wtorek, 8 maja 2018

Ewelina Dyda "Przychodzę nie w porę"
[RECENZJA]

recenzje kryminałów
cykl z Jakubem Rauem, tom 2



Zbliżała się czwarta nad ranem. Na dworze było ciemno. W oknie zamiast zarysu działkowych altan widział swoje odbicie. Miał ciężką noc. Musiał uporać się z dziewczyną. Nie było łatwo. Kiedy myślał, że na dobre straciła przytomność, ocknęła się. Bał się, że zacznie krzyczeć. Musiała być jednak w szoku. Na widok noża, który zbliżał się do jej ust, zaczęła drżeć, ale nie mogła wydusić z siebie głosu. Nie mógł czekać, aż to odrętwienie minie. Zamiast zacisnąć dłonie na jej szyi, tak jak zrobił to przy poprzedniej, wziął młotek i uderzył ją w głowę. Krew popłynęła z pękniętej skroni[1].




Flirt z kryminałem noir



Ewelina Dyda zadebiutowała rok temu kryminałem noir Zła waluta. Nie znam, nie czytałam, nie wypowiem się. Sięgnęłam po tom drugi, Przychodzę nie w porę, połączony z poprzednikiem postacią prywatnego detektywa Jakuba Raua, miejscem akcji oraz pewnie jeszcze kilkoma motywami, ale jak już wspomniałam: nie znam, nie czytałam, nie wypowiem się. Co więcej, ten stan raczej się nie zmieni, bo Przychodzę nie w porę raczej mnie wymęczyło niż wciągnęło. Jedyne zainteresowanie wzbudziła nie warstwa kryminalna, ale społeczno-obyczajowa, a konkretnie portret prowincjonalnego miasta.

W Tarnobrzegu grasuje seryjny morderca. Jego celem są młode kobiety, których ciała przestępca okalecza. Policja jest bezradna, sprawca pozostaje na wolności, więc komendant dyskretnie zwraca się o pomoc do swojego znajomego, prywatnego detektywa Jakuba Raua. Ten, ledwie wiążąc koniec z końcem, wolałby wprawdzie oficjalne zlecenie z przelewem na konto, dzięki czemu mógłby zapłacić zaległy czynsz za współdzielone mieszkanie, ale ostatecznie zabiera się do pracy. Gdzieś między kolejnymi litrami wlewanego w siebie alkoholu, a flirtami z płcią przeciwną, szuka mordercy, który zburzył spokój na sennej prowincji.


Pałac Tarnowskich



Lista zarzutów...



Problemów z Przychodzę nie w porę mam kilka. 

Pierwszy z nich może wynikać z tego, że po kryminał Eweliny Dydy sięgnęłam zaraz po skończeniu lektury Rozmówcy Chrisa Cartera. Brazylijski pisarz mistrzowsko kreśli portrety seryjnych morderców, a odpowiednia dynamika akcji oraz dawka makabry sprawiają, że jego thrillery psychologiczne połyka się ze wstrzymanym oddechem. Polska pisarka celuje w inny gatunek. Jej twórczość bliższa jest kryminału noir, a więc nie o to w niej chodzi, by zapierać czytelnikowi dech w piersiach czy tworzyć złożone portrety psychologiczne bohaterów. Tu nie tylko intryga kryminalna jest istotna, ale i klimat miejsca, w którym się rozgrywa, a właściwie jej ciemne odcienie. Atmosfera ma być raczej duszna, postępowanie bohaterów klarowne, a protagonistą jest nieco zgorzkniały cynik-indywidualista, z którym niełatwo nawiązać nić porozumienia. I niby wszystko się zgadza, autorka puszcza nawet oko do fanów Raymonda Chandlera, a mimo to całość nie porywa. Może to mnie było trudno przestawić się z pełnej mocy Chrisa Cartera na półobroty Eweliny Dydy (co utrudniało mi lekturę mimo świadomości różnic między stylami narracji), a może problem leży zupełnie gdzie indziej. Na przykład w licznych dygresjach.

