niedziela, 14 lipca 2013

Conor Grennan "Mali Książęta"
Nepalska przemiana

Conor Grennan
Mali książęta
Wyd. Papierowy Księżyc
2013
O podróży dookoła świata marzy nie jeden z nas. Czasy się zmieniły, możliwości jest coraz więcej, a historie takich osób jak Kinga Choszcz i Radosław Siuda, czy Magdalena i Paweł Opaska świadczą o tym, że nie jest to marzenie nierealne. 

Conor Grennan, autor i zarazem bohater książki Mali książęta, nie musi się martwić o finanse. Wychowałem się w gospodarnej rodzinie o irlandzkich korzeniach, więc żyjąc skromnie w Pradze przez sześć lat udało mi się odłożyć większość swoich zarobków. Poza tym, byłem singlem, nie miałem kredytu do spłaty, ani planów by założyć rodzinę w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Postanowiłem więc - dość szybko i nierozważnie - zainwestować wszystko, co posiadałem w podróż dookoła świata.* Conora zaskoczyła reakcja jego znajomych. Owszem, pomysł był odważny i z pewnością takiej wyprawy można pozazdrościć, ale przyjaciele autora dalecy byli od entuzjazmu. Podróż dookoła świata wydała im się egocentryczną fanaberią, niemądrą decyzją, która nie ma w sobie nic z racjonalnego, dorosłego podejścia do życia. Ot, infantylny kaprys mężczyzny, który myśli raczej o zabawie niż zabezpieczeniu swojej przyszłości.

Pomysł wzięcia udziału w wolontariacie, nie wziął się więc z potrzeby serca, a dla zamknięcia ust znajomym. Niby ważne jest by pomagać, motywy są już mniej istotne, a jednak od pierwszych stron miałam problem z polubieniem bohatera, który podjęcie pracy w charakterze wolontariusza w kraju trzeciego świata traktował jako usprawiedliwienie późniejszych planów. Kto ośmieliłby się żałować mi odrobiny zabawy po dokonaniu czegoś takiego? W razie prób krytyki mojej podróży, miałem przygotowany plan obrony w stylu: "Mamo, nie spodziewałem się po tobie braku empatii dla biednych sierot." Wypowiadałem słowo "sieroty" dobitnie i na tyle głośno, by ludzie znajdujący się w pobliżu dobrze je usłyszeli i nie mieli wątpliwości, jak piękne kierują mną pobudki. Po takim stwierdzeniu trudno było mi wykrzesać z siebie choć cień sympatii do Conora.

Grennan jak pomyślał, tak zrobił. Dotarł najpierw do Katmandu, gdzie wziął udział w szkoleniu dla wolontariuszy, a następnie do Godawari, gdzie mieścił się Dom Małego Księcia, dom dziecka założony przez młodą Francuzkę Sandrę. Przebywało w nim czterech wolontariuszy i kilkanaścioro ich podopiecznych. Początki Connora nie należały do łatwych, tym bardziej, że nie miał pojęcia o pracy z dziećmi. Stojąc przed furtką prowadzącą na teren należący do placówki, próbował wymienić choć jedną umiejętność, która pomogłaby mu w wypełnianiu czekających go obowiązków. Nie mogłem wymyślić nic, oprócz zdolności podnoszenia przedmiotów z podłogi. Nie byłem w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio spędziłem czas z dziećmi, a już tym bardziej kiedy się nimi opiekowałem. Mimo wątpliwości, braku przygotowania, kiepskiej motywacji i wielu wpadek, dzieciaki pokochały swojego nowego "brata". On też się do nich przywiązał. Tak rozpoczęła się przemiana Conora Grennana, egoisty i lekkoducha.

