poniedziałek, 8 czerwca 2015

Daniëlle Hermans "Tulipanowy wirus"
Tulipomania

Daniëlle Hermans
Tulipanowy wirus
Wyd. Marginesy
2015
336 stron
Czytam kolejne kryminały i niekiedy nie mogę się nadziwić, co też może stać się motywem zbrodni i jak często historie sprzed lat, a nawet wieków, powracają niczym bumerang, ścinając z nóg ludzi współcześnie żyjących.

Gdybym miała wskazać kwiat kojarzący się ze zbrodnią, wskazałabym prędzej kolczastą różę, świadka wielu miłości, rozstań, upokorzeń, zazdrości, kwiat o złożonej symbolice znany ludzkości od czasów starożytnych, niż tulipana, powszechnego w uprawie, choć dla Europejczyków odkrytego dopiero w połowie XVI wieku. A jednak to o zamieszanie wokół kwiatów z rodziny liliowatych, holenderska pisarka Daniëlle Hermans oparła fabułę swej debiutanckiej powieści Tulipanowy wirus

Tak właśnie po raz pierwszy usłyszałam u tulipomanii, zjawisku, które w XVI wieku ogarnęło Europę Zachodnią, a zwłaszcza Holandię. Istne szaleństwo, które dla wielu zakończyło się katastrofą, miało swój finał w 1637 roku, ale jak się okazuje, jego echo dotarło także do współczesnego Londynu.


Jest roku 2007, w swym londyńskim domu umiera Frank Schoeller. Nie dzieje się to z przyczyn naturalnych. Zaalarmowany dźwiękiem telefonu przerywającym sen wpół do szóstej rano, zaniepokojony odgłosami dobiegającymi ze słuchawki (Usłyszał czyjś ciężki oddech. Nagły okrzyk bólu rozległ się tak niespodziewanie, tak blisko i brzmiał tak nieludzko, że prawie upuścił komórkę[1]), przerażony ledwie wyartykułowanym Musisz przyjechać... do domu[2], Alek Schoeller co sił popędził do domu stryja. Na miejscu zdążył jedynie wysłuchać kilku urywanych zdań, wyjąć umierającemu z ręki książkę, tom naznaczony krwią, z palcem odbitym niczym pieczątka w miejscu, na które pragnął zwrócić mu uwagę wuj, poprawić poduszkę, prosić, przeprosić, zadzwonić po karetkę, nie zadzwonić po policję (Frank zabronił), patrzeć jak umiera najbliższa mu osoba. Patrzeć bezsilnie. Nie móc nic zrobić.

Siedemnastowieczna, cenna księga zawierająca przepięknie wykonane ryciny. Rysunki kwiatów. Tulipanów. Czyżby kryła w sobie odpowiedź na pytania dręczące Alka? Czy pomoże zrozumieć, dlaczego zginął Frank Schoeller? Dlaczego przed śmiercią był torturowany? Jakie znaczenie miała dla niego ściskana w dłoni książka? Co mężczyzna chciał przekazać bratankowi nim skonał?

Podczas gdy Alek wspomagany przez przyjaciół próbuje odkryć tajemnice stryja (bo to, że takie posiadał, z godziny na godzinę staje się coraz bardziej oczywiste), dowiedzieć się komu i dlaczego zależało na zamordowaniu staruszka, Daniëlle Hermans zabiera swoich czytelników w podróż w przeszłość, co jakiś czas odkrywając kolejne karty historii kryjące w sobie wskazówki pozwalające rozgryźć zagadki teraźniejszości. Tamtejsza opowieść także zaczyna się od trupa. W 1636 roku, w holenderskim Alkmaar, zamordowano szynkarza i handlarza tulipanami. Rozdarta koszula, strzaskana czaszka, krew, mózg i okruchy kości wymieszane razem, w ustach zwinięta w kulkę kartka. I znów pojawiają się te same pytania. Kto? Dlaczego?

Tym, co rzuca się podczas lektury bardzo mocno, jest niezmienności ludzkiej natury, mechanizmy, które pozostają takie same od dawien dawna. 

Daniëlle Hermans sięga do historii swego kraju, tulipomanii i kryzysu ekonomicznego, pokazując przy okazji, jak wielki wpływ na teraźniejszość mają zdarzenia z tak odległych czasów. Choć w swym debiucie więcej miejsca poświęca współczesności i śledztwu Alka, to z licznych retrospekcji wyłania się intrygujący opis siedemnastowiecznego tulipanowego szału. W Tulipanowym wirusie fikcja łączy się z prawdą historyczną. Tulipomania naprawdę dotknęła Holendrów, a zamordowany w Alkmaar Wouter Winckel jest postacią autentyczną, choć autorka wymyśliła mu inny sposób na opuszczenie tego świata (w rzeczywistości prawdopodobnie zmarł na dżumę). Również zdarzenia rozgrywające się po jego śmierci są oparte na faktach (sierociniec, licytacja, 10% zysku).



Tulipanowy wirus oparty jest na bardzo ciekawym, do tej pory mi nieznanym, wycinku historii Holandii. Autorka pisze lekko, intrygująco, trzyma się konwencji rozrywkowej, nie zarzucając czytelników faktami, nazwiskami czy liczbami. Zgrabnie łączy się tu przeszłość z teraźniejszością, ale zakończenie pozostawia niedosyt. W finale napięcie się gdzieś ulatnia, ostateczne rozgrywki wychodzą dość blado na tle całości. Miałam wrażenie, że autorka chce szybko zamknąć opowieść i rozstać się z jej bohaterami. Wszystko rozwiązuje się zbyt łatwo, a końcowy zwrot akcji jest dość przewidywalny. Na pewno nie zaskoczy tych, którzy często sięgają po kryminały i mają za sobą powieści mistrzów tego gatunku.

