poniedziałek, 4 lutego 2013

Kłopoty z Pająkami [Irena Matuszkiewicz "Nie zabijać pająków"]

Irena Matuszkiewicz
Nie zabijać pająków
Wyd. W.A.B
280 stron
Są takie dni, kiedy słońce świeci za mocno, deszcz pada zbyt głośno, kot spogląda zbyt intensywnie, muzyka irytuje każdą swą nutą i najchętniej w ogóle nie opuszczałoby się ciepłego i przyjaznego łóżka. Nawet książki cieszą jakby mniej. Thrillery i horrory nie straszą, powieści obyczajowe są wyjątkowo nudne, a literatura faktu zbyt nadwyręża i tak niemrawo działający umysł. I to jest właśnie ten moment, kiedy rozglądam się dookoła w poszukiwaniu czegoś lekkiego i zabawnego. Ostatnio mój wybór padł na Nie zabijać pająków kryminał Ireny Matuszkiewicz.

W pewnej kamienicy mieszkają państwo Pająkowscy. Nie dane nam jest jednak poznanie męskiej części duetu, gdyż akcja książki zaczyna się w momencie, gdy Władysław Pająkowski zostaje znaleziony martwy w lesie. Śledztwo rozpoczyna komisarz Dyna (ze względu na posturę śledczego, warzywnicze skojarzenia są jak najbardziej na miejscu). Szybko wychodzi na jaw, że mieszkańcy kamienicy nie bardzo przepadali za denatem i jego żoną. Państwo Pająkowscy mieli bowiem nietypowe hobby. Jako miłośnicy porządku i przepisów karnych, co rusz donosili na policję o każdym naruszeniu nawet najmniej istotnego paragrafu. Kto z mieszkańców budynku choć raz dostał mandat za zbyt głośne rozmowy, przesiadywanie na barierkach okalających trawnik, wypuszczanie psa bez kagańca czy bałagan na korytarzu, szybko tracił złudzenia co do nawiązania przyjacielskich stosunków z fanatykami porządku i praworządności. Bo jak tu przyjaźnić się z kimś, kto w kilku makach-samosiejkach widzi zaczątek narkotykowego biznesu?

Pająkowscy mieli wielkie szczęście, że trafili na takich spokojnych ludzi, co płacili mandaty, chodzili na przesłuchania i nie robili im nic złego, poza obsikaniem wycieraczki. Jakby on mieszkał w innej dzielnicy, to albo jeździłby już na wózku inwalidzkim, albo od kilku lat oglądał świat zza chmurki[1] - stwierdza Latok, jeden z mieszkańców kamienicy. Jednak najwyraźniej ktoś w końcu miał dość uciążliwego sąsiada lub Władkowi zwyczajnie skończyło się to szczęście, bo nie ma wątpliwości, że Pająka zabrakło wśród żywych. Wszak to urodzony ponurak[2], a tymczasem znaleziono go z rogami na głowie, migającą dziecięcą zabawką. Ozdoba na pająkowej głowie oznaczała tylko jedno, mężczyzna musiał być definitywnie martwy.

Śledztwo trwa. Mieszkańcy kamienicy prześcigają się w domysłach, Dyna staje na uszach, by rozwiązać zagadkę, a przy okazji wychodzą na jaw małe sekrety lokatorów.

Irena Matuszkiewicz
źr. dojrzalakobieta.pl
Przyznaję, że bardziej niż na intrydze skupiłam się na mieszkańcach budynku. Barwnych postaci tu nie brak, zabawnych dialogów i sytuacji też. Moją sympatię z miejsca zdobył Mieszko, kilkuletni chłopiec, syn Ady mieszkającej w pobliskim dworku. Ten pełny energii, bystry i wygadany chłopiec niezmiennie rozśmieszał mnie swoimi przemyśleniami. To jest strasznie drapieżny tyranożarł. Z wyglądu podobny do wesołego smoka, ale taki wesoły nie był, może dlatego, że musiał chodzić na dwu nogach. Szybciej się ucieka na czterech. Ten styrakożarł ma cztery nogi, ale sam jest bardzo gruby, więc chyba też nie uciekał za szybko. Podobny troszkę do nosorożca białego... (...) Mamusiu, czy styrakożarł był mięsożerny?[3] - nawijał Mieszko, a gdy nie doczekał się odpowiedzi oburzony rzucił do Ady i jej znajomej Jesteście... jesteście takie nieożywione![4] I jak go nie kochać?

