wtorek, 26 sierpnia 2014

Książki poprawiające humor



Macie takie książki? Na ponure dni, na samotne noce. Na deszcz, na łzy. Jako antidotum na smutki, wrednych ludzi, trudne chwile, brutalną rzeczywistość. Jako odskocznię od złych myśli, ciężkich decyzji, nietrafionych wyborów. Na pewno znacie choć jedną książkę, która jest w stanie wyrwać Was z krainy niefajności.

Książkę poprawiającą humor.

Sama mam kilka takich tytułów, które działają bez zarzutu od dawna i kilka takich, które co prawda czytałam tylko raz, ale do tej pory uśmiecham się szeroko na wspomnienie tych lektur. Nie zawsze są to książki wysokich lotów, ale i nie chodzi mi o wznoszenie się na intelektualne wyżyny, gdy smutek czy złość biorą górę. Zobaczcie moją listę i koniecznie podzielcie się Waszą.


*** Katarzyna Grochola, cykl Żaby i anioły ***

Cztery tytuły: Nigdy w życiu!, Serce na temblaku, Ja wam pokażę, A nie mówiłam! Zwłaszcza pierwszy z nich (zarówno w wersji książkowej, jak i filmowej) to kopalnia zabawnych scen i tekstów. Perypetie Judyty, która po rozstaniu z mężem wychowuje swą nastoletnią córkę, bawią mnie do łez. I tak sobie myślę, że sporo już czasu minęło od kiedy sięgałam po mój zaczytany egzemplarz Nigdy w życiu! Czas chyba zdmuchnąć z niego kurz.



*** Helen Fielding, Dziennik Bridget Jones ***

Tym razem nie cały cykl, a pierwszy tom. Drugi podobał mi się zdecydowanie mniej, po trzeci nie odważyłam się sięgnąć, wciąż nie mogąc zaakceptować Bridget w roli wdowy. Podobnie jak w przypadku Nigdy w życiu!, tak i w tym - ogromnie lubię także wersję filmową, ze sweterkiem w renifery włącznie.



*** Wojciech Cejrowski, Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anaconda ***

W literaturze podróżniczej humor Cejrowskiego zdecydowanie się wyróżnia. Jako osoba o kontrowersyjnych poglądach, podróżnik wzbudza niemałe emocje, ale bez względu na to, czy się jego opinie podziela czy nie, warto wybrać się wraz z nim do amazońskiej dżungli. 



*** Eduardo Mendoza, cykl Ceferino ***

Cykl liczy cztery części, ja mam za sobą trzy i wspominam je z szerokim uśmiechem. Detektyw lump szlajający się po ulicach Barcelony - czyż to nie brzmi wspaniale?




*** René Goscinny, cykl Przygody Mikołajka ***


Cały cykl jest tak niesamowicie zabawny i pozytywnie nastrajający, że czym prędzej powinni po niego sięgnąć mali i duzi czytelnicy. Błyskotliwe dialogi, humorystyczne scenki i rysunki, które wspaniale uzupełniają treść. Mikołajek bawi niezmiennie od lat!



*** Joanna Chmielewska, Wszystko czerwoneCałe zdanie nieboszczykaWszyscy jesteśmy podejrzani ***

Nie znam jeszcze całej twórczość królowej polskiego kryminału humorystycznego, ale póki co, miło wspominam przede wszystkim trzy tytuły: Wszystko czerwone, Całe zdanie nieboszczyka, Wszyscy jesteśmy podejrzani. Ze starszych, popularnych tytułów nie podszedł mi jedynie Lesio.



*** Jonas Jonasson, Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął ***

Po szczegóły zapraszam do notki Wesołe jest życie staruszka, a tu i teraz z całego serca polecam tę absurdalną i przezabawną historię.



*** Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie ***

Klasyka wywołująca szeroki uśmiech. Rzecz obowiązkowa. Dobra rozrywka gwarantowana. Same slogany, ale nie wiem jak w kilku zdaniach zawrzeć to, co Dumas wcisnął do swej powieści.



