piątek, 29 czerwca 2012

Top 10 - Ulubione symbole dzieciństwa


Dziś kolejne wydanie listy Top 10, akcji, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. [źródło]

Tytuł dzisiejszej listy to:
Dziesięć ulubionych symboli dzieciństwa.



1.  ROWER!
Pamiętam radość z wykonania pierwszego samodzielnego zakrętu nie zakończonego upadkiem. I ten wiatr we włosach. I wyścigi, zabawę w policjantów i złodziei, pierwsze samotne wyprawy poza podwórko. Wolność = rower.

2. GUMA DONALD I TURBO,
a najlepiej dwie, bo wtedy wychodziły większe balony. Najwięcej frajdy przynosiła wymiana historyjek obrazkowych i wizerunków samochodów. Nigdy nie kojarzyłam tylu samochodowych marek, co wtedy.

3. LAS 
Zawsze będzie mi się kojarzył z niedzielnymi wyprawami z rodziną i przyjazdem dziadka. Przez lupę obserwowałam wszelkie robaczki, przez lornetkę ptaki, tata robił zdjęcia, a ja wracałam do domu z kieszeniami pełnymi skarbów.

4. DINOZAURY 
To był prawdziwy szał. Dinozaury były wszędzie: na naklejkach, koszulkach, w książkach, czasopismach, wszędzie. Miałam kolekcję niewielkich figurek, ale najcenniejszy był składany szkielet tyranozaura, który świecił w nocy. Do dziś pamiętam tę rozpacz, gdy dinozaurowi złamał się ogon.

5. KARTECZKI Z NOTESÓW I SEGREGATORÓW
Czyli przedmioty intensywnej wymiany między dzieciakami z podstawówki. Kto miał jakiś wyjątkowy egzemplarz, ten był naprawdę kimś! Wycenianiu swoich kolekcji i targowaniu się przy wymianach nie było końca. Jeszcze niedawno część mojej kolekcji leżała pod łóżkiem, ale ponieważ walczę z moją manią chomikowania wszystkiego, już jej nie mam.

6. TRUSKAWKI ZE ŚMIETANĄ I CUKREM 
To był znak, że lato jest w pełni. Był to zdecydowanie ulubiony przysmak małej Ani. Gorzej, gdy truskawki wcześniej trzeba było zbierać własnymi rękami. Jeżeli jest coś, czego w tamtych czasach nienawidziłam z całego serca, to właśnie przykucanie przy każdym krzaczku i zrywanie owoców do koszyków i wiaderek.

7. ZŁOTE MYŚLI,
czyli dziennik pełen mniej lub bardziej osobistych pytań wciskany wszystkim znajomym. Czasami tylko tak można się było dowiedzieć, kto podoba się najprzystojniejszym chłopakom w klasie. ;)

8. DOMEK W ŻYWOPŁOCIE,
a właściwie wielka dziura wycięta scyzorykiem między gałęziami szkolnego żywopłotu. W tym momencie chciałabym przeprosić pana, który pielęgnował szkolną zieleń. Domyślam się, że w tamtych czasach nie myślał ciepło o dzieciakach, które niszczyły żywopłoty, tnąc gałęzie, malując je wapnem i znosząc do powstałych dziur wszystko, co znajdowało się na podwórku - od cegieł i pustaków, po deski, piasek i gwoździe. Za ponad metrową trawę wiązaną w supły przepraszam również, ale proszę zrozumieć - powstawały z niej wspaniałe tunele i labirynty.

9. GUMA DO SKAKANIA I SKAKANKI
Ileż przy tym było zabawy. Skakało się na różne sposoby, pojedynczo, parami. Czasami udało się do gry zaprosić chłopaków, a wtedy rywalizacja nabierała zupełnie innego znaczenia. Przegrać z koleżanką to jedno, ale z kumplem - nigdy w życiu! Gdy guma kupiona w sklepie się urwała, wiązało się kolejne supły, a gdy stawała się już zbyt krótka - mamy wyciągały ze swych pasmanteryjnych zapasów zwykłą gumkę do majtek, dosztukowując brakujący kawałek. 
Skakanki były modne nieco krócej, ale bawiliśmy się nimi niemal wszyscy, bijąc kolejne rekordy i wymyślając nowe sposoby skakania.

