poniedziałek, 30 stycznia 2017

[1] Hiszpania 2016: Barcelona - Turó de la Rovira



Powrót do Hiszpanii jest tym, co niezmiennie wywołuje u mnie szeroki uśmiech. Już do samych zdjęć i wspomnień śmieję się całą paszczą, ale ich gromadzenie jest tym, co wywołuje u mnie stan nieopisanego szczęścia.






Lot samolotem obfitował w cudne widoki, które nie pozwalały skupić się na czytanej książce (a książka była o Barcelonie, jakżeby inaczej). Zresztą wszechwiedzący pan, który ochoczo dzielił się swą oszałamiającą wiedzą o świecie ze spijającą słowa z jego ust małżonką, także czytania nie ułatwiał. Tak to ten, który uznał, że śnieg nie powinien zalegać na szczytach gór, bo przecież są one blisko słońca, a więc i ciepła. Inną koncepcją było utworzenie plaż na płaskich fragmentach łańcuchów górskich, bo przecież to idealne miejsce na opalanie...





Nasza pierwsza przygoda z AirBnb zakończyła się fiaskiem. Szwedka odwołała rezerwację tłumacząc się powrotem do rodzinnego kraju i diabli wzięli nocleg w mieszkaniu z kotem wewnątrz i Camp Nou w pobliżu. Szukanie miejsca noclegowego na sierpień w Barcelonie, w miejscu dobrze skomunikowanym z centrum, do którego nie będzie strach wracać po nocach i które zaoferuje dwuosobowy pokój z łazienką w cenie nieprzyprawiającej o zawał nie jest łatwe. A już z pewnością nie jest łatwe na miesiąc przed wyjazdem. Na AirBnb nie mieliśmy co liczyć, ofert zostało niewiele. Żeglowanie przez booking.com także nie nastrajało optymistycznie. W końcu udało się jednak zarezerwować nocleg w Catalonia Park Güell, dość daleko od centrum, w cenie jak dla mnie nieprzyzwoitej, ale cóż było robić, jeśli nie zacisnąć zęby i przekląć się w duchu za miłość do miasta, które do najtańszych raczej nie należy.




Na szczęście limit pecha wyczerpaliśmy błądząc dłuższą chwilę w upale w poszukiwaniu hotelu (dorzuciłam do tego zniszczenie kółek w największej walizce, by mieć pewność, że złe moce dadzą nam na chwilę odetchnąć). Hotel był przyzwoity i położony w świetnym miejscu, cukierki w recepcji dobre, a telewizor postanowiony na biurku znajdującym się na wprost drzwi, czyli miejscu, w którym nie dało się go oglądać. To ostatnie bawiło nas do końca pobytu.




Telewizora i tak nie zamierzaliśmy oglądać, za to widok za oknem jak najbardziej. Podskoczyłam z radości widząc znajome kontury Tibidabo i Kościoła Najświętszego Serca.




Na dachu hotelu znajdował się basen, z którego także można było podziwiać wzgórze i panoramę miasta. Zajrzeliśmy tam jednak tylko na chwilę, bo ku naszej radości, choć do centrum mieliśmy daleko, jednocześnie dostaliśmy dwa prezenty od komunikacji miejskiej. Bezpośredni autobus do Port Vell, czyli nad samo morze oraz bezpośredni autobus V17 do jednej z najnowszych atrakcji miasta. Turó de la Rovira. Rzuciliśmy bagaże w kąt, szybkim prysznicem doprowadziliśmy się do stanu nieśmierdzącej używalności i ruszyliśmy w drogę!




Autobusem V17 dotarliśmy na właściwy przystanek i zgodnie z logiką szepczącą, że droga na szczyt zapewne wiedzie pod górę, ruszyliśmy przed siebie, zerkając między gałęzie drzew na pierwsze fragmenty panoramy miasta.





Tak, byliśmy na właściwej drodze.





