piątek, 24 sierpnia 2012

Katarzyna Majgier "Świat według Vanessy"
Książka vs. kolorowy magazyn

Katarzyna Majgier
Świat według Vanessy
Wyd. Akapit Press
2012
264 strony
Były takie trzy miesiące w moim życiu, które spędziłam pracując w kiosku. Choć nie była to praca moich marzeń, szybko pocieszył mnie fakt, że przez ten czas miałam nieograniczony dostęp do prasy. Wyobrażałam sobie, że w przerwie między podawaniem ludziom biletów autobusowych, kosmicznie drogich papierosów oraz najnowszego Życia na gorąco, będę wertować babskie czasopisma, od czasu do czasu ambitnie przerzucając się na magazyny popularnonaukowe. Jednak bardzo szybko zatęskniłam za książkami i w efekcie zamiast oglądać kolorowe fotografie, powróciłam do czytania noszonych w torebce lektur.


Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku Vanessy, siedemnastoletniej bohaterki książki Katarzyny Majgier. Vanessa od najmłodszych lat, spędza w kiosku bardzo dużo czasu. Wychowałam się między stosami gazet, bo starsza zabierała mnie do tego kiosku, odkąd tylko zaczęła go prowadzić. (...) Oglądałam sobie gazety, a potem nauczyłam się czytać[1]. Swoją wiedzę o świecie Vanessa czerpie z plotkarskich magazynów. To w nich szuka porad, wskazówek. Przeczytane artykuły natychmiast odnosi do własnego życia. Mimo tej czytelniczej fascynacji, nastolatka omija książki szerokim łukiem. Kolorowe magazyny ukazują prawdziwy świat, opowiadają rzeczywiste historie, podpowiadają jak poprawić własne życie, pokazują co jest modne, co warte poznania. Książki są nudne, nieżyciowe, nieciekawe i nie warte uwagi.

Życie dziewczyny wydaje się być zaplanowane. W przyszłości przejmie po mamie kiosk i to on stanie się jej źródłem utrzymania. Będzie spędzać całe dnie czytając o świecie, którego nie pozna, odgarniając kolorowymi tipsami grzywę tlenionych włosów ze spalonej w solarium twarzy. Nie pójdzie na studia. Nie spełni swego największego marzenia. Będzie czytać to, co piszą inni, choć sama chciałaby zostać dziennikarką.

Gdyby jednak tak się miało stać, nie powstałby Świat według Vanessy, książka-czasopismo, w którym nastolatka opisuje swoją rzeczywistość. Zainspirowana gazetą, którą wydaje pewna bogata Amerykanka pisząc w niej wyłącznie o sobie samej, Vanessa swoje zapiski postanawia przedstawić właśnie w takiej formie. Każdy rozdział, to osobny numer magazynu, dodatkowo podzielonego na różne działy. Początkowo działy te dotyczą głównie mody, facetów, szkolnych problemów. Z czasem wśród nich pojawią się takie jak "kariera". A to oznacza, że nasza bohaterka zacznie dojrzewać do tego, by wziąć życie we własne ręce i udowodnić otoczeniu, a przede wszystkim sobie, że nie jest głupawą blondynką bez przyszłości. By było łatwiej, los stawia na jej drodze dziennikarza, który pisze artykuł o galeriankach oraz elegancką emerytkę, wielbicielkę herbaty i książek (moja ulubiona bohaterka tej książki). Te dwie znajomości odegrają dużą rolę w życiu Vanessy.

Przyznaję, że nie polubiłam bohaterki. To nie jest dziewczyna, z którą mogłabym się zaprzyjaźnić, nawet gdybym przymknęła oko na uzależnienie od solarium i brukowców. Vanessa jest pyskata, o swojej mamie mówi "starsza" i jak na siedemnastolatkę jest zbyt dziecinna i naiwna. Nie sądzę, byśmy miały zbyt wiele wspólnych tematów do rozmów. Jednak przedstawienie Vanessy w ten sposób sprawiło, że dokonująca się w niej zmiana, była mocniej uwypuklona.

Świat według Vanessy jest typową książką dla nastolatek. Przyznaję, że trochę się obawiałam tego, jak odbiorę tego typu literaturę. Nastolatką już dawno nie jestem i już zdążyłam zapomnieć, jakim problemem może być nieprzychylnie nastawiony nauczyciel, czy chłopak, który uparcie nie zwraca na mnie uwagi. No i nie trzeba mnie przekonywać, że książki są znacznie ciekawsze od czasopism. To odkryłam podczas trzymiesięcznej pracy w kiosku. A jednak czytało mi się zaskakująco dobrze.

Książka Katarzyny Majgier to lekka, sympatyczna lektura młodzieżowa. Jest pisana prostym językiem, nieprzesadnie stylizowanym na sposób mowy nastolatków. Zabieg ten wypadł dość wiarygodnie, choć tej "starszej" jakoś Vanessie wybaczyć nie mogę. Może dlatego, że sama nigdy nawet nie pomyślałam, by w ten sposób mówić o swojej mamie. Nie jest to głupiutka bajka dla nastolatek. Autorka porusza kwestie, które warto sobie przemyśleć, jak choćby niechęć młodzieży do czytania książek, czy zacieranie się granic pomiędzy światem wirtualnym a rzeczywistym. Optymistycznie wierzę, że pod wpływem lektury Świata według Vanessy, choć kilka osób zamieni magazyn Party na Panią Bovary i może nawet się tą nudną klasyką zainteresuje, może zdziwi, że w grubej książce tak od pierwszej strony coś się zaczęło dziać[2].

