sobota, 5 października 2013

Anna Pasikowska "Pałac z lusterkami"
Potrzebowaliśmy się nawzajem

Anna Pasikowska
Pałac z lusterkami
Walkowska Wydawnictwo
2010
272 strony
Któż z nas nie marzy o dniu, w którym jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nasze przeznaczenie się odmieni, a w miejsce kłopotów i spraw do rozwiązania, pojawi się perspektywa spokojnego, szczęśliwego życia? Zdarza się, że przypadkowo napotkana osoba okaże się tą, której zawdzięczamy poprawę naszego losu, a życiowy dramat okaże się punktem zwrotnym rozpoczynającym nowy, lepszy okres. Niespełniona aktorka wpada na reżysera, który właśnie w niej ujrzy odtwórczynię głównej roli w swym hicie. W kolejce do kasy w księgarni, wredny typ, który sprzątnął ostatni egzemplarz limitowanej edycji powieści Pięćdziesiąt twarzy Greya, okaże się idealnym materiałem na męża. Zwolniona z pracy kucharka, zabłyśnie w programie Masterchef, wyda książkę, założy restaurację (dwie gwiazdki Michelin!) i stanie się konkurencją dla Kuchennych rewolucji Magdy Gessler. No dobra, poniosła mnie wyobraźnia, ale chyba wiecie co mam na myśli.

Pałac z lusterkami Anny Pasikowskiej to właśnie taka historia. Honorata, bohaterka powieści, wraz ze swą czteroletnią córką jedzie pociągiem relacji Warszawa - Szczecin. Kobieta jest wymarzoną towarzyszką podróży dla tych, którzy cenią święty spokój i wolą siedzieć z nosem w książce, niż prowadzić rozmowę o pogodzie, rządach Tuska i fatalnym stanie PKP. Czas mijał, a kobieta wciąż patrzyła w okno nic niewidzącym wzorkiem[1]. Dziecko spało. Po godzinie, stan kobiety zaczął wzbudzać niepokój współpasażera, zwiększając go dodatkowo, gdy w pewnym momencie po policzku widocznym dla mężczyzny siedzącego w drugim końcu przedziału zaczęła płynąć łza[2]. Kobieta nie chciała jednak rozmawiać, nie szukała pomocy. Mężczyzna nie dał jednak za wygraną i zanim Honorata się spostrzegła wdała się w pogawędkę ze starszym i bardzo eleganckim panem[3]. Nagle, nieufna do tej pory kobieta, opowiedziała swemu rozmówcy historię swojego życia. O córeczce, która urodziła się 11 września, w tym samym dniu, w którym w zamachu na WTC w Nowym Jorku zginął jej tata. O teściach, u których Honorata wciąż mieszkała, nie mogąc jednak liczyć na wsparcie. Wnuczka w ogóle nie wzbudziła ich zainteresowania, a szaleństwo w jakie wpadła teściowa na wieść o śmierci syna nie mijało mimo upływu czasu. O bogatych rodzicach, którzy nigdy nie zaakceptowali małżeństwa córki, ucieczce z rodzinnego miasta do stolicy, dzieciństwie będącym jednym wielkim pasmem nakazów, zakazów i awantur[4]. O utracie pracy i braku funduszy na wynajem mieszkania oraz wiążącej się z tym trudnej decyzji powrotu do Szczecina.

Spotkany w pociągu mężczyzna okazał się człowiekiem, który posiadał moc odmienienia cudzego losu. Honorata, jako rehabilitantka, miała zostać opiekunką jego żony. Zajęłaby się masażami, ćwiczeniami oraz dotrzymywała towarzystwa przykutej do wózka Agacie (Na początku było bardzo źle, nie mówiła, cała była bezwładna. Miała uraz kręgosłupa. Teraz już mówi, porusza rękami, ale niestety, chodzić nigdy nie będzie[5]). W zamian za to otrzymywałaby pensję, miała zapewniony dach nad głową dla siebie i córki. Żadnych rachunków do opłacenia, dokładania się do wyżywienia, martwienia się o to, co dziś na obiad. Na dodatek dom, w którym mieszkają bogaci Wysociccy, to istny pałac, budowla, którą kilkuletnia Honorata podziwiała w drodze do przedszkola. Był to najcudowniejszy widok mojego dzieciństwa[6], dzieli się z Andrzejem Wysocickim swoimi wspomnieniami, jeszcze nie mając świadomości, że to właśnie tam znajdzie szczęście. I tak właśnie zaczyna się ta bajka.

