poniedziałek, 14 maja 2018

Wielkopolska na weekend
Nieśmiałość wiosny i graffiti w Wolsztynie

kwiecień 2018



Wiosna ma się bardzo dobrze, ale jeszcze kilka tygodni temu ledwie nieśmiało wypuszczała pąki. Wtedy właśnie znalazłam się w Wolsztynie, niewielkim miasteczku w województwie wielkopolskim. Choć z Poznania mam tam stosunkowo niedaleko (jakieś 70 kilometrów), to do tej pory nie udało mi się dotrzeć do mieszczącej się w Wolsztynie parowozowni.

W końcu tę atrakcję mogę uznać za zaliczoną, choć wciąż przede mną do "odhaczenia" jeden punkt z nią związany, czyli wypad na Paradę Parowozów, organizowaną z długi weekend majowy. Może za rok się uda?

Dziś jednak nie będzie o parowozach, bo wciąż nie uporządkowałam zdjęć. Zabieram Was więc na krótki spacer. Chodźcie pooglądać graffiti, posiedzieć nad jeziorem, zjeść pyszną sałatkę i przesiąknąć wiosennym deszczem, który spadł na wolsztyński rynek, a mnie zapewnił fryzurę początkowo w stylu mokrej Włoszki, w finale zmokłej kury.




Graffiti


Pojęcia nie miałam, że w Wolsztynie znajdę tyle cudnych obrazków. Jako wytrwała tropicielka sztuki ulicznej w rozmaitych formach i miejscach, byłam w tzw. fotograficznym raju (lub na foto haju). Niektóre prace są absolutnie fantastyczne. Dzięki ci, Wolsztynie, za tyle kolorowej frajdy.


































Wiosny najłatwiej szuka się w lasach, na łąkach, w parkach. W Wolsztynie padło na tę ostatnią opcję. 









Bezczynność mnie męczy, ale jest pewien sposób, by usadzić mnie bez ruchu w jednym miejscu na dłuższą chwilę. Tak działa na mnie bliskość wody. Mogę wyjątkowo długo (jak na mnie, oczywiście) wpatrywać się w nurt rzeki, morskie fale, albo taflę jeziora. No, chyba, że deski pomostu się chwieją i nadepnięte nieuważnie umożliwiają wodzie wdarcie się do butów.







Po samym mieście nie udało się zbyt dużo pochodzić. Głód kazał rozejrzeć się za czymś, czym można napełnić żołądki. Jeśli i Wam się to przytrafi w Wolsztynie, to zaprawdę powiadam Wam - idźcie do Pico Bello. Tam mają takie sałatki, że ach! i och! i niebo w gębie! Porcje są solidne, uzupełnione gorącą bagietką i masłem czosnkowym. 

Z pełnymi żołądkami mogliśmy ruszyć na spacer ulicami miasteczka, ale najpierw ktoś zgasił słońce, a później włączył deszcz. Taniec w kałużach i paradowanie z fryzurą a'la mokra Włoszka skończył się katarem i gorączką, ale to niewielka cena za kilka chwil odprężającej głupawki. 






Wolsztyn w wersji pochmurnej wygląda właśnie tak jak możecie zobaczyć poniżej. I tak, mam słabość do ceglanych ścian i... drzwi. Te ostatnie im bardziej naznaczone upływem czasu, tym dla mnie ciekawsze.














Zajrzyjmy jeszcze do Pico Bello, które wcale, ale to wcale, nie zyskało pięciu punktów na dzień dobry za to, co widnieje na witrynie (Barça!). Wnętrze jest dokładnie takie jak lubię. Przestronne i kameralne zarazem, rustykalne, klimatyczne i niedoskonałe w przepiękny sposób. Patrzę na ostatnie zdjęcie i... robię się głodna. Idźcie w Wolsztynie do Pico Bello. Pico Bello nakarmi Was dobrze.














14 komentarzy:

  1. Dobrze zrobione murale to naprawdę dzieła sztuki!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Uwielbiam je oglądać. :)

      Usuń
  2. Faktycznie fotograficzny raj. Piękne, kolorowe graffiti.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te z ostatnich najładniejsze :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie, super graffiti ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne zdjęcia. :) Graffiti naprawdę robią wrażenie, bardzo lubię je oglądać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Ja też je uwielbiam. :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Mieszkańcy na pewno ucieszyliby się z takiej opinii. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...