sobota, 27 lipca 2013

Javier Yanes "Władca równin"
Gdzie jesteś, dziadku?

Javier Yanes
Władca równin
Wyd. Prószyński i S-ka
2010
696 stron
Pamiętam ten moment, gdy na bibliotecznej półce w oczy rzucił mi się tytuł Jeśli się nie obudzę. Nic mi on nie mówił, ale wzięłam książkę do ręki i już wiedziałam, że jej nie odłożę. Zahipnotyzowała mnie okładką, a fakt, że autor okazał się Hiszpanem, przekonał mnie ostatecznie do zabrania powieści ze sobą. Javier Yanes zachwycił mnie każdym swoim słowem. Napisał przepiękną, wzruszającą opowieść, mistrzowsko posługując się językiem. Długo nie mogłam trafić na nic równie dobrego, aż do dnia kiedy zabrałam się za Władcę równin, debiut Yanesa, który podbił moje serce w chwili, gdy przeczytałam kilka pierwszych stron.

Lux Domini, to hiszpańska posiadłość, która w rękach rodziny dziennikarza Curro Mencía znajdowała się od lat. Z tym miejscem wiążą się wszystkie wspomnienia z dzieciństwa mężczyzny, mnóstwo emocji, anegdot, zabaw, przygód, a także tajemnic. Wiadomość o decyzji rodziców dotyczącej sprzedaży majątku mocno rani młodego mężczyznę. Lux Domini to nie tylko stare mury pełne wspomnień, to także pewna historia, którą Curro pragnie poznać częściowo ze względu na swą zawodową ciekawość, ale przede wszystkim dlatego, że dotyczy ona jego dziadka. Mencía tylko raz miał okazję spotkać Hamisha Sutherlanda, szkockiego poszukiwacza przygód, niespokojnego ducha. Krótki romans Szkota z Uke, babką Curro, skończył się pachnącą skandalem ciążą. Co stało się później, nie do końca wiadomo. Jedno jest pewne, Hamish zniknął, a Uke wraz z ojcem wyruszyła na długą tułaczkę poza granicami Hiszpanii. Pozostanie przedstawicieli znamienitej rodziny z tak kompromitującym dowodem lekkomyślności, nie wchodziło bowiem w grę.

Uke już nigdy nie spotkała Hamisha, gdyż ten do Lux Domini zawitał dopiero w dniu jej pogrzebu. Tam też po raz pierwszy ujrzał swego wnuka, chłopca o którego istnieniu - jak twierdził - nie miał bladego pojęcia. Pobyt jego był krótki. Trudno się temu dziwić, w końcu przed laty zostawił ciężarną kochankę, uciekając od odpowiedzialności i ojcostwa. Jego nieoczekiwane przybycie nie wzbudziło entuzjazmu wśród członków rodziny Uke. Jednak Curro zapamiętał Hamisha jako wspaniałego człowieka i podróżnika. Dziadka, który miał w zanadrzu wiele fascynujących opowieści oraz pomógł chłopcu ocalić przyjaźń kolegów i odzyskać utracony honor, co dla chłopca w wieku szkolnym ma znaczenie ogromne. Po tej wizycie prócz barwnych opowieści, młody Mencía zachował także naszyjnik z pazurami lwów. Teraz, po czternastu latach od tamtego spotkania, dziennikarz wraz ze starym baronem, przyjacielem dziadka, wyrusza do Kenii. Miejsca, gdzie prawdopodobnie przebywa jego dziadek.

Odnalezienie staruszka okaże się nie lada wyzwaniem. Nie ma pewności, czy mężczyzna jeszcze żyje. Nikt nie potrafi udzielić wskazówek co do przybliżonego miejsca jego pobytu. Wspierany majątkiem barona, pomysłami swej ukochanej Móniki oraz dobrymi chęciami napotykanych po drodze osób, Curro stopniowo poznaje historię swojego dziadka. Czy uda mu się odnaleźć Hamisha? Czy nie spotka go zawód i czy warto grzebać w przeszłości? Co tak naprawdę stało się przed laty? Tego dowiedzą się najwytrwalsi, ci którzy podejmą się wyzwania jakie stawia niespełna 700 stron powieści Władca równin Javiera Yanesa.

