sobota, 21 lipca 2012

Raymond Maufrais "Zielone piekło"
Gorący oddech przygody

Raymon Maufrais
Raymond Maufrais
Zielone piekło
Wyd. Zysk i S-ka
2011
424 strony
Chcę Wam przedstawić Raymonda Maufrais'a, młodzieńca pełnego pomysłów, niespokojnego ducha, chłopaka, który postanowił porzucić rodzinną Francję, by spełnić swe marzenia o podróżach i odnalezieniu indiańskich plemion. W lipcu 1946 roku Raymond wyruszył do Brazylii, gdzie miał okazję uczestniczyć w ekspedycji do serca Mato Grosso. Wyprawa ta nie odniosła większego sukcesu, a młody podróżnik wrócił do rodziny. W głowie kiełkował mu już jednak nowy pomysł. Chciał zbadać Gujanę Francuską, leżącą w północno-wschodniej części Ameryki Południowej. W 1949 roku znów był gotowy do wyprawy, choć z przyczyn finansowych utknął na jakiś czas w Cayenne (obecnie największe miasto Gujany Francuskiej). Łatwo się jednak nie poddał i w końcu ruszył w dżunglę, zostawiając po sobie w własnoręcznie skleconej chatce jedynie kilka drobiazgów i dziennik. To właśnie zapiski z tego dziennika stanowią zasadniczą część Zielonego piekła


Książka składa się z trzech części: wstępu, opisu wyprawy do Mato Grosso oraz dziennika z wyprawy po dżungli Gujany Francuskiej. 

Wstęp proponowałabym pominąć. Moim zdaniem zdradza zbyt wiele i powinno się go przeczytać na samym końcu. Znalazł się w nim nawet ostatni wpis z dziennika Francuza, ten sam, który pojawia się na końcu książki. We wstępie Geoffroi Crunelle, Przewodniczący Stowarzyszenia Przyjaciół Odkrywcy Raymonda Maufrais'a, opowiada krótko o samym Raymondzie, streszcza przebieg wypraw opisanych w dalszych częściach Zielonego piekła oraz nawiązuje do poszukiwań młodego podróżnika, które przez wiele lat prowadził m.in. ojciec chłopca, Edgar Maufrais. O Raymondzie pisze tak: Tragicznie zaginiony w wieku 23 lat Raymond Maufrais był bez wątpienia wielkim odkrywcą. Spokojnemu życiu urzędnika w porcie czy pracownika banku, jakie wymarzyła sobie dla niego matka, przeciwstawił chęć poczucia gorącego oddechu przygody, nie bacząc na wszelkie niebezpieczeństwo i cierpienia[1].

W części dotyczącej przygotowań i samej wyprawy do Mato Grosso jest sporo ciekawych obserwacji autora, który pełen entuzjazmu rusza w nieznane. Wszystko dla niego jest nowe. Ciekawy wszystkiego chłopak, chłonie wiedzę, zbiera doświadczenie, obserwuje i skrzętnie notuje to, co widzi i słyszy. Jego zapiski czyta się z prawdziwą przyjemnością. Jest tak, jakby było się tuż obok, brało udział w wyprawie i właśnie jadło przy ognisku mięso krokodyla (podobno smakuje jak cielęcina). Raymond dużo pisze o napotkanych po drodze Indianach Karaja, o ich wierzeniach, zwyczajach, życiu codziennym. Dowiadujemy się m.in. sporo o życiu seksualnym i małżeńskim Indian, temacie, który zdaje się szczególnie fascynować młodego Francuza.

Część ostatnia zawiera zapiski z dziennika, w którym Maufrais szczegółowo opisywał swoją samotną wyprawę do Gujany. To bardzo emocjonująca część. Przed Raymondem piętrzą się kolejne trudności, a jego jedynymi powiernikami są mały piesek Boby i zeszyt, w którym dzielił się szczegółowo swoimi przeżyciami. Z każdym dniem autor jest coraz bardziej zmęczony, towarzyszy mu rosnący głód i dojmująca samotność. To jednak za mało, by go złamać. Walczą we mnie sprzeczne potrzeby: potrzeba uczucia i potrzeba samotności oraz pragnienie ryzyka i przygody. Nie ma kogoś, kto potrzymałby mnie za rękę, zachęcił do działania czy choćby obdarzył uśmiechem. Rozmawiam sam ze sobą i sam siebie karcę. Trzeba skończyć z tą bezczynnością, trzeba przeć naprzód![2] I to właśnie robi. Obserwując zmagania bohatera, zbliżamy się jednak nieuchronnie do końca książki. To jest w tej lekturze najtrudniejsze, ta świadomość, że zna się zakończenie tej historii, i że cokolwiek nasz dzielny podróżnik by nie zrobił, jakkolwiek desperacko i zawzięcie by nie walczył, w końcu pojawi się ta ostatnia data w dzienniku. I kiedy Raymond wyruszy wpław rzeki, my bezpiecznie zostajemy na brzegu.

