. Uzbrojona w powieści wygrzebane z mojej biblioteczki, obserwuję panie rzucające się na skrzynkę niczym... hmmm... na myśl przychodzą mi głównie brzydkie i bardzo brzydkie określenia, więc może zostawię je dla siebie. Sami z pewnością bezbłędnie dośpiewacie sobie co też powinno się znaleźć po owych trzech kropkach. Wszystko byłoby ok, gdyby owe panie miały w rękach cokolwiek na wymianę. Ale nie. Zastanawiam się tylko, czemu jedna z łowczyń darmowych powieści, zadowoliła się tylko czterema książkami. Więcej się w rękach nie mieści?

Być może czegoś nie dostrzegłam i mylnie oceniam sytuację - jeśli tak, serdecznie przepraszam panie, o których wspomniałam. Póki co, po tegorocznej wymianie mam mieszane uczucia oraz dwie książki, zdobyte zgodnie z zasadami. I lekki niesmak. 

Ostatnim punktem mojego programu przewidzianego na pobyt w historycznej stolicy Śląska i Dolnego Śląska, jest wizyta w Muzeum Archeologicznym, gdzie trwa wystawa Kryminalny Wrocław. Wiecie co chcę teraz napisać? Nie? To Was zaskoczę. O niej też powstanie osobny post.

Mimo wpadki z bookcrossingiem, dwa dni spędzone we Wrocławiu uważam za udane i mam nadzieję, że także za rok pojawię się na Festiwalu - może tym razem uda mi się przyjechać na dłużej?



***

Zapraszam

41 komentarzy:

  1. Dziękuję za wspaniałą relację!!! Nie wiem jak to robisz, ale jak czytam twoje notki o wydarzeniach, w których brałaś udział, to choć dzielą mnie setki kilometrów przez chwilę czuję się jakbym tam była... No pięknie piszesz i już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie Ci dziękuję. Takie komentarze dodają energii do tworzenia bloga. :)

      Usuń
  2. Kolejna świetna relacja :) Czekam z niecierpliwością na pozostałe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :) Powoli będą się pojawiać.

      Usuń
  3. Szok z brakiem kultury u ludzi.. Naprawdę wstyd, żeby panie nie miały w biblioteczce żadnej książki na wymianę to nie uwierzę, wyobrażam sobie tę dziwną sytuację ;/ Ale fajnie, że Festiwal się udał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też było dziwne, ale cóż - widocznie nie każdy podziela mój pogląd. ;)

      Usuń
  4. Ale mama się ucieszyła, jak jej przed chwilą powiedziałam, że jest w relacji :P A o wykładzie Mikołejki nie będzie osobnej notki? Jak możesz ;) I robiłaś fotki w Muzeum?

    Ja muszę jeszcze opisać piątek i sobotę. Ale mam już prawie wszystko, łącznie ze spotkaniem autorskim kryminalnej pary ;) Też wstałam o 5, bo miałam autobus o 6.30, ale się już tym nie dzieliłam w relacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia dla Mamy! :)
      O wykładzie nie będzie. Za dużo intryg, musiałabym zrobić blog na 18+. ;)
      Fotek nie robiłam, choć w sumie nikt nie zabraniał.

      A ja się nie podzieliłam relacją z tej części, w której na ławce w parku zakładałam soczewki i malowałam rzęsy. :P

      Usuń
    2. Dzięki, mama też pozdrawia :)

      Ja opisałam wykład, jakieś pierwsze 30 min. przesłuchałam i opisałam. I wiesz, nie było wcale tak źle, jak przesłuchałam tego bardziej wypoczęta ;) Może dlatego nikt nie zabraniał, że nie wyjęłaś aparatu, tak to pani dotarłaby do Ciebie z prędkością błyskawicy - jak było w moim przypadku ;)

      Byłaś dzielna, ja jednak wolę mniej spartańskie warunki :)


      Usuń
    3. :D

      Bo to jest ciekawy temat, tylko... sama wiesz. ;)

      Gdybym pstrykała komórką, to pewnie by nie zauważyła, bo siedziała całkiem w z boku, w kącie, ale nawet nie miałam ochoty. Skupiłam się na wystawie.