Zachwyt, który towarzyszył mi podczas lektury pierwszych stron powieści, nie minął aż do końca. Ta barwna historia wciągnęła mnie bez reszty. Chylę czoła przed kunsztem pisarskim autora i umiejętnościami tłumacza. Tej książki się nie czyta, przez tę książkę się nie brnie. Przez nią się płynie na falach perfekcyjnie skonstruowanych zdań, bogatych w słownictwo, metafory, znaczenia. Javier Yanes żongluje słowami tworząc barwne opisy ludzi, krajobrazów i wszystkiego co składa się na tło powieści.

Niezwykle chuda, rurkowata kobieta uśmiechała się do niej od progu. Ubrana była w wąską, przewiązaną w talii granatową suknię, która ciasno opinała jej szyję i sięgała do kostek, upodabniając właścicielkę do rozwiązanej w dolnym końcu kiełbasy. Głowa kobiety zatknięta była na wierzchołku długiej i sinusoidalnej szyi niczym metalowy klips na końcu sznurka zaciskającego kawałek wędliny. Pod szarym, napiętym jak liny dźwigu kokiem sterczała najbardziej odstająca wyrośl jej ciała, orli nos wznoszący się wielce niefortunnie tuż pod oczodołami, ponosząc w efekcie główną odpowiedzialność za niebagatelną dysproporcję oblicza wyglądającego dość groteskowo na tle płaskiej topografii tułowia, który bez wątpienia musiał zakłócać jej frontalne widzenie panoramiczne. Mimo to jej uśmiech wyglądał na miły, chociaż trudno było odgadnąć, ile zawdzięczał napięciu mięśni twarzy, jakie pociągało za sobą naprężenie koka[1].

Wraz z baronem, Curro odbywa niesamowitą podróż do Afryki, gdzie w egzotycznej scenerii niestrudzenie prowadzi swoje poszukiwania. Poznaje przy tym całą plejadę ciekawych postaci. Wiecznie tryskającego humorem dziennikarza z Nairobi, bogatą nimfomankę, której pasją jest brawurowa jazda motocyklem, ekscentrycznego staruszka, który siedząc na słupie prowadzi szczegółowe obserwacje zmieniającej się rzeczywistości, wcielającego się w role Hemingwaya aktora oraz wielu innych barwnych bohaterów, z których każdy wniesie do opowieści coś nowego, niespodziewanego, intrygującego.

Sądziłem, że podejmuję samotne dochodzenie, że osiągnę cel, opierając się wyłącznie na własnych siłach, bez niczyjej pomocy. Że to będzie moja przygoda, mój wielki reportaż. Moje osobiste wyzwanie. A teraz zdaję sobie sprawę, że byłem w tym wszystkim zaledwie nicią przewodnią, narratorem historii, gdzie ważny jest nie on lecz ludzie, o których opowiada[2] - podsumuje swą wyprawę Curro i będzie miał rację. Bez pomocy kolejno napotykanych ludzi, bez ich znajomości, pomysłów, wiedzy - nie miałby szans dotrzeć tam, gdzie dotarł, zrozumieć tego, co zrozumiał, odkryć to, co odkryć było mu dane.

W powieści czuć wyraźnie afrykański klimat. Choć bohaterowie mieszkają w luksusowym hotelu, a baron długo nie potrafi zrozumieć dlaczego lakierki nie są odpowiednim obuwiem na safari, poczujemy rozległość kenijskich przestrzeni. Będą lwy, bezdroża i strach, gdy przyjdzie nocą przemierzać dzikie tereny. Zgłębiając przeszłość dziadka Curro, poznamy także kilka faktów z historii Kenii. Będzie o  bratobójczych walkach, białych Kenijczykach, Pożegnaniu z Afryką, o ciemniejszej stronie tego afrykańskiego kraju. Tematy te jednak nie zdominują powieści, której główną osią jest poszukiwanie Hamisha Sutherlanda. 

