niedziela, 28 czerwca 2015

Janusz Kasza "Korrida. Taniec i krew"
Spektakl zakończony śmiercią

Janusz Kasza
Korrida. Taniec i krew
Wyd. Otwarte
2011
256 stron
Walka z bykiem zawiera w sobie skrajności: miłość i nienawiść, spokój i szaleństwo, gorączkę i zimne wyrachowanie, grzech i katharsis. Tak samo jak flamenco, czerwone wino i seks[1].

Corrida (pozwólcie, że będę tę nazwę zapisywać przez "c", bo jakoś do zapisu przez "k" nie mogę się przyzwyczaić) jest jednym z pierwszych skojarzeń, jakie przychodzą mi do głowy na myśl o Hiszpanii. Jest z nią równie mocno powiązana jak tapas, paella, flamenco czy fiesta, ale wzbudza o wiele więcej kontrowersji. W końcu bez względu na to, czy jest to wielka arena w Madrycie czy nieco mniejsza w którymś z andaluzyjskich miasteczek, czy na arenę wychodzi torreador światowej klasy czy też novillero (debiutant), większość widowisk kończy się śmiercią zwierzęcia, zamęczonego i zakłutego na arenie lub zabitego już poza nią. Co prawda są odmiany corridy, które nie kończą się aż tak drastycznie (np. francuskie - landyjska i kamargijska), ale znaczna część pokazów to show w wykonaniu pełnych entuzjazmu ludzi w wypasionych kostiumach i zwierzęcia, które chciałoby być w tym czasie wszędzie indziej, tylko nie tam gdzie jest.

Czy chciałabym zobaczyć kiedyś takie widowisko? Skłamałabym mówiąc, że nie, bo to jednak część hiszpańskiej kultury, która mnie ciekawi. Mąż twierdzi, że nie dotrwałabym do końca popisów torreadorów w lśniących kostiumach i może mieć rację. 

Czy zdecyduję się kiedyś zobaczyć takie widowisko? Teoretycznie mam na to szansę jeszcze w tym roku, ale... sama nie wiem. Świadomość tego, że kupuję bilet na spektakl kończący się śmiercią trochę mnie przeraża.

Lektura książki Korrida. Taniec i krew Janusza Kaszy, wcale nie pomogła mi w podjęciu decyzji, choć autor zafascynowany jest widowiskowością corridy, umiejętnościami torreadorów, matadorów i pikadorów, widział już mnóstwo starć na arenach hiszpańskich i francuskich, a o całości wyraża się w superlatywach. Ten jego zachwyt jest zresztą w pewnym stopniu wadą publikacji, której brak obiektywizmu. Ok, załóżmy, że nie miało być obiektywnie, a Janusz Kasza chciał się po prostu podzielić swoją wiedzą i entuzjazmem, ale to nie tłumaczy podszytego sarkazm tekstu na temat tych, którzy w corridzie widzą nie dziedzictwo narodowe, a okrutną praktykę.

Organizowane w wielu krajach akcje protestacyjne są niezwykle malownicze - często polegają na happeningach, w których uczestniczą roznegliżowani uczestnicy obu płci leżący na ulicach i planach wielu miast z "wbitymi banderillami" i polani obficie ketchupem[2].

Obecnie corrida zakazana jest na Wyspach Kanaryjskich i w Katalonii (choć tu autor upatruje przyczyny raczej w tym, że Katalończycy na różne sposoby akcentują swą odrębność od Hiszpanii, a ten nie jest ani lepszy, ani gorszy niż inne). Tematowi negatywnych stron corridy, Janusz Kasza nie poświęca zbyt wiele uwagi. Tam, gdzie jedni będą widzieć ranne, cierpiące zwierzę, on dostrzeże maestrię z jaką torreador wbił banderillę w ciało byka. Dla tych, którzy nie wiedzą co też takiego strasznego kryje się pod słowem na "b" śpieszę z definicją zaczerpniętą ze słowniczka zamieszczonego na końcu książki.

Banderille (rebiletes) - pręty o długości siedemdziesięciu centymetrów osadzone w drewnianym uchwycie, zakończone czterocentymetrowymi harpunami, zwykle zdobione kolorowym papierem i wstążkami[3].



Janusz Kasza bardzo dużo miejsca poświęca corridzie francuskiej, wspomina także o portugalskiej oraz rozgrywającej się w krajach Ameryki Łacińskiej. Moim zdaniem część hiszpańską można było dużo bardziej rozbudować. Zdziwił mnie np. brak informacji na temat Rondy i Ferii Goyesca, bo to przecież w historii hiszpańskiej corridy ważne miejsce i ważna impreza. Opis najciekawszych imprez związanych z tematem książki byłby dla zwykłego czytelnika dużo ciekawszy, niż opisy technik walk, które nie tak łatwo sobie wyobrazić.

Podręcznikowy i techniczny język jakim często posługuje się autor jest jedną z większych wad tej publikacji. Prawdziwy entuzjazm u autora wzbudza Nicole, jego przewodniczka po świecie walk z bykami, zaś opisując same walki, Janusz Kasza korzysta z fachowej terminologii i samym swym tekstem z pewnością nie wzbudzi u czytelnika ani emocji, ani zainteresowania widowiskami. O emocjach jedynie pisze, o tym, że towarzyszą jemu i pasjonatom, trudno je jednak odnaleźć w treści. 



