sobota, 4 sierpnia 2012

Filmowe podsumowanie miesiąca - lipiec 2012 (cz. 2)

Zapraszam na drugą część filmowego podsumowania miesiąca. :)



10. "Królestwo" reż. Peter Berg (2007); 8/10
(Niemcy, USA; dramat, sensacyjny, akcja)

Na amerykańskim osiedlu w Arabii Saudyjskiej dochodzi do zamachu bombowego. Grupka agentów FBI dostaje zadanie ustalenia sprawców masakry. Łatwo nie będzie, gdyż na obcym terenie obowiązują zasady narzucane przez jego mieszkańców. Współpraca z miejscową policją nie układa się najlepiej, a życiu agentów stale grozi niebezpieczeństwo. Wrogowie nie cofną się przed niczym.

Nie bardzo wiedziałam czego spodziewać się po tym filmie. Okazało się, że to świetny obraz łączący w sobie dramat oraz kino akcji. Jest efektownie i dynamicznie. Końcówka trochę przesadzona, ale ogólnie bawiłam się bardzo dobrze.

11. "Miasteczko Pleasantville" reż. Gary Ross (1998); 8/10
(USA; dramat, fantasy, komedia)

Tytułowe miasteczko to czarno-biała serialowa idylla lat 50. Mieszkańcy Plaesantville żyją od lat według tego samego schematu. Dziewczynki są urocze i niewinne, chłopcy szarmanccy, żony wzorowo prowadzą dom, a mężowie pracują na utrzymanie rodziny. W Pleasantville nie ma ludzi nieszczęśliwych, uzależnionych, brak tam czarnych charakterów. Zło nie istnieje. Niebezpieczeństwo nie występuje. Strażacy nie gaszą pożarów, tylko ratują uwięzione w koronach drzew kotki. W Pleasantville nie ma ognia, burz, katastrof. Mieszkańcom nie znane jest nic, co leży poza miasteczkiem. Żyją w swym hermetycznym świecie, nie znając innych możliwości.

W tę idyllę przypadkiem wkracza rodzeństwo Parkerów. O ile David, jako fan serialu, wydaje być tym zachwycony, o tyle jego siostra Jennifer, z natury buntownicza i szalona, nie potrafi odegrać narzuconej jej roli grzecznej nastolatki. Pierwszy grzech, który popełni niepokorna dziewczyna, stanie się początkiem lawiny zdarzeń, które zaburzą porządek w Pleasantville.

Oryginalny scenariusz, ciekawa realizacja. Film zdecydowanie godny uwagi.


12. "Mokra robota" reż. Mike Gunther (2011); 4/10
(USA; dramat, kryminał, akcja)

Przeciętny film sensacyjny. O tym jak trzej przyjaciele wspólnie organizują napad i zgarniają drogocenne diamenty. Jeden z nich okazuje się zdrajcą, strzela do kumpli i znika z łupem. Tak się jednak dla niego pechowo składa, że jeden z gangsterów strzelaninę przeżył i oczywiście pała żądzą zemsty. W to wszystko miesza się Bruce Willis, w bardzo słabo zagranej roli szefa lokalnej mafii.

Film obejrzany ze względu na moją delikatną słabość dla 50 Centa. Polecam wyłącznie tym, którzy szukają filmu przewidywalnego, odmóżdżającego, kiepskiego aktorsko i ogólnie niczym się nie wyróżniającego. Ten spełni ich oczekiwania.

13. "Dom snów" reż. Jim Sheridan (2011); 6/10
(USA; dramat, thriller)

Will Attenton wraz żoną i dwiema córeczkami przeprowadza się do nowego domu. Rodzinne szczęście burzy jednak wiadomość, że w tym budynku zostało popełnione morderstwo. Poprzedni lokator zabił swoją żonę i dzieci. A żeby było weselej, okazuje się, że morderca przebywa na wolności. Attentonowie mają wrażenie, że są obserwowani. Rodzina nie czuje się bezpieczna. Jeśli jednak myślicie, że mamy w tym filmie do czynienia z przeciętną amerykańską rodziną i nękającą ją psychopatą, jesteście w błędzie. Sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana i nic nie jest takie, jakie się wydaje.

Bardzo fajny pomysł, ale... czegoś mi w tym filmie zabrakło. Miejscami był przesadzony, sama końcówka jakaś taka mało ciekawa. Chwilami było też zbyt ckliwie. Ale mimo wszystko nie uważam, żeby czas spędzony przed ekranem był czasem zmarnowanym.

