wtorek, 10 marca 2015

Lydia Netzer "W blasku gwiazd"
Inni

Lydia Netzer
W blasku gwiazd
Wyd. Black Publishing
2015
344 strony
Inność rodzi strach. Frustrację. Agresję. Złość. Smutek. Niechęć. Niepewność. Całą paletę emocji, zwykle negatywnych. Mowa tu oczywiście o inności narzuconej, niezależnej od nas samych, nie zaś potrzebę wyróżniania się z tłumu czy to zachowaniem, ubiorem, czy też w jakikolwiek inny sposób.

Sunny, bohaterka debiutanckiej powieści Lydii Netzer W blasku gwiazd jest piękną kobietą. Ma kochającą rodzinę (męża pracującego w NASA i kilkuletniego synka), dom na przedmieściu, właśnie jest w kolejnej ciąży, a jej życie jest raczej uporządkowane. Takie można odnieść wrażenie, gdy spojrzeć na to wszystko z boku.


W chwili, gdy poznajemy Sunny nieco bliżej, okazuje się, że jej życie nie jest tak idealne. Maxon, mąż Sunny i wybitny naukowiec, lada moment ma wylecieć w kosmos, by wypełnić niezwykle ważne zadanie. Kolonizacja Księżyca jest wizją nie taką odległa i choć bez wątpienia wspaniale będzie móc się pochwalić znajomym, że to właśnie Maxon odegrał kluczową rolę w jej zapoczątkowaniu, to jednak trudno podejść do całej sytuacji bez obaw, wszak lot w kosmos to coś więcej niż codzienna wyprawa do pracy. Kolejnym problemem bohaterki W blasku gwiazd jest umierająca matka, którą jedynie szpitalna aparatura podtrzymuje przy życiu. Ale i na tym nie kończą się trudności. Czteroletni Bubber choć jest uroczym chłopcem, cierpi na Zespół Aspergera. Podobnie jak jego ojciec, ma swój świat, który nie zawsze i nie każdemu udaje się zrozumieć.

Czarę goryczy przelał wypadek, do którego doszło dzień po wylocie Maxona w przestrzeń kosmiczną. Czarny land rover uderzył w samochód prowadzony przez Sunny. Na szczęście ani jej, ani dzieciom nic się nie stało. Fizycznie, cała trójka wyszła z tej niebezpiecznej sytuacji bez szwanku. Z psychiką już nieco gorzej. Pozornie błahe wydarzenie sprawiło, że kobieta zwyczajnie się rozsypała.

W wypadku, do którego doszło właśnie w tamtej chwili, w tamtym miejscu i w tamtych okolicznościach, było coś brutalnie osobliwego, wyjątkowego. Miała wrażenie, że jej serce nagle przestało bić.
(...)
Po zderzeniu oba samochody nadal się poruszały, teraz już wolniej i w przeciwnych kierunkach. Odwróciły się wektory. Poduszki powietrzne syczały. Młode drzewko zostało przygięte do ziemi. I nagle, w tym przerażającym momencie, perfekcyjna blond peruka spadła Sunny z głowy, wyleciała przez okno i wylądowała na ulicy w kałuży pełnej liści. Pod peruką Sunny nie było niczego, z wyjątkiem łysiny[1].

Tak, to jest ten dramatyczny moment, zwrot akcji, przełom, katalizator zmian, kropla przepełniająca czarę, kichnięcie ruszające lawinę, pchnięcie pierwszej kostki domina, która upadając przewraca kolejne, i kolejne, i kolejne. Peruka w kałuży. Łysa czaszka. Wstydliwy sekret. Inność.

