sobota, 16 listopada 2013

Aleksander Błażejowski "Sąd nad Antychrystem"
O jednym z pierwszych polskich kryminałów

Aleksander Błażejowski
Sąd nad Antychrystem
Wyd. CiekaweMiejsca.Net
2013
158 stron
Dziś przeniesiemy się w czasie za sprawą kryminału Aleksandra Błażejowskiego Sąd nad Antychrystem. Powędrujemy do czasów współczesnych autorowi, możemy być więc spokojni o dobrze odwzorowane realia. Cofniemy się nie tak znowu daleko, bo do lat dwudziestych ubiegłego wieku. Zajrzymy do stolicy, gdzie między wojną a wojną, żyją obok siebie zwolennicy cara i komunistyczni agenci bezpieki. 

Jest lipcowy poranek, mimo wczesnej pory Warszawa tętni życiem. Zatłoczonymi tramwajami robotnicy jadą do pracy. Ulicami kursują wozy z pieczywem, mlekiem i jarzynami. Senną atmosferę przerywa okrzyk roznosiciela gazet Kurier! Kurier! Bestialskie morderstwo w hotelu Mincerowej![1]


Dzień wcześniej, na komisariacie policji zjawił się zdenerwowany mężczyzna, stróż z pewnej kamienicy. Chciał się widzieć z komisarzem, nikim innym. Wszak morderstwo, rzecz niebagatelna, zwłaszcza jeśli się jest tym, kto odnalazł trupa rosyjskiego emigranta. Ledwie mężczyzna dokonał makabrycznego odkrycia, popędził na policję. Jeszcze nie zdążył ochłonąć, wciąż przed oczami miał bowiem czerwoność krwi i nienaturalną pozycję martwego lokatora. Otworzyłem drzwi, a tu story spuszczone i ciemno jeszcze w pokoju; ledwie krok zrobiłem, nastąpiłem butem na coś twardego na ziemi. Patrzę: mój Moskal leży na podłodze brzuchem do ziemi, a głowę przyłożył tak do podłogi, jakby czegoś tam słuchał... Widzę: jakieś papiery porozrzucane na podłodze i na stole, wszędzie dużo krwi, a stół w pokoju tak dziwnie otwarty, blatem jakoś do góry...[2]

Kto mógł chcieć śmierci biednego uciekiniera, co to niby zwiał od bolszewików? Komu mógł podpaść garbaty mężczyzna tak mocno, że skończył z rozkrzyżowanymi ramionami, jakby pełzał po ziemi[3], szklanymi oczyma, zmiażdżonym tyłem głowy, włosami sklejonymi krwią i fragmentami mózgu? Dwie szklanki z niedopitą herbatą sugerują, że denat przed śmiercią miał towarzystwo. Na miejscu zbrodni stróż widział młodego mężczyznę. Facet zbiegał po schodach kamienicy, a w oczach jego czaiło się przerażenie. Kim był i czy łączyło go coś z ofiarą? Tego niestety nie wiadomo. Do akcji wkraczają śledczy.

Tymczasem wielbiciele kultury i sztuki, spieszą do teatru, gdzie premierę ma spektakl Sąd nad Antychrystem. Nie wspominam o tym oczywiście przypadkiem, w śledztwie ten wątek będzie miał pewne znaczenie. Czy kluczowe, czy może stanowić będzie jedynie subtelną wskazówkę naprowadzającą na ważny trop, tego nie zdradzę. 

Kryminał Aleksandra Błażejowskiego to moje drugie spotkanie z kryminałami retro wznawianymi w ramach serii wydawniczej Kryminały przedwojennej Warszawy. Cykl ten odkurza dawno już zapomniane, autentyczne powieści napisane przed prawie stu laty, których akcja rozgrywa się w stolicy. Wcześniej miałam okazję przeczytać książkę Stanisława Wotowskiego Człowiek, który zapomniał swego nazwiska, ale nie przypadła mi ona do gustu, głównie przez swoją przewidywalność oraz kiepsko zarysowane tło akcji. Na tym tle, powieść Błażejowskiego wypada dużo lepiej. Bardziej rozbudowane opisy pozwalają na dużo precyzyjniejsze odtworzenie realiów, a sam wątek kryminalny jest o niebo ciekawszy. Rozwiązanie nie jest tak oczywiste, połączenie zbrodni i sztuki okazało się świetnym pomysłem. Język, jakim pisarz opowiada historię, nie sprawia trudności podczas lektury. Brak tu tej przedwojennej maniery, która tak irytowała mnie u Wotowskiego.

Sąd nad Antychrystem jest drugą książką w autora. Debiutancki, napisany w 1925 roku, Czerwony Błazen, uznawany jest za najstarszy polski kryminał. Po wojnie, podobnie jak inne książki autora, trafił on na listę książek zakazanych, a sam autor został w 1940 roku zamordowany przez NKWD. O kryminałach zapomniano i dopiero niedawno, książki autora doczekały się wznowień.

