czwartek, 14 maja 2015

Jeffery Deaver "Kolekcjoner skór"
Śmiercionośny tatuaż

Jeffery Deaver
Kolekcjoner skór
Wyd. Prószyński i S-ka
2015
496 stron
cykl z Lincolnem Rhyme i Amelią Sachs, tom 11

Najpierw tom po tomie poznawałam twórczość Agathy Christie, później w moje ręce wpadały książki Arthura Conana Doyle'a, Mary Higgins Clark, Harlana Cobena czy Jamesa Pattersona. Stopniowo więc od klasyki kryminału wędrowałam w stronę współczesnych, dynamicznych thrillerów, trafiając na pozycje raz lepsze, raz gorsze. A później w moje ręce wpadł Kolekcjoner kości Jeffery'ego Deavera i przepadłam. Fascynacja literaturą spod znaku zbrodni trwa do dziś. Długo po tym, jak połknęłam wszystkie dostępne na rynku tomy cyklu o Lincolnie Rhyme i Amelii Sachs, porównywałam do nich kolejne kryminały i thrillery, wciąż dochodząc do wniosku, że Deaver spisałby te historie lepiej. Po latach, nadal nie potrafię wyliczyć zbyt wielu twórców gatunku, którzy dorównaliby Amerykaninowi w snuciu skomplikowanych intryg, oddaniu realizmu zawodu śledczych, budowaniu napięcia, wyprowadzaniu czytelników w pole za pomocą zdumiewających zwrotów akcji czy tworzeniu emocjonującej rozgrywki pomiędzy błyskotliwym duetem śledczych, a inteligentnymi, nieprzewidywalnymi i bezwzględnymi przestępcami.

Jeffery Deaver powraca z kolejną książką z cyklu Rhyme & Sachs, która nie tylko jest pełnym emocji spotkaniem z ekipą wzbudzających podziw bohaterów, ale także wspaniałym nawiązaniem do pierwszego tomu, czyli wspomnianego wcześniej Kolekcjonera kości

Tytuł jedenastego tomu serii, czyli Kolekcjoner skór, nie oznacza, że komuś skończyła się kreatywność potrzebna do wymyślenia chwytliwej nazwy. Jak to u Deavera jest w zwyczaju - nic tu nie dzieje się przypadkiem, tytuł także nie wziął się znikąd. Zbyt wiele wskazuje na to, że czarny charakter, który uzbrojony w przenośną maszynkę do tatuażu w ogromnie bolesny sposób uśmierca swoje ofiary, doskonale zna sprawę sprzed lat, pierwsze śledztwo Rhyme'a i Sachs, w której to morderca był równie zafascynowany kośćmi, jak on sam ludzką skórą. 

Jeffery Deaver wie, jak już pierwszą sceną przykuć uwagę czytelnika. Swą bohaterkę wysyła w miejsce, które działa na wyobraźnię wielu ludzi. Małe, ciemne pomieszczenie. Czasem znajdziecie w nim rower, czasem weki, ziemniaki lub niepotrzebne graty. Czasem śmierć.

Piwnica.
Nie znosiła jej.
Nie, nie bała się intruzów. Prowadziły tu tylko jedne drzwi - właśnie te, którymi przed chwilą weszła. Ale piwnica była wilgotna, zatęchła... i zasnuta sidłami pajęczyn.
Co oznaczało obecność przebiegłych, krwiożerczych pająków[1].

To nie pająki okazały się największym problemem Chloe. To nie one brutalnie zakończyły jej życie. Gdy znaleziono ją martwą, na brzuchu miała wytatuowane niepozorne, a jednak budzące grozę słowo. Jeden wyraz nie pozostawiający wątpliwości, że nie ona jedna zginie od trucizny, której morderca użył zamiast tuszu. Nie ona jedna skona w męczarniach. Samotna, przerażona, z twarzą wykrzywioną w niewyobrażalnym bólu.

