środa, 23 stycznia 2013

Grażyna Plebanek "Pudełko ze szpilkami"
Macierzyństwo czy kariera?

Grażyna Plebanek
Pudełko ze szpilkami
Wyd. Zysk S-ka
2002
230 stron
Z jakiegoś powodu proza Grażyny Plebanek nie cieszy się wielkim zainteresowaniem czytelników. Kiedyś przypadkiem trafiłam na Dziewczyny z Portofino, a potem na Przystupę i obydwie te powieści z miejsca wciągnęły mnie w swój świat. Gdy ostatnio mój wzrok padł na stojące na bibliotecznej półce Pudełko ze szpilkami, od razu wiedziałam, że bez tej książki na pewno nie odejdę. Nieco zniechęcająca wydała mi się adnotacja z okładki drukowanymi literami przedstawiająca powieść jako POLSKĄ BRIDGET JONES, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież do Bridget nic nie mam. Co więcej, bardzo dobrze się bawiłam śledząc jej perypetie w książce i filmie (mówię tu oczywiście o części pierwszej, bo już tajlandzkie przygody Brytyjki prezentowały niestety niższy poziom). 

Nie wiem skąd mania porównywania każdej samotnej kobiety w wieku około lat trzydziestu, do Bridget z manią liczenia kalorii, wypitych jednostek alkoholu i wczytywania się w mądrości poradników. Zwłaszcza, że bohaterkę Pudełka ze szpilkami poza wiekiem łączy z panną Jones niewiele. Mamy więc dwudziestodzięwięcioletnią Martę, która ma szanse na błyskotliwą karierę i jej mały acz nabrzmiały problem, owoc romansu z pewnym przystojniakiem. Marta ma oczywiście wierne przyjaciółki, a te - jak zwykle w tego typu książkach - mają różne charaktery, poglądy i kłopoty. Wiecie jak to bywa w literaturze tego typu. Ta z dobrą pracą, boryka się ze zdradą męża. Szczęśliwie zakochana narzeka na bezrobocie. Ta, która ma przerąbane w każdej sferze, za chwilę znajdzie ekstra pracę, księcia z bajki i ciotkę ze spadkiem. A jeśli którejś wiedzie się zbyt dobrze, z pewnością jeszcze nie wie, że jest zdradzana, a jej dom lada moment zniszczy pożar/powódź/wichura (niepotrzebne skreślić). Nikomu nie może być za dobrze, ani zbyt źle. Równowaga musi istnieć. Znacie ten schemat? Jestem pewna, że tak.

Marta ma szczęście. Sumienie nie pozwala jej na podjęcie decyzji o aborcji, amant jej się oświadcza, a po porodzie w pracy witają ją z otwartymi ramionami. Problemem jest jednak brak czasu dla nowonarodzonego synka, a kluczową decyzją ta dotycząca wyboru pomiędzy karierą a macierzyństwem.

Pudełko ze szpilkami jest powieścią zupełnie inną niż dwie poprzednie tej autorki, które miałam okazję czytać. Gorzki świat Przystupy pochłonął mnie bez reszty. We wspomnieniach z podwórka dziewczyn z Portofino znalazłam okruchy własnego dzieciństwa, aż mi się ciepło na sercu zrobiło i przez moment widziałam siebie w krótkich spodenkach, ganiająca po podwórku z gumą do skakania w kieszeni i oranżadą w proszku musującą na języku. W tej powieści znalazłam to, co nieco starsi ode mnie z pewnością znajdą w Fikołkach na trzepaku Małgorzaty Kalicińskiej, scenki, w których bez problemu bym się odnalazła, wspomnienia, które równie dobrze mogłyby być moje. Na tle tych dwóch powieści Pudełko ze szpilkami prezentuje się dużo słabiej. Można oczywiście twierdzić, że książka porusza ważny temat kobiet, które stając się matkami przeżywają wewnętrzny konflikt nie mogąc pogodzić robienia kariery z wychowywaniem dziecka, jako że i jedno, i drugie jest niezwykle absorbujące. Obserwując życie mam, które wybrały różne warianty, można pokusić się o wyciąganie wniosków, analizę plusów i minusów podjętych decyzji. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść Grażyny Plebanek jest po prostu jednym z wielu czytadeł, które umilają nam chwile przed zaśnięciem, gdy zmęczeni dniem kradniemy dla siebie kilka chwil ciszy,