Dzięki krótkim rozdziałom i dynamicznej akcji, debiut Daniëlle Hermans czyta się bardzo szybko. Gdyby nie ciekawe tło historyczne, byłaby to jedna z wielu powieści kryminalnych, które pozwalają rozerwać się w jeden czy dwa wieczory, ale szybko wyparowują z pamięci. Pomysł jednak ogromnie mi się podoba i choćby dla tulipomanii i jej konsekwencji, warto tę książkę przeczytać.

Współczesny Londyn, XVII-wieczna Holandia, dwie czasoprzestrzenie, dwa trupy. Co je łączy?




***

Książkę polecam
miłośnikom dynamicznych kryminałów
ciekawym co kryje się pod pojęciem tulipomania
wielbicielom powieści łączących przeszłość z teraźniejszością
zaintrygowanym co łączy morderstwa dokonane w tak odległym od siebie czasie
ciekawym mrocznych kart historii Holandii

***

[1] Daniëlle Hermans, Tulipanowy wirus, przeł. Małgorzata Woźniak-Diederen, Wyd. Marginesy, 2015, s. 13.
[2] Tamże. 

***

egzemplarz recenzencki

27 komentarzy:

  1. Jesli to Twój "pierwszy raz" z tulipanomania, to polecam Ci "Amsterdam" Russella Shorto- fascynujaca lektura, wspominajaca równiez ten okres w historii miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nie słyszałam wcześniej o tej książce.

      Usuń
  2. Z tulipomanią po raz pierwszy spotkałam się przy okazji lektury książki "Tulipanowa gorączka" Deborah Moggach :) Powieść okazała się taka sobie, ale warto było po nią sięgnąć choćby dla poznania atmosfery panującej wokół tego zjawiska - licytacje, zakłady, typy spod ciemnej gwiazdy i niepewność :) W Alkmaar byłam i uważam je za dość urokliwe miasteczko :) Ogólnie Holandia ma w sobie coś ciekawego i tajemniczego zarazem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedawna raczej nie myślałam o Holandii w sensie turystycznym, ale zaczyna się to zmieniać. ;)

      Usuń
  3. Mi również ze zbrodnią kojarzy się róża, a nie tulipan. Bardzo ciekawy pomysł na książkę i chętnie ten kryminał przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MNIE ze zbrodnią kojarzą się przede wszystkim lilie.

      "Zbrodnia to niesłychana,
      Pani zabija Pana;
      Zabiwszy grzebie w gaju,
      Na łączce przy ruczaju,
      Grób liliją zasiewa..."

      Kto jednak "Balladyny" nie czytał - może na to nie wpaść.
      Natomiast komuś, kto mało czyta, może się nawet wydawać, że poprawne jest umieszczanie zaimka "mi" na początku zdania.

      ...ale MI to LOTTO ;)

      Usuń
    2. Akurat fragment, który zacytowałeś, pochodzi z ballady Mickiewicza "Lilije", a nie z "Balladyny"...

      Co się jednak tyczy książki, to Aniu masz dar do wynajdywania niezwykłych pozycji. A tak poza tym, nigdy przedtem nie słyszałam o "tulipomanii" :)

      Usuń
    3. No masz...Lilije z Ballady pomyliłem z malinami z Balladyny.
      Sorry, słyszałem, że dzwonią, ale nie wiedziałem, w którym kościele ;)

      Usuń
    4. @Krzysztof, wyimki z księgi przysłów i powiedzeń:
      "Trafiła kosa na kamień" czy "Nosił wilk razy kilka..."?
      :D

      @Nieidentyczna, mam nadzieję, że będę trafiać wyłącznie na wyjątkowe lektury. I Tobie też takich życzę. :)

      Usuń
    5. @Ann RK, ja bym raczej powiedział: "wilk syty i owca cała" :D

      Usuń
    6. ...ale Ty tu rządzisz ;P

      Usuń
    7. Ano właśnie, rządzę. Więc zostanę przy swoim zdaniu. ;)

      Usuń
  4. Może się skuszę na ten mroczny klimat Holandii:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka dość 'niekryminałowa' ;) I ta Holandia... Ale pomysłowość autorów rzeczywiście zdumiewa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś ostatnio dużo tej Holandii w moim życiu - trafiam na holenderskie filmy, książki, których akcja dzieje się w Holandii. Mam czuć zaniepokojenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo dać się ponieść holenderskiej fali. ;)

      Usuń
  7. Przyznam szczerze, że i ja dopiero teraz dowiedziałam się o tulipomanii. :) Zaintrygowałaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę! Fenko zaintrygowana jak nigdy przy takich ksiązkach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę że to książka dla mnie, lubię takie historie, będę się rozglądać za książką.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pewnie kiedyś po nią sięgnę, to kiedyś robi się coraz bardziej odległe :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie twierdzę, że powieść nie jest ciekawa, ale jakoś na razie nie zaintrygowała mnie na tyle, żeby szukać jej w księgarniach. Może z czasem nabiorę większej ochoty na poznanie tulipomanii i związanej z nią tajemnicy współczesnego morderstwa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię w takiej fabule dwie czasoprzestrzenie, kto wie, może się skuszę na ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę, pomyślałam: Ech, cóż to znów za fanaberie wymyślają. a może jednak warto spróbować?

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda, że zakończenie nie powala, ale chciałabym książkę przeczytać choćby po to, aby poznać nieznaną mi kartę historii Holandii.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie słyszałam o tulipomanii, ale na kryminał z historią w tle zawsze mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...