 |
| wszystkie rysunki są autorstwa mojego Taty :) |
Nie pamiętam kiedy pierwszy raz spotkałam Lutka. Być może pomagał mi przetrwać jedno z tych rodzinnych spotkań, na których zgromadzeni wokół stołu dorośli, rozmawiali o nieciekawych, dorosłych sprawach, a dzieci kręcąc się niespokojnie usiłowały jednocześnie być grzeczne i nie paść przy tym z nudów. Kartka papieru i kredki skutecznie zajmowały mnie na jakiś czas. Powstawały sielskie, wiejskie obrazki, mroczne malunki, w których szkielety wydostawały się z grobów lub prawie zachowujące proporcje wizerunki piesków, kotków, koników i innych im podobnych stworzeń. Wtedy też pojawił się Lutek, nieco pulchny, sympatyczny ludzik, obowiązkowo z czapką z daszkiem na głowie. Czasami towarzyszyły mu inne lutki, niekiedy pojawiał się w towarzystwie kaczek, świnek czy innych piesków. Zawsze tak samo mnie bawił i niejednokrotnie czekałam, aż tata weźmie leżący na stole ołówek, a Lutek pojawi się na niezapełnionej dotąd kartce.