poniedziałek, 26 maja 2014

Marcin Wroński "Pogrom w przyszły wtorek"
Lublin mroczny, Lublin niebezpieczny

Marcin Wroński
Pogrom w przyszły wtorek
Wyd. W.A.B.
2013
320 stron
Zgłębiając świat polskich kryminałów, nie mogłam pominąć tego nazwiska. W tym roku, Marcin Wroński po raz szósty został nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru. Co więcej, każda część cyklu, którego głównym bohaterem jest komisarz Zyga Maciejewski, znalazła się na liście walczących o wygraną na wrocławskim festiwalu kryminału. Jeśli dodać do tego mnóstwo pozytywnych recenzji, wyróżnienie Nagrodą Czytelników Wielkiego Kalibru powieści Skrzydlata trumna, oraz fakt, że pod moją notką o "polskich kryminalistach" Tomasz Bochiński stwierdził, że brakuje mu w zestawie Marcina Wrońskiego, po prostu musiałam w końcu przekonać się, co też takiego niesamowitego kryją w sobie lubelskie kryminały retro.


Mój wybór padł na tegoroczną nominację do NWK - Pogrom w przyszły wtorek, powieść już raz w tym roku docenioną, bo uznaną na Festiwalu Kryminalna Piła, za najlepszą ubiegłoroczną powieść miejską. Od razu mówię, że był to wybór idiotyczny. Nie dlatego, że to słaba książka, co to, to nie. Po prostu nie zaczyna się cyklu od tomu piątego, kiedy to Zygę poznaje się w kryzysowym dlań momencie, bo - jak podejrzewam - historie z poprzednich części dały mu mocno w jego obolałą dupę. Komisarz Maciejewski siedzi. Czasem w celi, czasem na odwróconym do góry nogami stołku. Taki jest żywot typa aresztowanego przez ubecję za rzekomą kolaborację z hitlerowcami. Na szczęście, obok aktu oskarżenia z żądaniem kary śmierci, na biurku majora Grabarza, leży także protokoły, z których jasno wynika, że Zyga w czasie wojny raczej ratował Żydów, niż sprzymierzał się z ich oprawcami. Nie oznacza to jednak, że komisarz tak po prostu opuści lubelski Zamek i nieśpiesznym krokiem uda się ułożyć sobie nowe życie u boku czekającej nań cierpliwie żony.

Grabarz ma inny plan. 

Lejb Waserterger, więzień obozu śmierci, a po wyzwoleniu właściciel warsztatu rowerowego i pokątny handlarz złotem, został zabity we własnym mieszkaniu przez polskich faszystów, zbrodniczych naśladowców Hitlera[1]. Zamordowany mężczyzna miał zeznawać, ale najwyraźniej komuś jego ewentualna gadatliwość była nie w smak. Zadaniem Zygi jest zbadanie tej sprawy. Motywacją do działania, nadzieja, że jego bliskim nie stanie się nic złego. Maciejewski opuszcza Zamek, oczywiście bez świadomości, że śledztwo okaże się dużo bardziej skomplikowane, a nowa rzeczywistość zaskoczy go nieraz i nie będą to pozytywne doznania.

Rok spędzony w więzieniu, w czasach wielkich zmian i pędzących zdarzeń, to jednak sporo. Maciejewskiemu niełatwo przystosować się do powojennej rzeczywistości. Żona na niego nie czeka, obecnie znajduje się w innych, męskich ramionach. Syna jeszcze nie zdążył poznać. W swoim domu zastaje obcą rodzinę, dawni znajomi patrzą na niego podejrzliwie, wszak z Zamku niełatwo się wydostać. A skoro jemu się udało, to znak, że - ani chybi - musiał kogoś sprzedać. W tym obcym Zydze świecie roi się od niebezpieczeństw. Nie tak miał wyglądać wyzwolony od wojennej grozy świat. Nie bardzo wiadomo komu ufać, gdzie szukać sojuszników, a przed kim zamknąć drzwi. Rozkład sił się zmienił.


