czwartek, 7 sierpnia 2014

Anna B. Kann "Do zobaczenia w Barcelonie"
Niebezpieczna. Wiele daje, więcej zabiera

Anna B. Kann
Do zobaczenia w Barcelonie
Wyd. Pascal
2014
336 stron
trylogia barcelońska, tom 1

To nie miały być zwykłe wakacje - to miały być wakacje w Barcelonie[1]. Gdy w tak niesamowitym, dynamicznym mieście wyląduje grupka Polek zafascynowanych flamenco, o nudzie nie może być mowy. Zwłaszcza, gdy do czerwoności rozpala nie tylko katalońskie słońce, ale i przystojny instruktor, co prawda profesjonalista, lecz także i mężczyzna. A może mężczyzna przede wszystkim. Gorącokrwisty Hiszpan z uwodzeniem we krwi. Przedmiot pożądania niejednej kursantki. Paco, boski Paco, w tłumie kobiet dostrzegł tę, w której oczach znalazł coś, co przywołało bolesne, ale i piękne wspomnienia.

Paco skrywa w sercu tajemnicę. Choć nie chce wracać do przeszłości, spotkanie z Ewą, jedną z kursantek z warsztatów flamenco w Poznaniu, przypomina mu o tym, od czego uciekł z Madrytu do Barcelony, przywołuje to, co kazało mu się rzucić w świat tańca, w wir pracy. Wspomnienia atakują znienacka. Trudno w takiej chwili uspokoić oddech i tak po pozbyć się ich, spłukując je po zajęciach pod prysznicem jak zły sen lub krople potu. 


Ewa jest mężatką w tym trudnym okresie, w którym w związku temperatura osiąga najpierw tę z lodówki, w końcu tę z zamrażarki. To było niczym przeznaczenie. Wszystko ku niemu zmierzało. Od kilku lat. Ona czegoś nie zauważyła, on czegoś nie powiedział... Powoli oddalają się od siebie. Rósł mur, nierozwiązane problemy olbrzymiały. I w końcu musiało pęknąć. Jak wrzód. Tak dzisiaj o tym myślała. Że winni byli oboje. Przeoczyli siebie[2]. Zdrada bolała. Zmęczenie i rozczarowanie dawały się we znaki. Potrzebowała ucieczki. Nadarzyła się okazja, by polecieć do Barcelony na kurs flamenco. Gdyby mąż choć jednym gestem czy słowem dał do zrozumienia, że chce, by została, Ewa nie wahałaby się ani chwili. Wszystko wyglądałoby inaczej.

Anna B. Kann
[źródło]
Gośka jest przyjaciółką Ewy. Zamiast męża ma złamane serce. Wie, czym pachnie romans z Hiszpanem i jak może się skończyć. Hiszpański zna doskonale, o kulturze tego kraju i jego zwyczajach wie sporo. Znasz moją teorię: południowcom nie należy wierzyć, hiszpański jest wieloznaczny, słuchaj uważnie słów i nie zapomnij o kontekście, jeśli nie chcesz się przejechać[3] - ostrzega koleżankę. Na nić porozumienia zawiązującą się między Paco i Ewą patrzy nieco z niepokojem, ale też robi wszystko, by nikt im nie przeszkodził. Bacznie obserwuje inne dziewczyny. Niejedna chętnie zakręciłaby się wokół przystojnego instruktora. Jedna kręci się wyjątkowo uparcie.

Marta poznała Paco trzy lata temu. Zakochiwała się w nim z każdą minutą coraz bardziej. Nic na to nie mogła poradzić. I nie chciała[4]. Szukała okazji do wspólnych wyjść. Starała się zwracać uwagę na siebie podczas lekcji flamenco. Robiła co mogła, by patrzył na nią jak na kobietę, a nie uczennicę. Cieszył ją każdy dotyk, upajało każde spojrzenie. Czuła, że ma szansę zdobyć przystojnego mężczyznę i nie zamierzała wypuścić tej szansy z rąk. Do celu dążyła stopniowo, zupełnie jak myśliwy osaczający zwierzynę. Cierpliwie, powoli, wierząc w sukces, czemu trudno się dziwić - Marta była piękną kobietą.

