środa, 22 lipca 2015

Lucy Diamond "Pewnej nocy we Włoszech"
Odnaleźć siebie

Lucy Diamond
Pewnej nocy we Włoszech
Wyd. Black Publishing
2015
406 stron
Biorąc do ręki powieść Lucy Diamond Pewnej nocy we Włoszech spodziewałam się:
a) historii obyczajowej,
b) romantycznych scen,
c) sporego skomplikowania relacji damsko-męskich,
d) włoskich smaków i zapachów,
e) śródziemnomorskiego temperamentu,
f) wspaniałych italiańskich krajobrazów.

I właściwie moje oczekiwania by się spełniły, choć z tym temperamentem bywa różnie, gdyby nie fakt, że w Pewnej nocy we Włoszech właściwie nie ma... Włoszech. Tzn. są obecne w mowie, kuchni, myślach, ale jeśli ktoś się spodziewa, że Lucy Diamond zabierze go do malowniczej Prowansji, historycznego Rzymu czy romantycznej Wenecji, to cóż... może się odrobinę zdziwić.

Autorka oferuje zaledwie due notti a Roma (dwie noce w Rzymie), co prawda dla fabuły istotne, ale już ci, którzy oczekują rozbudowanych opisów i odnalezienia w treści miejsc znanych sobie z włoskich wojaży lub dopiero majaczących w podróżniczych planach, będą ich szukać na próżno.

Skoro już wiemy czego w tej powieści nie ma, skupmy się na tym, co jest. A jest całkiem sporo i na dodatek pozytywnie, mimo iż historie bohaterek powieści nie zaczynają się najlepiej.

Mamy tu trzy ważne bohaterki i całkiem spore grono bohaterów drugoplanowych. Skupmy się jednak na tych pierwszych, o tych drugich jednak pamiętając, bo dla fabuły są ważne, a charaktery mają ciekawe.

Anna właśnie usiłuje dojść do porządku dziennego nad nieoczekiwaną wiadomością. Nieobecny przez całej jej życie ojciec, wedle słów babci, które staruszce wymknęły się nieopatrznie, jest Włochem. Annę przeszywa dreszcz podniecenia na myśl o włoskich korzeniach i postanawia nie tylko zaprzyjaźnić się z tym, co włoskie, ale także wyruszyć na Półwysep Apeniński, by odnaleźć Gino i stanąwszy przed nim, płynnie oznajmić: Mi chiamo Anna. W tym celu zapisuje się na kurs językowy. 

Catherine cierpi. Spod jej skrzydeł właśnie wyfrunęli dwaj studenci, którym matka przestała być potrzebna, a ona sama po odwiezieniu młodzieży do akademików postanowiwszy niezgodnie z planem wcześniej wrócić do domu, zastała to, co wiele kobiet (bywa, że i mężczyzn też) zastaje, gdy zachce im się niespodziewanie otworzyć drzwi do sypialni. Co gorsza, mąż wyplątawszy się z nagich nóg i ramion kochanki, ani myśli przepraszać i błagać o wybaczenie. Oznajmiwszy, że nigdy Catherine nie kochał, grzecznie się pożegnał i wyprowadził. Kobieta, która całe życie poświęciła bliskim (nie skończyła nawet studiów, nigdy nie pracowała zawodowo) zostaje sama. Namówiona przez przyjaciółkę postanawia zapisać się na jakiś kurs. Wybór pada na język włoski.

Sophie to niespokojna dusza. Wbrew woli rodziców włóczy się po świecie, zamiast w końcu się ustatkować, założyć rodzinę i znaleźć pracę, która nie będzie polegała na dorywczym kelnerowaniu we włoskiej knajpie czy czymś równie ambitnym na innym krańcu świata. To właśnie podczas pobytu w słonecznym Sorrento, kobieta dowiaduje się, że jej ojciec przeszedł zawał. Przyjazd do domu, a zwłaszcza spotkanie z matką, jest ostatnim na co Sophie ma ochotę, ale powrót do rodzinnego Sheffield nie podlega dyskusji. Musi się przecież zobaczyć z ojcem! Trudno jednak żyć na garnuszku rodziców i choć kobieta początkowo nie ma ochoty podejmować posady nauczycielki na kursie włoskiego, to szybko dochodzi do wniosku, że może nie jest to aż taki głupi pomysł.

Drogi bohaterek krzyżują się w lekcyjnej sali. Nawiązuje się między nimi nić porozumienia, a i z innymi kursantami całkiem nieźle się dogadują. Zawiązują się przyjaźnie i luźne znajomości, atmosfera staje się coraz bardziej rodzinna. I choć w życiu Anny, Catherine i Sophie nie brak problemów, to wspólnymi siłami są w stanie pokonać trudności. Wreszcie mają obok siebie kogoś, z kim mogą szczerze porozmawiać.