W tej powieści morderca zawsze jest o krok przed śledczymi. A nawet o dwa kroki. Nie znamy jego tożsamości ani motywacji, trudno ustalić klucz dobierania ofiar, niemożliwym zdaje się przewidzenie kolejnych jego posunięć. Zdaje się, że przestępca doskonale poznał sposób myślenia i prowadzenia śledztwa przez Rhyme'a, którego niełatwo przecież wyprowadzić w pole. Jednak w tym starciu detektyw zdaje się przegrywać, być może dlatego, że jego uwagę zaprzątają inne, nie mniej intrygujące sprawy (tak jak Holmes, tak i Rhyme ma swojego Moriarty'ego - dla lepszego rozeznania, warto przez lekturą Kolekcjonera skór poznać także Zegarmistrza), a może powód jest jeszcze inny i śledczemu trafił się przeciwnik lepszy od niego?

Tak czy inaczej - nastawcie się na emocjonującą rozgrywkę, skomplikowane śledztwo i nieustające poprawianie szczęki w zawiasach, bo będzie ona wam opadać dość często. Deaver jak zwykle mistrzowsko bawi się z czytelnikiem, co rusz dając mu złudne nadzieje, że tym razem wiadomo o co chodzi, że dalszy ciąg zdarzeń będzie już tylko potwierdzał raz wypracowaną teorię. Nic bardziej mylnego. W Kolekcjonerze skór nie ma miejsca na przewidywalność czy nudę. 

Tym co wyróżnia prozę Amerykanina, są nie tylko świetne fabularne twisty, doskonale niedoskonali bohaterowie czy napięcie towarzyszące rozwiązywania zagadek, ale także możliwość bliższego przyjrzenia się technikom śledczym. Autor zgrabnie przemyca w treści mini wykłady ich dotyczące, w tym tomie serwując także nieco wiedzy toksykologicznej. Duży plus dla niego, za niebanalny pomysł na sposób podawania trucizn ofirarom. Kolejne plusy wędrują za ciekawe przedstawienie środowiska tatuatorów oraz zakończenie. Czegoś zdołałam się domyśleć, ale i tak ostatecznie musiałam przyznać, że Jeffery Deaver kolejny raz mnie wykiwał. Pozwolił mi uwierzyć, że niezły ze mnie bystrzak, po czym zostawił z głupią miną. Po lekturze tylu tomów niby powinnam do tego przywyknąć, no ale...

W tym mrocznym świecie nie brak humorystycznych dialogów (m.in. dotyczących językowego puryzmu Rhyme'a), a oprócz samego śledztwa istotną rolę w fabule odgrywają wątki prywatne, zwłaszcza Amelii Sachs. Wszystko zgrabnie się tu łączy i zapewnia kilka godzin mocnych wrażeń. O tak, Jeffery Deaver jest wciąż w formie!

- (...) Wzór? Co jej wytatuował?
- Podobno jakieś słowo czy słowa.
Zaintrygowanie rosło.
- Wiesz jakie?
- Podobno wygląda jak część zdania. Możesz się domyślić, co to znaczy.
- Będzie potrzebował następnych ofiar - rzekł Rhyme, spoglądając w stronę Sachs. - Żeby przekazać dalszy ciąg wiadomości[2].

Zanim więc zejdziecie pod ziemię do piwnicy czy pralni, przeczytajcie Kolekcjonera skór. I zostańcie na powierzchni.

zwiastun książki (ang.)

***

Książkę polecam
miłośnikom trzymających w napięciu thrillerów
ceniącym dynamiczną akcję i liczne twisty fabularne
ciekawym pracy tatuatorów
zainteresowanych metodami śledczymi
poszukującym thrillerów z seryjnymi mordercami

***

[1] Jeffery Deaver, Kolekcjoner skór, przeł. Łukasz Praski, Wyd. Prószyński i S-ka, 2015, s. 12.
[2] Tamże, s. 36.

***

Zobacz też

***

egzemplarz recenzencki

Książkę możecie kupić m.in. w księgarni TaniaKsiazka.pl ---> KLIK.

27 komentarzy:

  1. Hah, wygląda na to, że Deaver jest jednym z naprawdę nielicznych współczesnych pisarzy kryminałów/thrillerów, których twórczość wyjątkowo zapada w pamięć i jest satysfakcjonująca pod każdym względem. "Kolekcjoner kości" był genialny, dobrze wiedzieć, że autor nie stracił pazura, koniecznie muszę sięgnąć wreszcie po pozostałe jego powieści!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Dorzuciłabym jeszcze Chrisa Cartera, ale Deaver jest numerem jeden. Ten cykl wyszedł mu genialnie.