14. "Nieznani" reż. Simon Brand (2006); 5/10
(USA; dramat, thriller)

W zamkniętym magazynie budzi się kilku mężczyzn. Jedni poruszają się swobodnie, drudzy są związani albo skuci. Żaden z nich nie pamięta kim jest, ani co się stało wcześniej. Dochodzą do wniosku, że kilku z nich to porywacze, a reszta to porwani. Próbują ustalić kto jest wrogiem, a komu można zaufać. Wiedzą, że ktoś ma do nich przyjechać wraz z zapadnięciem zmroku i do tego czasu chcą wydostać się z budynku. W końcu każdy z nich może stać się ofiarą ludzi, którzy zostawili ich uśpionych w magazynie.

Mojemu mężowi się podobało, ja doceniam pomysł, ale sam film mnie nie wciągnął.

15. "Pogorzelisko" reż. Denis Villeneuve (2010); 9/10
(Francja, Kanada; dramat)

Simon i Jeanne właśnie stracili matkę. Podczas odczytywania testamentu dowiadują się, że mają brata, a ojciec, który według matki dawno już nie żyje, ma się bardzo dobrze. Zadaniem bliźniaków jest odszukanie mężczyzn. Simon, pełen żalu do matki, nie zamierza realizować jej prośby. Jeanne decyduje się na samotne poszukiwania. Prawda, do której dotrze po wielu trudach, okaże się przerażająca.

Podczas seansu na zmianę obserwujemy losy bliźniaków i Nawal, ich matki, libańskiej chrześcijanki, która zadając się z palestyńskim uchodźcą popełniła mezalians, co dało początek całej serii przerażających wydarzeń. Wraz z Jeanne wyruszamy w podróż śladami Nawal, odkrywając tragiczną przeszłość rodziny.

Ten film nie pozostawi widza obojętnym. Jest bolesny, poruszający, obciążający psychikę. Zdjęcia są przepiękne, poszczególne sceny mocno zapadają w pamięć. Lubna Azabel jako Nawal była świetna. "Pogorzelisko" zostało nominowane do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny". Film Villeneuve przegrał jednak z rewelacyjnym skandynawskim dramatem "W lepszym świecie" (polecam!).

16. "Moje wielkie greckie wesele" reż. Joel Zwick (2002); 7/10
(Kanada, USA; komedia romantyczna)

Grecka rodzina Portokalos jest żywiołowa, hałaśliwa i bardzo przywiązana do swych greckich korzeni. Toula Portokalos, ku niezadowoleniu rodziców, wciąż jest bezdzietna i niezamężna. Gdy pracując w biurze podróży dziewczyna poznaje Iana ta sytuacja może się wreszcie zmienić. Młodzi zakochują się w sobie i planują wspólną przyszłość. Jest tylko jeden "mały" problem. Ian musi zostać zaakceptowany przez rodzinę Portokalosów. Przystojny Amerykanin ma niestety pewną trudną do zaakceptowania wadę. Nie jest Grekiem.

Zwariowana i pogodna komedia. Polecam.

17. "Ucieczka z kina 'Wolność'" reż. Wojciech Marczewski (1990); 8/10
(Polska; dramat psychologiczny)

Podczas seansu w kinie "Wolność" dochodzi do dziwnego wydarzenia. Występujący na ekranie aktorzy odmawiają dalszej gry i zamiast recytować wyuczone kwestie, zaczynają ze sobą rozmawiać na zupełnie inne tematy, przy okazji wciągając w dyskusję widzów. Na miejscu zjawia się cenzor Rabkiewicz (w tej roli Janusz Gajos), który ma za zadanie stłumić ten "bunt materii".

Rabkiewicz, niegdyś poeta, twórca, osoba kreująca rzeczywistość, obecnie cenzurując twórczość innych, jednocześnie tę rzeczywistość fałszuje. Wydarzenia, których będzie świadkiem, staną się dla niego okazją, do zmiany swojego życia, do zmazania win i pewnego rodzaju odrodzenia. "Ucieczka z kina 'Wolność'" jest filmem trudnym i niejednoznacznym, pozwalającym na własną interpretację zdarzeń. Gajos w roli Rabkiewicza wypada świetnie, co przyznaję z trudem, ponieważ akurat za tym aktorem nie przepadam.

