niedziela, 4 listopada 2012

Maria Nurowska "Requiem dla wilka"
Wilki w Bieszczadach, odsłona druga

Maria Nurowska
Requiem dla wilka
Wyd. W.A.B.
2011
240 stron
Niełatwo napisać recenzję drugiej części serii, nie zdradzając przy tym zakończenia pierwszego tomu. Dlatego też ten tekst miał nigdy nie powstać. W trakcie lektury zmieniłam jednak zdanie i w kilku słowach napisać  o kontynuacji powieści Marii Nurowskiej Nakarmić wilki.

Na początek chcę Was przestrzec, jeśli zamierzacie przeczytać tom pierwszy, nie czytajcie opisu z okładki tomu drugiego, który zdradza zakończenie poprzedniej części. Requiem dla wilka zaczyna się w momencie, gdy w Bieszczady przyjeżdża Joanna Pasieczna. Kobieta skończyła łódzką filmówkę, a w południowo-wschodnie krańce Polski, przyciągnęła ją postać wybitnego, choć zapomnianego reżysera, Jerzego Glinickiego, który właśnie w Bieszczadach postanowił spędzić resztę życia. Joanna zamierzała nakręcić film o swym idolu, ten jednak z góry odrzucił pomysł. Porażka była dotkliwa, ale kobieta szybko trafiała na nowy, niemniej ciekawy pomysł na film. Otóż ze dwa lata wcześniej, w okolicy, w której zatrzymała się Asia, wydarzyła się tragedia. I ten właśnie dramat stanie się powodem, dla którego pani reżyser pozostanie w leśnej głuszy z postanowieniem nakręcenia filmu dokumentalnego, wyjaśniającego okoliczności tamtego zdarzenia.

Tak jak w poprzedniej książce, główna bohaterka to młoda, uparta absolwentka, która zechce udowodnić wszystkim, jaka to jest stanowcza oraz zaradna, dziewczyna z jasno sprecyzowanym celem, głuchą na wszelkie rady i sugestie. Podobnie jak Katarzyna, tak i Joanna ma też problemy z relacjami damsko-męskimi. 

Wątek miłosny znów jest nieciekawy, wilki nieliczne, ale wciąż towarzyskie, a o samych Bieszczadach jest niewiele. Gdyby to były jedyne moje zarzuty, potraktowałabym książkę jak typowe babskie czytadło, a ten tekst w ogóle by nie powstał. Niestety tak się nie stało.

W Nakarmić wilki dla rozkręcenia fabuły autorka sięgnęła po tragedię, która wydarzyła się naprawdę, wplatając w treść książki dramat Czeczenki, która wraz z dziećmi zimą nielegalnie przekroczyła polską granicę. Z czwórki potomstwa przeżyło tylko jedno dziecko. Trzy dziewczynki zmarły z wychłodzenia. Wykorzystanie tej historii i potraktowanie jej jako ubarwiający akcję epizod wydało mi się niesmaczne i nie na miejscu. W "Requiem dla wilka" takim zniesmaczającym mnie motywem jest wprowadzenie do tekstu polityki i wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej. 
- Tutaj to też uderzenie w państwo, zginęła elita, prezydent, generałowie.
- Nie przesadzaj, prezydent był już na wylocie, w dodatku cały czas ręcznie sterowany przez swojego brata[1].
Gdy przeczytałam ten fragment rozmowy Joanny z Glinickim coś się we mnie zagotowało. Czemu mają służyć teksty tego typu? Po co wykorzystywać tę tragedię w tak prymitywny sposób? To taki pomysł na stworzenie tła powieści? Sposób na zaognienie stosunków między absolwentką filmówki a jej mentorem? Czy może pokazanie, że w tym dzikim zakątku ludzie są na bieżąco z wiadomościami? W końcu jak głosi opis na okładce Bieszczady to nie do końca ucywilizowana kraina

