![]() |
| 2016 |
Dziś wpis sentymentalny. Że taki będzie, nie miałam pojęcia w chwili, gdy zabierałam się za tworzenie tej notki.
Mój pierwszy raz z multimedialną fontanną to był magiczny wieczór w Barcelonie podczas ostatniego dnia pierwszego pobytu w tym mieście, kiedy to bagaże czekały już na lotnisku, ostatnie eurasy zostały w knajpie, a w żołądku przelewała się sangria, choć pewnie powinnam pić wtedy cavę.
Muzyka, światło, woda. I dziki tłum, ale cóż poradzić - w turystycznych rejonach stolicy Katalonii to przecież norma, a że atrakcja jest ogólnodostępna i bezpłatna, to i trudno się dziwić kosmicznej liczbie widzów.













