piątek, 19 czerwca 2015

Fabio Stassi "Ostatni taniec Chaplina"
Rozśmieszyć Śmierć

Fabio Stassi
Ostatni taniec Chaplina
Wyd. Marginesy
2015
280 stron
Jest 24 grudnia 1977 roku. Od sześciu lat w każde Boże narodzenie odwiedza mnie Śmierć. Siada przede mną i czeka. Wkładam wtedy moje ubranie włóczęgi i odgrywam któryś z dawnych numerów. Jeśli się zaśmieje, zyskuję kolejny rok życia: taką zawarliśmy umowę. Nie umrę, dopóki będę w stanie ją rozbawić[1].

I tak rok w rok, nieproszony gość zjawia się jak zły sen. Nie grzeszy uprzejmością, bywa złośliwy, ponad osiemdziesięcioletniego mężczyznę traktuje z politowaniem. W starszym panu w wytartych, wygniecionych spodniach i przyciasnym żakiecie, z melonikiem na głowie widzi żałosnego komedianta, a nie popularnego komika.

Tego roku Charlie Chaplin zatańczył z kostuchą po raz ostatni. Trudno jednak mówić tu o przegranej. W końcu to właśnie jemu, jako pierwszemu, udało się rozśmieszyć samą Śmierć.


Ostatni taniec Chaplina zrodził się z sympatii do brytyjskiego komika, kojarzonego przede wszystkim z roli Włóczęgi rozśmieszającego widzów niemego kina, ale także i reżysera, scenarzysty, producenta i kompozytora muzyki filmowej. Włoski pisarz Fabio Stassi, przyznaje, że wielokrotnie czytał autobiografię Charliego Chaplina i to m.in. w niej znalazł inspirację do napisania tej książki. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, bo choć całość jest wykreowana przez wyobraźnię, to fundamenty ma jak najbardziej rzeczywiste. Alkoholizm ojca, załamanie nerwowe matki, wyjazd do Ameryki, to tylko pierwsze z brzegu kładki łączące prawdę z fantazją. 

Charlie wykorzystuje sześć szans na to, by żyć o rok dłużej, niż przepowiedziała mu wróżka. Nim chwyci Śmierć pod ramię i oboje odejdą nucąc wodewilowe piosenki, poznamy jego historię i przeżyjemy wiele przygód. Jeden rozdział - jeden rok. Każdy zaczyna się sceną, w której starucha-kostucha zjawia się nieproszona. Rozpoczyna się gra, w której niewzruszona starucha śledzi desperackie wysiłki mężczyzny próbującego przypomnieć sobie swe najbardziej zabawne numery i wcielając je raz jeszcze w życie, przedłużyć sobie... raz jeszcze życie. Gdy przegrana Śmierci jest już faktem, możemy przejść do tego, co najciekawsze. Do wspomnień. Te mają formę listów do syna. 

Charlie opowiada Christopherowi o swoim życiu, o rodzicach, którzy rozstali się tuż po jego narodzinach, o egzystowaniu w biedzie, teatralnym debiucie w wieku lat pięciu, o tym jak wyboista była droga do sukcesu chłopca urodzonego w ciemnym lesie, na wozie wędrownych artystów zwanych Cygańską Królową[2]. Wraz z komikiem przemierzymy ocean, by postawić stopę na amerykańskiej ziemi. Co nas tam czeka? Bieda i bogactwo. Porażki i sukcesy. A przede wszystkim, wyzwania i przygody.

Fabio Stassi znalazł ciekawy sposób na opowiedzenie o brytyjskim aktorze, laureacie honorowego Oscara, twórcy kultowej postaci trampa z wąsikiem, czterokrotnie żonatego reżysera takich filmów jak Cyrk, Dyktator czy Włóczęga w Nowym Jorku. Dialogi z kostuchą, przeplata listami swego bohatera do syna.
Ta pierwsza część skojarzyła mi się ze słynną sceną z Siódmej pieczęci, genialnego filmu Ingmara Bergmana, w której to rycerz gra w szachy ze śmiercią. Charlie gra głównie samym sobą, ciałem, mimiką a śmiech wpatrzonej w niego staruchy wart jest tyle co szach i mat.
Ta druga ma charakter dość osobisty, choć jako, że adresatem jest syn (może i dorosły, ale jednak...), to nie ma tu opowieści o ślubach i rozwodach, a o drodze dziecka aktorów do sukcesów w świecie filmu. Znajdzie się tu wszystko to, co ojciec mógłby chcieć opowiedzieć synowi przed śmiercią. Ot, szczera spowiedź kogoś, kto wie, że ściga się z czasem.



Jak głosi napis widniejący na okładce Ostatniego tańca Chaplina, jest to opowieść nie tylko o legendarnym Włóczędze, ale i początkach kinematografii. Aż żal, że wątek ten nie doczekał się szerszego rozwinięcia, ale wówczas książka straciłaby swój intymny charakter i zapewne nie wyszłoby jej to na dobre.