*** Jerome K. Jerome, Trzech panów w łódce nie licząc psa ***

Powieść z XIX wieku. Trzech londyńczyków wybiera się na rejs Tamizą. Książka, która z założenia miała być poważnym przewodnikiem turystycznym, w efekcie okazała się przesyconą ironią opowieścią, w której angielski humor bierze górę nad chęcią przybliżenia uroków nadrzecznych terenów. Kontynuacja tej książki porwała mnie nieco mniej.



*** Marta Kisiel, Nomen Omen ***

Z notki Katastrofa Katastrof możecie się dowiedzieć dlaczego ta powieść (zasłużenie!) znalazła się w tym zestawieniu.



*** Astrid Lindgren, Dzieci z Bullerbyn, Emil ze Smalandii ***

Pierwszy z tych tytułów to moja miłość od czasów dziecięcych, drugi - przeczytany już po uzyskaniu dowodu osobistego uprawniającego mnie do kupowania piwa w nawet najbardziej podejrzanych barach - chwyciła mnie za serce w czasach, w których od dawna już czytałam nieco bardziej dorosłe lektury. To tylko świadczy o tym, że proza Lindgren się nie starzeje. Jej czytelnicy też nie.



*** Andrzej Pilipiuk, cykl Kroniki Jakuba Wędrowycza ***

Nie znam tomu siódmego, nie podobał mi się szósty, ale przy pozostałych świetnie się bawiłam. Aż dziw, bo to przecież kompletnie nie mój gatunek. A jednak - Wędrowycz podbił i moje serce.



*** Monika Szwaja, Klub Mało Używanych Dziewic ***

Zwykle tego typu historie niespecjalnie mnie nie ruszają (no wiecie, perypetie przyjaciółek o różniących się od siebie stylem, charakterem, trybem życia, stopniem sercowego zamotania, wykonywanym zawodem i wszystkim czym się da), ot, dobrze się czyta i nic więcej. Ta trylogia jednak ubawiła mnie jak mało która, a na dodatek każdy kolejny tom czytało mi się jeszcze lepiej. Nie wiem, czy po latach odebrałabym ją podobnie, ale wspomnienia z lektury mam jak najbardziej pozytywne.



***

Wśród pozostałych czytanych przeze mnie tytułów bez wątpienia na uwagę zasługują: Dalej od Buenos Stefana Czernieckiego, Upiory spacerują nad Wartą Ryszarda Ćwirleja, Zemsta Aleksandra FredryŚwiętoszek Moliera, cykl Świat Dysku Terry'ego Pratcheta (tak, tak - mam kilka tomów za sobą), Misjonarze z Dywanowa Władysława Zdanowicza czy kryminały Darii Doncowej i Olgi Rudnickiej.

Co dorzucilibyście do tej listy?

93 komentarze:

  1. Z przedstawionych przez Ciebie książek czytałam Mikołajka (uwielbiam, czytałam chyba ze trzy razy) i Dziennik Bridget Jones (można się uśmiać, świetna książka na gorszy dzień). Natomiast moim obecnym faworytem, jeżeli chodzi o poprawę nastroju, jest seria o Stephanie Plum. Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Plum już dużo dobrego przeczytałam. Muszę koniecznie dorwać choć jeden tom.

      Usuń
  2. Oczywiście, że mam takie książki:) Widzę, że muszę uzupełnić biblioteczkę koniecznie o dwie pozycje: "Nomen Omen" i "Stulatka... Sporo już czytałam na ich temat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie podzielisz się tytułami? ;)

      Usuń
  3. Wiem, jestem dziwna, ale nie potrafię się przekonać do Grocholi i Bridget Jones ;) Ostatnio humor poprawia mi "Moc pozytywnego myślenia", ale jeszcze jej nie dokończyłam ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moc pozytywnego myślenia by mi się przydała. I to bardzo. ;)

      Usuń
  4. Skoro już wspominasz o Mikołajku to warto dorzucić Koszmarnego Karolka, mój ulubiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dawno, dawno temu czytałam jakiś tom, ale nie pamiętam. :(

      Usuń
  5. Swego czasu zaczytywałam się Chmielewską:) Bridget też mnie ubawiła, podobnie jak "Nigdy w życiu".
    Ostatnimi czasy niewiele się trafiało książek, które by mnie naprawdę rozbawiły, udało się to jedynie pani Pietrzyk w "Babskim gadaniu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam "Babskiego gadania", ale chętnie bym sprawdziła co to.