Przyszła na świat w określonym momencie, a w innym momencie miała też umrzeć. To, co działo się między tymi dwoma punktami, było długim epizodem bez włosów[2]. Sunny urodziła się łysa i tę swoją odmienność akceptowała przez lata. Peruką zasłoniła ją dopiero tuż przed przeprowadzką na przedmieścia. Nagłe odkrycie wstydliwego sekretu totalnie ją załamała. Jakby z całą mocą dotarło do niej, że ta jej inność sprawia, że ona i jej rodzina, nigdy nie wtopią się idealnie w tło, że nie ukryje łysej czaszki, tak jak nie ukryje choroby męża i syna. Że ona zawsze będzie tą bezwłosą, syn wciąż będzie awanturował się o to konkretne niebieskie krzesełko w morzu innych niebieskich krzeseł, a mężowi nadal trzeba będzie tłumaczyć, jak okazywać ludziom emocje, których okazywać nie potrafi.

Być może tak właśnie jest, że w trudnej sytuacji pozorny drobiazg staje się punktem zapalnym, tym, co podcina skrzydła i odbiera wiarę. Problem w tym, że trudno wczuć się w sytuację bohaterki, trudno tak naprawdę ją zrozumieć. Być może trudność ta związana jest z nadmiarem nieszczęść, rak matki, Asperger męskiej części rodziny, coraz mniej chciana ciąża, bezwłosa czaszka, niepokój o znajdującego się w niebezpieczeństwie męża, przytłaczające poczucie inności, obawa przed społecznym wykluczeniem, poczucie samotności, niezrozumienia... Pozytywy kryją się dość sprytnie. Brakuje tu światełka w tunelu. Wydaje mi się, że Lydia Netzer chcąc podkreślić inność swoich bohaterów oraz uwypuklić trudności, z jakimi muszą się borykać, nieco przesadziła, odrealniając całą historię i utrudniając czytelnikom utożsamianie się z postaciami z powieści. Wymienione wcześniej nieszczęścia, NASA, kosmos, birmańskie historie, smutna tajemnica jednego z sąsiadów... Sporo tego jak na dość niewielką objętościowo powieść. Zaskakujące jest przy tym to, że wśród tylu nieszczęść, to nie bliska śmierć matki czy groźba, że mąż nie wróci z misji są tymi najbardziej dręczącymi Sunny, a jej bolączki związane z wyglądem. 

Jakby tego było mało, autorka spisała całość językiem odwracającym uwagę od treści, pięknym, ale nieco przesadnie poetyckim, zbyt szczegółowym w opisach, miejscami męczącym. Lektury nie ułatwia także mieszanie teraźniejszości i przeszłości. Zbyt dużo się tu dzieje, zbyt wiele środków wykorzystała autorka, by opowiedzieć tę historię i przez to stała się ona słabo czytelna, choć zarazem zabieg ten zwiększa pole popisu dla czytelników, którzy szukają wyzwań, a nie łatwych treści, pytań i odpowiedzi.

Wspaniale się autorce udała opowieść o początkach znajomości Sunny i Maxona, opis tych chwil, w których ona uczy go życia wśród ludzi, okazywania emocji, dostosowywania mimiki twarzy do tematu rozmów czy oczekiwań rozmówcy. Ta część jest ogromnie poruszająca, subtelna, tak krucha, że poszczególne kadry obserwuje się ze wstrzymanym oddechem. Niektóre sceny wywołują uśmiech. Choćby dla tych fragmentów warto tę powieść przeczytać.

To, co powinno być jednym z głównych atutów powieści W blasku gwiazd, nieco zawiodło. Oryginalność fabuły jest niezaprzeczalna, ale zdaje się zbyt wydumana i przesadzona. Jest to jedna z tych powieści, które trudno polecać lub odradzać, bo każdy inaczej ją zrozumie, inne struny w nim poruszy. To opowieść o poczuciu inności, próbach wpasowania się w normy społeczne, potrzebie akceptacji i frustracjach, które rodzi odmienność.

Jesteś szalony jak pierdolony Kapelusznik! A ja nie zamierzam wychowywać tego dziecka na kolejnego wariata. On nie jest takim dzieckiem, ja nie jestem taką matką, a ty się lepiej staraj, kurwa, jak możesz, żeby nie być takim ojcem. Nie jesteśmy panem i panią Szurniętymi. Szaleniec senior, szaleniec junior i towarzyszące im dziwadło. Nie. Nie dopuszczę do tego[3].