Lekka i przyjemna, taka jest książka Grażyny Plebanek. Zwyczajną historię autorka opowiada z humorem. Pudełko ze szpilkami ma w sobie mnóstwo uroku. Przyznaję, że wiele razy zdarzyło mi się uśmiechnąć podczas lektury, bo w powieści nie brakuje zabawnych dialogów. Poza tym, lubię styl autorki, więc choć spodziewałam się czegoś bliższego Dziewczyn z Portofino niż serii Literatura na obcasach, to nie uważam by czas poświęcony tej powieści był czasem straconym. I nawet jeśli historię zepsuło zbyt cukierkowe zakończenie, to cóż z tego? Przecież sami dla siebie chcemy happy endów, dlaczego więc odmawiać go Marcie?


39 komentarzy:

  1. Wygląda ciekawie.Nie czytałam nic pani Plebanek, więc uprzedzona nie jestem.Chętnie poszukam w bibliotece.
    Spokojnego wieczoru:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie macierzyństwo!:)) No cóż, książka wydaje się ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, czyli nie wszyscy mają takie dylematy. Ja nie wiem co bym wybrała.

      Usuń
  3. Ja tym razem nie sięgnę. Do macierzyństwa póki co mnie nie ciągnie... prędzej do kariery...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martę też nie ciągnęło do macierzyństwa, ale wyszło jak wyszło i musiała wybrać.

      Usuń
  4. Bardzo dobra recenzja :) Nie znam twórczości Grażyny Plebanek, ale nie chętnie przeczytam jakąś jej książkę. Jeszcze nie wiem czy najpierw sięgnę po optymistyczne czytadło czy po poważniejszą powieść, ale coś wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      To może tak po środku, czyli "Dziewczyny z Portofino"? :)

      Usuń
    2. To jest dobry pomysł :)

      Usuń
  5. Nie czytałam nic tej autorki, choć z chęcia to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm... po lekturze recenzji zdaje mi się, iż to nie jest literatura dla mnie... (zresztą sam tytuł notki już na to wskazywał) :P

    Gratuluję jednak faktu, że doskonale trzymałaś się tematu opisywanej książki :D

    PS: AnnRK - mała prośba, mogłabyś powiedzieć mi co sądzisz o nowym wyglądzie mego bloga? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmień macierzyństwo na tacierzyństwo (chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego określenia :P) i już będzie prawie dla Ciebie.

      Starałam się jak mogłam, choć chętniej pisałabym o "Dziewczynach z Portofino". Na szczęście po kilku zdaniach ugryzłam się w palce.

      Już mykam. :)

      Usuń
    2. Wiesz mi do tacierzyństwa jeszcze daleko... :)

      Usuń
    3. Wierzę, wierzę. Mnie też. :P

      Usuń
  7. Polecam "Niebezpieczne związki" Grażyny Plebanek bardzo dobra lektura. Aldona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przeczytam, jak tylko gdzieś dopadnę. Dużo dobrego o tej książce słyszałam.

      Usuń
  8. Chętnie przeczytałabym coś tej autorki i tak się własnie przymierzam do "Nielegalnych związków" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przymierzaj, przymierzaj, a potem podziel się wrażeniami. :)

      Usuń
  9. Posiadam "Dziewczyny z Portofino" i mam zamiar zabrać się za nie w bliższym lub dalszym czasie. "Pudełko ze szpilkami" również mnie kusi, ponieważ porusza tematy, o których lubię czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy spodobają Ci się te książki, bo czasami czuję się osamotniona w sympatii do twórczości tej autorki. ;)

      Usuń
  10. Zapewne się domyślasz, że nic tej autorki nie czytałam? Za to mnie zaciekawiłaś. Ja właściwie lubię cukierkowe zakończenia, bo czasami dają nadzieje, że naprawdę zdarzają się historie, które dobrze się kończą. Skoro bohaterki książkowe mogą być szczęśliwe,to każda z nas, też ma prawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie domyślam. :P

      Nie wiem czemu autorka jest raczej mało popularna. W sumie nawet nie wiem jak to się stało, że sięgnęłam po jej książkę, ale się cieszę. :)

      Pewnie, że takie historie się zdarzają i nie jedna z nas marzy o szczęśliwym zakończeniu. Pewnie dlatego tego typu literatura cieszy się taką popularnością. Choć ja jestem podejrzliwa i zawsze wietrzę jakieś drugie mniej pozytywne dno. Nadmiar szczęścia mnie niepokoi. ;)

      Usuń
    2. Oj, dokładnie. Poza tym ja z natury jestem pesymistką, wychodząc z założenia, że w razie czego się nie rozczaruje, a mogę mieć miłą niespodziankę :)

      Zapisuje sobie nazwisko, bo z moją sklerozą różnie być może.