Marcin Wroński
[źródło]


Maciejewski stoi przed trudnym zadaniem, po roku przesłuchiwań prezentuje się raczej nędznie. Musi odzyskać siły, rozeznać się w panujących w Lublinie zasadach, doprowadzić do końca zleconą mu sprawę, do porządku samego siebie. Wstawić brakujące zęby i spróbować skontaktować się z żoną. A gdy już wyjdzie od dentysty, nauczyć się za tymi zębami trzymać język. Bo gębę to nasz, obecnie już ex-komisarz, ma niewyparzoną. 

Po lekturze kryminału Pogrom w przyszły wtorek w pełni rozumiem zachwyty nad twórczością Marcina Wrońskiego. Dialogi-żyleta, postaci-żyleta, tło-żyleta. No i fabule też trudno cokolwiek zarzucić. Tym, co jednocześnie w tej powieści zachwyca i przeraża, jest lubelska, powojenna rzeczywistość. Odmalowana szczegółowo i obrazowo, przyprawia o dreszcze. Jest obrzydliwa, obłudna i okrutna. Oczy trzeba mieć dookoła głowy, a zaufanie schowane na dnie szafy. Autor zabiera nas na spacer po Lublinie, portretując przestrzeń bardzo dokładnie. Myślę, że mieszkańcy bez trudu odnajdą tu swoje miasto, z jego ciemną przeszłością i zachowanymi do teraz miejscami. Plastyczność obrazu sprawia, że rozgrywające się na jego tle sceny, są jeszcze bardziej przejmujące. Lublin tamtych czasów to atmosfera wzajemnej niechęci i podejrzliwości. Okrucieństwo przytłacza, ludzka pazerność i obojętność boli, agresja szokuje. Autor starannie przygotowuje się do pisania, korzysta ze źródeł historycznych, wspomnień, wiedzy specjalistów, starając się, by tło akcji było jak najbardziej wiarygodne (choć należy pamiętać, że to powieść a nie podręcznik i nie jest ono stuprocentowym odwzorowaniem rzeczywistości). Nietrudno więc dać się ponieść wrażeniu, że wszystko to mogłoby się naprawdę wydarzyć. 

gala wręczenia Nagrody Wielkiego Kalibru - Wrocław 2013

Chciałam napisać, że warto zwrócić uwagę na postać głównego bohatera, ale jest to sformułowanie właściwie zbędne. Na Zygę Maciejewskiego nie sposób nie zwrócić uwagi. Ostatnio mam szczęście trafiać na ciekawych bohaterów polskich kryminałów, jak choćby Mario Ybl stworzony przez Martę Guzowską, jednak postać Maciejewskiego zdecydowanie wybija się na pierwszy plan. Bezczelny, ale wzbudzający sympatię, ironiczny, niepokorny, wręcz proszący się o kłopoty. W Pogromie w przyszły wtorek nie ma wyjścia, musi współpracować z bezpieką, choć jego nonkonformistyczną naturę gniecie ten fakt dość mocno. Inna rzecz, że działać ma w słusznej sprawie, bo po mieście niesie się wieść o tytułowym pogromie na Żydach, a były komisarz przy okazji ma temu zapobiec. Wie, że martwy nie przyda się do niczego, a tymczasowa współpraca z oprawcą, może przynieść także i pozytywy. Chroni swoje kontakty, zdradza nie więcej niż musi, ale węszy nieustannie, co jakiś czas ładując się w kolejne tarapaty. W mieście jest znany, śledzą go bacznie oczy nie tylko ówczesnych władz, ale i szefów lokalnych grup przestępczych. Choć bywa ciężko, nie traci nic ze swojej zadziorności. Trudno nie życzyć mu dobrze.

Bohaterowie Marcina Wrońskiego wyrażają się dosadnie, językiem ostrym jak brzytwa. Nie dla wrażliwych oczu i uszu ta lubelska opowieść, zbyt wiele w niej brutalnych scen, wulgarnych tekstów, paskudnych charakterów. Pozostali wsiąkną w Pogrom w przyszły wtorek, dadzą się się porwać do świata spekulantów, szmalcowników, oszustów, zwykłych bandytów. Warto zasiąść do lektury z jako takim rozeznaniem w rozkładzie sił w powojennej Polsce, by mieć lepsze pojęcia o tym, z czym przyjdzie się zmierzyć. 

