W sobotę także pałętałam się po Pyrkonie (piątkowe foty możecie obejrzeć TU). W ten dzień wszystkiego było więcej. Atrakcji, wystawców, uczestników, przebrań, pogodowych psikusów.
Obejrzałam te wystawy, których nie widziałam wcześniej (np. związanej z Gwiezdnymi Wojnami, a także wystawy udowadniającej, że książka żyje czy tej ze starymi plakatami filmowymi). Przyglądałam się niesamowitym strojom, złapałam za głowę widząc kolejkę po autograf do Marty Kisiel, a gdy już nogi odmawiały posłuszeństwa usiadłam w Game Roomie, by zagrać wraz z mężem w partyjkę Patchworka.