Fabio Stassi pisze w sposób, który z łatwością pozwala sobie wyobrazić, że oto jego bohater siedząc tuż obok w meloniku nasuniętym na czoło, snuje swą opowieść z lekkością, malując przed słuchaczami barwne postaci i ich przygody, równie kolorowe, choć nie zawsze wesołe. Polubiłam Charliego, bo i chyba nie sposób go nie lubić. Za upór, wszechstronność i tupet. Za pewność w chwilach niepewności, za siłę, gdy opadały ręce, za zmysł obserwacji, który pozwolił mu wykreować postać daleką od ideału, a przez to szalenie zabawną. Doskonałość nie rozwesela[3], tłumaczy synowi aktor. Śmiejemy się przecież z gaf, przywar, słabości, wpadek. Mechanizm komizmu jest oparty na przeciwieństwie. Śmiejemy się, jeśli olbrzym próbuje na wszelkie sposoby otworzyć drzwi  nie może, a chwilę później te drzwi otwiera bez najmniejszego wysiłku kot, dziecko, biedny włóczęga lub starzec. Śmiejemy się, bo mamy do czynienia z całkowitym przeciwieństwem tego, co dzieje się w żuciu. Komizm to koziołkowanie, to człowiek, który wstaje po fiknięciu koziołka, albo inny, który ma zaraz upaść, ale nie upada nigdy. Komizm jest leworęczny jak ja, Christopherze. Wyśmiewa bogaczy, porządkuje sprawy, naprawia wyrządzone krzywdy[4].

Ostatni taniec Chaplina to jedna z tych książek, które czyta się z delikatnym uśmiechem na twarzy. Uroczy, nieco melancholijny, towarzysz. W sam raz na taki wieczór, kiedy to krople deszczu stukają o parapet. Fabularyzowana biografia pióra bibliotekarza z Rzymu to jeszcze jedna opowieść o tym, jak chłopiec znikąd odniósł spektakularny sukces, choć droga, którą szedł do łatwych nie należała, ale nie ma to większego znaczenia, bo czyta się ją z wielką przyjemnością. Takie historie mają podobne początki i finały. Za to środek odróżnia je od innych. W końcu nie każdy miał okazję poznać Arlekina i podjąć próbę odszukania miłości jego życia. I nie każdy może być Charlie Chaplinem.



Look up, to the sky,
You’ll never find Rainbows,
If you’re looking down.

Charlie Chaplin Swing Little Girl

***

[1] Fabio Stassi, Ostatni taniec Chaplina, przeł. Krzysztof Żaboklicki, Wyd. Marginesy, 2015, s. 17.
[2] Tamże, s. 21.
[3] Tamże, s. 18.
[4] Tamże, s. 264-265.

***

egzemplarz recenzencki

***


20 komentarzy:

  1. Chętnie zapoznam się z biografią Chaplina, a jeszcze jak książka porusza początki kinematografii to już całkiem jestem zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawie. Zawsze fascynowała mnie ta postać. Widzę, że książka też ciekawie napisana. Dla fanów Chaplina powiem, że Zysk też wydaje w lipcu książkę o nim.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. Nawet nie wiedziałam. Wielką fanką może nie jestem, ale życiorys Chaplina jest fascynujący.

      Usuń
  3. Mąż nie widzi, to mogę: niczego sobie ten Fabio;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tu czasem zagląda, wiec tylko pokiwam głową, a Ty zgadnij w którą stronę. :P

      Usuń
    2. Myślę, że zgadłam:)

      Usuń
  4. O, to chętnie bym przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Toż to lektura idealna na Dzień Ojca dla mojego taty! Ja za Chaplinem nigdy nie przepadałam, ale on bardzo go ceni. Aniu, przyszłaś mi z pomocą, bo już naprawdę nie wiedziałam, co tu można by kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednak ta biografia nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja bardzo chętnie poznałbym się z życiem tego wspaniałego człowieka. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Za młodu uwielbiałam filmy z Chaplinem. Pora do nich wrócić. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już czytałam recenzje tej ksiązki na innym blogu. No ale to zawsze inne spojrzenie, dlatego że pisze to inna osoba o innym spojżeniu na tę książke i napisze swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jednak odpuszczę sobie, gdyż nie lubiłam filmów z Chaplinem, więc wątpię, aby książka przypadła mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo bym poczytał biografię Chaplina i mam w planach już, ale inną. 13 lipca będzie od ZYSKu biografia autorstwa Petere Ackroyda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed lekturą "Ostatniego tańca Chaplina" nawet nie myślałam o czytaniu jego biografii. Nie wiedziałam, że jego życiorys był tak ciekawy.

      Usuń
  12. Cudowny pomysł na książkę. Chaplin miał życie niesamowicie interesujące, więc każda wariacja na jego temat jest warta uwagi. Wydawnictwo Marginesy w coraz większym tempie zaczyna zdobywać ogromne połacie mojego czytelniczego serca. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojego też! Wybieranie książek do recenzji jest coraz trudniejsze i zawsze żałuję, że czasu nie wystarcza na wszystko. O co do życiorysu Chaplina, to pojęcia nie miałam, że jest tak ciekawy!

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...