Przyzwyczajona do innego stylu, zaczytująca się raczej w emocjonujących thrillerach niż klasycznych kryminałach z detektywem rozwiązującym zagadkę w roli głównej, nie do końca jestem usatysfakcjonowana lekturą. Kryminały w starym stylu to wciąż dla mnie przede wszystkim te stworzone przez Agathę Christie, dostarczające mi ogromnej rozrywki w postaci rozwiązywania zagadki, której finał i tak mnie zaskoczy. Trzeba jednak przyznać, że nie musimy się wstydzić naszych pierwszych kroków stawianych w pisaniu "zbrodniczych fabuł". Polak opowiedział ciekawą historię, przy okazji utrwalając wspomnienia o przedwojennej Warszawie. 

Tak sobie myślę, że każdy miłośnik kryminałów powinien sięgnąć po książki Błażejowskiego, poznać dorobek pierwszego polskiego autora tworzącego w gatunku, godnie reprezentowanym obecnie przez takich twórców jak Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski czy Mariusz Czubaj.

***

Książkę polecam
miłośnikom kryminałów retro
warszawiakom
zainteresowanych początkami kryminału polskiego

***

[1] Aleksander Błażejowski, Sąd nad Antychrystem, Wyd. CiekaweMiejsca.Net, 2013, s. 31.
[2] Tamże, s. 15-16.
[3] Tamże, s. 18.

***

egzemplarz recenzencki

53 komentarze:

  1. Niestety tym razem się nie skuszę a to z prostego względu- nie lubię kryminałów retro. Wolę, kiedy akcja danej powieści rozgrywa się we współczesnych realiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolę te współczesne, ale czasami trafi się coś ciekawego z akcją w nieco wcześniejszym okresie. :)

      Usuń
  2. W takim klimacie jeszcze niczego nie czytałam, może kiedyś, jak znajdę więcej czasu :)

    Zapraszam na Mikołajkowy konkurs książkowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czegoś takiego jak "więcej czasu". ;)

      Usuń
  3. Ja nie za bardzo lubię takie klimaty i też sobie odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I tak sobie dobrze myślisz...Ostatnio sobie myślałam, że aż wstyd, że nie znam takich starych kryminałów/większości kryminałów klasyków tego gatunku jako wielbicielka, napotykam się na nowe nazwiska, o których powinnam chociaż słyszeć - np. o tym Błażejowskim pierwsze słyszę, tylko najczęściej przekopuję się przez te bardziej współczesne. W najbliższym czasie planuję zabrać się za powieści i opowiadania Raymonda Chandlera, o. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ciekawe, co o nim pomyślisz. Ja mam dwie książki Chandlera, "Żegnaj laleczko" i "Siostrzyczkę", zaczęłam czytać tę drugą, i odłożyłam na wieczne niedoczytanie, choć absolutnie rozumiem szał na Chandlera - dopatrzyłam się tego specyficznego stylu i dowcipu. Po prostu jakoś mi nie podszedł, mimo tego, że doceniam go. Dość paradoksalne :) No, czytaj, czytaj, szlaki przecieraj :)

      Usuń
    2. O Błażejowskim też wcześniej nie słyszałam, ale byłam ciekawa tych naszych początków. Tak naprawdę nie znam takich "starszych" twórców, a chciałabym znać nie tylko współczesną literaturę tego gatunku.

      Chandlera też jeszcze nie czytałam. Duże mam zaległości, oj duże.

      Usuń
  5. Niestety,ja podobnie jak Cyrysia, nie lubię kryminałów retro. Jakoś nie potrafię się wczuć w klimat takich książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że to zupełnie inna bajka, niż współczesne kryminały. Ale ma to swój urok.

      Usuń
  6. Nie czytałam jeszcze takiego kryminału, ale może kiedyś to się zmieni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jakie będziesz miała wrażenia po lekturze.

      Usuń
  7. Powiem szczerze, że mnie zainteresowałaś tą książką jak i postacią samego jej autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Proszę, jak pięknie można skonstruować fabułę opartą na rodzimych wydarzeniach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jak prezentuje się fabuła wcześniejszej książka autora. Tej najpierwszej z pierwszych. ;)

      Usuń
  9. Rzuciłaś mi wyzwanie ostatnim zdaniem recenzji, więc nie mam innego wyjścia jak zakup tej (i nie tylko tej) książki i szybka lektura :) Mam nadzieję, że odnajdę się w realiach międzywojnia i atmosferze tamtych czasów. Liczę na fascynującą podróż w przeszłość i ciekawy wątek kryminalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ogromnie jestem ciekawa czym to wyzwanie się skończy, bo póki co nawet nie mam z kim porównać wrażeń. :P