W Barcelonie splotą się losy całej czwórki, a i postaci z drugiego planu nie pozostaną bez wpływu na fabułę. Nie należy ignorować ludzi, ani znaków. Czasami kombinacja pewnych, drobnych zdarzeń, wpływa na nasze życie w zaskakująco intensywny sposób.



To mógłby być zwykły, przewidywalny romans. On po przejściach, ona przeżywa małżeński kryzys. Wokół wianuszek kobiet, mniej lub bardziej zainteresowanych stałym związkiem, bądź też gorącą przygodą miłosną wspominaną później w mroźne, zimowe wieczory. Do zobaczenia w Barcelonie Anny B. Kann ma jednak niewątpliwy atut: osadzona w stolicy Katalonii akcja powieści, wypełniona jest magią miejsca i gorących rytmów. To ją wyróżnia.

Barcelona to doskonały plener wakacyjnych romansów. Tętniące życiem miasto pełne jest urokliwych uliczek, przyciągających tłumy zabytków, gwarnych kawiarni, ale i alejek, po których można spokojnie spacerować trzymając się za ręce. Bohaterki Do zobaczenia w Barcelonie dzieją swój czas pomiędzy lekcje flamenco, a zwiedzanie. Temu pierwszemu autorka poświęciła dużo miejsca. Trudno się temu dziwić, bo to fascynacji tym zjawiskiem zawdzięczamy podróż do serca Katalonii. Anna B. Kann zabiera swoje bohaterki na treningowe sale, ale i do knajp, w których tańczą profesjonaliści i amatorzy. Upojone cavą panie poddają się pulsującym rytmom. Flamenco prostuje im plecy, dodaje pewności siebie, podkreśla kobiecość, zmienia podejście do życia.

Miały dość martyrologii pielęgnowanej niemal na każdym kroku, topienia się w smutku i żalach po stratach, dużych i małych. Bliższe im było przekonanie, że na rzeczywistość nie ma co się obrażać, że trzeba każdy dzień przeżyć jak najpiękniej, jak najlepiej, bo nie wiadomo, ile ich jeszcze zostało[5].



Anna B. Kann nie zapomina o tle tej historii. Lektura Do zobaczenia w Barcelonie będzie okazją do poznania kilku zakątków katalońskiej stolicy. Las Ramblas, Tibidado, Barceloneta czy Park Güell pojawią się na kartach powieści. Niektórym miejscom autorka poświęca fragment tekstu. Inne są tylko wymienione, spragniona szczegółowych opisów byłam nieco zawiedziona, ale zdaję sobie sprawę, że nie one grały tu pierwsze skrzypce, a miłość i flamenco. I tego w polskiej książce o hiszpańskich rytmach nie zabrakło. 

Jedna z bohaterek tej historii określa Barcelonę jako niebezpieczną, dającą wiele, ale zabierającą jeszcze więcej. Trudno się z tym nie zgodzić. To wyjątkowe miejsce, dynamiczne i otwarte, choć pełne zakamarków, które bronią swej prywatności. Tu można poczuć szczęście pełną piersią, ale chwilę później do tej samej piersi przytulać zmoczoną łzami poduszkę. Tu łatwo się zatracić, poddać chwili, zgubić rozsądek w drodze do cudzego łóżka, a rano nieoczekiwanie potknąć się o niego boleśnie. 




Niektórym ciężko będzie zrozumieć postępowanie bohaterów. Robią krok i zaraz tego żałują, decydują się na coś, a później nie są tego pewni, mówiąc "nie" czynią coś zupełnie przeciwnego i czasami niczym ćmy do światła pchają się tam, gdzie ktoś może ich zranić. Sporo rozmyślają i planują, a później dają się porwać emocjom. Gdy te ostygną, zostają z setką wątpliwości. Może to hiszpańskie słońce tak działa, a może po prostu miłość. Jak zwykle nieracjonalna, jak zawsze nieprzewidywalna. Pod każdą szerokością geograficzną.