***

[1] Katarzyna Majgier, Świat według Vanessy, wyd. Akapit Press, 2012, s. 3.
[2] Tamże, s. 166. 

***

Książkę wygrałam w konkursie zorganizowanym przez Katarzynę Majgier i wydawnictwo Akapit Press. To moja pierwsza wygrana, więc radość była podwójna. :)

20 komentarzy:

  1. Również miałabym obawy, że książka będzie nie dla mnie, bo nastolatką od dawna nie jestem :) Ale temat wydaje się ciekawy i przyznam, że chętnie przeczytałabym tę powieść. To może być dobra rozrywka.

    Ja, gdy byłam nastolatką, czytałam świtne gazety w stylu "Bravo" czy "Twist" i tam szukałam porad na tematy damsko-męskie. Wiadomo, Internetu nie było, koleżanki też niedoświadczone, to cóż było robić :P Ach, miałam 11-14 lat, nie więcej, żeby nie było, haha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je czytałam. I jeszcze "Bravo Girl". Pamiętam, że mama stwierdziła, że jestem za mała na tą gazetę i musiałam ja czytać w ukryciu. :P A mojej koleżance mama cenzurowała każde "Bravo" wyrywając stronę z intymnymi pytaniami czytelniczek. :P
      To były czasy. Teraz zdobywanie takich informacji nie ma już takiego uroku. Wszystko jest w internecie, ogólnodostępne. :P
      Też miałam wtedy 11-14 lat. Później czytałam "Cosmopolitan". :P

      Usuń
  2. A mnie "starsza" jakoś źle się nie kojarzy. Mogło być gorzej. ;) Czasopism raczej nie czytałam. Chyba nawet jako nastolatka. No ale teraz pewnie zacznę się rozglądać za jakimiś fotograficznymi. ;)
    Nie miałabyś o czym porozmawiać? A o tipsach i tlenionych włosach i solarium? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Digital Camera". Tata prenumerował to przez rok. Teraz mam te numery u siebie, ale nie mam czasu poczytać. A szkoda, bo moim zdaniem są świetne.

      Usuń
    2. A ktoś właśnie o tym wspomniał, pewnie kiedyś tego poszukam. Trzeba było czytać w kiosku. :P

      Usuń
    3. Wtedy jeszcze go nie było, a ja nie miałam Nikusia. =)

      Usuń
    4. No to co, przecież to nie "Mirror Camera", tylko "Digital". :P

      Usuń
    5. Tia. Ale to jak czytanie o silniku ferrari, gdy dymi się spod maski seicento.

      Usuń
    6. O rany, skąd u Ciebie takie porównanie? :D

      Usuń
  3. Podobnie jak Ty, nastolatką już od dawna nie jestem. Nie oznacza to, że odgradzam się zupełnie od "nastoletnich" książek. Jednak raczej sięgam po te, które kiedyś już czytałam. Co do gazet to i mnie nie ominęło czytanie takich jak wspomniane "Bravo", "Bravo girl" czy "Twist". Była jeszcze "Dziewczyna". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak już czytam coś z lektur młodzieżowych, to albo wracam do książek, które czytałam kiedyś, ale już słabo pamiętam albo do tych, które były wtedy popularne, ale jakoś nie wpadły mi w ręce. Prawie cały cykl "Ani z Zielonego Wzgórza", "Jeżycjadę" czy "Pana Samochodzika" przeczytałam całkiem niedawno.

      O, "Dziewczyna" też! I "Filipinka". Trochę tego było. :P

      Usuń
  4. Ja rzadko czytam pozycje dla nastolatków, jak już, to te do których mam sentyment. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale akurat nadarzyła się okazja, żeby poczytać coś z nowszych książek młodzieżowych i chętnie z tego skorzystałam. :)

      Usuń
  5. Przyznam, że średnio mi się podobała, a język stylizowany na młodzieżowy bardzo mnie raził... podobnie do Ciebie - głównie ta "starsza" ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to była całkiem przyjemna lektura, choć myślę, że ileśtam lat temu bardziej by mi się podobała.

      Usuń
  6. Pomysł dość oryginalny i przyznam, że nawet mnie zaciekawił, ale głównej bohaerki pewnie też bym nie polubiła. Dla mnie kolorowe magazyny dobre są na chwilę, nie wyobrażam sobie, żeby książki porzucić na ich rzecz. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez jakiś czas próbowałam kupować czasopisma, ale jak już brałam się za czytanie, to zawsze wygrywała książka, a nieprzeczytane magazyny podrzucałam Mamie.

      Usuń
  7. Gratuluję wygranej. I przyznam, że abstrahując od fabuły, sam pomysł wydaje się być dość ciekawy. Jeśli będę miała okazję to z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Pomysł faktycznie jest niezły. Lubię też gdy książka ma nieco inną formę niż standardowa powieść. Wszelkie eksperymenty są mile widziane. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...