Co właściwie dzieje się w powojennym Lublinie? Kto stoi za morderstwem? Kto stanowi największe zagrożenie, a kto jest jedynie pionkiem w nieczystej grze?

Zyga miał za sobą jeden z najlepiej przeszpiclowanych dni w całej swojej karierze, ale nie znał odpowiedzi na tak konkretne pytania[2].


***

Książkę polecam
miłośnikom kryminałów retro
mieszkańcom Lublina i okolic
zainteresowanym życiem w powojennej Polsce
poszukującym mocnych wrażeń

***

[1] Marcin Wroński, Pogrom w przyszły wtorek, Wyd. W.A.B., 2013, s. 23.
[2] Tamże, s. 160.

***

Zapraszam

34 komentarze:

  1. Lubię kryminały, więc ta książka na pewno by mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro zamierzam studiować w Lublinie :D, to może czas sięgnąć po książkę pana Marcina Wrońskiego :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz mogła ruszyć na spacer śladami bohaterów. :)

      Usuń
  3. Bardzo chętnie polece mojemu bratu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chętnie polecę tacie ;d

      Usuń
    2. A ja przyjaciółce, która uwielbia to miasto! :)

      Usuń
    3. Jesteście rozbrajające. :D

      Usuń
  4. Czytałam "Morderstwo pod cenzurą" i bardzo miło wspominam to spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam już trzy wcześniejsze tomy, ale brak mi właśnie pierwszego tomu, więc zacznę nadrabianie od drugiego. ;)

      Usuń
  5. Pana Wrońskiego nic nie czytałam i na razie nie za bardzo mam ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Autora nie znam, ale książka mogłaby mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie: do nadrobienia. ;)

      Usuń
  7. Mam jakąś jego książkę na półce, więc z pewnością kiedyś przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że nie będziesz żałować.

      Usuń
  8. Kryminały czytam i bardzo lubię. Kryminały retro, tak sobie. Jednak zapisuję tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co przeszkadza Ci w kryminałach retro?

      Usuń
  9. Aktualnie mieszkam w Lublinie, więc ten tego... trochę wstyd, że jeszcze nie czytałam o Zydze :) Tylko jeśli już to od początku muszę sięgnąć, bo tak od piątego tomu to ja nie lubię zaczynać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że wstyd! Do nadrobienia na wczoraj. ;)

      Usuń
  10. Już niebywała fizjonomia autora kusi, by przeczytać tę książkę. A gatunek aż prosi się o uwagę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia w kaszkiecie (czy co to tam jest, są całkiem, całkiem ;).

      Usuń
  11. Umiesz zaintrygować... Jak tylko na nią trafię - przeczytam z nieukrywaną ochotą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zacznij od pierwszego tomu. :)

      Usuń
  12. Brutalne sceny i wulgarne teksty- podziękuję, choć lubię kryminały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej też się nie skuszę.

      Usuń
    2. Nie wiecie, co tracicie. ;)

      Usuń
  13. Ostatnio się przekonuję do kryminałów, więc kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba wiedziałaś, że wygra Wroński, nawet przeczytałaś jego książkę przed Festiwalem. Przyznaj się, że znałaś wynik :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Cykl o Maciejewskim to zdecydowanie najlepsze, co wydał polski światek kryminalny, wliczając Krajewskiego, Czubaja i całą resztę. Wroński osiągnął mistrzostwo w łączeniu najlepszych tradycji gatunku (tych spod znaku Chandlera, nie Christie) z pasją historyka i dokumentalisty życia społecznego, a do tego ma ostry jak brzytwa styl, kapitalne dialogi i jedynego w swoim rodzaju bohatera. Kogoś rażą bluzgi i przemoc w kryminale? Bez jaj, doliniarze i psy nie mówią Orzeszkową tylko raczej "O żesz k...". A przemoc to mogłaby zaskakiwać u Jane Austen, ale nie w historii policyjnej, no litości! :-)

    Aha, i czytajcie Maciejewskiego od początku, bo ten epicki cykl ma swoją dynamikę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie napisane! (Z Orzeszkową włącznie ;)

      Niestety nie udało mi się zacząć od pierwszego i podejrzewam, że nadal się nie uda, bo mi mąż przyniósł z biblioteki tom drugi i trzeci. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...