      Usuń
  6. Cykl o Judycie Grocholi mi także zawsze poprawia nastrój. Bridget Jones lubię, ale w wersji kinowej z fenomenalną w tej roli Rene Zellweger. Książkowa jakoś nie przypadła mi do gustu. Chmielewska też potrafi poprawić nastrój. Polecam tez "Natalii 5" Rudnickiej - niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersję kinową też lubię. :)

      "Natalii 5" jeszcze nie czytałam, za to świetnie się bawiłam przy "Zaciszu 13".

      Usuń
  7. 'Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął' to jeden z moich najbliższych planów czytelniczych. Lubię też Astrid Lindgren, Pilipiuk też potrafił mnie rozbawić. Mam u siebie sporo książek Mendozy, ale na razie czytałam tylko ze dwie - uśmiałam się przy nich, to fakt.

    Lubię też Rudnicką, o której wspominasz na końcu. Ta to potrafi rozbroić człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ jestem ciekawa jak odbierzesz "Stulatka..."! :)

      W książki Mendozy muszę się zaopatrzyć i przeczytać jeszcze raz.

      Usuń
  8. Ja wybieram wtedy: "Ania z Zielonego Wzgórza", "Pollyanna", "Mała księżniczka", "Mało lord" - chyba ugrzęzłam gdzieś w literaturze dziecięcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ania..." jest świetna. "Pollyanny" nie czytałam. "Małego lorda" chyba też nie.

      Usuń
    2. Polecam :) Szczególnie "Pollyannę" i jej grę w radość/zadowolenie - kwestia tłumaczenia

      Usuń
    3. Zaciekawiłaś mnie. Mam gdzieś taki prastary egzemplarz, to może któregoś dnia go odgrzebię.

      Usuń
  9. Do Pilipiuka dodałabym jeszcze cykl Kuzynki Kruszewskie, książki dedykowane nam, kobietom. Zgadzam się co do Grocholi - mnie także poprawia humor. A jeżeli chodzi tylko o poprawę humoru, nie o literaturę wysokich lotów, to świetnie się nada Aleksandra Ruda z jej książkami: Odnaleźć swą drogę i Wybór. Ataki śmmiechu gwarantowane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego cyklu Pilipiuka nie czytałam. Przez jakiś czas bezskutecznie polowałam w bibliotece na pierwszy tom, aż w końcu odpuściłam.

      Usuń
  10. Szwaja i Chmielewska, tak. Grochola w ogóle mnie nie rozbawia niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie nie Twój typ poczucia humoru. :)

      Usuń
  11. Bridget Jones zawsze poprawia humor:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na poprawę humoru zawsze dobry jest Harry Potter :) Chociaż tematyka nie zawsze jest wesoła, to miło przenieść się do świata wykreowanego przez Rowling :) Z Twojego zestawienia humor poprawiają mi "Dzieci z Bullerbym" oraz Cejrowski, a także wspomniany Pratchett:) "Stulatka..." zakupiłam ostatnio i jestem bardzo ciekawa jakie wrażenie zrobi na mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Harry... Kiedyś do niego wrócę. :)

      Usuń
  13. "Trzech muszkieterów" rzeczywiście nie da się opisać w kliku zdaniach;)
    Na swoją listę wpisałabym "Dumę i uprzedzenie" i Jeżycjadę. Tak skromnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było sobie trzech muszkieterów, czwarty na dokładkę i stado czarnych charakterów. Większość dożyła końca książki.
      Da się! Nawet w dwóch. :P