      Usuń
    2. W takim razie muszę szybko poznać te książki :) Problem w tym, że zgromadziłam około 150 nieprzeczytanych książek i chyba naprawdę powinnam zająć się ich czytaniem, a nie wyszukiwaniem kolejnych :/

      Usuń
    3. Znam ten ból, problem w tym, że te kolejne same się znajdują. :P

      Usuń
    4. Też racja! Tak sobie będę to od dzisiaj tłumaczyć. Przecież wcale nie przeglądałam blogów czy stron wydawnictw, książki same mi wlazły w oczy :D

      Usuń
    5. Bezczelne! Wiecznie się ładują na pierwszy plan. :P

      Usuń
  10. Chyba nie znajdę czasu dla tej książki, ale jakoś nad tym nie ubolewam. Wolę bardziej współczesne kryminały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby też, ale warto znać początki. :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, bo jest mało znana. :)

      Usuń
  12. Nie, nie, nie - jakoś chyba nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię kryminały retro, ale niekoniecznie dziejące się w Polsce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taż to Twoja Warszawa!

      Usuń
    2. Nawet jakby było o moim magicznym Krakowie też bym się nie skusiła :P

      Usuń
    3. Skończyły mi się argumenty. :P

      Usuń
  14. Autor kryminałów został zamordowany. Touche.
    Watsonie, podaj mi mój łom - mam przed oczami, ilekroć czytam o starych, ale jarych, kryminałach. Już oczami to widzę - te dwie szklanki z herbatą i ten policjant, palący zapewne cygaro na miejscu zbrodni, w kapeluszu i piaskowym prochowcu, z miną twardego i nieugiętego śledczego, co to pozjadał wszystkie rozumy. Pewnie tak nie było, ale ja tak to sobie wyobrażam.
    Stuletni kryminał, brzmi dumnie i jak wyzwanie. Nie wiem, serio, nie wiem, czy sięgnę. Wiesz jak to jest ze mną i kryminałami retro. Ale fajnie w ogóle wiedzieć, że coś takiego gdzieś tam jest i można po to sięgnąć, porównać i zobaczyć, jak się świat literatury kryminalnej zmieniał. Zwłaszcza polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, nie pamiętam tego cygara. :D
      Ach, i muszę w końcu wrócić do duetu Holmes & Watson!

      Christie nie chcesz przeczytać, więc się nawet nie łudzę, że sięgniesz po Błażejowskiego. ;)

      Usuń
    2. No wreszcie wyrobiłam sobie markę :P

      Usuń
    3. Tia. Siejesz postrach razem z watahą zombie i innymi krwiożerczymi typami. :P

      Usuń
    4. Ha-ha-ha! (zaśmiała się jak czarownica)

      Usuń
    5. No, teraz to już jest image kompletny. :P

      Usuń
  15. Mogłoby to być ciekawym doświadczeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie przepadam za kryminałami, ale po ten muszę sięgnąć ponieważ uwielbiam klasykę każdego gatunku, a sam tytuł tej książki nie pozwala mi przejść obok niej obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat za klasyką nie przepadam, ale klasyka kryminału to już zupełnie co innego. ;)

      Usuń
  17. Z chęcią poznam i się przekonam o tym kryminale retro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, jakie będą Twoje wrażenia. :)

      Usuń
  18. Szkoda, że akcja rozgrywa się w Warszawie, a nie w Krakowie;) Ale pomysł na wznowienie tych najstarszych kryminałów jest po prostu genialny. A tę powieść bardzo chętnie przeczytam - choćby ze względu na czas jej powstania;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie w Poznaniu. ;)
      Fajnie jest poczytać książki sprzed tylu lat. Dla fana gatunku to naprawdę niezła rzecz. Wcześniej nawet się nie zastanawiałam nad tym, kiedy powstały u nas pierwsze kryminały.

      Usuń
  19. Polskich kryminałów nie naczytałam się za dużo. Staram się naprawiać ten błąd, ale w końcu tyyle jest książek do przeczytania :) Po tę na pewno kiedyś sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam taki właśnie plan: naprawczy. ;)
      Zamierzam ogarnąć się z zaległościami i zabrać za polskich kryminalistów. Tak mnie po Festiwalu Kryminału natchnęło. :)

      Usuń
  20. Pierwszy słyszę o autorze jak i o książce. Preferuję również współczesne kryminały, jednak jakiś czas temu ocaliłam przed wyrzuceniem kilka retro kryminałów i część przeczytałam, częśćjeszcze przede mną, wcale nie są takie najgorsze, masz rację, że można trafić naprawdę na ciekawa egzemplarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, nawet nie bardzo znam autorów, którzy pisali dawno temu, a co dopiero ich książki. Tym bardziej się cieszę z tej lektury (mimo, że to nie do końca moja bajka), bo zawsze to coś ciekawego, innego, coś, co kiedyś fascynowało innych. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...