Optymizm wylewa się z każdej strony. Nawet jeśli przypadkiem zdarzy się coś złego, nawet jeśli ktoś umrze, to tylko po to, by okazało się, że ta śmierć niesie wyłącznie pozytywne skutki. Wszystko pięknie się układa. Rehabilitantka bez rodziny, pracy i domu, z dnia na dzień dostaje to wszystko na złotej tacy. Honorata ma złote ręce i w kilka miesięcy dokonuje tego, czego inni specjaliści nie dokonali przez lata. Oprócz sparaliżowanej żony, Wysocicki ma też odnoszącego sukcesy syna. Co prawda w Ameryce, co prawda żonatego, ale przecież nie po to się o nim wspomina co krok, by jego postać nie miała dla naszej bohaterki znaczenia.  Cud goni za cudem. Szczęście nie ma końca.

Honorata nie wierzyła, że to wszystko dzieje się naprawdę. Wydawało jej się, że za dużo ostatnio tych biegów okoliczności w jej życiu[7]. Niestety, i ja tak uważam. W Pałacu z lusterkami wszystko układa się idealnie. Ludzie są piękni, mądrzy, bez skaz. Łączą ich wyłącznie udane relacje. Wszyscy się kochają, są dla siebie dobrzy, mili. Nie kłócą się, nie złoszczą, nie miewają humorków. Nie jest to niestety wiarygodne. 

Czytając książkę Anny Pasikowskiej, trzeba się nastawić na bajkową, hurraoptymistyczną opowieść, w której zło - jeśli występuje - pojawia się przypadkiem i tylko po to, by przynieść coś dobrego. To taka współczesna wersja Kopciuszka, odrzuconego przez rodzinę, poturbowanego przez życie, który pewnego dnia dostaje szansę na odmianę swego losu i skwapliwie z tej szansy korzysta. Bajka od początku do końca. Nie znajdziecie tu materiału do rozważań, nie wgłębicie się w żaden poważniejszy temat. Szkoda, bo choćby losy Niemców w odzyskanym przez Polaków Szczecinie, mogłyby posłużyć jako materiał do ciekawej dyskusji. Niestety wątek ten jest zbyt spłycony, ledwie zauważalny w całej tej słodkiej historii. A szkoda, bo nie dość, że interesujący, to dotyczy najbardziej wyróżniającej się postaci w powieści, energicznej staruszki Heleny, matki Andrzeja Wysocickiego. 

Miałam też wrażenie, że autorka celowo unika wgłębianie się w jakikolwiek temat, zwłaszcza zahaczający o zdrowie i medycynę.
Tu rozpoczęła się rozmowa dwojga fachowców na temat zdrowia, rehabilitacji i obecnej sytuacji młodego Wysocickiego[8]
Nie chcę tu opowiadać o zawiłościach funkcjonowania organizmu[9]
Wyjaśnili mi, co to za choroba, ale ja nawet nie potrafię powtórzyć[10].
Wydawałoby się, że historia rehabilitantki mogłaby być ciekawym sposobem na przybliżenie kilku zagadnień dotyczących jej fachu, ale profesja bohaterki jest właściwie potrzebna jedynie po to, by wkręcić ją do domu Wysocickich i dokonać cudów, mających przekonać czytelników, że wszystko jest możliwe i nigdy nie należy się poddawać. Wgłębienie się w tematykę dodałoby wiarygodności historii.

Pałac z lusterkami jest napisany bardzo prostym językiem. Książka trafi więc do każdego czytelnika, choć nie wszystkich do siebie przekona. Korekcie zdarzyło się zasnąć przy sprawdzaniu tekstu, redaktor chyba w ogóle na niego nie spojrzał. Przecinki żyją własnym życiem, nadmiar zdań zaczynających się literą "a" razi w oczy.