Wszystkie dodatkowe wątki mocno się z nią łączą. Nie ma tu przypadkowych bohaterów ani scen. Całość jest niesamowicie spójna i dopracowana. Mimo sporej objętości, w tej powieści nie ma fragmentów zbędnych czy nudnych. Władca równin mieści w sobie wszystko to, co powinna zawierać warta polecenia powieść: ciekawą historię, tajemnicę, interesujące tło, nietuzinkowych bohaterów, wspaniały język i zgrabne zakończenie. To właśnie warstwa językowa zachwyciła mnie najbardziej. Saga rodziny Mencía pewnie obroniłaby się i bez kunsztu pisarskiego Yanesa, ale bez wątpienia, to właśnie wspaniały warsztat autora, jego erudycja i starannie dopracowane frazy są największym atutem powieści. Hiszpan zaczarował mnie słowem. Tkwię w niemym zachwycie, który burzy jedynie fakt, że nie ma trzeciej powieści, po którą mogłabym sięgnąć na otarcie łez.

Cavalleria Rusticana

Ten utwór grał twój dziadek na swoich skrzypcach, jego czoło opierało się naporowi wieczornego wiatru, a spódnica kołysała się raz w jedną, raz w drugą stronę niczym dzwon w świąteczny dzień. Nikt nie potrafi zagrać tej muzyki tak, jak on. Nikt, nikt...[3]

---

Książkę polecam
miłośnikom dobrych powieści z rodzinną tajemnicą w tle
wielbicielom literatury hiszpańskiej
czytelnikom, którym nie straszne opasłe tomiska
wybierającym książki z akcją rozgrywającą się w Afryce
tym, którym niestraszne są metafory i nieszablonowy styl
amatorom sag rodzinnych

---

[1] Javier Yanes, Władca równin, przeł. Andrzej Flisek, Wyd. Prószyński i S-ka, 2010, s. 73.
[2] Tamże, s. 651.
[3] Tamże, s. 177.

---

Przeglądając strony o Kenii trafiłam na galerię najbardziej dziwacznych stworzeń zamieszkujących ten kraj.
Nie ma to nic wspólnego z treścią książki, ale warto zajrzeć.
Numer jeden jest naprawdę numerem jeden.

64 komentarze:

  1. Uwielbiam ten moment, kiedy już pierwsze strony lektury utwierdzają cię w przekonaniu, że będzie to znakomita książka! Zazdroszczę ci wrażeń, a poza tym wręcz kocham rodzinne sagi i tajemnice, więc dopisuję książkę na listę do przeczytania!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie bałam się rozczarowania, bo "Jeśli się nie obudzę" było absolutnie wspaniałe. Niepotrzebnie. Bardzo żałuję, że lista książek kończy się na tych dwóch.

      Usuń
  2. To coś dla mnie uwielbiam takie powieści:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj więc koniecznie. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  3. Już wiem co wypożyczę kiedy będę w bibliotece w najbliższym czasie :) Jak zobaczyłam numer 5 na liście najdziwniejszych stworzeń to stwierdziłam, że chyba nie pojadę do Kenii :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy Ci się spodoba. :)

      Oj tam, to tylko 38 centymetrów robala. :P

      Usuń
  4. Skoro już od 1 stron jest rewelacyjna to będzie doskonała dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest. W każdym razie dla mnie. :P

      Usuń
  5. Amatorką sag rodzinnych nie jestem, ale chętnie bym przeczytała tę książkę. Umiejętnie kusisz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest taka całkiem typowa saga, bo opowiada głównie o Curro i o dziadku, więc nadal idealna dla Ciebie. :D

      Usuń
  6. Piękna historia. Trochę przeraża mnie jej objętość, ale mimo to chyba się skuszę na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, objętość nieco przeraża. Lubię dłuższe powieści, ale powyżej 600 stron już się waham, czy mi wystarczy zapału. :D

      Usuń
  7. Zawsze chciałam jechać do Kenii, ale po obejrzeniu fotek najdziwniejszych stworzeń, już nie jestem taka pewna, czy chcę. Szczególnie, gdy zobaczyłam fotkę nr 4 ;) Kto wie, może przeczytam tę książkę. Choć bardziej od hiszpańskiej literatury wolę muzykę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, po prostu zwierz numer cztery jest niezbyt fotogeniczny. To pewnie przez światło. Albo jego brak. =)
      Za to trójeczkę chętnie bym przygarnęła. :)

      O, a polecasz coś z hiszpańskiej muzyki?