***

Książkę polecam
miłośnikom oryginalnych fabuł
 poszukującym powieści o ludzkiej odmienności i próbach radzenia sobie z nią
ceniącym poetyckość opisów
szukającym wątków ludzi z Zespołem Aspergera

***

[1] Lydia Netzer, W blasku gwiazd, przeł. Maria Zawadzka, Wyd. Black Publishing, 2015, s. 21.
[2] Tamże, s. 34.
[3] Tamże, s. 245.

***

egzemplarz recenzencki

39 komentarzy:

  1. Spodziewałam się lepszych opinii o tej książce, a wszystkie są tylko średnie. Szkoda.. Na razie nie będę zatem polować na tę lekturę, chyba, że trafię na nią przypadkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku wydawało i się, że to może być coś ciekawego, ale jak sobie tak czytam Twoją recenzję, to... jednak sobie odpuszczę. Sama powieść nie wydaje się być zła (mimo tego dziwnego rozłożenia nacisku na poszczególne wątki), ale mam wrażenie, że czegoś w niej brakuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem, czegoś jest za dużo. Ale tak czy siak, autorki bym nie przekreślała, pisze dobrze i jest szansa, że kolejne książki będą dużo lepsze.

      Usuń
  3. Szału nie ma, ale jeśli nadarzy się okazja to chętnie zapoznam się z tym tytułem. Pozdrawiam ):

    OdpowiedzUsuń
  4. Intrygująca historia, choć obawiam się, że by mnie zawiodła. Takie powieści trzeba poczuć, a jak jest to utrudnione, to przestaje mieć większy sens. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest powiedziane, że Ty też jej nie poczujesz. To bardzo specyficzna lektura.

      Usuń
  5. Mimo wszystko mam na tę książkę ochotę. Po prostu nie będę się nastawiać, że będzie bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo wszystko, jestem jej ciekawa. A nie powinnam, bo nie lubię poetyckiego języka i zbytniego upiększania czy właśnie nawału katastrof. Ale może? Zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy nadmiar nieszczęść nie przytłoczyłaby mnie podczas czytania, co nie zmienia faktu, że książka wydaje się interesująca i godna uwagi:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie się bardzo podobała :).

    OdpowiedzUsuń
  9. również dzisiaj publikowałam recenzję tej książki - zapraszam
    i widzę że mamy dość podobne o niej zdanie, może byłam trochę bardziej krytyczna...

    poza tym, nie wiem czy wiesz, ale w moim poście stosikowym podlinkowałam się jako sprawczynię mojej "Analfabetki" Jonassona ;) takiej recenzji jak u Ciebie - nie mogłam nie ulec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zajrzę. Ciekawa jestem, na ile nasze opinie są zbieżne. :)

      Nie wiedziałam (niestety, bardzo bym chciała, ale nie daję rady być na bieżąco), ale ogromnie mi miło. Mam nadzieję, że będziesz się bawiła co najmniej tak dobrze, jak ja. :)

      Usuń
  10. Mimo tego że powieść nie do końca cię usatysfakcjonowała, mam ochotę się z nią zmierzyć. Tematyka wydaje mi się bardzo ciekawa i poruszająca, chociaż rzeczywiście dziwię się, że bohaterka przejmuje się głównie tym, że ludzie odkryli jej sekret dotyczący wyglądu. Nie chcę od razu osądzać tej postaci, więc najpierw muszę sięgnąć po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu jesteśmy za bardzo przewrażliwieni na punkcie wyglądu, a tutaj utrata peruki dodatkowo podkreślała inność bohaterki i jej rodziny? Nie wiem.

