Powieścią zainteresowałam się ze względu na film. Pomyślałam sobie, że przed seansem warto się z nią zapoznać. Później zrobiła się afera związana z niewłaściwym traktowaniem psiego bohatera na planie i trochę mi się odechciało wyprawy do kina. Chęć przeczytania powieści Był sobie pies na szczęście pozostała.
Dlaczego na szczęście? Bo to jedna z tych historii, które pozwalają oderwać się od codzienności. Ciepłych, czytanych z uśmiechem, a czasem także z wzruszeniem.