Niestety powieść Anny Pasikowskiej jest ogromnie oderwana od rzeczywistości, ale z drugiej strony... taki był cel autorki. Pisarka przyznaje, że to właśnie wcześniej wspomniany Kopciuszek był dla niej inspiracją, a sama powieść miała czytelnika zrelaksować, wzbudzić w nim emocje, przenieść w świat zupełnie inny od tego, w którym żyjemy. Lepszy, bardziej kolorowy, szczęśliwszy. Jeśli oceniać powieść pod tym kątem, to bez wątpienia autorka swój cel osiągnęła. Pytanie brzmi: czy czytelnicy to kupią?

---

Książkę polecam
mieszkańcom Szczecina
miłośnikom bajek dla dorosłych osadzonych we współczesnych realiach
szukającym lekkiej, odprężającej lektury

---

[1] Anna Pasikowska, Pałac z Lusterkami, Walkowska Wydawnictwo, 2010, s. 7.
[2] Tamże.
[3] Tamże, s. 11.
[4] Tamże, s. 17.
[5] Tamże, s. 23.
[6] Tamże, s. 24.
[7] Tamże, s. 103.
[8] Tamże, s. 102.
[9] Tamże, s. 123.
[10] Tamże, s. 247.

---
egzemplarz recenzencki
----




40 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytałabym taką hurraoptymistyczną opowieść. :) Idealna na mój marny nastrój. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to goń po nią, Niech zły nastrój idzie precz! :)

      Usuń
  2. Książka kojarzy mi się trochę z ,,Błękitnym zamkiem" Montgomery, ale przyrównanie do Kopciuszka też pewnie jest trafne. Fabuła wydaje się bardzo ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego zestawu zdecydowanie wolę "Błękitny zamek". Swoją drogą, muszę go sobie przypomnieć. To nowe wydanie kusi. :)

      Usuń
  3. Niestety nie dla mnie. Wydaje mi się mało ambitna i dopracowana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkiem dobrze jest czasem sięgnąć po taką książkę, by oderwać się od rzeczywistości i narzekania.
    Chętnie przecież oglądamy filmy typu Pretty Woman czy Sabrina. Też dla odprężenia. To czemu nie przeczytać takiej książki.
    Zapiszę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale łatwiej mi obejrzeć tego typu film, niż przeczytać książkę w podobnym klimacie. "Pretty Woman" na ekranie lubię, ale książka prawdopodobnie by mi się nie spodobała.

      Usuń
  5. Z jednej strony takie książki są bardzo dobre na gorszy dzień, na chandrę, ale czasami jak widzę, że wszystkim wszystko się udaje, a w życiu na pewno by tak nie wyszło, to książka robi się nużąca i tylko czekasz na cukierkowe zakończenie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na co dzień, z pewnością nie mogłabym czytać tego typu książek, ale tak jak piszesz - na chandrę, czemu nie? Niech choć w książce będzie idealnie. ;)

      Usuń
  6. No szkoda, że myślałam, ze lepsza jest ta pozycja.. Ale wstęp twojej recenzji boski :D no nic muszę bardziej rozglądać się w księgarni, kiedy kupuję książki, może akurat trafi się ktoś sprzątający mi ulubioną książkę sprzed nosa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko uważaj, bo jeśli to będzie książka o Grey'u, to kto wie - jakie życie prowadzi pan, który chce ją kupić. :P

      Usuń
  7. Muszę Ci powiedzieć,że ja książkę przeczytałam z wielka przyjemnością.Tym bardziej,że tez pochodzę ze Szczecina i jak nie trudno się domyśleć w pamięci szybko szukałam ulicy w książce opisywanej i pałacu z lusterkami.W mojej dzielnicy są domki jednorodzinne,gdzie elewacja w latach siedemdziesiątych była "upiększana" kawałkami luster.Czytając książkę byłam w niezłym dole i chyba ten jej optymizm i bajeczne opowieści rodem z Kopciuszka bardzo pomogły mi się pozbierać.Ja jestem za taką literaturą i polecam wszystkim,którzy potrzebują chwili oderwania sie od niełatwej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkaniec Szczecina z pewnością będzie czerpał z lektury dużo większą przyjemność. Wiem sama po sobie, że książki z akcją rozgrywającą się w znanych mi miejscach (a zwłaszcza znanych i bliskich) już na wstępie mają duży plus.