Pewnej nocy we Włoszech to ciepła, pokrzepiająca opowieść o przyjaźni, miłości, nadziejach, rozczarowaniach, poszukiwaniu własnego miejsca, układania życia na nowo. Powieść obyczajowa złożona z drobnych i wielkich problemów i radości. Czy odkrywcza? Pewnie nie. Czy przewidywalna? Raczej tak. Czy warto więc ją czytać? Oczywiście! Dla mnie to idealna odskocznia od lektur ciężkich, mrocznych i przytłaczających, sposób na oderwanie się od codzienności deszczowej, męczącej, szarej. To także doskonała lektura na lato i relaks nad jeziorem. Zaliczyłabym ją do lektur przyjemnych, wyciszających, których fabuła toczy się dość leniwie, ale wcale nie jest nudno. 

Lucy Diamond pisze lekko i lekko się ją czyta. Mimo iż zdecydowała się niemal całą akcję powieści umieścić w Wielkiej Brytanii, udało jej się wprowadzić tak wiele włoskich elementów, że na deser ma się ochotę wyłącznie na tiramisu (przepis na ten deser znajduje się na końcu książki), a palec snujący się po mapie w poszukiwaniu pomysłu na wakacyjny wyjazd, sam przesuwa się w kierunku włoskiego buta. Nawet tytuły rozdziałów są dwujęzyczne, co sprawia, że w trakcie lektury mamy szansę poznać ok. 35 włoskich wyrazów i zwrotów. Później pozostaje już tylko zapisanie się na kurs. Najlepiej do grupy Sophie.

W tej przesympatycznej opowieści o przyjaźni, nie brak tematów nieco poważniejszych.

Anna i jej włoskie korzenie, Catherine i całkowite oddanie rodzinie, Sophie-kosmopolitka, której brakuje czegoś, co byłoby warte znalezienia stałego miejsca na Ziemi. Nietrudno zauważyć, że na pierwszy plan wysuwa się poszukiwanie własnej tożsamości. Tuż za nim można wymienić relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi. Im także autorka poświęca sporo miejsca.

Lucy Diamond pisze o kobietach, które znalazły się w przełomowej sytuacji. Wykorzystuje trudne dla swych bohaterek momenty do tego, by pokazać jak ważne jest zebranie się w sobie i podjęcie wyzwania, walki o spełnianie marzeń, odzyskanie poczucia własnej wartości, nowe, lepsze życie. 

O miłości, o przyjaźni, o życiu. Ku pokrzepieniu serc. By udowodnić, że zawsze warto wierzyć w siebie i przenigdy nie rezygnować z realizacji własnych pragnień. Niby takie to oczywiste, a wciąż żałujemy utraconych szans, niewykorzystanych okazji, przepuszczonych przez palce chwil.

Co będzie wspominać w nadchodzących latach, o czym będzie z dumą opowiadać?
Musi być coś takiego, myślała. Musi być coś szlachetnego, odważnego i ekscytującego, co mogłaby zrobić. Czyż nie?*



***

* Lucy Diamond, Pewnej nocy we Włoszech, przeł. Barbara Sieradz, wyd. Black Publishing, 2015, s 176.

***

egzemplarz recenzencki


12 komentarzy:

  1. Lubię sobie czasem przeczytać właśnie taką książkę jak ta. "Ku pokrzepieniu serc", o kobietach. To dobra odskocznia od ciężkich lektur akademickich i skomplikowanych fabuł powieści fantastycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ja także lubię poczytać takie książki, żeby odpocząć od tych cięższych tematycznie. Szczególnie latem są w sam raz, o tej wcześniej nawet nie słyszałam :)

      Usuń
    2. Do tej pory odpoczywałam głównie przy kryminałach, ale zaczynam doceniać takie historie jak ta.

      Usuń
  2. Ależ mnie zachęciłaś do tej książki. Nie pozostaje mi nic innego jak rozejrzeć się za nią. Z chęcią udam się w podróż zarówno do Włoch, w których jeszcze nie byłam, jak i do Wielkiej Brytanii, do której mam sentyment... :)
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo tak pozytywnej recenzji, nie sięgnę po tę książkę. Wydaje się być zupełnie nie dla mnie... Może w przyszłości najdzie mnie chęć na jej przeczytanie, ale na razie mówię jej "nie"...

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzenia, pragnienia trzeba realizować...

    OdpowiedzUsuń
  5. Odebrałyśmy tę powieść bardzo podobnie. Też uznałam, że można by się przyczepić, że mało tej Italii, ale w sumie w ogóle mi to nie przeszkadzało, wciągnęłam się w losy bohaterek. Świetna powieść na te cholerne upały :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dłuuuuuuugo czekałam aż Anna pojedzie do Włoch. Jak dotarłam do połowy to byłam pewna, że teraz to już na pewno musi pojechać. Cóż... :P
      Szczerze mówiąc, chciałam tę książkę przeczytać właśnie ze względu na Włochy. Ale koniec końców - lektura spodobała mi się i bez wycieczek krajoznawczych. ;)

      Usuń
  6. Szkoda że tak mało wtej ksiązce Włoszech, ale chętnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że nie będzie mi przeszkadzała nieobecność Włoch, a opis fabuły zapowiada sympatyczną i relaksującą powieść, więc pewnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiada się miła lektura, też lubię takie kobiece powieści przeplatać z kryminałami czy thrillerami, by zachować równowagę :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...