Nie zabijać pająków Ireny Matuszkiewicz to lekka, zabawna komedia kryminalna pełna błyskotliwych dialogów. Czyta się szybko i choć sama intryga mnie nie wciągnęła, a za miesiąc pewnie już nie będę pamiętała kto i dlaczego zamordował Pająka, to podczas lektury bawiłam się bardzo dobrze. I tego właśnie potrzebowałam tego dnia, gdy deszcz padał zbyt głośno.

***

[1] Irena Matuszkiewicz, Nie zabijać pająków, wyd. W.A.B., 2007, s. 79.
[2] Tamże, s. 26.
[3] Tamże, s. 185.
[4] Tamże, s. 186.

58 komentarzy:

  1. Chyba dziś mam tej opisywany na początku stan, bo słowa Mieszka nie robią na mnie wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa i tak. Mnie tyranożarł rozbroił. =)

      Usuń
  2. Myślałam, że opisujesz kaca, ale domyśliłam się, ze nie - bo wtedy kot za głośno stąpa, a nie intensywnie spogląda.
    Mi się przypomniała "Dyna" - pamiętasz taką grę komputerową, milion lat temu? Jejciu, uwielbiałam. Rogi na głowie bardziej kojarzą mi się z wieczorem panieńskim, niż z zabawką dla dzieci (raczej, ekhmm, dla dorosłych), a cała historia, łącznie z paplaniną Mieszka (znałam takie dziecko, o dinozaurach wiedziało wszyściutenienko) i uroczym tyranożarłem dowodzi, że pewnie masz rację - lekka, przyjemna i łatwa lekturka, w sam raz na Twój stan ducha. Ale oby Ci szybko przeszło, bo i Tobie będą mówić urodzony ponurak. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, aż dziwne jak taki mały kot potrafi wtedy tupać!

      Aż musiałam sprawdzić co to za "Dyna". Faktycznie, milion lat temu (w epoce tyranożarłów) i nawet nie wiedziałam, że tak to się nazywało. Ech... w ogóle gry z tamtych lat miały klimat. Niepowtarzalny. =D

      Eeee... To było ileśtam dni temu. Już nawet nie pamiętam o co chodziło. Od tego czasu zdążyłam przeczytać kolejny kryminał (tym razem niespecjalny) i książkę, która naprawdę potrafi zdołować, czyli "Rzeż Nankinu".
      A ponuro to dziś jest za oknem. Brrrr...

      Usuń
    2. Ile notek piszesz naprzód?

      Usuń
    3. Żadnej, za to kilka zaczynam. Po prostu szybciej czytam i oglądam niż piszę. Jak przestanę pisać o Oscarach, to mi się wyrówna. Wystarczyło napisać o trzech filmach i już zaburzył mi się rytm. :P

      Usuń
    4. Aha :) Ja zwykle też zaczynam, ale jedną i w trakcie czytania przepisuję cytaty czy dopisuję jakieś błyskotliwe myśli, które się urodzą w głowie ;)

      Usuń
    5. To też mi się zdarza, ale czasami jest tak, że książka mnie wciągnie i zapomnę zaznaczyć cytaty. Później się wściekam i wertuję książkę jeszcze raz. =)

      Usuń
    6. Najlepszy sposób - żółte karteczki post-it. Odkryłam niedawno z wykrzyknieniem "eureka" (choć pewnie inni już dawno na to wpadli), bo przeca przepisywać milion razy się nie chce, nie chce się odrywać, a ołówkiem w książce z biblioteki pisać nie wypada... ;)

      Usuń
    7. Jak się wciągnę w lekturę, to i karteczki nie pomogą.
      A co do pisania ołówkiem, cóż... Nie mam litości. Ale później wszystko wymazuję i śladów mej niecnej działalności brak.

      Usuń
    8. Ja czasem zaginam rogi...

      Usuń
    9. Och! Zły człowieku, jak możesz!?

      Usuń
    10. Wiem, wiem, wiem.
      Jest mi łyso, ale nie mogę się powstrzymać. Potem je odginam, ale jednak...

      Usuń
    11. Pogroziłabym Ci paluszkiem, ale boję się, że niedługo się na to uodpornisz. ;)

      Usuń
  3. Tytuł do mnie w ogóle nie trafia, gdyż ja nie znoszę pająków i zawsze je zabijam. Nie potrafię się wyzbyć awersji do tych paskudnych stworzeń i nawet zwyczajna powieść z takim ,,tytułem'' budzi we mnie zniechęcenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ośmionóg w powieści był tylko jeden i przez chwilę. Dyna się go bał, więc autorka taktownie pozwoliła mu odejść (Dynie, pająk został).

