wtorek, 29 maja 2018

Stanisław Grzesiuk "Boso, ale w ostrogach"
[RECENZJA]



W sobotę wieczorem na ulicy widziało się ludzi pijanych. To ci, którzy po zapłaceniu w sklepie długu zaciągniętego na życie w ciągu tygodnia przepijali resztę ciężko zapracowanej tygodniówki. W sobotę wieczorem i w niedzielę w wielu mieszkaniach słychać było pijacki śpiew na zmianę z awanturami, które przeważnie kończyły się pobiciem kogoś. Niejeden raz ktoś został ciężko pobity, zdarzało się, że i nożem dostał i albo wylizał się z ran, albo przenosił się do wieczności, a inny do więzienia - jeśli policja doszła winnego. Bo "kapować nie wolno" - to główny punkt swoistego kodeksu honorowego obowiązującego na dzielnicy. Kto tej zasady nie przestrzegał, był niecharakterny i jako taki był bojkotowany przez otoczenie. Charakterność obowiązywała od najmniejszych dzieci do starców, i to zarówno mężczyzn, jak i kobiety[1].


Warszawski cwaniak


Boso, ale w ostrogach, wraz z Pięcioma latami kacetu i Na marginesie życia tworzy autobiograficzną trylogię Stanisława Grzesiuka, młodego, warszawskiego cwaniaka, który w czasie II wojny światowej przeżył koszmar pobytu w obozach koncentracyjnych.

O tymże pobycie można przeczytać w drugiej z wymienionych książek. Ta pierwsza przenosi nas do czasów przedobozowych, na warszawskie ulice i podwórka. Portret przedwojennej stolicy ujrzymy okiem jednego z tych niepokornych chłopców, którzy swój honor mają, ale zaleźć za skórę potrafią, oj, potrafią.

Stanisław Grzesiuk, który w trudnych i niebezpiecznych obozowych warunkach skory był do wygłupów, ryzykownych akcji, stawiania się silniejszym i rozmaitych ocierających się o brawurę zachowań (o czym możecie poczytać we wspomnieniach zawartych w Pięć lat kacetu), gotowy jest na tym więcej szaleństw na dobrze sobie znanym terenie, gdzie czuje się pewniej, bezpieczniej i wie, kiedy warto stanąć do walki, a kiedy salwować się ucieczką.


Charakter przede wszystkim



W Boso, ale w ostrogach awantura goni awanturę, a że snujący wspomnienia ma niewątpliwy talent narracyjny, całość czyta się wyśmienicie, choć nie jestem pewna, czy każdy łobuza Grzesiuka polubi. Autor kpi, opowiada barwnie, szczerze i z humorem. W ten sposób powstaje jedyny w swoim rodzaju portret przedwojennego Czerniakowa (dzielnicy Warszawy), z całym jego dalekim od ideału charakterem. Bo choć gawędziarskiemu stylowi narratora zawdzięczamy lekkość opowieści, to nie trzeba być szczególnie wnikliwym czytelnikiem by dostrzec, że radosnym tonem Stanisław Grzesiuk opowiada nie tylko zabawne anegdotki. Spod tej humorystycznej warstwy wyziera bowiem obraz środowiska, w którym nie brak bezrobotnych, alkoholików, awanturników czy złodziejaszków. Ludzi, którzy niejednokrotnie złamią prawo i wpakują się w kłopoty.

Nasz narrator i bohater do cichych i spokojnych chłopców nie należy. Ma jednak swój czerniakowski kodeks honorowy (charakter przede wszystkim i kapować nie wolno[2]), swoje zasady wypracowane przez lata ulicznego życia, podpatrzone u bohaterów książkowych (odważnych ryzykantów, co to słabych bronią, a do złych nastawieni są bojowo), wpojone przez ojca.

- Pamiętaj - powiedział - jak zaczepisz kogoś, to już ja ci wleję. - Mówiąc to, podsadził mi pod nos swoją ciężką, wielką pięść. - Jeśli pobijesz słabszego - też ci wleję. Ale jak tobie ktoś wejdzie w drogę, to gryź, drap, zabij, a nie da się,bo tu jest takie życie, że jak pozwolisz sobie wejść na głowę wielkiemu, to za dwa tygodnie już każdy szczeniak będzie chciał wejść[3].




Lokalny chuligan



Znajdziemy w Boso, ale w ostrogach sceny szkolne, domowe, uliczne. Będzie miejsce na niewinne psoty i całkiem poważne afery. Młodzieńcze, nieszkodliwe wybryki, ale i większe awantury. Tu nie ma miejsca na słabość, a zatargi mogą się skończyć różnie. Szpital. Więzienie. Cmentarz. To wcale nie takie nieprawdopodobne wizje.

Wiele scen budzi zdumienie. Czasem bawią, jak choćby potańcówki u Przyjaciół rządzące się specyficznymi zasadami, które respektować muszą nawet nie znający ich ludzie "z zewnątrz" czy spotkanie z oficerem w scenie marszu trzech Staśków na Garwolin. Innym razem nie jest już tak wesoło, a czytelnik staje się świadkiem bójek, kradzieży, rozbojów, niszczenia mienia, trucia psów pilnujących pewnej fabryki.