Może i jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale nie cierpię, gdy moje rodzinne strony traktowane są jak gorsza, mniej rozwinięta część kraju. Do dziś pamiętam pewną rozmowę w pociągu, gdy podróżujące w tym samym przedziale małżeństwo w średnim wieku, wypytywało mnie o Bieszczady. W końcu padło pytanie o to, czym zajmują się moi rodzice, a gdy zgodnie z prawdą odparłam, że są nauczycielami, usłyszałam szczere zdziwienie "to tam są szkoły?". Tak, tak, to nie żart. Pewnie gdyby nie wredne wilki, wszyscy wypasalibyśmy owce i szkoły nie musiałyby powstawać, ale zagrożeni bezrobociem chwytaliśmy się czego się da. Tak powstały pierwsze szkoły, sklepy, a nawet szpitale. Strach jednak się w się w tych placówkach leczyć. Gdy Joanna złamała nogę i wylądowała w szpitalu w Ustrzykach, Jerzy szybko ją stamtąd zabrał do Warszawy. Uzasadnienie? Joasiu, nie zostawię cię tutaj, jeszcze ci wszczepią jakiegoś gronkowca[2].

Tak naprawdę w tej powieści podoba mi się jedynie okładka. Wykorzystane w niej zdjęcie jest przepiękne. Cała reszta, delikatnie mówiąc, nie przypadła mi do gustu.

Trochę się uniosłam. Może za bardzo, może niesłusznie, może bez sensu. Czasami człowiek potrzebuje się wygadać. Nieopierzony recenzent-amator też.


***

[1] Maria Nurowska, Requiem dla wilka, wyd. W.A.B., 2011, s. 136.
[2] Tamże, s. 153.

***

Tekst dotyczący powieści Nakarmić wilki znajdziecie tutaj ---> KLIK.

***

Podobno przeczytane przeze mnie książki są jednymi ze słabszych pozycji autorki. Czytaliście książki Marii Nurowskiej? Po które z nich warto sięgnąć?  Nie chce mi się wierzyć, że ta dosyć popularna autorka ma w swoim dorobku jedynie słabe powieści (albo takie, które poruszają tematy wywołujące u mnie moc negatywnych emocji).

49 komentarzy:

  1. Kolejna recenzja w ramach wyzwania "Polacy nie gęsi..."

    "Wiśniowy Dworek" Katarzyna Michalak
    http://magicznyswiatksiazek.blogspot.com/2012/11/120-przedpremierowo-wisniowy-dworek.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wypowiem się o talencie pisarskim pani Nurowskiej, bo jeszcze nie czytałam jej książek. Być może rzeczywiście trafiłaś na najsłabsze jej dzieła, ale myślę, że Twoje krytyczne uwagi są w pełni uzasadnione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno właśnie tak trafiłam, ale strasznie nie lubię skreślać autora na podstawie jednej czy dwóch książek, więc na pewno jeszcze po coś sięgnę. Z tym, że nie chciałabym, by efektem była kolejna bardzo negatywna recenzja. =/

      Usuń
  3. Faktycznie się uniosłaś:) Nie czytałam tej części i podejrzewam,że nie przeczytam.Pierwsza mnie nudziła.Co do innych książek to czytałam "Drzwi do piekła".Ma dobre opinie na LC ale mi się nie podobała.Jakoś styl pisarski tej pani do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak mnie w tej książce wszystko irytowało, co się baaardzo rzadko zdarza. Spojrzałam na B-netkę i faktycznie "Drzwi..." są jedną z lepiej ocenianych książek, ale Twój głos na "nie" sprawia, że raczej odpuszczę i poszukam czegoś innego.

      Usuń
  4. Miażdżąca recenzja. W sumie to się nie dziwię po przeczytaniu twojej recenzji, że jedynie okładka Ci się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powinnam trochę poczekać z recenzją aż ochłonę po lekturze. Pobuszowałam trochę po Sieci i wyszło na to, że mój zdecydowany głos na "nie" jest w mniejszości, więc może się za bardzo czepiam? Wyrzuty sumienia mi się odzywają, ale zdanie podtrzymuję.

      Usuń
  5. Nie czytałam nic tej autorki, na tą może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponowałabym jednak zacząć od czegoś innego, no ale... ;)

      Usuń
  6. Widze, ze dotknelo Cie to samo, co i mnie. Takie wtrety maja sluzyc sensacji mniemam, bo czemuz innemu. Bardoz to bylo niesmaczne. Ksiazka miala byc o wilkach, a tutaj ich jak na lekarstwo.
    Mam jeszcze jakies pozycje Nurowskiej, ale szczerze mowiac po przeczytaniu wilczych historii mam dosyc na dluzszy czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sensacja sensacją, ale przecież można opowiedzieć jakąś fikcyjną historię, równie poruszającą, nie korzystając z cudzego dramatu. =/

      Ja chciałabym spróbować czegoś jeszcze, ale nie wiem czy ma to sens.