      Usuń
    3. Ale trochę optymizmu też się czasami przydaje. ;)

      Zapisz, zapisz. Choć ja mam pełno takich list, a wciąż tworzę nowe zapominając o starych. :P

      Usuń
  11. Nie zostaje mi nic innego, jak spróbować zapoznać się z twórczością autorki. Kto wie, może mi się spodoba. Mam do Ciebie pytanie: czy zabawa Top 10 to Twój pomysł, czy ogólny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, to się przekonasz. :)

      Zabawa Top 10 to pomysł Kreatywy --> KLIK Na jej blogu znajdziesz zasady, wszystkie dotychczasowe edycje itp. :)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Jak lubisz lekkie, zabawne powieści, to jest ciekawa. ;)

      Usuń
  13. Również nie lubię porównań, które często są nieprawdziwe i bezsensu. Np. porównywanie autorów kryminałów do Agathy Christie, choć nic wspólnego z nią ani jej poziomem nie mają. Jest to chyba jeden z powód dla których warto nie czytać opisów na okładkach. A jeśli już się je przeczyta, należy podejść sceptycznie.

    Do happy endów nic nie mam, bardzo je lubię, choć na książkę się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tia. Każda autorka kryminałów jest jaki Christie, autor demaskujący kościelne tajemnice jak Dan Brown, a piszący horrory to polska odpowiedź na Stephena Kinga. =)

      Usuń
  14. Lubię prozę Grażyny Plebanek. Bardzo podobała mi się zarówno "Przystupa" jak i "Nielegalne związki", więc pewnie i "Pudełko ze szpilkami" kiedyś przeczytam. Zwłaszcza, że jak zauważyłaś, jej książki nie są rozchwytywane w bibliotekach. Co akurat trochę mnie dziwi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, miło wiedzieć, że ktoś jeszcze docenia Plebanek. Polecam też "Dziewczyny z Portofino", a tymczasem sama rozejrzę się za "Nielegalnymi związkami".

      Usuń
  15. Oj tak, to stawianie równania między "bohaterka koło trzydziestki" a "sfrustrowana, z manią liczenia kalorii, niespełniona, szukająca za wszelką cenę faceta i pijąca/paląca/opychająca się czekoladą w nadmiarze" też mnie drażni - a właściwie doprowadza do szału. To chyba po prostu bardzo wygodny schemat, przy którym się nie trzeba napracować fabularnie - taką bohaterkę (plus jej przygody) można wyprodukować na kolanie w poczekalni u dentystki.
    Jakoś nie nabrałam ochoty na Plebanek - w każdym razie nie na tę powieść. Ale będę miała w pamięci inne, o których wspominałaś, i może kiedyś z którąś zaryzykuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Trochę zasłyszanych anegdot, nieco oklepanych schematów, kilka nieświeżych pomysłów i jest. To faktycznie chyba najprostsza recepta na książkę. Jak jest zabawnie, to czasami mi to nie przeszkadza. Zresztą niewiele czytam tego typu powieści, więc jeszcze nie zdążyłam się aż tak bardzo nimi znudzić. ;) Za to "podziwiam" tych, którzy czytają głównie tego typu literaturę. W końcu ile można?

      Ej, no! "Dziewczyny z Portofino" warto. :)

      Usuń
  16. ta książka mogłaby przypaść mi do gustu...

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam "Nielegalne związki" i trochę się zawiodłam, bo zapowiadano książkę jako przełomową itp itd, a mnie wydawała się bardzo schematyczna. Planuję jednak sięgnąć po jakąś inną powieść Plebanek by przekonać się, czy nie przypadnie mi do gustu.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nielegalne związki" wciąż jeszcze przede mną, więc trudno mi się wypowiedzieć. Polecam "Dziewczyny z Portofino" - dla mnie najlepsza ze znanych mi powieści Plebanek.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...