      Takie lektury jak "Pałac..." z pewnością niejednej osobie poprawiły humor, to fakt. Na szczęście wybór książek jest spory i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja akurat wolę książki nieco bardziej realistyczne. :)

      Usuń
  8. No w końcu coś z innej beczki, zapowiada się dość przyjemna lektura, twoja recenzja przybliżyła tylko chwilę, w której ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też chcę sięgnąć, bo chcę poznać wszystkie książki pisarzy z LiteraTury;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem niezły plan. Będę podpatrywać, które książki są warte poznania. ;)

      Usuń
  10. Szkoda, że ta książka to bajka w każdym calu. Niestety, w takich książkach lubię trochę realizmu, wiarygodności. Najprawdopodobniej sobie odpuszczę, choć muszę przyznać, że początkowo byłam troszkę zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, a nuż Ci się spodoba? Ja ogólnie nie przepadam za tego typu literaturą, czasami zdarzają się w niej sympatyczne perełki, więc od czasu do czasu po coś tego typu sięgam. Tym razem to nie moja bajka.

      Usuń
  11. Niestety ja raczej nie kupię. Nie przemawia do mnie ta historia. Czasami przymykam oko na zbyt wiele optymizmu, ale tutaj chyba przekroczono wszelkie granice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zaskoczył zwłaszcza jeden moment, ale nie chcę spoilerować.

      Usuń
    2. Jeśli o mnie chodzi, to możesz. Bo raczej nie będę czytać tej książki.

      Usuń
    3. Nigdy nic nie wiadomo. ;)

      Usuń
  12. Widzę, że mamy podobne zdanie na temat tej książki. Moja recenzja jest tu: http://rozmowki-kobiece.blogspot.com/2013/05/ksiazki-z-paacem-w-tytule.html

    OdpowiedzUsuń
  13. od czasu do czasu lubię takie bajki i historie, w których wszystko układa się idealnie, ale tu wydaje mi się tego stanowczo za dużo, więc myślę, że wolę historie bardziej realne i takie w których Ci bohaterowie naprawdę żyją...mimo szczęśliwego końca;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami w życiu jest tak, że naprawdę przez jakiś czas wszystko układa się bardzo pomyślnie, ale... hmmm... też bez przesady. ;)

      Usuń
  14. Czasem lubię przeczytać taką książkę, wydaję mi się że na jesienne ponure dni będzie idelana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jeśli poszukujesz dużej dawki optymizmu, to ta książka Ci ją zapewni. :)

      Usuń
  15. Piękna historia! Teraz tylko marzyć, że ktoś przyjdzie i postawi nasze życie na głowie...

    OdpowiedzUsuń
  16. Chociaż mało realistyczna ta cała bajka to kto z nas nie chciałby przeżyć takiej odmiany i pławić się w szczęściu? Nie jestem tylko pewna czy ta słodycz po pewnym czasie by mi nie zbrzydła :) Zapamiętam tytuł gdy dopadnie mnie nastrój na tak (chyba trochę do przesady) optymistyczną historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie miałabym nic przeciwko takiemu pławieniu się w szczęściu. Byle później nikt mnie brutalnie nie sprowadzał na ziemię. ;)

      Usuń
  17. Ostatnio mam wrażenie, że przejadły mi się obyczajówki tego typu, więc nie będę się za tą specjalnie oglądać;) Jasne, że czasem mam ochotę przeczytać coś tak słodkiego, ale co za dużo, to też niefajnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam ochotę na coś słodkiego, to sięgam po galaretkę. Albo ptasie mleczko. ;)

      Usuń
  18. Nie jestem do niej przekonana. Z jednej strony chciałabym przekonać się czy faktycznie książka poprawi humor, z drugiej jednak czuję, że to oderwanie od rzeczywistości okaże się dla mnie zbyt silne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mocno oderwana od rzeczywistości, to fakt. Ale zawsze możesz ją odłożyć po kilkunastu stronach, jeśli okaże się, że to nie dla Ciebie. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...