Dziennik Raymonda Maufray'a to przejmujący zapis jego zmagań z dżunglą, walki o spełnienie marzeń, odnalezienie nieznanych indiańskich plemion. Podróżnik przechodzi przez piekło, które gotuje mu niegościnna kraina. Musi walczyć z osłabiającymi chorobami, wszechobecną wilgocią i pleśnią, uciążliwymi insektami, jadowitymi wężami i pozostałymi przedstawicielami dzikiej zwierzyny, głodem, zmęczeniem, samotnością, strachem, strzałami Indian. Pełen pasji i wiary we własne siły pcha się w ramiona przygód i niebezpieczeństw. Z entuzjazmem opisuje to, co widzi na swej drodze. Dzięki niemu, poznajemy świat poszukiwaczy diamentów, górników wydobywających złoto czy dzikich Indian. Ten jego entuzjazm  nie może się nie udzielić czytelnikowi. Do tej pory nie czytałam jeszcze relacji z podróży napisanej z taką pasją, z tak bogatą paletą emocji. 

Oprócz wspomnianych wyżej zapisków, książka zawiera również kilka zdjęć dokumentujących życie i podróże Raymonda. Zielone piekło to wspaniała lektura nie tylko dla miłośników dzikich wojaży i egzotycznych przygód. Mimo tragicznego zakończenia, Raymond udowadnia, że warto walczyć o spełnienie swoich marzeń. Tych kilka lat szczęścia może znaczyć więcej, niż całe życie spędzone na marzeniu o czymś, czego nigdy nie odważyliśmy się spróbować.

***

[1] Geoffroi Crunelle, Wstęp, w: Raymond Maufrais, Zielone piekło, przeł. Iwona Banach, wyd. Zysk i S-ka, 2011, s. 18. 

[2] Raymond Maufrais, dz. cyt., s. 365.

22 komentarze:

  1. książka wydaje się być interesującą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda mi to na poruszająca historię autobiograficzną pełną pasji. Takie właśnie najbardziej lubię. Najbardziej cenię ludzi, którzy mają pasję i są jej oddani... Z wielką chęcią przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam. Na mnie największe wrażenie zrobiła ostatnia część, pamiętniki z samotnej wyprawy po Gujanie Francuskiej.

      Usuń
  3. Nigdy nie czytałam książki tego typu. Przyszedł czas na poszerzanie horyzontów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno na to nigdy nie jest za późno. ;)

      Usuń
  4. Rewelacyjna książka. Podzielam wszystko, co napisałaś. No może z drobną uwagą co do nieczytania wstępu, bo co do tego mam mieszane uczucia. Z jednej strony wstęp zdradza zakończenie wyprawy, ale z drugiej wiedza o tym, jak ta samotna wyprawa się skończy, być może buduje pewną atmosferę i wprowadza czytelnika w określony nastrój podczas lektury. Inaczej może odbiera się zapiski Raymonda, niż gdyby nie znało się zakończenia. Myślę, że nie przeżyłabym tak emocjonalnie tej lektury, tej nie gasnącej nadziei Raymonda, jego wytrwałości, zacięcia, gdybym nie wiedziała, jak to się wszystko skończy.
    Bardzo polecam wszystkim, którzy jeszcze nie czytali. Wyjątkowa lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość osób biorących się za tą książkę wie, jakie jest zakończenie (choćby z opisu na okładce czy po prostu sprawdzając kim był autor). Bardziej wkurzały mnie informacje o tym jak skończyła się wyprawa do Mato Grosso czy co się stało z Bobym. Uważam, że te informacje można było we wstępie spokojnie pominąć.