      Usuń
  14. Piękne zestawienie mam słabość do Mikołajka - tych pozycji Chmielewskiej nie znam nadrobię jedna co mi się podobała to (Nie) Boszczyk mąż . Polecam książki Rudnickiej ;) A ja skorzystam z Twoich podpowiedzi na coś wesołego :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja doprawdy nie wiem jak to się stało, ale żyłam w przekonaniu, że "Żaby i anioły" to tylko 3 tomy.... I pewno bym żywota dokonała z tą świadomością, a tu proszę niespodzianka - czyli czeka mnie jeszcze jedno spotkanie z Judytą!!! Wdzięcznam dozgonie zatem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Z lekturami poprawiającymi humor jest różnie. Wszystko zależy od osoby, która je czyta. Mnie rozśmieszają książki Joanny Chmielewskiej - szczególnie "Boczne drogi" ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. STULATEK... moja ukochana książka. Płakałam ze śmiechu,a szczególnie z opisów "pierwotnego" właściciela torby na dworcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczegółów już niestety nie pamiętam, ale takich zabawnych momentów było tam sporo. :)

      Usuń
  18. Na poprawę nastroju najlepsza jest dla mnie Chmielewska i "Milaczek" Magdy Witkiewicz:)

    OdpowiedzUsuń
  19. O dziwo kilka z tych książek czytałam. :) Uwielbiam Mikołajka i "Dzieci z Bullebyn"! Które zresztą dostałam od Domi. :D A wiesz, że Emila nie czytałam?
    Ja bym chyba Musierowicz dodała. :)
    No i ja zaczęłam od "Trzech panów w łódce nie licząc psa". Chętnie sięgnę po to pierwsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu. Po kontynuację, jak tylko ją znajdę. :P

      Usuń
    2. Ach, pamiętam! A ja dostałam wtedy Musierowicz, żeby w końcu zmobilizować się do przeczytania cyklu. :)
      A ja czytałam po chwilowej przeprowadzce w Bieszczady. Jak jechałam do Sanoka do biblioteki, to odwiedzałam i dziecięcą, i dla dorosłych. :D

      Usuń
  20. "Stulatka" mam niebawem w planach, a teraz właśnie skończyłam książkę "On wrócił" i przyznaję, że kilka razy wybuchnęłam śmiechem w trakcie lektury. Polecam.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Na "Stulatku" umieralam ze śmiechu, muszę film też obejrzeć!

    "Bridget Jones" zawsze oglądałam na doła, ale książek nie lubię. No a Chmielewską muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Zbieram się i zbieram, i zebrać nie mogę.

      A "Bridget..." oglądam dokładnie z tego samego powodu. ;)

      Usuń
  22. Książki Danuty Noszczyńskiej z pewnością bym dopisała. Chmielewska pasjami czytam po prostu i kocham całą sobą. Bardzo cieszy mnie obecność dziewic , kiedyś czytałam i bardzo ale to bardzo mnie ubawiły i poprawiły humor. Jeszcze Janet Evanovich bym tez wrzuciła na listę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam jedną książkę Noszczyńskiej (ale dawno temu) i akurat ta mnie nie porwała.

      Dziewice uwielbiam! (Jakkolwiek to brzmi :P). A Evanovich jeszcze przede mną.

      Usuń
  23. Terry'ego Pratchetta, zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam wybiórczo, ale fajnie się czytało.

      Usuń
  24. Skończyłam czytać właśnie ksiażki Szwaji pt. "Jestem nudziarą" i... i mam ochotę na więcej! Poza tym z Twojej listy znam "Stulatka...", ale w pełni usatysfakcjonowana nim nie jestem, "Gringo" za to miło wspominam - podobnie jak ksiażki Lindgren czy cykl o Mikołajku (jakże ja go w dzieciństwie uwielbiałam).
    A " Trzech panów w łódce nie licząc psa" pragnę poznać już od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Dziewice są jeszcze lepsze od nudziary. :)

      Usuń
  25. Trylogia o dziewicach i wszystkie trzy Chmielewskie jak najbardziej TAK - świetne książki na poprawę humoru :) "Trzech panów..." mam w domu i od dawna juz się za książkę zabieram, a na "Staruszka..." i "Nomen omen" narobiłaś mi wielkiej ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dwie ostatnie generują głośne wybuchy śmiechu. :)

      Usuń
  26. Klub Pickwicka, Paragraf - moje dwa klasyczne poprawiacze humoru :D
    Trzech panów w łódce... chyba przeczytam. Tak trochę mnie intryguje ten angielski humor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy znam, ale aż tak mnie nie porwał. Do nieznajomości drugiego się nie przyznam, bo wstyd.