      Usuń
  7. Nie czytałam nic tej autorki, więc nie pomogę Ci w odpowiedzi na Twoje pytanie. Nie wszyscy uważają Bieszczady za gorszą część kraju, ja nawet nie wiedziałam, że taka opinia jest popularna :) Też nie podoba mi się powierzchowne wykorzystywanie niektórych spraw w celu zdobycia popularności ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zwykle spotykam się z pozytywnymi opiniami, bo to jednak piękne miejsce. Ale zdarzają się i tacy, którzy mają ten region za bardzo zacofany, a z tym się nie zgodzę.

      Usuń
  8. Z tego co piszesz, to nie ma tam zbyt wiele ani o wilkach, ani o Bieszczadach, więc raczej nie przeczytam, zwłaszcza że nie przepadam za polską literaturą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polskiej literaturze dałabym szansę. Serii o wilkach niekoniecznie.

      Usuń
  9. Jak już pisałam wcześniej mnie też denerwowały wtręty polityczne. Fakt, że nie zwróciłam uwagi na bardzo niefajną opinię o Bieszczadach, ale po tym jak wytknęłaś te fragmenty to nie dziwię się, że poczułaś się urażona. Jeżeli chodzi o twórczość Nurowskiej to czytałam jeszcze trylogię "Panny i wdowy" i nie byłam zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem, co miałaś na myśli. =/

      Hmm... Czyli wygląda na to, że nie będzie mi łatwo trafić na ciekawszą lekturę tej autorki.

      Usuń
  10. Ach, no nie podobają mi się niektóre opinie zawarte w książce. Nie za bardzo też przypadła mi do gustu ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest nas dwie. A sądząc po komentarzach, to nawet więcej.

      Usuń
  11. Na początku pomyślałam: przeczytam. Ale po bliższym przyjrzeniu się Twojej recenzji...z oczywistych względów też się oburzam, kiedy ktoś wypowiada się niepochlebnie o Bieszczadach. Już choćby z tego powodu nie sięgnę po tę książkę. Po co się niepotrzebnie denerwować...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwi mnie też opis z okładki. "Nie do końca ucywilizowana kraina"?? Naprawdę? Że niby czego nam tam brakuje?

      Usuń
    2. McDonalda?:P A nie, przecież już jest jeden w Sanoku...;) A poważnie - stereotypy, niestety...

      Usuń
    3. Eee... Sanok to już prawie cywilizacja. McDonald, Ravel, Kaufland, że o Biedronkach nie wspomnę. :P

      Usuń
  12. Nie znam autorki, więc trudno mi cokolwiek powiedzieć o jej twórczości. W ogóle to dotychczas nie słyszałam takiej opinii o Bieszczadach. Po książkę raczej nie sięgnę, nie ten typ literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi lekka literatura kobieca absolutnie nie przeszkadza. Czasami nawet lubię po taką sięgnąć, ale tym razem nie trafiłam z wyborem.

      Usuń
  13. Nie czytałam jeszcze nic pani Nurowskiej, może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, to bardzo dobry termin. ;)

