poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Mercé Rodoreda "Diamentowy Plac"
Dla mnie wszystko się skończyło

Mercé Rodoreda
Diamentowy Plac
Wyd. Pascal
2014
320 stron
Diamentowy Plac (Plaça del Diamant) znajduje się w Barcelonie, w dzielnicy Grácia. Ponad dwadzieścia lat temu odkryto tu schron z czasów hiszpańskiej wojny domowej, mogący pomieścić ok. 200 osób. Jednak nie z tego powodu to miejsce stało się znane. Tu zaczyna się opowieść katalońskiej pisarki, Mercé Rodoreda, tu poznali się bohaterowie jej historii, Natalia i Quimet. Pierwsze spotkanie, pierwsze spojrzenie, pierwszy taniec. Na placu stoi dziś pomnik Natalii - La Colometa, przedstawiający nagą kobietę w otoczeniu gołębi. Usta kobiety ułożone są jakby do krzyku. Jakie słowa usłyszelibyśmy, gdyby mogła wydać z siebie dźwięk?


Powieść Diamentowy Plac zaczyna się w ostatnich latach istnienia Drugiej Republiki Hiszpańskiej. W dniu, w którym poznajemy bohaterów, na tytułowym placu gra muzyka, ludzie tańczą. Natalia jeszcze nie wie, że tego dnia, pozna swojego przyszłego męża. Nie chce jej się iść na tańce, lecz w końcu ustępuje namowom znajomej. Dzięki temu spotyka Quimeta. Ten, choć ujrzał dziewczynę po raz pierwszy, oznajmia jej, że nie minie rok i zostanie jego panią i królową[1]. Ona zrywa zaręczyny, łamiąc serce swemu obecnemu partnerowi, chłopcu szczerze w niej zakochanemu. Tak zaczyna się związek Natalii i Quimeta.  

Faktycznie, zgodnie z zapowiedzią szybko biorą ślub, na świat przychodzi dwójka dzieci. Proza życia szybko zjawia się nieproszona. Natalia żyje życiem swego męża, dostosowuje się do jego oczekiwań. Ten zmienia jej nawet... imię, nazywając ją Colometą. Quimet trudni się stolarstwem, ale nie jest mistrzem w tym fachu. W końcu wpada na genialny, w jego mniemaniu, pomysł - zakłada hodowlę gołębi. Na tym kończy się jego udział w przedsięwzięciu. To żona zajmuje się chybionym biznesem, mając na głowie także opiekę nad dziećmi i mieszkaniem. Gdy wybucha wojna, życie Colomety stanie się jeszcze trudniejsze. Jeszcze zatęskni za tym, co miała wcześniej - narzucającym swoje zdanie mężem, rolą kury domowej, matki, żony, kochanki i opiekunki gołębnika.

Natalia snuje swą opowieść w pierwszej osobie. Jej historia jest historią zawiedzionych marzeń, walki o przetrwanie, poszukiwania miłości. Wszystkie emocje bohaterki są doskonale wyczuwalne. Łatwo dać się ponieść zmieniającym się nastrojom.

Mercé Rodoreda
Lektura Diamentowego Placu przypomniała mi inną hiszpańską powieść - Złudę Carmen Laforet. Obie te historie w portretują Hiszpanię okresu dyktatury frankistowskiej. Powieść Laforet przytłacza duszną atmosferą, ukazując powojenną Barcelonę, miasto niezdrowych relacji międzyludzkich, schematów i umysłowej ciasnoty. Piekło stworzone przez ludzi dla ludzi. Akcja powieści Mercé Rodoredy osadzona jest w okresie istnienia Drugiej Republiki Hiszpańskiej (lata 1931 - 1939), państwa, którego trwanie zakończyła trzyletnia wojna domowa, oraz w czasach powojennych, kiedy to zwycięstwo nacjonalistów przyczyniło się do powstania Państwa Hiszpańskiego, kraju autorytarnego, niedemokratycznego, dyktatury Francisco Franko. Obydwie powieści traktują o zawiedzionych marzeniach, bolesnym zderzeniu wyobrażeń z rzeczywistością, życiowych scenariuszach jakże odległych od tych upragnionych.

Diamentowy Plac nie jest książką polityczną, choć sytuacja kraju jest mocno związana z losami jego bohaterów. Wojna mocno odciśnie swe piętno na życiu Colomety i jej bliskich, po niej już nic nie będzie takie samo. Głód, strach i bezradność długo będą towarzyszyć Natalii. I ta samobójcza myśl, by zakończyć cierpienie, odejść szybko, oddalając wizję powolnego konania, gdy żołądek się skręca, dzieci patrzą błagalnie, do ust nie ma co włożyć, a przyszłości nie widać - nawet najmniejszej iskierki nadziei, choćby kaleczącej brzytwy, której można by się chwycić i raniąc dłonie płynąć do brzegu w nadziei na ratunek. Nic.