Dom Małego Księcia
źr. huffingtonpost.com
W tamtym czasie w Nepalu było niespokojnie. Ogarnięty wojną domową kraj, borykał się z wieloma problemami. Niejednemu głód zaglądał w oczy, a nad chłopcami wisiała groźba wcielenia do armii. Gdy do domów pukał ktoś, kto obiecywał dzieciom lepsze życie, bezpieczeństwo, wyżywienie i edukację, wielu rodziców ufnie oddawało swe pociechy i oszczędności, które miały zabezpieczyć byt synów i córek. Nie mogli przewidzieć, jak trudny los czeka dzieci, jak dalekie od rzeczywistości są wizje roztaczane przez nowego opiekuna. W ten sposób wiele rodzin zostało rozdzielonych. Rodzice stracili kontakt z potomkami, nie znali miejsca ich pobytu. Dzieci żyły w kiepskich warunkach, głodne, brudne, z przerażająco smutnymi oczami, sprzedawane były do pracy. Niektórym odbierano ostatni promyk nadziei, informując o śmierci rodziców, uświadamiając im, że na tym świecie nikt na nie nie czeka. 

Conor ze swoimi podopiecznymi
źr. huffingtonpost.com
W porównaniu do warunków w jakich żyły dzieciaki, którym zabrakło szczęścia, podopieczni Domu Małego Księcia, miały pewny dach nad głową, jedzenie, zajęcia lekcyjne i czas na zabawę. A jednak i one, choć roześmiane i zawsze skore do wygłupów, tęskniły za domem, za rodziną. 

Smutne i przerażające historie dzieci otworzyły Conorowi oczy. Podjął się niesamowitej misji, zapragnął odnaleźć ich rodziny, pomóc także innym dzieciakom, które los postawił na jego drodze. Chciał uświadomić rodzicom, na jakie niebezpieczeństwo narazili swoje pociechy, oddając je w obce ręce. Amerykanin powołał do życia organizację Next Generation Nepal, która miała nie tylko powstrzymać handel nepalskimi dziećmi, ale także odwrócić skutki tego procederu. Wiązało się to z wieloma wyrzeczeniami, godzinami snucia planów, szukania sponsorów, pomocników, w wieloma przewędrowanymi kilometrami, gdyż do wielu miejsc można było dotrzeć jedynie per pedes. Po dawnym Conorze nie było już śladu. Dojrzał, znalazł w życiu cel. I już nie była nim jedynie dobra zabawa.

Conor z chłopcami z Domu Małego Księcia
źr. huffingtonpost.com
Mali Książęta nie są książką, którą wciągnęła mnie od pierwszych stron. Trudniej mi zainteresować się historią, jeśli jej główny bohater wzbudza we mnie głównie niechęć. Czasami zbyt mi się dłużyła i tylko gdy do akcji wkraczali tytułowi mali książęta, z uśmiechem śledziłam ich harce. Nie wiem, w którym momencie coś we mnie drgnęło. Może już wtedy, gdy Grennan postanowił po raz drugi przyjechać do Nepalu? Może, gdy z zapałem zaczął zbierać pieniądze - nie na spełnienie własnych zachcianek, a na pomoc dzieciom, które padły ofiarą handlarzy? A może, gdy pieszo wyruszył w poszukiwaniu rodzin swoich podopiecznych? Wiem tylko tyle, że w pewnym momencie czas się zatrzymał, a ja przeniosłam się do Nepalu i przestało się liczyć wszystko inne, a postawa autora wzbudziła we mnie ogromny szacunek

jedna z odnalezionych matek wraz ze zdjęciem syna
źr. huffingtonpost.com
Ze świadomością, że cała historia oparta jest na prawdziwych przeżyciach Conora Grennana, że Mali Książęta to nie literacka fikcja, mocno trzymałam kciuki za sukces autora. Każda odnaleziona rodzina, to czyjeś szczęście, każde odnalezione dziecko, to jedno uratowane życie. Gdzieś zniknęła moja niechęć do autora, zaczęłam go szczerze podziwiać. Za siłę, determinację, odwagę. Im bliżej końca, tym więcej było we mnie emocji. Zasmuciła mnie historia osieroconego rodzeństwa, Raju i Priyi, ogromnie wzruszyła sytuacja Jagrita, który przez lata był przekonany, że jest sierotą. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co czują rodzice, którzy po latach dowiadują się jak potoczyły się losy ich dzieci. Widziałem, jak oczy rozpalają im się nadzieją, gdy mówiłem, że ich dzieci są bezpieczne. Widziałem, jak gasną, gdy dowiadywali się, że ich dziecko padło ofiarą handlu. Radość, nadzieja i szczęście, przeplatały się ze smutkiem, strachem i poczuciem winy.