Do zobaczenia w Barcelonie to polska książka z hiszpańskim temperamentem. Ma czterech bohaterów. Wszyscy dostają szansę opowiedzenia swej historii. Gdy ich ścieżki się przecinają, poznajemy myśli każdego z nich, co daje pełny obraz sytuacji. Bogactwem tej pełnej uczuć historii jest przede wszystkim flamenco. Wystukiwany obcasem rytm, włosy zebrane w kok, dźwięk kastanietów, spojrzenia rzucane znad wachlarzy, zmysłowy ruch ciała. Anna B. Kann opowiada o tym z prawdziwą pasją. 


Dla ostudzenia uczuć, autorka przemyca w swej powieści odrobinę barcelońskich goryczy. Drogie mieszkania, trudny start w dorosłość, problemy ze znalezieniem pracy. To pozwala spojrzeć na Hiszpanię nie tylko jak na kraj turystycznych atrakcji oraz pełnych temperamentu i pasji mieszkańców, ale także na kraj borykający się z niełatwymi problemami.

W dzielnicy Raval stoi kot. Masywna rzeźba autorstwa Fernando Botero. Podobno samodzielne wdrapanie się na jego grzbiet przynosi szczęście. Być może kiedyś sama tego spróbuję. Niebezpieczną Barcelonę można przecież okiełznać. A uczucia... Cóż, na miłosne porywy nawet i kot nie pomoże.


wielokrotnie wspominana w książce Sara Baras
(fragment filmu Flamenco, Flamenco też. Carlos Saura)

***

Książkę polecam
miłośnikom gorących przygód miłośnych
zakochanych w Barcelonie
wybierającym się do stolicy Katalonii
zainteresowanym flamenco

***

[1] Anna B. Kann, Do zobaczenia w Barcelonie, Wyd. Pascal, 2014, s. 7.
[2] Tamże, s. 9.
[3] Tamże, s. 84.
[4] Tamże, s. 107.
[5] Tamże, s. 40.


egzemplarz recenzencki

38 komentarzy:

  1. Samo miejsce osadzenia akcji sugeruje charakter powieści...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ksiązka zupełnie nie dla mnie, nudziłabym się po prostu :)
    Ale na pewno ciekawie się zapowiada dla kogoś, kto sympatyzuje w tym gatunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi. ;) Mnie akurat wciągnęła, choć gatunkowo też mi średnio pasuje. :)

      Usuń
  3. Ah te motywy Barcelony :) Coraz bardziej chciałabym zobaczyć to miasto :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, znów u Ciebie Barcelona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam... :P

      Jutro też będzie. :D

      Usuń
  5. O flamenco nic nie czytałam, więc mogłoby to być nowym doświadczeniem, a dodatkowo tak kusisz Barceloną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuszę i pewnie jeszcze długo będę. ;)

      Usuń
  6. Już miałam ochotę na tę książkę, teraz mnie tylko dobiłaś;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uff, ulżyło mi;) Bałam się, że Ci się nie spodoba, że proporcje między romansem a samym miastem Cię nie zadowolą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz... Nie miałabym nic przeciwko, gdyby proporcje się zmieniły, ale i tak bardzo dobrze mi się czytało. Barcelona jest na tyle magicznym miejscem, że nawet romanse w takim otoczeniu kupuję bez marudzenia. ;)

      Usuń
  8. Do tej pory nie miałam okazji poznać Barcelony z innej perspektywy, jak ta zaprezentowana przez Zafona :) Jestem ciekawa jak wypada ona w oczach autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie inny, bardziej romantyczny i radosny punkt widzenia. :)

      Usuń
  9. Barcelona Barceloną, ale fabuła jest według mnie słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby odjąć Barcelonę i flamenco, może rzeczywiście szału by nie było, ale wszystko razem zebrane sprawia, że to naprawdę fajna, odprężająca lektura. W sam raz na letnie upały. :)