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że ta niesprawiedliwa opinia o Bieszczadach, pokutująca wśród części naszych rodaków, wynika paradoksalnie z tego, co jest dla regionu na plus i co przyciąga turystów, czyli skojarzeń z pewną romantycznością, wykreowaniem Bieszczad na świat będący bliżej natury, sielsko-anielski, który gdzie indziej dawno przeminął. Nie mam tu oczywiście na myśli tak skrajnych reakcji, jak ta z opisanej przez Ciebie sceny z pociągu, bo to świadczy raczej o poziomie umysłowym ludzi, których spotkałaś, niż o powszechnej opinii. Ale nie da się zaprzeczyć, że jest coś takiego w ludziach, jakiś taki egocentryzm lokalny, taki rodzaj niczym nie uzasadnionego zarozumialstwa i poczucia wyższości. Marcin Gawrycki w książce „Podglądając Innego...” bardzo dobrze opisał takie paternalistyczne podejście. A choć mowa w niej wprawdzie o naszym stosunku do Ameryki Łacińskiej, ale myślę, że te same mechanizmy rządzą zjawiskiem, o którym napisałaś, a co w największym skrócie sprowadza się do tego, że ludzie nie chcą wiedzieć, jak jest naprawdę, tylko szukają potwierdzenia istniejących stereotypów, zwłaszcza tych, że grajdołek, w którym żyją, jest lepszy, mądrzejszy, bardziej (wg ich miary) postępowy, a gdzie indziej, to dziki step po prostu i średniowiecze.
    A co do „Requiem dla wilka”, to po Twojej recenzji już na pewno nie będę tego czytać, co się mam denerwować :) A co do innych książek Nurowskiej, to może kiedyś..., może coś z innych klimatów... Jak słusznie wiele osób wyżej zauważyło, nie powinno się skreślać autorki po jednej książce, bo może to produkt słabszego okresu w twórczości, co przecież nawet największym pisarzom się przytrafiało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Bieszczadach a nawet ogólnie o Podkarpaciu sporo się już nasłuchałam. Często są to tylko żarty niezbyt wysokich lotów, czasami trafiają się wypowiedzi, które podnoszą mi ciśnienie. Właściwie to reakcje na hasło "Bieszczady" są dwie. Albo słucham, że jest tam pięknie, dziko, spokojnie (o czym mówią zarówno osoby, które tam był, jak i te, które znają ten region ze zdjęć i tv), albo, że tam nic nie ma, że bezrobocie, że bieda. I w obu przypadkach jest to prawda, ale tylko częściowo. A tym, co mnie wkurza jest niezachwiana pewność, że mój rozmówca ma 100% racji. I jest głuchy na argumenty.

      Poczucie wyższości to coś, czego w ogóle nie rozumiem. Nie wiem czy mam się czuć lepsza, bo pochodzę z Bieszczad, czy może dlatego, że teraz mieszkam w dużym mieście? Czym różnię się ja jako dziewczyna z plecakiem ganiająca po połoninach, od dziewczyny na obcasach ogarniętej zakupowym szaleństwem w galeriach? Każdy może znaleźć miejsce dla siebie, a to czy mieszka w centrum Warszawy, czy w drewnianym domku w Beskidach nie zmienia jego wartości jako człowieka.

      Stereotypom mówię nie. Czasami nie jest łatwo się od nich uwolnić, ale walczyć trzeba, bo krzywdzą wszystkie bez wyjątku.

      Nurowskiej nie przekreślam, ale jak do tej pory nikt mi nie powiedział/napisał: koniecznie TO przeczytaj, bo warto, bo jest dobre.

      Usuń
    2. Jasne, że ze stereotypami trzeba walczyć. Nie usprawiedliwiam nikogo kierującego się nimi, tak tylko o nich wspomniałam, bo czasami (również dla własnych potrzeb) próbuję zrozumieć, skąd bierze się przekonanie niektórych ludzi. O moim rodzinnym mieście też słyszę czasami bzdurne opinie o „czerwonej' włókienniczej Łodzi, choć od lat socjaliści nie wygrywają tu wyborów, a zamiast tkalni i przędzalni są nowoczesne fabryki AGD, komputerów i Centrum Księgowe Infosys. A już najbardziej dziwi, gdy takie stereotypy utwierdzają media. Nie zamierzam nikogo rozgrzeszać z tego typu poglądów, wręcz przeciwnie. Ale jest, jak jest i nie ma się co łudzić, że szybko się to zmieni. Na pewno jednak warto dementować niesprawiedliwe opinie przy każdej okazji. I obiema rękami podpisuję się pod tym, co napisałaś o wartości człowieka.
      A tego ostatniego akapitu z Twojej wypowiedzi chyba nie rozumiem :) Doczytałam już wcześniej, że Nurowskiej nie przekreślasz i Ciebie m.in. miałam na myśli pisząc, że wiele osób wyżej zauważyło, iż nie należy skreślać autora po jednej, dwóch książkach. Mnie natomiast mówiono wielokrotnie, że coś powinnam koniecznie przeczytać. Uważam, że brało się to z ich szczególnie entuzjastycznego podejścia do jakiejś książki i czasem posłuchałam, kiedy indziej – nie.