Adil i jego nowe okularki
źr. huffingtonpost.com
Mali Książęta to przepiękna, emocjonująca historia. Nepalski krajobraz jest tłem, na którym dokonuje się przemiana bohatera. To także opowieść, która udowadnia, że pomoc innym potrafi uszczęśliwić bardziej, niż podróż dla własnej przyjemności, choćby była to wyprawa dookoła świata. 

***

Książkę polecam:
wielbicielom wzruszających historii
miłośnikom literatury faktu
tym, którzy nie wierzą, że ludzie się zmieniają

*Wszystkie użyte w tekście cytaty pochodzą z egzemplarza recenzenckiego (przed redakcją i korektą książki): Conor Grennan, Mali książęta, przeł. Marta Kędra, Wyd. Papierowy Księżyc, 2013.

***

Warto zajrzeć:

***

egzemplarz recenzencki

66 komentarzy:

  1. Kolejna pozytywna recenzja tej książki i wcale się nie dziwię:) To musi być piękna historia, chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemiana bohatera i to, co zrobił dla tych dzieci, robi wrażenie.

      Usuń
  2. Miałam dokładnie takie same odczucia! Początkowo zupełnie nie mogłam polubić Conora, a co gorsza - nic nie wskazywało na to, że moje podejście do niego się zmieni! To niewiarygodne, jaka przemiana w nim nastąpiła! Zgadzam się: jest osobą zasługującą na nasz szacunek. Cudowna lektura!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano niewiarygodne. Nawet u Ciebie pisałam, że na początku nie byłam zachwycona tą książką, a później musiałam się z tego wycofać. Piękna historia.

      Usuń
  3. Brzmi naprawdę ciekawie. I te fotografie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło by było, gdyby takie fotografie znalazły się w książce. Ogromnie lubię gdy zdjęcia ilustrują tekst.

      Usuń
  4. Nigdy nie miałam okazji aby przeczytać podobną książkę, a "Mali książęta" bardzo mnie zainteresowała :) Myślę, że to naprawdę wartościowa lektura.

    Zapraszam: im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz większą ochotę mam na tę książkę. Podziwiam szczerość autora, że zdecydował się opisać swoje egoistyczne pobudki, a nie próbował się wybielić. Piękne jak taki pobyt zmienia człowieka na lepsze. Na pewno przeczytam, mimo że czasami trudno wciągnąć się w wydarzenia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mógł napisać, że wybiera się do Nepalu z potrzeby serca. Nie wiem z jakiego powodu zdobył się na szczerość, ale na pewno jego przemiana to dodatkowy atut tej historii.

      Usuń
  6. Kolejna znakomita recenzja tej pozycji. Widzę, że to prawdziwa perełka wśród książek. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy perełka, ale na pewno warto ją przeczytać. Mądra, ciepła, wzruszająca i prawdziwa. No i zmusza do refleksji. Czego chcieć więcej?

      Usuń
  7. Cieszę się, że mam ją na półce. Ciekawe, czy i mnie zauroczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem wielką wielbicielką wzruszających historii, więc to lektura dla mnie. Piękne zdjęcia zamieściłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej rozbraja mnie ta ostatnia fotka. :D

      Usuń
  9. Czekałam na recenzję tej książki u Ciebie :) Już wiem, że mogę spokojnie ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz czytać bez obaw. To jedna z tych książek, która z każdą stroną robi się coraz ciekawsza.

