sobota, 19 września 2015

Marc Pastor "Cienie Barcelony"
Wampirzyca z Barcelony

Marc Pastor
Cienie Barcelony
Wyd. Czarna Owca
2015
304 strony
Sprawa jest mroczna, tematyka poważna, ale tekst zacznę lekko rzuconym stwierdzeniem: napaliłam się na tę książkę jak szczerbaty na suchary. Zestawienie mojej ukochanej Barcelony z mrocznymi sekretami jednej z jej dzielnic (na dodatek niekoniecznie stanowiącymi wymysł pisarza, bo w Raval działo się wiele złych rzeczy) podziało na mnie niczym płachta na byka (obiecuję, że więcej wyświechtanych porównań używać nie będę, zwłaszcza że to ostatnie jest mocno chybione, bo akurat w Barcelonie byki za płachtami nie ganiają, corrida jest tam zabroniona).

Dzielnica Raval, dziś coraz bardziej otwarta na gości z zewnątrz, zamieniająca się w mekkę artystów, niegdyś cieszyła się złą sławą ze względu na wysoki poziom przestępczości i ogromny wskaźnik prostytutek na metr kwadratowy. 


Z prostytucją wiąże się jedna z najpaskudniejszych historii jakie rozegrały się w stolicy Katalonii. To właśnie w dzielnicy Raval, na przełomie wieków XIX i XX mieszkała Enriqueta Martí, nazwana później wampirzycą z ulicy Ponent (kat. La vampira del carrer Ponent). Kobieta prowadziła burdel, czerpiąc zyski z nierządu, co w tamtych czasach i tamtym miejscu nie było niczym niezwykłym, ani też szczególnie godnym potępienia. Chyba, że zajrzało się za drzwi burdelu, gdzie niekoniecznie można było trafić na dziewoje o bujnych, rozpalających wyobraźnię mężczyzn kształtach. U Martí swe żądze zaspokajali ci, którzy śnili o małych dziewczynkach. Zboczeńcy, często wpływowi, bogaci, u władzy, dzięki czemu Enriqueta była bezkarna, a wymiar sprawiedliwości bezradny. 

Ohydą napawa myśl, że bezduszna wampirzyca ze swą świtą polowała na dzieci w barcelońskich zakamarkach, porywając je i zamykając w swym wyuzdanym królestwie. Proceder ten nadal jednak nie wyjaśnia, skąd pseudonim Martí. I ja tego nie zdradzę, odsyłając zainteresowanych do książki Marca Pastora Cienie Barcelony.

Katalończyk opisując historię wampirzycy z ulicy Ponent nadał jej interesującą formę. Nie trafi ona w gust każdego czytelnika, jest zbyt nietypowa, momentami wręcz udziwniona. Ma jednak w sobie ten intrygujący pierwiastek przyciągania, trzeba być jednak przygotowanym na kilka niespodzianek, które czyhają na czytelników jak Enriqueta na bezbronne dzieci.

Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym. Tę nie każdy lubi, choć daje uczucie bieżącego uczestnictwa w zdarzeniach. Historię poznajemy oczami jednej z postaci w niej występujących. Niekiedy jest ona jedynie obserwatorem, innym razem uczestniczy w zdarzeniach. Marc Pastor zastosował w swej powieści to, co z powodzeniem wprowadził Marcus Zusak w Złodziejce książek. Tak, narratorem jest śmierć, która dyszy w kark każdej z postaci Pastora, a więc wydaje się najlepszym kandydatem do tego, by ich historię opowiedzieć. Powieść pisana jest dość specyficznym językiem. To nie jest płynna opowieść z mrocznymi opisami, zwykłymi dialogami i stale rosnącym napięciem. Marc Pastor nie epatuje przemocą, ale kadry, które pokazuje są wystarczająco przerażające. W tę paskudną opowieść autor wtłoczył sporo czarnego humoru, dzięki czemu całość wypada... jeszcze bardziej makabrycznie. Z obawy o zdrowie psychiczne czytelników doradza się nie wyobrażanie sobie mężczyzny odczuwającego pociąg seksualny do... pelargonii. 

Dotarcie do sedna tej historii, zrozumienie jej okrucieństwa, obrzydlistwa, potworności jakich może dopuścić się człowiek (choć czy można to zrozumieć?) wymaga przedarcia się przez nietypową narrację i wspomniany specyficzny język. 

Isaac von Baumgarten jest niski i tęgi, ale nieprzesadnie. Rude włosy zwykle starannie uczesane, chociaż nie o tej porze. W czym mogę panom pomóc, ma opuchłe od snu oczy i włożył szlafrok na piżamę. Jest chłodno, zadrżał na widok policyjnych legitymacji, Matko Boska, już mnie namierzyli*.

Przyznaję, nie jest to momentami łatwe, łatwo odnieść wrażenie, że forma nieco odwraca uwagę od sedna, ale warto skupić się na temacie, choćby po to, by poznać mroczne tajemnice Barcelony, zajrzeć tam, gdzie nie zaglądają turyści, poznać ludzi, których lepiej spotykać wyłącznie na kartach książki i tylko po to, by móc w finale się przekonać, że zło zostanie ukarane. Czy tak będzie i w tym wypadku, tego oczywiście nie zdradzę. Sami musicie się przekonać, ruszając do Raval ze śmiercią jako narratorem, mając za przewodnika śledczego nie wzbudzającego zaufania. Inspektor Moisés Corvo nie jest facetem marzeń. Chciwy, z problemem alkoholowym, słabością do kobiet, ironiczny, bez skrupułów, ale oczytany i niepozbawiony szóstego zmysłu, zgłębi zakamarki miasta, wędrując do podejrzanych lokali i zaułków, gdzie jedyną panującą zasadą jest brak zasad, a napotykani ludzie nie mają w swoich słownikach takich pojęć jak "szczerość" czy "prawość".