Opowieść katalońskojęzycznej pisarki to historia zwykłych ludzi. Tu nie ma wojennych bohaterów i spektakularnych akcji. Życie toczy się zwyczajnie, nawet jeśli okoliczności ulegają diametralnym zmianom. Colometa przyjmuje zaproszenie do tańca, po raz pierwszy spogląda w oczy Quimeta, całuje jego usta, serce zaczyna jej bić coraz mocniej, a szczęście wydaje się nie mieć granic. Ślub, wspólne mieszkanie, codzienne kłopoty, dwójka dzieci. I gołębie. Ptaki, które w pewnym momencie stały się dla Quimeta ważniejsze niż rodzina. Zabawne, hałaśliwe, fascynujące. Absurdalny wątek w życiu jakże zwyczajnej rodziny. Chciałam, żeby te gołębie dławiły główną bohaterkę od samego początku aż do końca[2] - zdradza autorka we wstępie powieści. Ot, i cała rzeczywistość.

Mercé Rodoreda opisuje ją niezwykle plastycznie, niekiedy wręcz poetycko. Akcję powieści umiejscowiła w Grácii, znanej jej z dzieciństwa, dzielnicy stolicy Katalonii. Gdy w 1958 roku zaczęła pisać Diamentowy Plac, przebywała na emigracji w Szwajcarii. Wszystkie wspomnienia, jakie zachowałam o Grácii, są mi bardzo bliskie. Teraz te miejsca są daleko, ale myśl o nich, gdy ogarnia mnie nostalgia, dobrze mi robi. Wiele razy i wielu okolicznościach tamte wspomnienia były mi pociechą[3]. Katalońska pisarka zwyczajną historię ubrała w piękne słowa. Pod wpływem jej opisów, miejsca stają przed oczami jak żywe, choć nie zawsze są to ładne obrazki.

Patrzyłam na morze: było jak nie z wody; szare i smutne, bo dzień był pochmurny, unoszone w górę oddechem ryb. A wściekłość ryb była oddechem morza, które wydymało się w górę grzywami fal i bąbelkami powietrza[4].

La Colometa
[źródło]
Nie tylko opisy miejsc są mocną stroną powieści. Na uwagę zasługuje świetnie wykreowana postać Colomety, bohaterki, które przeżywa ogrom emocji, od tych pozytywnych począwszy, na wyniszczających skończywszy. Wrażliwa, zakochana, bierze życie takim jakie jest, choć trudno powiedzieć, by było usłane różami. Reprezentuje pokolenie kobiet, którym przyszło żyć w Barcelonie lat trzydziestych, zmierzyć się z trudną codziennością, strachem o mężczyzn wysłanych na wojnę, głodem i obawą o to, czy uda im się utrzymać rodzinę. Czasami ma dość, ale zawsze udaje jej się odzyskać równowagę. Przyjdzie jednak dzień, w którym kumulacja cierpienia okaże się zbyt wielka jak na jej siły. Czy podzieli los Anny Kareniny i Emmy Bovary?

Dla mnie wszystko się skończyło i (...) oczekuję już teraz tylko smutków i zmartwień[5].

Za piękną okładką, kryje się wspaniała, choć niełatwa emocjonalnie historia. Nie wiem, jak wierny oryginałowi jest przekład Zofii Chądzyńskiej, ale czyta się go bardzo dobrze. Kolejne obrazy stają przed oczami jak żywe. Całość nieco psuje kilka literówek, w tym ta najtrudniejsza do przełknięcia, bo znajdująca się z tyłu okładki. Przetłumaczona na ponad 30 języków powieść przyciąga klimatem i emocjami, zachwyca bogactwem opisów i uczuć, trzyma w napięciu, bo losy Colomety ważą się niemal do ostatniej chwili.

Na pomalowanej niebieską farbą barierce tarasu, przysiadają gołębie. Białe z czerwonymi oczami i łapkami, z czarnymi pazurkami. Czarne z równie ciemnymi łapkami, szarymi oczami obwiedzionymi na żółto. Samiczka stroszy pióra. Zarozumiała parka o niemal pawich ogonach, puszy się wypinając piersi i rozpościerając skrzydła. Przez Calle Mayor pędzą żółte, rozdzwonione tramwaje. Paseo de Gracia tonie w promieniach słońca. Na targu tłoczą się ludzie, w powietrzu unosi się zapach mięsa, jarzyn, owoców, ryb i kwiatów, stoisko podrobów śmierdzi śmiercią. Światło żarówek odbija się w łuskach ryb. 