Czyżby to Korrida. Taniec i krew składała się z ładnych zdjęć i nieciekawego tekstu? Na szczęście tak nie jest, bo jednak kilka ciekawych informacji z niej wyciągnęłam. Nie miałam pojęcia, że walki były organizowane swego czasu nawet w Paryżu i nie przeszło mi przez myśl, jak ważny jest dobór miejsca na arenie podczas widowiska (i nie chodzi tu jedynie o odległość od areny). Techniczne opisy stylów walki czy ruchów muletą (czerwoną tkaniną, którą przed łbem rozjuszonego byka macha matador) niezbyt działają na wyobraźnię. Miałam wrażenie, że czytam podręcznik i gdy następnego dnia otworzę oczy, przede mną stanie profesor ze srogą miną i zacznie mnie przepytywać z pases naturales i pases cambiadas

Autor rozmawia z ludźmi zajmującymi się hodowlą byków, ale zabrakło mi nieco opowieści torreadorów czy matadorów. Może one zawierałyby w sobie więcej udzielających się emocji? Może one sprawiłyby, że zrozumiem fascynację corridą? Książka Janusza Kaszy ma bowiem tę przedziwną właściwość, że choć autor o walkach z bykami wyraża się pozytywnie, to po lekturze wcale nie ma się ochoty pędzić na arenę, by zająć miejsce nim spektakl się rozpocznie (spóźnialscy nie zostaną wpuszczeni, o czym przed przeczytaniem książki nie miałam pojęcia). Corrida to emocjonalna bomba, feeria barw, wielka impreza, tego nie da się poczuć czytając relację (reportaż?) Kaszy. Na dodatek, w książce pojawia się zupełnie zbędny wątek romantyczny. Niczego nie wnosi, razi sztucznością dialogów, nijak ma się do całości.



Korrida. Taniec i krew dała mi pewne wyobrażenie o tym, jak przebiegają walki byków, z jakich części się składają i jak ważna jest w nich technika. Plusem książki Janusza Kaszy są zawarte w niej ciekawostki, np. corrida w sztuce i filmie, byki w mitologii czy... erotyczne aspekty walk z bykami. Niestety minusów było o wiele więcej, więc publikacja pozostawiła spory niedosyt i nie przybliżyła mnie ani o krok do zrozumienia fenomenu tego kontrowersyjnego hiszpańskiego dziedzictwa.

W myśl ulubionej maksymy mojego promotora: nulla dies sine linea, od lat robię notatki na stronach kalendarzy, podczas walk wykonałem też kilka tysięcy zdjęć, które dziś pozwalają mi wracać do miejsc i ludzi. Zachowałem dziesiątki biletów wstępu i programów z wielu korrid, zgromadziłem też bogatą kolekcję książek, wycinków prasowych i wydawnictwo poświęconych korridzie oraz około dwustu wspaniałych kolorowych afiszy[4].

W pierwszym rozdziale Janusz Kasza pisze, że nie wie czy obejrzenie kilkuset rodzajów walk pozwoliło mu zrozumieć fenomen corridy. Myślę, że nawet jeśli tak się stało, to autor niestety nie potrafi się podzielić wrażeniami z czytelnikami. Nie można pisać bez emocji o tym, w czym emocje odgrywają tak wielką rolę.









***

Książkę polecam
chcącym poznać kilka faktów na temat corridy
zainteresowanym hiszpańską kulturą
ciekawym czy corrida portugalska i francuska różni się od hiszpańskiej
wybierającym się na corridę
chcącym poznać techniczne aspekty walk z bykami
poszukującym tekstów zwolenników corridy

***

[1] Janusz Kasza, Korrida. Taniec i krew, Wyd. Otwarte, 2012, s. 140-141.
[2] Tamże, s. 233.
[3] Tamże, s. 240.
[4] Tamże, s. 13.

***


9 komentarzy:

  1. Raczej nie sięgnę po tę książkę, a corrida z pewnością jest widowiskowa, ale smutno byłoby mi patrzeć na cierpienie zwierzęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby raz w życiu chciałabym zobaczyć, ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.

      Usuń
  2. Od 2011, kiedy rządami w Hiszpanii przejęli konserwatysci z PP, ná nowo próbuje się promowac corridę- mówi się o niej w wiadomosciach, są transmisor w TV. Ale zainteresowanie spada. Bilety są drogie, spektakl krwawy a football bardziej emocjonujący. Wydaje mi się, ze bardziej niz corrida pero se, ludzi przyciągają dzis widiwiska typu sanfermines w Pampelunie. Nota bene, zaczynają się za 10 dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc o Pampelunie masz na myśli gonitwy? Byłaś kiedyś na czymś takim?

      Usuń
  3. Zdecydowanie nie jestem nią zainteresowana. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od września zaczynam naukę w liceum z rozszerzonym hiszpańskim, więc na pewno się tym zainteresuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, bo sama jakoś nie potrafię się zmobilizować do nauki.

      Usuń
  5. Ten aspekt kultury hiszpańskiej zupełnie mnie nie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się raczej na tą książkę nie skuszę. Poprzednia książka pana Janusza podobała mi się średnio, a corridą specjalnie się nie fascynuję.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...