10. RZUTNIK I BAJKI WYŚWIETLANE NA ŚCIANIE
Dziś pewnie żaden dzieciak by przy nich nie wysiedział, ale wtedy to było coś. Tata ustawiał sprzęt, rozwijał ekran, Mama gasiła światło i czytała tekst pojawiający się pod każdym obrazkiem. To były magiczne chwile spędzone z Szewczykiem Dratewką, Zuzanką i Utopcami, bohaterami Kwiatu paproci i innymi, których dziś już nie pamiętam.

mała ja

Zobacz też

20 komentarzy:

  1. Teraz się zastanawiam, w jakim jesteś wieku ;-)
    Rower, gra w gumę i "Donaldy" to moje dziecinstwo. Karteczki do segregatorów - już nie... Więc musisz być młodsza, choć z kolei wśród dzieci w wieku "karteczkowym" nie widziałam już gry w gumę i chyba już nie było "Donaldów"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śledztwo trwa. :P

      Wszystko to, co wymieniłaś towarzyszyło mi w podstawówce. W gumę grałam raczej pod koniec szkoły, a szał na "Donaldy" mógł już wtedy minąć, bo to był okres zbierania żetonów z chipsów (z jakimiś horrorowymi postaciami), naklejek z dinozaurami, no i wycinków z gazet o Spice Girls. ;)
      Karteczki z notesów były wcześniej i je bardziej pamiętam. Te z segregatorów pojawiły się później i chyba na największy boom już nie trafiłam, bo "dorosłemu" uczniowi liceum już nie wypadało. :P

      Usuń
  2. Aha, zajrzyj do mnie na post o konkursie! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. guma do skakania, karteczki w segregatorze haha pamiętam :D zresztą szał był na to i chyba każdy skakał i zbierał :))
    gdzie te czasy... ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałoby się czasami cofnąć w czasie. Chętnie bym sobie poskakała przez gumę, ale jakby już nie wypada. Zresztą, skąd bym wzięła na to chętnych? :P

      Usuń
  4. O złote myśli, własnie niedawno je znalazłam robiąc generalny porządek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też powinnam gdzieś je jeszcze mieć. Po latach to musi być pasjonująca lektura. ;)

      Usuń
  5. Ale świetny ranking. :) Gumę do skakania zawsze mieliśmy z majtek. :P Tzn. nie wyciągaliśmy jej z nich, ale taka domowa lepiej się sprawdzała, niż te kolorowe ze sklepów. ;) I te rzutniki... :) Kurczę, aż poszukam na strychu, może dzieciakom się spodoba coś takiego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta ze sklepu szybciej się naciągała, ale była bardziej szpanerska. :P

      Aż ciekawa jestem czy w dobie kolorowych animacji, takie obrazki przyciągną ich uwagę.

      Usuń
    2. To my chyba jakieś podróby mieliśmy, bo kiepsko się naciągała i była krótsza. :P A, a hula-hop? :P
      Myślę, że trochę tak - wiesz, taka atmosfera, zgaszone światło. ;) Chociaż wydaje mi się, że siostra kiedyś szukała u nas rzutnika. Aż zapytam. ;)

      Usuń
    3. Hula hop mnie... yyy... nie kręciło. :P
      Miałam jakiś czas, później się złamało, później skleiło, ale jakoś serca do tego nie miałam.
      A serso?

      Ta atmosfera, to chyba największy plus. Robi się ciemno, na ścianie pojawiają się obrazki - tylko na jak długo to wystarczy? Testuj dzieciaki i zdawaj relację. :P

      Usuń
  6. O, też robiłam domki. Co prawda nie w żywopłocie, ale opierając gałęzie o drzewo - to było coś! Teraz na moim osiedlu drzew, boisk i zieleni administracja pozbywa się na rzecz nowych bloków. Cóż, takie czasy :(

    Jak byłam bardzo mała szalałam za rowerem. I dopóki mi się nie złamał, byłam jego wielką fanką. Teraz po prawie 20 latach wracam do dawnej sympatii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie domki też robiłam. I jeszcze z desek, jak koło szkoły budowali salę gimnastyczną i dookoła poniewierało się sporo materiałów budowlanych.

      Przyjemnie jest czasem to powspominać. :)

      Usuń
  7. 2, 5, 6, 7 i 10 to u mnie :)) Jeszcze ślizgawka osiedlowa, piłka nożna z kuzynostwem, oranżada na miejscu, takie chrupki duszki.. ehhh rozmarzyłam się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zamiast ślizgawki wolałam trzepak. ;)
      Oranżada na miejscu, to było coś. I jeszcze oranżadki w proszku.
      Też się rozmarzyłam. :P

      Usuń
  8. Ale boskie zdjęcie - jaki fajny był z ciebie bąbel! I wyrosło to to takie duże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nadal rośnie, tyle, że wszerz. :P

      Usuń
    2. Ech, zazdroszczę, bo ja właśnie wszerz :)))

      Usuń
    3. Ja właśnie też. :D

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...