środa, 2 maja 2018

SeriaLove: "Dom z papieru"




Nie piszę o serialach, choć zawsze mam jakiś na tapecie. Powód? Nawet ten najbardziej wciągający, którzy inni łykają w weekend, ja oglądam kilka(naście) tygodni i w momencie, gdy ja się ekscytuję zakończeniem pierwszego sezonu, ci inni kończą sezon piąty, albo są już o dziesięć serialowych premier dalej.

Tym razem zrobiłam wyjątek, a powód jest łatwy do odgadnięcia. Dom z papieru (La Casa del Papel) to produkcja hiszpańska, a mój mały blogowy plan polega na tym, żeby na stronie pojawiało się coraz więcej hiszpańskich klimatów. 




Dom z papieru przenosi nas do Madrytu. To tu ośmioosobowa grupa przestępców pod przewodnictwem Profesora, persony bardzo tajemniczej, wdziera się do mennicy, gdzie barykaduje z zakładnikami i wprowadza w życie jakże starannie opracowany plan. Cel? Wydrukowanie kosmicznej liczby banknotów, brawurowa ucieczka i życie jak w Madrycie, choć po takim skoku to ostatnie należy potraktować wyłącznie metaforycznie. Po takim skoku nasi bohaterowie raczej na ulicach hiszpańskiej stolicy się nie nie pojawią.

Każdy z przestępców specjalizuje się w innej dziedzinie, a geniusz Profesora i jego przygotowanie na każdy wariant operacji sprawiają, że misja ta ma spore szanse na powodzenie. Zakładnicy nie tworzą jednak stuprocentowo potulnego stadka, a na zewnątrz roi się od antyterrorystów i policji pod przywództwem Raquell Murillo, kobiety prywatnie poturbowanej dosłownie i w przenośni, ale w pracy tzw. baby z jajami, co to w twardym męskim świecie nie daje sobie w kaszę dmuchać. Pozostający poza mennicą Profesor niby ma wszystko pod kontrolą, ale co jakiś czas starannie skrojony plan będzie pruł się w szwach i mózg operacji będzie musiał wprowadzić w życie plan B lub C lub postawić na improwizację (scena na złomowisku - cudo).




Mocnych stron Dom z papieru ma sporo. 

Dynamiczna akcja nie pozwala na nudę. Ciągle się coś dzieje, a pojęcie cliffhangera nie jest scenarzyście obce.

Interesujący są bohaterowie. Sama nie wiem, którego z nich lubię najbardziej. Może przystojnego Profesora z umysłem jak brzytwa, w relacjach damsko-męskich nieśmiałego, bez trudu wcielającego się w różne role, przestępcy ze skrupułami, choć wydawałoby się, że bez słabości. Może Tokio, młodą dziewczynę, która po życiowym dramacie z włamywaczki przeistoczyła się w seryjną zabójczynię, jaja ma większe niż niejeden facet, ale kto myśli, że nie da się jej zranić jest w dużym błędzie. Chyba nikt z tej ekipy nie wzbudza tylu sprzecznych, często negatywnych emocji, chyba nikt nie był tak często bliski położenia całej akcji.

Świetną postacią jest Berlin (doskonały Pedro Alonso!), ależ on wzbudza skrajne emocje, ależ on jest intrygujący, niebanalny (i ta przejmująca scena śpiewu w duecie z Profesorem...). Ogromnie polubiłam charyzmatyczną Nairobi, ujął mnie Moskwa swą szczerością i Denver tym, co skrywa pod powłoką głupka. Mniej przypadł mi do gustu Rio, choć i on ma w sobie coś rozbrajającego, a Oslo i Helsinki, na których patrzę jak na jedność doskonale dopełniają różnorodność przestępczej grupy.





Nie mniej interesujące są postaci Raquell i jej zastępcy, Ángela. Duży plus za to, że nie skupiamy się jedynie na ich roli w śledztwie, ale poznajemy ich o wiele bliżej, przyglądając się ich życiu prywatnemu i relacji między nimi, która nie jest ani łatwa ani ograniczona do poziomu zawodowego.

Nie tylko oni dają się poznać od strony prywatnej, bo choć nasza przestępcza ekipa skrywa się pod pseudonimami, a o przeszłości rozmawiać im nie wolno, to co jakiś czas pojawiają się okruchy ich dawnego życia. Świetnym zabiegiem jest przeplatanie scen napadu ze scenami z przygotowań. Ogromna posiadłość, która stała się centrum szkoleniowym położona jest w malowniczej scenerii, nie brak więc kameralnych, miłych dla oka kadrów, wesołych wieczorów przy winie, rozmów nostalgicznych i poważnych, zabaw napędzanych alkoholem, pierwszych iskier przyjaźni a nawet głębszych (choć zakazanych) uczuć.

