niedziela, 3 marca 2019

Kino hiszpańskie: "Puk, puk"



Fabuła komedii rozgrywająca się w poczekali u lekarza psychiatry? Zabrzmiało obiecująco. Wszak to niezłe miejsce na to, by opowiedzieć trochę o ludzkich słabościach z przymrużeniem oka. Trochę rozbawić, trochę dać do myślenia. Z taką myślą zasiadłam do seansu hiszpańskiej produkcji Puk, puk (hiszp. Toc, toc)



Sześciu pacjentów i ona. Nerwica natręctw.

Cała szóstka spotyka się we wspomnianej poczekalni u psychiatry. Każdemu z nich towarzyszy ciężar w postaci zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego. By było ciekawiej, formy owe zaburzenie przybiera różne, co owocuje rozmaitymi spięciami, a przy okazji bawi widza (o ile oczywiście ktoś lubi ten rodzaj humoru). Mamy tu m.in. mężczyznę z zespołem Tourette'a, laborantkę panicznie bojącą się bakterii czy młodzieńca pałającego miłością do symetrii, za to z przerażeniem myślącego o tym, że idąc gdziekolwiek mógłby nadepnąć na linię.

W wyniku błędu systemu, wszyscy pacjenci zostali umówieni na tę samą godzinę, a jakby tego było mało, lekarz się spóźnia. 


scena z filmu



Cóż robić w oczekiwaniu na spotkanie ważne, dawno umówione, ze specjalistą cenionym, który znany jest z tego, że ze swoimi pacjentami umawia się tylko raz? Ano jakoś ten czas trzeba zagospodarować. Można w pojedynkę, w kąciku, ale można i wspólnie. Czas szybciej leci, a nowe znajomości to nowe perspektywy. 

Zestaw obsesji zgromadzony na niewielkiej powierzchni gwarantuje, że nudno nie będzie. W grupce obcych ludzi nawiązują się nietypowe więzi. Kto wie, co z tego wyniknie?

Komedia Puk, puk (reż. Vincente Villanueva) jest z rodzaju tych zwariowanych, ale czy zabawnych? Rzecz gustu.

Nie do końca ten film wyczułam, nie do końca trafił on w moje poczucie humoru. Trochę miałam wrażenie bagatelizowania poważnych problemów, z drugiej strony, doceniam próbę zdystansowanego podejścia do zaburzeń, jakie dotykają bohaterów. Mnie momentami tego dystansu brakowało.


scena z filmu



Ciekawym było obserwowanie interakcji, wymiany spostrzeżeń, podejmowanych działań, tego jak nawiązują się relacje i jak bohaterowie wpływają na sposób, w jaki pozostali postrzegają swój problem. Same postaci należą bez wątpienia do tych barwnych, dających się zapamiętać i wzbudzających sympatię, a to duży plus. Przerysowanie ich sylwetek psychologicznych to dodatkowy element komediowy. Jest tu też sporo komizmu sytuacyjnego i kilka niezłych tekstów, które na szczęście nie ocierają się o żenadę. Problem z tym, że z czasem miałam wrażenie pewnej powtarzalności, a to wywołało znużenie. 

Puk, puk to jeden z tych filmów, który dostarcza jednorazowej rozrywki. Trochę bawi, trochę nuży. Po "internetach" krąży opinia, że sztuka, na podstawie której powstał film, to rzecz zdecydowanie bardziej godna uwagi. Tymczasem po seansie pozostałam z uczuciem niedosytu i wrażeniem, że z takiej historii można wyciągnąć więcej.


scena z filmu



zwiastun filmu



Zobacz też:


8 komentarzy:

  1. Jakoś nie do końca jestem zainteresowana tym filmem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę zachęcać, bo uważam, że jest dość przeciętny.

      Usuń
  2. Hej! Byłam na tej sztuce w listopadzie! Ubawiłam się super ;) także teatr serdecznie Ci polecam! Na film się w takim razie raczej już nie skuszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pojęcia, że grają ją w Polsce. Zazdroszczę ogromnie! :)

      Usuń
    2. http://scenaatm.pl/nerwica-natrectw-rez-artur-barcis/ Wszyscy super grali, ale Barciś klasa sama w sobie :) Staram się do teatru iść raz na pół roku i kolejna wizyta przypada na jutro :D Grają u mnie ,,TRIATHLON STORY CZYLI FACECI Z ŻELAZA", ciekawe czy to będzie też dobra sztuka :)

      Usuń
    3. W takim razie, udanego spektaklu! Daj znać, czy Ci się podobał. :)

      Usuń
  3. Świetnie napisany artykuł. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Wszelkie obraźliwe komentarze oraz reklamy stron będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...