Na Diamentowym Placu śpiewają muzycy, dzieciaki puszczają fajerwerki, ziemia usłana jest pestkami od arbuzów. Tu zaczyna się historia Colomety, tu rodzi się miłość.

***

Książkę polecam
miłośnikom prozy hiszpańskiej
wielbicielom historii zwykłych ludzi
zainteresowanym życiu w Barcelonie lat trzydziestych
poszukujących książek z akcją osadzoną w Barcelonie
ceniących piękne, plastyczne opisy

***

[1] Mercé Rodoreda, Diamentowy Plac, przeł. Zofia Chądzyńska, Wyd. Pascal, 2014, s. 23.
[2] Tamże, s. 8
[3] Tamże, s. 7.
[4] Tamże, s. 68.
[5] Tamże, s. 205.

***

Zobacz też

***


38 komentarzy:

  1. Ah, ta Barcelona, książkę pewnie, że chcę przeczytać, ale jeszcze chętniej pojechać do tego zachwalanego przez Ciebie miasta :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się marzy powrót. :)
      Ech. :)

      Usuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji obcować z hiszpańską literaturą, ale przyznam, że jestem jej bardzo ciekawa, dlatego postaram się mieć na uwadze powyższą książkę, kiedy tylko uporam się z obecnymi zaległościami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie pożałujesz.

      Usuń
  3. Chyba źle oceniłam tę książkę. Myślałam, że to powieść zupełnie innego typu. Muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny tekst Aniu. Oddałaś klimat tej powieści i choć nie byłam do tej książki przekonana to po Twojej recenzji mam ogromną ochotę ją przeczytać. Zawsze wynajdujesz ciekawe książki i pięknie o nich piszesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję. Taki komentarz daje kopa do pisania. :)

      Usuń
  5. Dużo tej Barcelony u Ciebie na blogu. Nie wykluczam, że kiedyś się z nią zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, przynudzam. Ale nic na to nie poradzę: to miłość od pierwszego wejrzenia. :D

      Usuń
  6. Jakim cudem nie zwróciłam wcześniej uwagi na tę książkę? Wydaje się być lekturą w sam raz dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! W zapowiedziach nic ostatnio u mnie nie znajdujesz, to chociaż recenzją Cię na coś skusiłam. :D

      Usuń
  7. I znowu to samo :))))) Książkę już mam ale nie zdążyłam przeczytać przed Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mamy wspólny regał z książkami? :D

      Usuń
  8. Tylko po Twojej recenzji poczułam zapach Barcelony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że raczej owoców i kwiatów niż ryb i podrobów. :P

      Usuń
  9. Rewelacyjna recenzja! Chociaż z początku nie byłam do książki przekonana, to z łatwością zmieniłaś moje zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie to opisałaś. Jakby na chwilę zamknąć oczy, to można się przenieść do Barcelony i siedzieć wśród gołębi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawa, obrazowa recenzja. Kusi, żeby zapoznać się z dziełem. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fantastyczna recenzja, zapragnęłam od razu sięgnąć nie tylko po tę książkę, ale w ogóle po powieści hiszpańskich pisarzy. Uświadomiłaś mi, że jakoś literaturę z tego kraju omijam, a przecież kiedyś miałam lekką obsesję na punkcie tego kraju :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie omijaj! Potrzebny mi ktoś, kto mi pomoże wybrać ciekawe tytuły. :P

      A za opinię bardzo dziękuję. :)

      Usuń
  13. Książka do Ciebie pasuje idealnie, wiedziałam po prostu, że sięgniesz z powodu Barcelony;) Książka też mi wpadła w oko:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Po takiej recenzji muszę jak najszybciej przeczytać, bo zapowiada się bardzo dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow, świetnie operujesz słowem i nęcisz, by sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mam nadzieję, że jeśli zdecydujesz się na lekturę, to wciągnie Cię ona tak jak mnie. :)

      Usuń
  16. To coś zdecydowanie dla mnie. Jakiś czas temu czytałam "Krawcową z Madrytu", której akcja działa się w podobnym okresie. Jestem bardzo ciekawa tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Krawcowa..." zanotowana. I nawet w mojej bibliotece jest, tylko aktualnie ktoś ją wypożyczył.

      Usuń
  17. Zainteresowałaś mnie ta książką, rozglądnę się za nią.

    OdpowiedzUsuń
  18. Raczej się nie skuszę, zdecydowanie nie moje klimaty. Wolałabym kryminał dziejący się w Barcelonie lat 30. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo... Jak znajdziesz takich, to poproszę o namiary. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...