Plejadę postaci uzupełniają sylwetki zakładników. Kilkoro z nich poznamy nieco bliżej. Nie każdy będzie się bowiem bezczynnie przyglądał poczynaniom porywaczy.





Są i minusy, bo choć bohaterowie są interesujący, to brak wśród nich... czarnych charakterów. Serio. W całym serialu nie ma ani jednej złej postaci, co jest dość zdumiewające ze względu na jego charakter, choć i trochę budujące w myśl zasady, że w każdym tkwi dobro. 

Nie wszystkie sceny są wiarygodne. Ot, choćby koleś z problemami żołądkowymi wchodzi do kabiny toalety (jednej z tych szeregowych ze ścianami na nóżkach między którymi można się czołgać do woli, o ile gabaryty czołgającego nie przekraczają pewnej normy) i szepcze sobie przez wspomnianą szparę z kolesiem z sąsiedniej kabiny, po czym świeżutki wychodzi z toalety nie zadając sobie nawet trudu uruchomienia spłuczki dla zachowania pozorów. Dodam jeszcze tylko, że przy drzwiach kabiny stoi uzbrojony po zęby przestępca, najwyraźniej jednak z rodzaju tych niezbyt bystrych i zdecydowanie głuchych.

Nie warto skupiać się na niedociągnięciach, wszak to produkcja sensacyjna mająca dostarczać rozrywkę i jako taka sprawdza się wspaniale. Dom z papieru to jeden z tych seriali, dla których można zarwać noc i spóźnić się do pracy. Niebanalny scenariusz, świetne kreacje aktorskie, niejednoznaczni bohaterowie i interesujące relacje między nimi, dynamiczna akcja pełna niespodzianek, możliwość przyjrzenia się reakcjom ludzi w warunkach ekstremalnych, niezłe zdjęcia i świetna ścieżka dźwiękowa. Myślę, że w serialowym rozkładzie jazdy pojawiła się bardzo ciekawa pozycja.

Czujecie się zachęceni do seansu? Mam nadzieję, że tak!


zwiastun filmu


Cecilia Crull My Life Is Going On


Bella Ciao




Zobacz też:



16 komentarzy:

  1. Nie słyszałam jeszcze o tym serialu, ale brzmi intrygująco. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygowałaś mnie!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się zachęcona, jak najbardziej, ale problem w tym, że moje tempo oglądania seriali jest chyba jeszcze wolniejsze niż Twoje :P Nie wiem więc, kiedy uda mi się zerknąć na tę produkcje, ale będę się starać :) No i nie zrażaj się do pisania recenzji "po terminie", ja tam zawsze chętnie poczytam o ciekawym serialu, nawet jeśli nie jest nowością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To da się jeszcze wolniej? :D
      Teraz mi trochę szkoda, że nie napisałam o tych serialach, które udało mi się obejrzeć rok czy dwa lata temu, bo było wśród nich kilka naprawdę ciekawych, a po tak długim czasie tekst na pewno nie będzie tak dopracowany jak byłby wtedy.

      Usuń
    2. Haha, pewnie, że się da :D Może jeszcze kiedyś wrócisz do tych seriali? Wiem, że szkoda czasu i inne tytuły czekają, ale ja czasami wracam do produkcji sprzed lat i nie żałuję :)

      Usuń
    3. Raczej będzie ciężko. Wracam czasami do "Przyjaciół" (ot, odpalam losowy odcinek) po to, żeby się oderwać na 20 minut od rzeczywistości i przypomnieć jak mnie kiedyś bawili (i okazuje się, że bawią nadal :D). Ale do całego serialu mi się nie zdarzyło. Łatwiej drugi raz obejrzeć dwugodzinny film niż sezon serialu (a nawet więcej). Zwłaszcza, że tyle dobrych nowych powstaje. :)
      No, chyba, że na starość weźmie mnie na sentymenty. :D

      Usuń
    4. Z tym się zgadzam, że łatwiej obejrzeć ponownie film czy jeden odcinek serialu niż cały sezon, ale ja czasami oglądam dany serial z kimś, kto go nie zna, a ja już tak :) I to też ciekawe doświadczenie, bo ja już czekam na najlepsze momenty :)

      Usuń
    5. Mnie się to nie zdarza. ;)

      Usuń
  4. Bardzo mnie zaintrygowałaś - uwielbiam takie historie i takie kreacje bohaterów. Mimo wszystko liczę na trochę przeszłości - lubię retrospekcje. Zdecydowanie serial dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, udanego seansu. :)

      Usuń
  5. Możliwe, że w przyszłości obejrzę ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...