      Czytaj, czytaj. Może i ja też przeczytam, bo wiadomo - skleroza.

      Usuń
  27. Jak będę miała ochotę na poprawę nastroju, tu mam niezłe źródło inspiracji. Najbardziej w nastoletnim życiu bawiła mnie Chmielewska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jej wtedy nie znałam. Nie wiem czemu.

      Usuń
  28. Jest z czego wybierać. Przeczytałam ,,Nigdy w życiu" i na poprawę humoru idealnie się nadaje :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak. Lubię do tej książki wracać.

      Usuń
  29. W sumie nie ma takich książek, aczkolwiek z wymienionych przez Ciebie pozycji chće przeczytać 'Nomen Omen'.

    OdpowiedzUsuń
  30. Grochola, Cejrowski, Pilipiuk, Bridget Jones i Mikołajek zdecydowanie tak! Mendoza aż tak mnie nie śmieszy... Jonasson mi się podobał. Chmielewskiej, Kisiel, Jerome'a i Szwai nie czytałam. Lindgren i Duma - klasyki. Na poprawę humoru zaproponowałabym Pratcheta i jakąś książkę Lucy Maud Montgomery. Jej powieści działają na mnie kojąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam takie bardziej śmiechotwórcze niż kojące, ale Montgomery też bardzo lubię. :)

      Usuń
  31. A ja żadnej nie czytałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. Niektóre książki czytałam i mnie także poprawiły humor ;) Wśród nich znalazły się: "Trzech panów w łódce", a także kontynuacja - "Trzech panów na rowerach", powieści Moniki Szwai, ale nie ten cykl, jego jeszcze nie znam, a także powieści Joanny Chmielewskiej. Co do Bridget Jones oraz Katarzyny Grocholi, to do mnie nie trafiają ;)

    Jeśli pozwolisz, to za jakiś czas "odgapię" od Ciebie ten wpis, bo bardzo mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odgapiaj, odgapiaj - ciekawa jestem Twojego zestawienia. :)

      Usuń
    2. Super, w takim razie zabieram się za tworzenie :)

      Usuń
  33. Bridget - i owszem. Szwaja Monika - prawie wszystkie jej książki. Grochola - od czasu do czasu ( w niedużych ilościach). Magdy Witkiewicz książki o Milaczku i ciotce Matyldzie. Dorzucam mojego ulubionego Forresta Gumpa (moim zdaniem lepszy niż Stulatek...) Znasz Dynastię Miziołków Joanny Olech - usmialam się do łez. A z ostatnich odkryć to Dożywocie Marty Kisiel - na Nomen Omen ostrzę sobie pazurki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Foresta też lubię.

      Olech nie znam, choć tytuł obił mi się o uszy. "Dożywocia" zazdroszczę. Ogromnie bym chciała przeczytać.

      Usuń
  34. Kilka książek o dziwo znam. :) "Stulatek..." jest wręcz obowiązkową książką dla każdego czytelnika. Taka mieszanka przekleństw, słoni i ich wydalin oraz trupów w chłodniach (tego pierwszego pamiętam, a reszta nie wiem, jak zginęła, drugi chyba pojechał gdzieś do Estonii?) to połączenie, którego nigdy wcześniej nie spotkałem.
    Zapisałem sobie tytuł książki Grocholi, bo muszę pobiec do biblioteki i sam przeczytać.
    Bridget Jones znam tylko z filmów, ale z chęcią zapoznam się z przygodami tej wariatki.
    Za Mikołajkiem nigdy nie przepadałem, bo zawsze wydawał mi się mało śmieszny.
    "Trzech muszkieterów" przeczytałem ostatnio i jakoś nie jestem skłonny zaliczyć tej książki do szczególnie udanych, a drugi raz chyba nie chciałbym jej przeczytać.
    "Dzieci z Bullerbyn" to jedna z moich ulubionych lektur klas I-III. Mimo że nie czytałem jej drugi raz, cały czas myślę o niej pozytywnie.
    No i Chmielewska! To jedna z nielicznych autorek kryminałów, którą miałem okazję poznać, a pisze wyśmienicie (aczkolwiek "Zapalniczka" nie powaliła mnie na kolana). Koniecznie muszę sięgnąć po jej starsze powieści, bo są na pewno o wiele lepsze od tych współczesnych.
    Uff, to już koniec tego długiego komentarza (chyba rekordowo długiego). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie doczytałem o "Świętoszku". Naprawdę (prawie buzia mi się otworzyła ze zdziwienia)? Książki Moleria kojarzą mi się z lekturami szkolnymi, które trzeba odbębnić i nie wyobrażam sobie powrotu do "Skąpca". Chyba że na maturze. :)