Wszystko to opisane jest językiem żywym, plastycznym, ujmującym gwarowością i bezpośredniością. Stanisław Grzesiuk nie owija bowiem w bawełnę, nie bawi się w konwenanse, jest w swej opowieści szczery i autentyczny.

Podobnie jak w Pięciu latach kacetu, tak i tu (choć warunki są oczywiście nieporównywalne) naszemu bohaterowi przyświeca jeden cel. Przetrwać. Kombinuje, obserwuje, walczy o pozycję. Uczy się jak się bronić i atakować. Głową, nożem, pięścią. Wyrabia w sobie silną wolę i upór. Trenuje bieganie, skoki przez parkany, wspinanie się po drzewach. Wyrządzonych krzywd nie zapomina.

Warto przeczytać Boso, ale w ostrogach jako uzupełnienie Pięciu lat kacetu. Zapis wspomnień z młodzieńczych lat jest ciekawym uzupełnieniem portretu bohatera. Najnowsze, atrakcyjne graficznie, wydanie zawiera fragmenty z poprzednich wydań usunięte przez cenzurę i wydawcę oraz fragmenty wybranych recenzji.

Muszę Wam jednak na koniec szepnąć, że choć książkę czytało mi się świetnie, to fanką Grzesiuka-chuligana nie zostałam. Mimo humorystycznego podejścia do tematu, zabawnych anegdot, interesującego portretu życia w tamtym miejscu i tego ujmującego stylu snucia opowieści, nie da się ukryć, że bohater choć swój kodeks honorowy miał, należał do tych osiedlowych typów, jakich zwykle omija się szerokim łukiem, bo nigdy nie wiadomo co też im do głowy przyjdzie.


Stanisław Grzesiuk
Boso, ale w ostrogach
Wyd. Prószyński i S-ka
2018
420 stron



[1] Stanisław Grzesiuk, Boso, ale w ostrogach, Wyd. Prószyński i S-ka, 2018, s. 9.
[2] Tamże, s. 44.
[3] Tamże, s.27.


***

Zobacz też:





19 komentarzy:

  1. Mam w planach tę książkę. Zobaczymy, jak ją odbiorę.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomimo tego, że od zawsze jestem na bakier z historią, to uwielbiam książki o tematyce (około)wojennej, także muszę sięgnąć po twórczość Grzesiuka. A te wydania są cudowne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza po "Pięć lat kacetu" wart. Nie znam nikogo, komu by się ta książka nie podobała.

      Usuń
  3. Przypomniała mi się historia o której niedawno czytałam w jednym z miesięczników poświęconych Warszawie. Gdy przyjmowano Grzesiuka do Związku Literatów Polskich, to wiele osób twierdziło że to skandal, bo przecież on nie umie pisać. I jak zaczęły się obrady to ówczesny Przewodniczący Jarosław Iwaszkiewicz polecił Grzesiukowi protokółować obrady. A on odpowiedział, że nie będzie, bo przecież nie umie pisać.
    Książkę "Boso ale w ostrogach" czytałam już bardzo dawno temu - oczywiście było to wydanie sprzed lat. A w Warszawie na ulicy Tatrzańskiej /gdzie mieszkał przez pewien czas/ jest tablica na jego domu. Mieszkałam kiedyś niedaleko - stąd wiem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podrzucenie anegdoty. Nie znałam tej historii. :)

      Usuń
  4. Bardzo dobra recenzja, gratuluję, i takie swojskie klimaty. Dobrej Nocy !

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa lektura, pewnie po nią sięgnę jak będę mieć okazje...

    OdpowiedzUsuń
  6. Własna siostra zarzucała Grzesiukowi, że nazmyślał i oszkalował rodzinę. W biografii Grzesiuka można wyczytać, że to wydawca namówił go, żeby zrobił z siebie bohatera wszystkich historyjek, choć ponoć wcale tak nie było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam o tym pojęcia!
      Krótko mówiąc, jak już przeczytam całą trylogię koniecznie muszę sięgnąć po biografię.

      A swoją drogą, tak sobie teraz myślę, że taka informacja powinna znaleźć się gdzieś w książce. Bo czytelnik (np. ja) nawet biorąc pod uwagę to, że zapis wspomnień nie musi się stuprocentowo pokrywać z rzeczywistością (któż z nas celowo bądź przypadkiem czegoś w takiej sytuacji nie przemilczał, nie wyolbrzymił itp.), jednak w tekst wierzy. A tu takie zaskoczenie...

      Usuń
    2. Ani autorowi, ani wydawcy specjalnie na takim ogłoszeniu nie zależało. Miałem nadzieję, że te nowe wydania będą miały jakieś posłowie czy wstęp z omówienie historii powstawania książek, ale chyba nie mają, skoro jesteś zaskoczona. Biografia jest lukrowaną laurką, ale można z niej wydłubać takie właśnie informacje - chociaż biograf też starannie omija kwestię tego, co Grzesiuk ewentualnie sobie tylko przypisał. Nie martw się, 30 lat żyłem w przekonaniu, że "Boso" jest ściśle autobiograficzne :D

      Usuń
  7. Zachęciłaś mnie, poszukam tej książki!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jedne z ulubionych książek mojego Taty, chyba i ja wreszcie powinnam je przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto. Właściwie, to jestem tego pewna. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...