      Usuń
    2. Przygarnij lepiej nr 5. Mniej miejsca zajmie w domu, a przy okazji może być pomocny na co dzień. Wypuścisz takiego stworka w kolejce, ludzie się zlękną i od razu zrobi się luźniej :P

      Julio Iglesias - cudowne tanga, m.in. "La cumpersita", El choclo", "Mano a mano", "Yira Yira". Więcej mam ulubionych artystów hiszpańskojęzycznych - Marc Anthony (salsy), Monchy y Alexandra (bachaty), Domenic Marte (bachaty), La 33 (salsy).

      Usuń
    3. O raju, wyobrażam sobie minę kota na widok nowego współlokatora... :P

      Dzięki! Większości nie znam, ale posprawdzam. :)

      Usuń
    4. Przesadzasz, na pewno by się zaprzyjaźnili :P

      Usuń
    5. Yhm. Tyle, że to mogłaby być bardzo krótka i burzliwa przyjaźń. Tylko nie jestem pewna, kto by ją przetrwał. :D

      Usuń
    6. Niepotrzebnie dramatyzujesz. Skoro kot może dogadać się z psem, to i z taką małą i uroczą stonogą :P

      Usuń
    7. Yhm. Pierwsze spotkanie mojego kota z psem teściowej wyglądało tak, że wilczur dostał pazurami po nosie, a kot wylądował pod sufitem, z gracją odbijając się od karnisza i lądując na drugim końcu pokoju, więc sama rozumiesz... :D

      Usuń
    8. To lepiej, nie zapoznawaj kota ze stonogą, bo szkoda stonogi. Twój kot jest zbyt wojowniczy :P

      Usuń
    9. Yhm. Do momentu aż ktoś włączy odkurzacz... :D

      Usuń
  8. Bardzo chętnie przeczytam obie powieści tego autora. Okładka "Władcy równin" też przyciąga moją uwagę i obiecuje mi interesującą opowieść. Czytam teraz dwie książki rozgrywające się przynajmniej częściowo w Afryce, lubię poznawać tamtą kulturę. Ta lektura będzie musiała poczekać, ale będę o niej pamiętała.

    Przy okazji zapraszam do dwóch zabaw - informacje znajdziesz u mnie na blogu. Zaznaczam jednak, że udział jest dobrowolny. Nie musisz się czuć zobowiązana do udziału w nich:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Dla mnie ten autor to największe tegoroczne odkrycie.
      O, to ciekawa jestem co czytasz i czy warto. Będę polować na recenzje. :)

      Dziękuję za zaproszenie. Zaraz zajrzę. Nie obiecuję, że wezmę udział, ale zaraz wybadam o co chodzi. :)

      Usuń
  9. Gdy ostanio czytałam książkę z afrykańskimi klimatami było dosyć średnio, ale ufam, że w tym przypadku będzie dużo lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. chętnie przeczytam :) zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem miłośnikiem literatury hiszpańskiej, ale grzechem byłoby nie przeczytać tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzechem to może niekoniecznie, ale dużą stratą na pewno. ;)

      Usuń
  12. Bardzo lubię książki o starym kontynencie, dlatego chętnie po nią sięgnę. Nie znam autora ale mam nadzieje, że się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor jest dość słabo znany, trafiłam na niego przypadkiem. Wydaje mi się, że warto go promować.

      Usuń
  13. Bardzo chętnie przeczytam. Zarówno klimat, jak tematyka wyglądają interesująco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przepadłam. Dawno nie czytałam niczego równie wciągającego. :)

      Usuń
  14. Ojej, zapowiada się naprawdę ciekawie! I ja z wielką chęcią przeczytałabym tę książkę!
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ogromnie. U mnie: pełen zachwyt. ;)

      Usuń
  15. Zaintrygowałaś mnie. Nawet objętość mnie nie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i ogromnie polecam. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. :)

      Usuń
  16. Kochana, po takiej recenzji to ja od razu przesuwam tego autora w okolice początków mojej czytelniczej listy. Słyszałam już o tej książce, tytuł też zanotowałam i miałam zamiar przeczytać kiedyś tam, w przyszłości. A Ty spowodowałaś, że to kiedyś tam będzie musiało nastąpić szybciej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Standardowo mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. Mnie zachwycił przede wszystkim język, a i historia jest ciekawa, że o bohaterach nie wspomnę. Prawdziwe oryginały. :P