      Usuń
    2. Brrr, mimo wszytko nie skorzystam. Bym musiała wyjątkowo wyciąć okładkę, aby nie patrzeć na tytuł:-)

      Usuń
    3. Gorzej, że nazwisko Pająkowskich przewija się co drugą stronę. ;)

      Usuń
  4. Jakoś nie jestem przekonana :)
    Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, spoko, to akurat nie jest lektura obowiązkowa. ;)

      Usuń
  5. Książki Ireny Matuszkiewicz mam w planach od jakiegoś czasu, ale ciągle jakoś nie mogę się zdecydować na konkretną. Może właśnie przygodę z jej twórczością zacznę od takiego zabawnego kryminału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nigdy nie interesowałam się twórczością autorki, więc nie wiem czy ta książka jest lepsza czy gorsza od innych.

      Usuń
  6. Lubię książki z akcją osadzoną w kamienicy, gdzie można skupić się na historiach więcej niż jednej osoby, także myślę, że to coś dla mnie. Zwłaszcza, że to lekka i zabawna historia z kryminalną nutką;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, marzy mi się taka paskudnie duża objętościowa powieść o mieszkańcach takiej kamienicy. Znasz może coś w tym stylu?

      Usuń
  7. Czytałam chyba coś tej Pani, chyba Agencję złamanych serc.)

    OdpowiedzUsuń
  8. I znowuż to samo co u Pauli...
    Kochana nie recenzuj tylu dobrych książek, bo ja nie mam czasu i pieniędzy, aby je wszystkie kupić i przeczytać, a chciałbym :(
    Masakra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się. Mam już nawet na oku jeden tytuł. =D

      Ale doskonale Cię rozumiem, przelecę jednego dnia ileśtam blogów i już mam kilka tytułów, które chętnie bym przeczytała. A biblioteka nie zawsze może pomóc.

      Usuń
  9. Tematyka, jak najbardziej na czasie:)
    Też lubię od czasu do czasu przeczytać takie zabawne historie, mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po tą pozycję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako lekka, zabawna, odprężająca lektura - może być. :)

      Usuń
  10. Cieszę się, że miałaś pozytywne odczucia podczas lektury tej książki, ja też spędziłam z nią przyjemne chwile :)
    I tylko nie wiem dlaczego Dyna ma wywoływać warzywnicze skojarzenia? :( o jakie warzywo chodzi? xd I mam nadzieję, że niedługo kot będzie znów spoglądał tak, jak trzeba ;)
    PS chciałam zgłosić recenzję do wyzwania: http://armalkolit.blogspot.com/2013/02/jacek-rebacz-az-po-ciemny-las.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie było, tę prryjemność zawdzięczam też Tobie. ;)

      Warzywo? Hmm... nie wiem. Może ogórek? ;)

      Kot nie spogląda. Kot się gapi i oczekuje, że zrozumiem o co mu chodzi. :P

      Usuń
    2. Bardzo się z tego cieszę! ;) Taką miałam nadzieję, że byłam inspiracją, ale z powodu wrodzonej skromności nie chciałam wyskakiwać przed szereg ^^

      Hm...nie rozumiem co ma Dyna do ogórka, ale na szczęście nie jest to wybitnie istotne, widocznie warzywa mnie przerastają xP ale o tym wiem od dawna, pamiętam pewne straszne zakupy w warzywniaku, gdy musiałam sama nakładać towar...

      Usuń
    3. Pamiętaj, że Ci na czele szeregu są najbardziej narażeni na ostrzał. ;)

      Co w tym złego? Dobrze jest pomacać warzywko przed zakupem. :P

      Usuń
    4. To drugi powód, dla którego nie wyskakiwałam ;)

      Tylko trzeba wiedzieć jakie warzywo pomacać. A jak ktoś nie odróżnia sałaty od kapusty i ogórków zielonych od gruntowych, to ma problem z samoobsługą w warzywniaku ;P

      Usuń
    5. Dobra strategia. =)

      Trzeba nadgryźć i rozpoznać po smaku. :P

      Usuń
    6. Tylko, że nagdryziony w większości sklepów = kupiony ;P

      Usuń
    7. Działaj dyskretnie!