      Usuń
  11. Mam bardzo mieszane uczucia do tej powieści - z jednej strony fabuła wydaje się być ciekawa, a z drugiej - nie przepadam za przesadą. Może kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet nie wiesz, jak się cieszę z takiej Twojej recenzji, bo to znaczy, że mamy takie samo zdanie. Też się zastanawiałam, czy autorka nie przesadziła z nadmiarem inności. I też najbardziej zainteresował mnie wątek wspólnego początku Sunny i Maxona. Niefajne jest tylko to, że obie spodziewałyśmy się czegoś innego, a tego nie dostałyśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to tak do końca nie wiedziałam, czego się spodziewać. Fakt faktem, że nieco się zawiodłam, ale dla wątku rozwoju znajomości Sunny i Maxona - warto było tę książkę przeczytać.

      Usuń
  13. "Zaskakujące jest przy tym to, że wśród tylu nieszczęść, to nie bliska śmierć matki czy groźba, że mąż nie wróci z misji są tymi najbardziej dręczącymi Sunny, a jej bolączki związane z wyglądem" - bingo, widzę że mamy podobne odczucia. Ja raczej tej książki nie polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne sensowne wytłumaczenie, jakie widzę, to takie, że dla Sunny normalny wygląd był tym, co trzymało ją w pionie i gdy ta nieszczęsna peruka wylądowała w kałuży, dotarło do niej, że to tylko pozory.

      Usuń
  14. A ja bym sięgnęła po książkę z powodu poruszanego wątku Zespołu Aspergera. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie najciekawsza część. Bardzo mnie zaintrygowało to, jak w tym kontekście rozwijał się związek Sunny i Maxona.

      Usuń
  15. Choć książka według Ciebie nieco wydumana i przesadzona, to i tak chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przesada, a więc i sztuczność niestety często pojawiają się w nowych książkach...

    OdpowiedzUsuń
  17. Książka zbiera raczej średnie oceny. Na chwilę obecną nie jestem nią zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  18. Po Twojej recenzji mam mały mętlik, ale chętnie przetestuję na sobie działanie tej lektury

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja tym razem odpuszczę sobie tę książkę, gdyż nie przepadam zbytnio za poetyckimi opisami.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam mieszane uczucia względem tej książki i chyba potrzebuję trochę więcej czasu, by ją na spokojnie przemyśleć i napisać o niej coś sensownego :) Opisy początków znajomości Sunny i Maxona to zdecydowanie najciekawsze i najbardziej poruszające fragmenty książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie było łatwo o tej książce napisać. I cały czas mam wrażenie, że coś mi umknęło.

      Usuń
  21. Raczej cenię sobie realizm. Takie rzeczy się zdarzają, ale wydaje się tego wszystkiego za dużo jak na jedną osobę. Choć sama historia wydaje się ciekawa...

    OdpowiedzUsuń
  22. Książka była bardzo dziwna, ale mnie się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja bardzo lubię takie powieści, więc może się nie rozczaruję, tym bardziej, że czytałam już bardzo pochlebne recenzje. Ciekawi mnie inność bohaterki i cała jej historia. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie moja bajka, chyba się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Zaciekawiłaś mnie tą książką ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Mimo tej przesady i wydumania zaryzykuję, nagłe wyjawienie sekretu bohaterki mnie zaintrygowało.

    OdpowiedzUsuń
  27. Fabuła bardzo ciekawa, już kilka razy spotkałam się z recenzją książki i mnie zainteresowała. Ale trochę język książki mnie przeraża... szkoda, że odwraca on uwagę od treści,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może akurat Tobie będzie pasował? W końcu styl pisania każdy z nas odbiera różnie. :)

      Usuń
  28. Z jednej strony zastanawiam się czy i mi nie wydawałoby się, że nieszczęść jest w tej książce za dużo, ale drugiej intryguje mniej jakoś ta historia. Zastanawiam się czy ta peruka to nie był właśnie jakiś wentyl bezpieczeństwa, który bohaterce pozwalał się nie rozsypać i dlatego tak mocno przeżywa właśnie to. Nie wpisuję tego tytułu do przeczytania w najbliższym czasie, ale nie skreślam jej definitywnie - może się z nią za jakiś czas zmierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to najsensowniejsza interpretacja.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...