      Usuń
  5. ...ale nie możesz traktować wszystkich książek jak "Gry w klasy" i skakać po poszczególnych częściach. :P
    Pamiętam tę okładkę. Nawet miałam ją w rękach (książkę, nie samą okładkę) i zastanawiałam się, czy by jej sobie nie pożyczyć. Nie mogłaś wcześniej napisać tej recenzji? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Grę w klasy" czytałam sposobem tradycyjnym. Skakanym zamierzam dopiero spróbować. :)

      Następną recenzję napiszę przed przeczytaniem książki. Tak na wszelki wypadek. :P

      Usuń
  6. Nie słyszałam chyba o tej książce, ani o historii młodego podróżnika...myślę, że jest warta poznania. A zdradzanie zakończenia...no cóż, może czasami to dobre wyjście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzenie zakończenia, ok. Tak jak napisała wyżej Ewa, to faktycznie zmienia odbiór książki i buduje pewną atmosferę. Ale streszczenie wypraw już mnie nieco zirytowało.

      Usuń
  7. Nigdy nie interesowała mnie historiaq podboju Gujany Francuskiej, ale ksiązka moze okazać się bardzo ciekawą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podbój podbojem, ale te emocje! ;)

      Usuń
  8. Bardzo udana recenzja bardzo ciekawie zapowiadającej się książki ;)

    Niezwykle to budujące, gdy dowiadujemy się, że istnieją jeszcze między nami ludzie, którzy wszystko są w stanie poświęcić swojej pasji; bardzo piękną ideą jest pogoń za marzeniami, choćby wydawało się, że nie ma szans na ich realizację, choćby droga była trudna i ciężka. Raymond Maufrais zaryzykował wszystko, by przestać tylko marzyć, a wziąć się za realizację swych snów - po drodze zebrał niezłe baty, nawet sama przyroda zdawała się być przeciwko niemu, a on parł dalej. I może mniej liczy się wynik jego działań, lecz to, że zdecydował się podjąć walkę. To moment, gdy życie przestaje być prozaiczne, a staje się tematem na poemat. Albo dobrą książkę ;)

    Serdeczne dzięki za przybliżenie mi tej pozycji! Nota bene - dobry blog prowadzisz, dodaję do listy obserwowanych ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłą opinię. :)

      Książka faktycznie, warta uwagi. A ten entuzjazm bohatera, walka o spełnienie marzeń pomimo tylu przeciwności i wiara w to, że nie może się nie udać, jest naprawdę godna podziwu i naśladowania.

      Usuń
  9. O, widzę, że Twoja recenzja zdobyła nagrodę w biblionetce. Gratuluję :)
    A książka wędruje do schowka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Nie sądziłam, że spotka mnie takie wyróżnienie. Ogromnie się cieszę z wygranej. :)

      Usuń
  10. Ja też serdecznie gratuluję.
    Właśnie przed chwilą zajrzałam do Biblionetki i zobaczyłam, że Twoja recenzja została nagrodzona, więc przygnałam zaraz do Ciebie, żeby pogratulować, a tu cichutko, ostatni post z 17 sierpnia dotyczy thrillera, i nawet nie zająknęłaś się osobnym wpisem o sukcesie :)
    Bardzo zasłużone zwycięstwo. Cieszę się ze względu na Ciebie, ale też ze względu na książkę, bo taka nagroda przyczynia się zapewne do propagowania tytułu, a "Zielone piekło" jest warte każdej promocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Sukcesem się jeszcze zdążę pochwalić, jak dostanę książki, której dzięki tej wygranej będę miała okazje przeczytać. Już się nie mogę doczekać, bo krążę wokół nich od jakiegoś czasu, ale ponieważ postanowiłam nie kupować na razie książek, to jeszcze długo bym je tylko kartkowała w księgarniach. ;)

      A wiesz, że dzięki "Zielonemu piekłu" trafiłam do Ciebie? Sprawdzałam czy w Sieci jest dużo recenzji tej książki (zwykle jak jest sporo recenzji jakiejś pozycji, to rezygnuję z pisania własnej) i tak trafiłam do Ciebie. :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że do mnie trafiłaś, ale szkoda, że tak niewiele osób napisało o "Zielonym piekle", dla mnie to jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam.

      Usuń
    3. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o literaturę podróżniczą, to najchętniej czytanymi książkami są te autorstwa Cejrowskiego, Pawlikowskiej i Wojciechowskiej. Potem długo, długo nic. I dopiero ktoś, kto faktycznie lubi tego typu pozycje, wyszukuje książki innych autorów.
      Spotkałam się tez z kilkoma opiniami, że ta książka jest trudna do znalezienia w bibliotekach (???). U mnie była, więc nie wiem jak to jest.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...