18. "Sponsoring" reż. Małgorzata Szumowska (2011); 5/10
(Francja, Niemcy, Polska; dramat)

Ujrzany w kinie zwiastun tego filmu narobił mi nadziei na ciekawy, niebanalny film o prostytucji. Znane mi wcześniejsze filmy Szumowskiej ("Ono", "33 sceny z życia") pozostawiły po sobie dobre wrażenie. Tym większe było moje rozczarowanie po obejrzeniu "Sponsoringu".

Anna (Juliette Binoche) jest dziennikarką i właśnie pracuje nad artykułem dotyczącym prostytucji wśród studentek. Umawia się więc z dziewczętami, które dzielą się z nią sekretami swojego życia. W ułożone życie Anny wprowadza to swego rodzaju chaos. W efekcie zaczyna się sypać małżeństwo dziennikarki, a ona sama już nie jest pewna, czy dotychczasowe spokojne życie jest tym, co może jej dać spełnienie.

Nastawiałam się na film zdecydowanie głębszy psychologicznie, a właściwie po seansie niczego ten film we mnie nie zostawił. Nie skłonił do refleksji, nie był materiałem do rozmyślań. Tak na dobrą sprawę po seansie miałam tylko jedno pytanie: o czym był ten film? W jakim celu powstał? Reżyserka chciała stworzyć poruszający dramat społeczny, sama określiła go jako "kino mówiące o kobietach". Moim zdaniem nie wyszło.

16 komentarzy:

  1. widziałam wielokrotnie "Moje wielkie greckie wesele"
    a także miałam okazję obejrzeć "Dom snów"
    reszty nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć "Moje wielkie greckie wesele" mi się podobało, to chyba drugi raz bym nie obejrzała. Dla mnie to film na raz. :)

      Usuń
  2. Słyszałam o kilku z tych filmów. Żadnego jednak nie widziałam. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Absolutnie się zgadzam- "Moje wielkie greckie wesele" do zniesienia tylko raz.
    "Sponsoring" mnie rozczarował płytkością, a tyle było szumu wokół niego.
    Kilka z listy obejrzę, dzięki Ann.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, po "Sponsoringu" naprawdę spodziewałam się dużo więcej. Płytki, to dobre określenie tego filmu.

      Usuń
  4. Mnie się ostatnio nic nie podoba więc chyba poczekam z tym oglądaniem. ;) Chociaż ta "Ucieczka" całkiem ciekawie wygląda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast czekać, obejrzyj coś dobrego :P

      Usuń
    2. Wypraszam sobie, mam same dobre filmy na liście. :P

      Usuń
    3. Proponuję obejrzeć "1920 Bitwa Warszawska", a później powrócić do filmów z listy. Od razu je docenisz. :P

      Usuń
  5. Na "Pogorzelisko" ostatni namawiała mnie przyjaciółka. Nie chciałam obejrzeć i teraz żałuję. Tym bardziej, że produkcja francusko-kanadyjska. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz miała jeszcze okazję obejrzeć, to naprawdę polecam. W każdym razie - na mnie zrobił spore wrażenie.

      Usuń
  6. Nie oglądałem żadnego z tych filmów, ale jeśli miałbym okazję, na pewno sięgnąłbym po "Moje wielkie greckie wesele". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna, odprężająca komedia. Ja się dobrze bawiłam. Lubię takie szalone, zakręcone rodzinki. :P

      Usuń
  7. Imponująca liczba tytułów. Nie oglądała, nie oglądała, ale jak już wystartowała to hoho. Ja mam na odwrót. Wcześniej oglądałam maniakalnie filmy, chodziłam bardzo często do kina. Teraz jakoś mniej bywam, mniej oglądam. Z każdego Twojego zestawu mogłabym coś wybrać jako punkty wspólne. Tutaj najważniejszy dla tytuł to "Ucieczka z kina Wolność". Długo do niego dojrzewałam. Za pierwszym razem kilka lat temu nie zrobił dużego wrażenia, ale już trochę później powalił mnie na kolana.
    Pozdrawiam i idę buszować dalej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ucieczkę z kina Wolność" zamierzam obejrzeć po raz drugi, bo choć film zrobił na mnie wrażenie, to wydaje mi się, że nie wyłapałam wszystkich szczegółów wartych zauważenia.

      Buszuj do woli. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...