      Usuń
    3. Ta opinia o Łodzi może też brać się ze szkoły. Ja zawsze uczyłam się o tym, że Łódź to włókiennictwo.

      Chodziło mi o to, że jeszcze nikt mi nie wskazał konkretnego tytułu, który na pewno warto przeczytać. Nie chciałabym sięgnąć po kolejną książkę z tym samym efektem.

      Usuń
    4. No tak, jasne. Wczoraj zbyt ogólnie potraktowałam Twój wpis, ale na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że miałam ciężki dzień i wcale nie był to "szewski" poniedziałek :)
      Ale jak już ktoś podpowie Ci jakiegoś pewniaka, to może też się załapię na ten tytuł.

      Usuń
    5. Usprawiedliwiam. :P
      Nie wiem jak Ty, ale ja czekam na weekend jak na mało co.

      Jak trafię ba taki, to dam Ci znać. :)

      Usuń
  16. Naprawdę macie tam szkoły?! :P
    Faktycznie, zdjęcie ładne, ale po książkę i tak nie zamierzałam sięgnąć. :P A teraz to już tym bardziej. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale wciąż piszemy na glinianych tabliczkach. =)

      Usuń
  17. Również lubię gdy autorzy dotykają miejsc, których większość ludzi uznaje za niezdatne do życia a co dopiero do zamieszkania albo uczenia. Takim przykładem są wschodnie kresy naszego pięknego kraju i jej tragiczne losy (Polecam książkę "Wykarczowani za Buga"). To jest bardzo krzywdzące jak ludziom Polska, kojarzy się tylko z Wa-wą Poznaniem, Wrocławiem itp. Ale po recenzji widzę, że nawet taki temat który w odpowiednich rękach, był by naprawdę ciekawy, można zniszczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w takich miejscach często mieszka całe mnóstwo ludzi, które za nic nie zamieniłyby swojego życia na życie kogoś z miasta, cywilizacji, tego "lepszego" świata.

      O "Wykarczowanych..." nie słyszałam, ale poszukam skoro mówisz, że warto. :)

      Usuń
  18. Czytałam pierwszą część o wilkach i niezbyt przypadła mi do gustu, powiem więcej, znudziła mnie i nie spełniła moich oczekiwań. A sięgnęłam po nią po pierwsze z powodu wilków (o których wiele w powieści dowiedzieć się nie można) po drugie dlatego, że wcześniej przeczytałam, inną powieść Nurowskiej, "Miłośnicę", która bardzo mi się spodobała. Liczyłam na podobne wrażenia i odczucia i się zawiodłam. Po drugą część serii o wilkach raczej nie sięgnę, szczególnie po przeczytaniu Twojej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod recenzją poprzedniej części serii, Ewa (której gustowi ufam) polecała "Żyjącego z wilkami" Ellisa. Na Biblionetce ta pozycja ma bardzo wysoką średnią ocen. Może spełni Twoje oczekiwania. :)

      Usuń
    2. Słyszałam o tej książce i chętnie do niej sięgnę. Dziękuję za przypomnienie.

      Usuń
    3. Ależ proszę. ;)
      Udanej lektury!

      Usuń
  19. Po to są blogi, żeby wyrażać to, co się czuje. Też bym się czuła wkurzona czytając takie dyrdymały o swoim miejscu zamieszkania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony tak, z drugiej raczej nie chciałabym czytać takiej recenzji o swojej książce. Z trzeciej (nie wiem ile tych stron może być :P) wiadomo, że wszystkim dogodzić się nie da, a wśród tylu pozytywnych recenzji, moja może pozostanie niezauważona i tych, co nie czują się związani z Bieszczadami, nie zniechęci do lektury. ;)

      Usuń
  20. Muszę w końcu przeczytać jakąs książkę tej autorki!

    OdpowiedzUsuń
  21. Pewnie przeczytam z czystej ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro pierwsza część Ci się podobała, to i druga pewnie będzie. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...