      Usuń
  10. Mnie tam nie przeszkadza niechęć do bohatera, a całość brzmi ciekawie. Swoją drogą, WM kiedyś podrzucił mi książkę, w której wszystkie postaci były negatywne - ciekawe, czy by Ci się spodobała. :D ("Czarny książę" Murdoch)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Murdoch to ja w ogóle chciałabym wrócić, więc jest szansa, że się przekonam czy nadmiar negatywnych postaci mnie nie odstraszy. :)

      Usuń
    2. O, a co czytałaś? Ja chciałam "Jednorożca", ale nie ma w bibliotekach. :/

      Usuń
    3. U mnie jest, więc zapraszam. :D
      Za to w mojej filii nie ma "Czarnego księcia". =/

      A czytałam "Dzwon".

      Usuń
    4. Ooo, "Dzwon" to i ja mam - warto?

      Usuń
    5. Czytałam ja dość dawno temu, więc niewiele pamiętam, ale oceniłam na 5, więc musiała mi się podobać. ;)
      Historia całkiem ciekawa, psychologicznie bez zarzutu, niestety skleroza zrobiła swoje. Przeczytaj na B-netce recenzję dot59. Z tego co kojarzę, to wrażenia miałyśmy podobne.

      Usuń
    6. E, wolę przeczytać od razu książkę. ;-)

      Usuń
    7. To też jakiś pomysł. :)

      Usuń
  11. Wzruszająca opowieść. Chciałabym ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodoba Ci się. Podeszłam do nie sceptycznie, główny bohater mnie irytował, a i tak się mocno wzruszyłam w dwóch czy trzech momentach.

      Usuń
  12. Brzmi bardzo ciekawie i wartościowo. Muszę się jej bliżej przyjrzeć!

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam historie oparte na faktach, a ta jest naprawdę niesamowita. Jak życie potrafi człowieka zmienić. Niewiarygodne!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiarygodne, a jednak się wydarzyło. Też bardzo lubię takie historie. Pomijając wszystko inne, po prostu pozwalają uwierzyć w człowieka.

      Usuń
  14. Brzmi bardzo ciekawie, może się do niej przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz mi wierzyć, że warto. :)

      Usuń
  15. Jakoś nie jestem przekonana, że to książka dla mnie. Na razie moje zainteresowania książkowe są dalekie od łzawych historii. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest łzawa historia. W pewnych momentach wzrusza, ale łzawa nie jest. :)

      No, ale do Twoich kryminalnych zainteresowań faktycznie średnio pasuje. Choć handel dziećmi można pod nie podciągnąć. :P

      Usuń
    2. Łzawa w znaczeniu wzruszająca, napisałam z rozpędu ;) Jak nie ma detektywa, który rozwiązuje zawiłą sprawę związaną z handlem dziećmi, to się nie liczy :P

      Usuń
    3. Jest wolontariusz z ambicjami. :D

      Usuń
  16. Fajnie obserwować jak się zmienia człowiek, kiedy przestaje widzieć tylko czubek własnego nosa. Mnie Twoja recenzja zdecydowanie zachęciła do sięgnięcia po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że ta przemiana przyniosła wiele dobrego.

      Usuń
  17. Jestem pod wrażeniem recenzji i całego posta:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Już dużo dobrego czytałam o tej książce i mam ją w planach. A co do podróży dookoła świata, to często nie pieniądze stoją na przeszkodzie, ale strach przed porzuceniem np. pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w dłuższej perspektywie: brak pieniędzy. ;)
      A tak bardziej serio, to fakt: nie jest łatwo z dnia na dzień porzucić dotychczasowe życie. W końcu wraca się z takiej podróży i co dalej?

      Usuń
    2. No właśnie, dlatego nie odbędę takiej podróży... No chyba, że wygram kilka milionów w totka i będę miała wszystko w czterech literach :)

      Usuń
    3. Po takiej wygranej pozbyłabym się wszelkich wątpliwości, a jedynym problemem byłoby to, które miejsce zwiedzić najpierw. ;)