Tych jest całe mnóstwo. Przychodzę nie w porę to zagłębie wtrętów nic nie wnoszących do akcji. Przez to całość się zwyczajnie rozmywa, a napięcie nie tyle opada, co nawet nie ma szansy zaistnieć. Tym, co wybijało mnie z rytmu najbardziej był tekst: Ale to nie na temat, który na ok. trzystu stronach pojawia się kilkanaście razy, właśnie przy okazji rzeczonych dygresji. Mniej więcej przy siódmym razie miałam wielką ochotę rzucić książkę. A nawet książką. Gdy w trzystronicowym rozdziale ta kwestia padła dwukrotnie, odłożyłam powieść na dłuższy czas. Ten ogromnie irytujący zabieg jeszcze bardziej podkreśla to, ile w tym kryminale zbędnej treści.

Śledztwo toczy się mozolnie i ginie w natłoku treści. Plusem jest to, że zbrodnie okazały się dobrze umotywowane, a te rozdziały, podczas których śledzimy poczynania mordercy dodały fabule odrobiny rumieńców. Przejdźmy więc może do innych plusów.


Plac Bartosza Głowackiego


...i nieco pochwał



Tarnobrzeg to naprawdę nie jest miejsce dla młodych ludzi[2].

Na szczęście nie jest tak, że w Przychodzę nie w porę nie wyszło nic. Ewelina Dyda dopasowała klimat noir do tarnobrzeskich warunków i pokazała co w tym mieście stanowi jego mroczną stronę. Stąd portret miasta prowincjonalnego, podkreślenie małomiasteczkowego charakteru, uwypuklenie niekiedy zadziwiających elementów tworzących jego specyficzny klimat (rozbroił mnie motyw taksówkarzy odbierających telefony od klientów w budkach telefonicznych), pokazanie jak ambiwalentne uczucia wzbudza i jak niełatwe bywa jako miejsce zamieszkania, zwłaszcza dla młodych ludzi. Stąd portret miasta oferującego niewiele. Ze starzejącym się społeczeństwem, mało atrakcyjnym rynkiem pracy. Ten właśnie portret, choć przygnębiający, udał się autorce całkiem zgrabnie.

Druga część serii z Rauem jest pełna obrazowych opisów, porównań, nawiązań do literatury i czytania w ogóle (do których mam słabość). Tu i tam pojawiają się iskierki humoru. Sporo miejsca autorka poświęca mieszkańcom Tarnobrzega. Zbliżają się wybory, więc na ulicach wiszą plakaty, a startujący w nich taksówkarz Heniek główkuje skąd wziąć kasę na kampanię. Małolaty wyrywają facetów w barach, ten i ów zaczytuje się w prozie Stephena Kinga, kochankowie kłócą się i godzą na zmianę, a chandlerowska miłość do kobiety starszej o dwie dekady stanie się udziałem także jednego z bohaterów. 

Przychodzę nie w porę broni się jako proza obyczajowa, zaintryguje obeznanych z literaturą noir, ale jako kryminał dla przeciętnego czytelnika może być zwyczajnie mało zajmująca. 

Podobno jednak każdy ma jakiś swój Tarnobrzeg[3]. Może Ewelina Dyda pomoże Wam odkryć i oswoić Wasz?


takie tam...

...oblicze miasta



Ewelina Dyda
Przychodzę nie w porę
Wyd. W.A.B.
2018
304 strony


[1] Ewelina Dyda, Przychodzę nie w porę, Wyd. W.A.B., 2018, s. 66.
[2] Tamże, s. 137.
[3] Tamże, s. 273.





11 komentarzy:

  1. Miałam ogromną ochotę na tę książkę, ale skoro jest tylko przeciętna, mój zapał do jej przeczytania mocno ostygł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... Ale może Tobie bardziej się spodoba?

      Usuń
  2. Wielka szkoda, że są zbędne treści. Raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co prawda nie czytałam pierwszej części, ale z chęcią poznam tę serię, zwłaszcza, że mam niedaleko do miasta, w którym toczy się akcja. Jestem ciekawa jak autorka ukazała Tarnobrzeg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie ja jestem ciekawa jak odbierzesz jej wizje Tarnobrzega. Ciekawe, czy masz podobne odczucia co do życia w tym mieście.

      Usuń
  4. Na razie spasuję. Tym bardziej, że nie znam pierwszej części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat w niczym nie przeszkadza, ale nie namawiam.

      Usuń
  5. Pewnie sięgne jak znajdę chwilkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę wolnej chwili i udanej lektury. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...