      Pierwszy raz mi się zdarzyło. Z boku musiało to wyglądać dziwacznie. :D

      Usuń
  5. No tak, tylko narobiłaś nam ochoty i teraz będziemy musieli czekać na kolejne posty. Jędza jesteś :) Pisz szybciej te notki, chętnie poznam CAŁĄ relację z tego wyjazdu, łącznie z refleksjami nieco bardziej rozbudowanymi niż tu. A co do tej akcji to sama w sobie idea jest super, szkoda tylko, że niektórzy zapominają na czym to polega i rzucają się jak na darmowe jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno nie odpuszczę sobie Twoich pozostałych relacji:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiałam się podczas czytania tej relacji :D Jakoś dziewczyna rzucająca się na skrzynkę z książkami wcale mnie nie zszokowała :D To takie... polskie :D Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to. :D

      Ech... Swoją drogą, jestem ciekawa, jak szybko skrzynka stała się zupełnie pusta.

      Usuń
  8. Ach, przez Ciebie (a może dzięki Tobie) nabrałam ochoty na to wydarzenie, do którego już kiedyś zachęcała mnie Pani Jodełka... Także mam rok na uzupełnienie kryminalnych braków i mam nadzieję, że powiem "Wrocław, witaj!" ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjedź koniecznie! :) Ja mam nadzieję, że tym razem uda mi się przybyć na dłużej niż dwa dni.

      A brakami się nie przejmuj. Ja w zeszłym roku pojechałam kompletnie zielona i też dobrze się bawiłam. Właściwie dopiero ten wyjazd sprawił, że mocniej zainteresowałam się polskim kryminałem. Po roku już wiem, że to był dobry pomysł. :)

      Usuń
  9. Jestem wielką fanką Marcina Wrońskiego - nie tylko dlatego, że jest z Lublina i pisze o Lublinie! Poza tym Katarzyna Bonda to także klasa sama w sobie! Właśnie pochłaniam "Polskie morderczynie", a "Pochłaniacz" już czeka na wolną chwilę!
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja odwrotnie, właśnie pochłaniam "Pochłaniacza" (prawie kończę), a "Polskie morderczynie" kupiłam wczoraj. :)

      Usuń
  10. Ale we Wrocławiu dużo się dzieje, szkoda że inne miasta nie działają podobnie, jeśli chodzi o kulturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tego również żałuję...

      Usuń
    2. U mnie, w Poznaniu dzieje się dużo mniej, jeśli to Was pocieszy. ;)

      Usuń
  11. Uwielbiam te Twoje relacje. Czuję się, podczas ich czytania i oglądania, jakbym tam sama była...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. Zwłaszcza z tego, że udało mi się Was nie uśpić. :P

      Usuń
  12. A ja się wybierałem na to, wybierałem... i nie wybrałem. Żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu świetna relacja, oczywiście zazdroszczę Ci takiego wypadu, ale u mnie to już norma :-)
    Co się tyczy bookcrossingu, to są ludziska i ludziska, mnie zastanawia czy naród szarpiący książki jak pies gnaty wie w ogóle co czyni, o kulturze już nie wspomnę, ale rozsądek, rozsądek by się przydał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Może przyjedziesz w przyszłym roku? Choć na weekend?

      Ano przydałby się. Nic dziwnego, że półki i skrzynki bookcrossingowe często świecą pustkami. A przecież cała idea polega na wymianie książki za książkę.

      Usuń
  14. Zachowanie tych pań jakoś specjalnie mnie nie dziwi, już taka nasza mentalność :/ Na szczęście to tylko mały zgrzyt w trakcie fajnej imprezy :) Dzięki za relację, zazdroszczę wykładu Miłoszewskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłoszewski potrafi świetnie opowiadać! Wcześniej nie miałam okazji być na żadnym jego spotkaniu, a teraz wiem, że naprawdę warto.