Cienie Barcelony to pozycja oryginalna, intrygująca, udanie łącząca czarny humor z makabrą. To powieść groteskowa, która z jednej strony wygina usta w uśmiechu, z drugiej wykrzywia w grymasie obrzydzenia. To świat pełen wynaturzeń, okrucieństwa, w którym według Corvo nie ma miejsce na holmesową logikę, bo składa się nań to co irracjonalne. Nie jest to rzeczywistość przyjemna, nie jest to książka łatwa. Absolwent wydziału kryminologii i polityki kryminalnej sięga po prawdziwą historię, opisuje ją wykorzystując swoją wiedzę, bazując na zachowanej dokumentacji. Znając jej przebieg, aż trudno uwierzyć, że jej fundamentem jest rzeczywiste wspomnienie, a człowiek zdolny jest tak bardzo skrzywdzić innych, także i tych najbardziej bezbronnych. Dzieci.



***

Książkę polecam
miłośnikom prawdziwych historii
chcącym poznać mroczne tajemnice Barcelony
wielbicielom kryminałów
nie obawiającym się nietypowej narracji
ceniącym czarny humor

***

* Marc Pastor, Cienie Barcelony, przeł. Karolina Jaszecka, Wyd. Czarna Owca, 2015, s. 38.


egzemplarz recenzencki


32 komentarze:

  1. Zainteresowałaś mnie i to bardzo, ale ten język mnie trochę jednak przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest aż tak źle, ale warto się nastawić na coś nieco mniej typowego. :)

      Usuń
  2. Do tej pozycji zachęca mnie wszystko, jedynie trochę nieufnie podchodzę do tej "nietypowej narracji"; myślę jednak, że chyba warto zaryzykować, dawno żaden kryminał tak mnie nie zaintrygował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia jest mega! Aż się wierzyć nie chce, że prawdziwa. :/

      Usuń
  3. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać książki, w której narratorem jest Śmierć sama w sobie (oczywiście oprócz książek Pratchetta, ale tamten Śmierć to zupełnie inna sprawa ;) ). To brzmi intrygująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pratchettowy Śmierć to faktycznie inna sprawa. A tak przy okazji, to moja ulubiona postać ze Świata Dysku. :)

      Usuń
  4. Tym razem Barcelona w innych barwach i mrocznym klimacie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja recenzja Aniu to majstersztyk. Dosłownie można wyczuć Twój zachwyt tą książką. Aż sama nabrałam na nią ochoty!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się okładka tej książki, a Twoja rekomendacja bardzo mnie zaciekawiła, tytuł dodaję do swojej listy, tę książkę muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Śmierć narratorem ? Biorę w ciemno. W "Złodziejce książek" doskonale się to sprawdziło. Szkoda, że nie słyszałam o tej książce wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę mogłabym poznać, ale ale tak bardzo kusisz Barceloną, jak już widzę w tytule to piękne miasto to marzę o tym, żeby kiedyś tam się w końcu znaleźć ehh :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego Ci oczywiście z całego serca życzę i obiecuję kusić dalej. :D

      Usuń
  9. Rozbudziłaś moje zainteresowanie. Jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po przeczytaniu cytatu stwierdzam, że to chyba książka jednak nie dla mnie. Choć, cytując AnnRK, byłam na nią napalona jak szczerbaty na suchary ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie dla mnie. Raczej nie przedrę się przez nietypową narrację i czarny humor.

    OdpowiedzUsuń
  12. Po Twojej recenzji zdecydowanie chcę tę książkę przeczytać. Sposób narracji w żaden sposób mnie nie przeraża, a kryminały i czarny humor bardzo lubię. Jeszcze do tego prawdziwa historia. Jak dla mnie idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta prawdziwość historii to mega mocny punkt.

      Usuń
  13. Bardzo zachęcająca recenzja. Aż chce się od razu biec po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Byłam kiedyś w Barcelonie i do dzisiaj pamiętam te urokliwe, wąskie uliczki czy stare kamienice. To naprawdę piękne miasto. Czytałam wszystkie powieści Zafona, których akcja toczy się właśnie w Barcelonie i mam ochotę także na tę książkę. Przyciąga mnie mroczna tajemnica i śmierć jako narrator (od przeczytania Złodziejki książek jestem zachwycona takim sposobem narracji). Przeczytam, że lektura może wzbudzić niesmak i duże emocje, ale czuję też, że mi się spodoba :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Zakochałam się w Barcelonie jeszcze przed pierwszą wizytą. Zerknij na zestawienie "Z książką po... Barcelonie", może znajdziesz więcej interesujących tytułów. :)

      Usuń
  15. zapisuję sobie do przeczytania. brzmi intrygująco;pp

    OdpowiedzUsuń
  16. Może być bardzo ciekawą..
    Ciekawią mnie prawdziwe historie,
    Myślę,że się skuszę...choć mam już w zanadrzu sporo innych tytułów,
    Ale dopiszę do mojej listy...

    OdpowiedzUsuń
  17. Mocny temat, wart uwagi. Chciałabym go poznać bliżej, mimo uwagi o specyficznej narracji, myślę że jestem w stanie przez nią przebrnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie - historia jest niesamowita (choć paskudna), więc warto ją poznać.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...