![]() |
| Kathryn Harrison Tysiąc drzewek pomarańczowych Wyd. Marginesy 2015 392 strony |
Jestem marzycielką. Marzycielką, nie inaczej. Spędzając wiele czasu w sąsiedztwie larw jedwabnika, obserwując je, nauczyłam się być gąsienicą. Gąsienice przekształcają liście w jedwab. Podpatrzyłam, na czym polega ich sztuka. Odkryłam sposób przekształcenia życia, którym mnie obdarzono, w inne życie, życie niezwykłe, nieoczekiwane[1].
Powyższy fragment muszę uzupełnić kilkoma informacjami. Bohaterka-marzycielka nie wspomina w nim, że to niezwykłe życie to nie tylko mile wspominane dzieciństwo czy gorący, zakazany romans, ale także pasmo cierpień. Wystarczy wspomnieć, że akcja powieści Kathryn Harrison Tysiąc drzewek pomarańczowych toczy się w Hiszpanii z XVII wieku, dorzucić do tego hasło "inkwizycja" i napomknąć, że narratorka snuje swą opowieść z celi, z której od czasu do czasu wychodzi tylko po to, by wyznać nieistniejące winy swoje i cudze, wijąc się przy tym z bólu zadawanego wymyślnymi torturami przez ludzi w białych kapturach, by w pełni zrozumieć, że życie Franciski de Luarca może i jest niezwykłe, nieoczekiwane, ale z pewnością nie stanie się przedmiotem zazdrości.
Nie zaliczałam się do ludzi szczęśliwych tylko dlatego, że nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo można być nieszczęśliwym[2].
Nie zaliczałam się do ludzi szczęśliwych tylko dlatego, że nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo można być nieszczęśliwym[2].