      Usuń
  17. Tyle jest książek, które chciałoby się przeczytać. Stosik ciągle nie maleje, a tu ciągle coś ciekawego na horyzoncie, przy tym czas niesamowicie ograniczony. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, niestety. A tej książki nie da się przeczytać jeden wieczór. Tu potrzeba co najmniej nocy polarnej. ;)

      Usuń
  18. Obawiam się, że kiedyś przegapiłam tę książkę :( Wypożyczyłam ją z biblioteki i dałam mamie do przeczytania. Mama czytała i musiała mi ją opowiadać, bo kojarzę pewne wydarzenia. Nie wiem jak to się stało, że sama jej nie przeczytałam. Muszę czym prędzej naprawić ten błąd. Dopisuję "Władcę równin" do listy bibliotecznej, podobnie jak "Jeśli się nie obudzę".
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napraw koniecznie, a ja tymczasem czekam na Twoje zachwycone recenzje. ;)

      Usuń
  19. JEśli chodzi o to, ze przeczytałaś książkę głównie ze względu na to, że autor jest Hiszpanem, to masz tak samo jak ja :)
    Gdy tylko się dowiedziałam, że w bibliotece jest książka Zafona, spojrzałam na tył okładki i przeczytałam, ze urodził się w Barcelonie, od razu wzięłam, bez głębszego zastanowienia się.
    Ta również wygląda na ciekawą. A może polecasz jeszcze jakiś innych hiszpańskich pisarzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam Arturo Pereza-Reverte (zwłaszcza "Klub Dumas" i "Szachownicę flamandzką"), Eduardo Mendozę (cykl o detektywie lumpie) i Jose Carlosa Somozę (zwłaszcza "Klarę i półmrok").

      Poza tym całkiem dobrze wspominam "Antykwariusza" Juliana Sancheza, polecam też "Katedrę w Barcelonie" Ildefonso Falconesa i "Złudę" Carmen Laforet.

      Usuń
  20. Lubię ksiązki dopracowane pod względem budowania zdań, od razu inaczej się je czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. A styl tego autora wyjątkowo przypadł mi do gustu.

      Usuń
  21. Potężna saga, ale uwielbiam, gdy powieści są tak językowo dopracowane :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie rewelacja. Uwielbiam taki styl. :)

      Usuń
  22. Ania nie nadążam czytać Twoich recenzji. Książka wydaje się być cudowna. Poszukam ebook'a. Buźka xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, niedługo jadę na urlop, więc będzie mniej do czytania. ;)

      Usuń
  23. Książka już trafiła na moją listę "Do Przeczytania"

    OdpowiedzUsuń
  24. Niestety, ale z żadnej strony nie mogę znaleźć czegoś interesującego mnie w tej pozycji... A poza tym na razie grube tomiszcza muszę sobie odpuścić, bo książki rosną przede mną jak badyle w ogórkach :P.

    Pozdrawiam ciepło :*!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma rady, musisz zwiększyć tempo czytania. Albo zrobić kurs ogrodnictwa. =)

      Usuń
    2. Hahaha, niestety nie jest możliwe ani jedno, ani drugie...
      W końcu trzeba mieć jakiś czas na obijanie się, a ogrodnictwo nie należy do moich pasji ;p.

      Usuń
    3. Szkoda, bo mnie do ogródka też nie ciągnie, ale takim ogródkowym ogórkiem to bym nie pogardziła. :D

      Usuń
  25. Mnie przekonuje już sama Kenia :) Fajnie jest mieć takiego autora, który zachwyca nas nie tylko jedną swoją książką. A siedemset stron to mnóstwo tekstu - takie powieści ciężko jest utrzymać w ręce, ale jak już się w nie wsiąknie, nie ma rady, trzeba czytać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można czytać leżąc na brzuchu. ;)

      Usuń
  26. Po tej recenzji poczułam się na tyle zachęcona, że zaczęłam szukać po sklepach ebooka... Ale kurczę nie znalazłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka mało znana i sprzed trzech lat, więc pewnie są niewielki szanse. =/

      Usuń
  27. Dosyć gruba, ale po Twojej recenzji chętnie przeczytałabym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano gruba. Przez to musiałam ją w bibliotece przedłużać, bo nie mogłam się zmobilizować do sięgnięcia po taką cegłę. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...