      Usuń
  19. Ja na taką samotną podróż dookoła świata na pewno nie zdecydowałbym się za Chiny ludowe. Niech mnie ktoś ograbi, zwiąże i poćwiartuje? Coś takiego na pewno nie jest dla mnie, a już szczególnie spanie w jakichś podejrzanych miejscach i buszowanie w dżungli pełnej jadowitych zwierząt i plemion-kanibali. A książkę z chęcią przeczytam i zapoznam się z życiem tego człowieka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, też bym się nie wybrała w taką podróż. Padłabym ze strachu pierwszego dnia. :D

      Zdecydowanie wolę czytać o takich wyprawach. Sama bym się nie sprawdziła. Jeden niewinny komar mnie irytuje, a co dopiero stado moskitów. Spóźniający się tramwaj doprowadza mnie do szału, a co dopiero tekst w stylu "pojedziemy jak się zapełni autobus". Wychodzi na to, że jestem zbyt wygodna.

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Ciekawa historia, więc z czystym sumieniem polecam.

      Usuń
  21. Czytałam już kilka pozytywnych opinii na temat tej książki i mam na nią coraz większą ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  22. A mi się podoba nie tylko książka, ale i główny bohater. Przecież gdyby początkowo nie był egoistą to jakoś mniej wyrazista byłaby jego przemiana. A tak mamy prawdziwego bohatera z krwi i kości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że dla takiego efektu autor zebrał się na szczerość. ;)

      Usuń
  23. Wybacz, ale z bólem serca odmawiam ;(. Nie za bardzo kręcą mnie takie tematy, a i smucić też się nie chcę, więc niestety... ta książka nie była pisana z myślą o mnie :D.

    Spokojnej nocy!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia. Aż tutaj czuję ten Twój ból... :P

      Usuń
    2. No co :D? Zawsze nieprzyjemnie mi jest odmawiać na czyjąś propozycję, naprawdę :). Chciałem być miły, aaaaale jak tak bardzo chcesz ;P.

      Usuń
    3. O raju! Sprowokowałam Melona do bycia niemiłym! :D

      Usuń
  24. Rewelacyjna historia, już na pierwszy rzut oka widać w niej morał. Fajnie, że w głównym bohaterze dokonała się taka przemiana.

    A ja mu strasznie zazdroszczę :)) Też planuję wolontariat zagraniczny (chociaż nie ze względu na znajomych) tylko wiadomo - za pierwszym razem zawsze ciężko się zmobilizować i każda wymówka jest dobra :)

    Książkę przeczytam na pewno. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mu zazdroszczę. Przede wszystkim odwagi, bo nie wiem czy stać by mnie było na taką wyprawę, a co dopiero na to wszystko, co zrobił dla dzieciaków.

      W każdym razie - ta książka powinna Ci pomóc się zmobilizować. Wystarczy poczytać jak wiele dobrego może zrobić człowiek dla innych, zupełnie tego nie planując.

      Usuń
  25. Książka jest w biblioteczce, więc może kiedyś podkradnę siostrze :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie spodziewałam się, że ta książka może być taka dobra. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Spodziewałam się w miarę ciekawej historii, ale szczerze mówiąc bardziej zaintrygowana byłam samym Nepalem. Opowieść Conora mocno mnie zaskoczyła. Pozytywnie. :)

      Usuń
  27. Szczerze mówiąc zastanawiałam się, czy w ogóle czytać Twoją recenzję, bo pomyślałam "kolejna książka podróżnicza, nic dla mnie", a tu taka niespodzianka! Mam słabość do prawdziwych historii i to jeszcze takich inspirujących :)

    PS świetny pomysł z tą ramką na końcu, w której piszesz komu polecasz książkę! Fajnie to wygląda, a do tego polecasz nie zawsze standardowym grupom odbiorców ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ moje recenzje czyta się dla samej przyjemności ich czytania. Książki są mniej ważne. :P
      A tak bardziej serio (nie to, żebym wcześniej nie była śmiertelnie poważna) to naprawdę zachęcam. Marzy mi się, by w książce były też fotografie. Fajni by było.

      Dziękuję. Tak mi się jakoś wymyśliło ostatnio. Hmmm... Ciekawe czy będę miała okazję kiedyś napisać: książkę polecam Armalkolit. :P

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...