      Usuń
  10. Świetna recenzja, ale mi apetytu narobiłaś

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka wydaje się być idealną lekturą na wakacje, ale nie dla mnie, może dlatego że Hiszpania to nie jest państwo działające na moją wyobraźnię, a i "błąkających" się bohaterów nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, a na mnie działa jak mało które miejsce. ;)
      A błąkam się czasami i ja, więc... ;)

      Usuń
  12. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek czytała książkę gdzie fabuła osadzona jest w Barcelonie. Bardzo chętnie sięgnę, gdyż zainteresowałaś mnie swoją opinią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, myślę, że Ci się spodoba. No i standardowo polecam też "Cień wiatru", ale to już zupełnie inny klimat.

      Usuń
  13. Już wiem dlaczego wychodzą Ci tak obszerne recenzje. Bo oszukujesz, słowa Ci się mnożą :P "Wszyscy dostają dostają szansę". I na początku ostatniego akapitu zdaje się, że brakuje jednej literki ;) Jako że jeszcze się nie dobudziłam, zastanowić sie chwilę nad tym musiałam, co tam nie pasuje ;)

    Nie dość, że po samym tytule i okładce już chciałam przeczytać książkę, to jeszcze bardziej rozbudziłaś moje pragnienie, by szybko do niej zajrzeć. Jeżeli chodzi o małą ilość opisów samej Barcelony, to myślę, że tylko mieszkańcy mogliby najcudowniej i najdokładniej to miasto opisać. Nawet kochając miasto, a nie spędzając w nim całego życia, opisy nie zawsze będą tak cudowne i oddające klimat.
    Romans, to romans. Tylko pytanie, czy przez pryzmat miejsca akcji Twoja subiektywna ocena całości nie została zawyżona? :P Ja także mogę czytać i czytać o Hiszpanii. Znam osobę, która tak ma z Włochami. Także wiesz... ;)

    A i na koniec, nieziemsko podoba mi się zdanie: "Ewa jest mężatką w tym trudnym okresie, w którym w związku temperatura osiąga najpierw tę z lodówki, w końcu tę z zamrażarki."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no i się wydało. A tak chciałam sobie zawyżyć liczbę słów, bo mi jakieś takie krótkie teksty wychodzą. :P

      To fakt, myślę, że zawsze opisy mieszkańców będą najbardziej klimatyczne, ale z drugiej strony - ta książka to przede wszystkim miłość i flamenco (no i seks :P). Ja akurat jestem na tyle zafiksowana na punkcie Barcelony, że chciałabym jeszcze więcej opisów, ale myślę, że "normalnemu" czytelnikowi proporcje będą odpowiadać.

      Co do oceny, to myślę, że tak - na pewno lepiej ocenię książkę z akcją w ukochanym miejscu niż w jakimś anonimowym, które nie ma dla mnie wartości sentymentalnej. Cóż, nigdy nie twierdziłam, że jestem obiektywna. :P

      Dzięki. Mam nadzieję, że to zdanie pozostanie dla nas tylko zdaniem z recenzji. ;)

      Usuń
  14. Jak Ty potrafisz pięknie pisać o książkach... :) Przekonałaś mnie do tej pozycji. Wciągam ją na listę i będę poszukiwać. Ach, to flamenco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      I życzę dobrej zabawy podczas lektury. :)

      Usuń
  15. Chcę, chcę! :) Mało czytałam książek o Hiszpanii, żadnej sobie nie przypominam. Bardzo mnie ciekawi klimat Barcelony i ten romans z Hiszpanem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czytaj, czytaj! :) I dobrze się baw. :)

      Usuń
  16. Chyba jednak wolę jechać do Barcelony niż czytać o niej książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz czytać w samolocie. ;)

      Usuń
  17. Marzę o Barcelonie... Ale póki co mogę się zadowolić tą lekturą:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach, widzę, że Barcelona króluje w Twoich myślach.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...