      Usuń
  2. Dostałam dreszczy, brr ;) chyba wrócę do takich gatunków, lubię, jak ksiązka jest nieprzewidywalna, fabuła zakręca, a to można właściwie spotkać prawie jedynie w kryminałach i thrillerach

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesująco, i to bardzo. Takie thrillery to ja lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czeka już na półce!;) A tak btw, ostatnio przeczytałam "Twój cień" - dobry, ale jednak to nie to samo, co powieści z Lincolnem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam chyba jedną książkę bez Lincolna i zdecydowanie mniej mi się podobała.

      Usuń
  5. Mam 5 tomów cyklu Deavera, więc już zacieram ręce na myśl o lekturze. Skoro pisarz jest tak świetny i wciaż w dobrej formie to tym bardziej muszę jego powieści poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zacieraj, tylko czytaj! Przecież on jest super, super, super! Najlepszy z najlepszych!

      Usuń
  6. Bardzo kusząca recenzja, zachęciłaś mnie do przeczytania

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniale o niej napisałaś. Naprawdę czuję się zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam serię i tych bohaterów. Świetnie ujęłaś tekst w słowa, a ja zatęskniłam do początku serii! Jak wiesz u mnie też ta powieść zagościła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała opisać wszystkie tomy na blogu, więc może sięgnę do tych początkowych historii raz jeszcze. :)

      Usuń
  9. Jeszcze nie znam, ale może wkrótce to się zmieni:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam jedynie "Kolekcjonera kości" i "Pod napięciem" tego autora - obie genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się niezła lektura chyba i jaka kusząca muszę coś poszukać tego autora :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Deaver to jeden z moich ulubionych autorów, a ten cykl bardzo lubię. Nie dość, że intryga jest zawsze nieźle zakręcona, a zakończenie zaskakujące, to jeszcze bohaterowie są ciekawie wykreowani. Zaintrygowałaś mnie, co też autor wykombinował z tym nawiązaniem do pierwszej części. I zauważyłam, że zdjęcie wykorzystane na okładce jest dość popularne, to już chyba trzecia książka z tą fotką. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa... To zdjęcie było już na "Krycyfiksie" i jeszcze jednej książce, ale nie pamiętam tytułu.

      Usuń
  13. Czytałam tylko "Śpiącą laleczkę" tego autora. Widzę, że warto poznać kolejne jego książki. Chętnie sięgnę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach, jeszcze nie znam "Kolekcjonera kości...". Tyle przede mną !

    OdpowiedzUsuń
  15. Mocno mnie nie ciągnie, choć mogę być zaskoczona tą powieścia :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Absolutnie mnie przekonałaś, kupiłaś swoją recenzją. Z pewnością zabiorę się za "Kolekcjonera kości". Zastanawiam się, jednak nad nadrobieniem całej twórczości autora :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz jedną, będziesz chciała poznać kolejne. :)

      Usuń
  17. Lubię kryminały i też zaczęłam je czytać chronologicznie, czyli od Agathy, ale TYLU autorów nie dałam rady! Podziwiam. Tego autora nie znałam, ale wierzę na słowo, że jest dobry.
    Pozdrawiam i dodam blog do obserwowanych, jeśli tego dotychczas nie zrobiłam.
    Renax

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kryminałów wartych uwagi jest całe mnóstwo. Trudno być na bieżąco (zwłaszcza, jeśli czyta sie także inne książki). Deaver jest jednym z najlepszych twórców gatunku.

      Usuń
  18. "Kolekcjoner kości" mocny i świetny thriller, teraz chcę się zapoznać z "Kolekcjonerem skór" (mam nadzieję, że będzie podobnie) choć "Październikowa lista" autora jest trochę słabsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Październikowa..." jest spoza cyklu o Lincolnie, a z tego co sama zauważyłam i widzę po opiniach innych, te książki są już nieco słabsze. Za to cały cykl Sachs & Rhyme, trzyma wysoki poziom.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...