Kiedy chodziłam tędy dekadę temu, czułam po prostu zachwyt - miastem i krajem, kreatywnym i liberalnym, który narzuca trendy całemu kontynentowi.
Trochę później przyszło zdziwienie. Tym, że świat - pozornie poukładany, niby-doskonały - może nagle wywrócić się do góry nogami.
Kiedy tu mieszkałam, zafascynowały mnie sprawy zamiecione pod dywan i duchy przeszłości. Wiele rzeczy mnie oburzało, inne budziły podziw.
Dzisiejsze uczucie jest jednak inne, bardziej zagadkowe[1].