      Usuń
    2. Komentarz faktycznie rekordowo długi, ale takie lubię najbardziej. :) Zwłaszcza, że w większości przypadków się w nim ze mną zgadzasz. :P

      Co do Moliera - naprawdę. Ale przyznam po cichu, że czytałam go już po skończeniu szkoły. Wcześniej skutecznie omijałam lektury. ;)

      Usuń
  35. O ta, Grochola zasłużenie się tutaj znalazła :) Ja na pewno dorzuciłabym panią Kordel, jej książki są cudowne i pozytywnie nastrajają :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie odmówiłabym sobie próby poprawienia humoru z tymi książkami. Kilka z nich planuję przeczytać już od bardzo dawna.

    OdpowiedzUsuń
  37. Mikołajek i Pippi to moje typy.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ale się zgrałyśmy - ja wczoraj właśnie zrecenzowałam "Trzech panów...".
    Dodałabym tutaj jeszcze "Paragraf 22" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Muszę w końcu przeczytać "Paragraf 22".

      Usuń
  39. U mnie rządzi nieustannie Mikołajek :) i książki Wojciechowskiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa bardzo dobre typy. :)
      Choć po Wojciechowską sięgam w innym celu.

      Usuń
  40. "Stulatek..." jest na chwilę obecną moim numerem jeden w tej kategorii :) Co ciekawe, dziś rozmawiałam z moją siostrą, która właśnie skończyła czytać tę książkę i też jej się bardzo spodobała. "Stulatka..." będę polecać każdemu, kto chce poprawić sobie humor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, co prawda szczegóły mi się już zatarły, ale pamiętam, że świetnie się bawiłam podczas tej lektury. Teraz czas na film.

      Usuń
  41. Ja bardzo lubię Przegryźć dżdżownicę Grocholi;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest to takie cieniutkie coś, czego nie pamiętam? :D

      Usuń
  42. "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to książka, którą kupiłam w tym roku nad morzem i zamierzam ją jak najszybciej przeczytać. Ale może poczekam na gorszy dzień. "Dzieci z Bullerbyn" są super, również polecam. Książki Grocholi w większej mierze bawią. Plus za "Świętoszka" i "Zemstę", u mnie też by się znaleźli. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Jeśli chodzi o Twoje tytuły, to kilka załapałoby się i na moją listę. Bridget Jones tak, ale tylko drugi tom, Cejrowski tak, ale w małych dawkach, Mikołajek genialny cały, "Stulatka..." czytałam chichrając się niemal bez przerwy. Muszę koniecznie sięgnąć po Mendozę, bo w wersji poprawiającej humor jeszcze go nie znam.
    Moja lista byłaby bardzo różna w różnych okresach mojego życia. Ostatnio wylądowała na niej "Małgorzata idzie na wojnę". Zawsze był i będzie Makuszyński pod każdą postacią. I pamiętam jak się totalnie zaśmiewałam nad "Księgą bez tytułu", ale to pozycja kontrowersyjna i nie każdy ją zniesie :) :) Aha, i wspomnienia Agathy Christie z archeologicznych wypraw z mężem - ubaw po pachy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Twojej listy nic nie znam, jedynie wspomnienie o Makuszyńskim coś mi się kołacze. ;)

      A do Mendozy koniecznie muszę wrócić. Mam nadzieję, że za drugim razem bawi tak samo. :D

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...