      Usuń
  11. Mam cały czas mieszane uczucia do twórczości Pani Matuszkiewicz. Nadal nie znalazłam perełki wśród jej powieści. Ale to dobre odmóżdżacze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Może to krzywdząca opinia po jednej lekturze, ale ja bym tu perełek nie szukała. Raczej rozrywkę. ;)

      Usuń
  12. Ooo! Czytałam to kiedyś, pewnie w czasie, kiedy nie miałam listy i potrzebowałam czegoś lekkiego. I chyba rzeczywiście takie było. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo! To mnie zaskoczyłaś. =D

      Usuń
  13. Czytałam z 1,5 roku temu i bardzo mi sie książka podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuje mi takich książek, przy krórych można się pośmiać.

      Usuń
    2. Ostatnimi czasy mnie również, dlatego chyba odłożę kryminały na półkę na jakiś czas (nie mówię o kryminałach tego typu co opisany wyżej). Zauważyłam, może się mylę, że polskie autorki boją się napisać kryminał taki na serio, ze zbrodnią, bez humoru, bez romansu w tle. Chyba, że ja jeszcze na taki nie trafiłam! Oświećcie mnie!
      kolodynska.pl

      Usuń
    3. Ewa Ostrowska "Bez wybaczenia". Zdecydowanie na serio.

      Usuń
  14. Już mam ochotę na tę książkę :) A Pająkowscy przypominają mi moich dawnych sąsiadów (choć i tak nie są TAK paskudni). Niesamowite, skąd się biorą tacy ludzie...
    Dobrze, że są takie książki, które, jak gorąca herbata, czekolada i koc, pasują do poprawiaczy humoru w ponury, deszczowy dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrrr... Nigdy nie miałam takich sąsiadów i mam nadzieję, że mieć nie będę. Już wolę ośmionogi czające się pod łóżkiem.

      Usuń
  15. Od niedzieli nastrój sukcesywnie psuje mi się coraz bardziej, z godziny, na godzinę. To chyba sygnał, że powinnam poszukać sobie takiej lekkiej lekturki. "Nie zabijać pijaków"... Boże, czemu ja tak napisałam...? "Nie zabijać pająków" wygląda na wystarczająco zabawowe, żeby mi się humor poprawił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu... A czemu tak?
      Wiosna idzie! Uśmiechnij się. :)

      Usuń
    2. A tak jakoś, od Ciastka pojechałam i się smutno zrobiłooo.
      Ha! Nie lubię wiosny, mam alergię na pyłki :P

      Usuń
    3. Daleko mieszkacie od siebie?

      Pffff... A to już jest pech. Ale co tam, ciesz się! Nadal mamy zimę i brak pyłków. :)

      Usuń
    4. Jakieś 500 kilosów :(

      Jeden z nielicznych plusów zimy. Da się wyjść z domu i nie kichać. Idealne warunki na wycieczkę do biblioteki, jak już mi się zachce do niej iść :P

      Usuń
    5. O. O. O!
      To faktycznie sporo. Ale przecież nie na wieczność. :)

      Jeżeli chodzi o bibliotekę, to prawie żadna pogoda mi niestraszna. Choć przyznaję, że w poniedziałek lało i było tak zimno, że metodą kota ze Shreka, wybłagałam u męża podwózkę samochodem. :)

      Usuń
  16. Strasznie dawno czytałam "Agencję złamanych serc", nawet tytułu nie pamiętałam, musiałam szukać w sieci. Treści też nie pamiętam, więc chyba pani Matuszewska nie przypadła mi do gustu, choć niewykluczone, że może coś kiedyś, mimochodem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że twórczość autorki musi a) trafić w Twoje poczucie humoru b) trafić do Ciebie w odpowiednim momencie, bo nie każdy dzień jest dobry na tego typu lektury. :)

      Usuń
  17. Aaaaa, zawsze mam kłopot, co z pająkiem począć, kiedy się nań natknę. Zazwyczaj staram się pochwycić i latem za okno wyekspediować, ale zimą pająk to już kłopot - ani zabić, ani hodować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że ja taka miłosierna nie jestem. Zabijam z zimną krwią. ;)
      Ale akurat u mnie pająki zdarzają się bardzo rzadko. Tu gdzie mieszkam, siedzę już ponad rok i mam dopiero jedno pajęcze życie na sumieniu. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...