      Usuń
  15. Ale super, zazdroszczę :) Ludzie grają nie fair, te panie postąpiły bardzo źle. Mnie by gryzło sumienie, a wcześniej chyba ręka odpadła od takiego bezmyślnego i egoistycznego czynu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć.

      Usuń
    2. Niektórych nie gryzie, ale to już sprawa cudzych sumień. :)

      Usuń
  16. Czekam na pozostałe części relacji. Może kiedyś też się wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. Naprawdę ciekawa impreza. Szkoda, że nie odbywa się w Poznaniu, bo mogłabym wtedy spokojnie chodzić na wszystkie wykłady. :)

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jest mi przykro ze tak zostało odebrane moje zainteresowanie książkami nominowanymi do Nagrody Wielkiego Kalibru, książki brałam nie tylko dla siebie ale tez dla osób które nie mogły byc o 11 w rynku, idea bookrossingu jest mi dobrze znana i dla czego zaklada pani ze ja nie uwalniam książek w ten czy inny sposób nie zawsze publicznie. A po tych slowach patrzę sceptycznie na taką wymianę książek jak i na MFK wlasnie o tej jego odsłonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Iwono, cieszę się, że Pani napisała. Tak jak wspomniałam w tekście "Być może czegoś nie dostrzegłam i mylnie oceniam sytuację - jeśli tak, serdecznie przepraszam panie, o których wspomniałam."

      Więc przepraszam raz jeszcze, tym razem Panią bezpośrednio. Nie znam Pani, nie wiem czym Pani się zajmuje. Być może Pani wkład w bookcrossing czy inny sposób promowania literatury, jest dużo większy niż tych kilka książek, o których mowa.

      Natomiast z boku, gdy obserwowało się wymianę, wyglądało to tak, jak opisałam i z tych słów się nie wycofuję. Po prostu wydawało mi się, że wymiana dotyczy tej konkretnej akcji i nie ma znaczenia to, ile ktoś wcześniej rozdał książek znajomym, bibliotekom, czy domom dziecka. Najwyraźniej się myliłam.

      Usuń
    2. To już poszło w sieć i tak zostanie, rok temu nie byłam bo nie było książek mnie interesujących a chyba to na tym polega że bierze się książki które chce się przeczytać a nie jak poleci. Wiadomo, że można poczekać aż pozycja będzie w bibliotece albo kupić książkę w sieci ale tu sama obecność autorów dawała bardzo dużo. Już dzisiaj wiem że w przyszłym roku nie pójdę na pewno na uwalnianie książek a i MFK to już nie będzie to samo. Zraziłam się do idei chociaż na MFK chodzę od kiedy jest we Wrocławiu staram się być na wszystkich wykładach, bo kryminałem pasjonuję się od liceum a zaraziła mnie nieodżałowana Królowa kryminału Pani Joanna Chmielewska. Nawet w dniu dzisiejszym "uwolniłam" książki własnie w rynku i nie pisali o tym w gazetach ani nie było w TV.

      Usuń
    3. Ano poszło i nadal się z tego nie wycofuję. Nie wskazałam nikogo z nazwiska, nie publikowałam zdjęć.

      Oczywiście, że bierze się książki, które chce się przeczytać, a nie jak poleci. Miałam ze sobą trzy, wymieniłam dwie. Trzecia poczeka na inną wymianę, albo będzie nagrodą w jakimś konkursie.

      Pewnie nie dojdziemy do porozumienia, bo Pani ma swoje zdanie, a ja swoje. Nadal uważam, że z boku cała sytuacja wyglądała niefajnie. Gdyby każdy tak postąpił, po kilku minutach skrzynka byłaby pusta, a chyba nie na tym polega bookcrossing. Obecność tv nie ma tu nic do rzeczy.

      Dziwi mnie jeszcze jedno. To, że przez komentarz jednej, postronnej osoby, kompletnie nie związanej z MFK, jest Pani w stanie zrazić się do całej idei. Smutne.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...