Turó de la Rovira oferuje najlepszy widok na Barcelonę. Panorama 360º robi ogromne wrażenie. Mimo słońca, które uparło się na to, by usmażyć nas tam żywcem i wiatru, który chciał wywiać nam nie tylko głupie myśli z głów, ale i zwiać same głowy, nie mieliśmy ochoty się stamtąd ruszać.




Nie wiem czy to miejsce jest jeszcze mało popularne, czy odległość od centrum zniechęca turystów do wycieczek, ale ludzi było tu niewielu. Krótko mówiąc - miejsce idealne na ucieczkę od miejskiego gwaru.




Turó de la Rovira nazywane jest też Bunkrem El Carmel. Wzgórze, na którym się znajduje ma ok. 262 metry wysokości. Są tu pozostałości po schronie przeciwlotniczym powstałym w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Już po wojnie, osiedlili się tu przyjezdni z południowej Hiszpanii, a okolice nie prezentowały się najlepiej. Powstała dzielnica nieciekawa. Ludzie mieszkali w barakach bez dostępu do wody. Emigranci dopiero w latach osiemdziesiątych dostali mieszkania, a baraki zburzono. Następnie przeprowadzono tu prace renowacyjne, a w 2015 roku teren otworzono dla turystów.




Ze wzgórza doskonale widać jak różnorodne jest miasto. Bez trudu dojrzycie tu charakterystyczne punkty miasta, jak wzgórze Tibidabo, Montjuïc, kościół Sagrada Familia czy Torre Mapfre i Hotel Arts Barcelona, najwyższe wieżowce Barcelony.









Przeskoczywszy przez jedną czy dwie barierki zabezpieczające (ciiiiii...) można usiąść na murze i machając nogami spoglądać na miasto. Myśląc, nie myśląc, planując dokąd pójdzie się za kilka chwil lub nie planując niczego. Chwilo trwaj!








Wieczór planowaliśmy spędzić w centrum, więc powoli musieliśmy się zbierać. Tym razem zrezygnowaliśmy z autobusu. Postawiliśmy na spacer skuszeni piękną pogodą i widokami, które wcześniej podziwialiśmy przez okno V17. 
















Spacerując kierowaliśmy się w stronę stacji metra Vallcarca, gdzie zamierzaliśmy linią L3 dotrzeć do centrum. Zaglądając w uliczki i zaułki, co rusz trafialiśmy na przykuwające uwagę dzieła street art.












Miło było zajrzeć w znane kąty. Barcelona chyba zawsze pozostanie dla mnie tym miejscem, o którym myślę ze wzruszeniem.




Wędrowaliśmy przez jakiś czas ulicami miasta, by w końcu przysiąść gdzieś na lekką przekąskę i piwo, a czas umilały nam występy Brazylijczyków. Kolejny raz dałam się oczarować magii Barcelony. Tak, to był świetny pomysł, by tu wrócić.









Zobacz też: 
*** PODRÓŻE *** 



18 komentarzy:

  1. Dzięki Tobie zwiedzam Hiszpanię! I ja się zakochałam w Barcelonie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest jakiś pożytek z tych moich notek. ;)

      Usuń
  2. Znów przepiękne zdjęcia. Dziękuję za te wycieczkę :)

    I zapraszam do siebie na konkurs.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie Barcelona to miasto wciąż nieodkryte. I obawiam się, że jedna wizyta nie pozwoli mi na pełne uzupełnienie wrażeń. Boję się też rozczarowania. Ciekawe, czy (obok paryskiego i jerozolimskiego) istnieje "syndrom barceloński"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam trzy razy (fakt, że w sumie wyszłyby z tego pewnie niecałe dwa tygodnie) i mimo intensywnego zwiedzania, mam jeszcze długą listę pomysłów na Barcelonę.
      Mam nadzieję, że nie odkryjesz "syndromu barcelońskiego" dla świata. ;)

      Usuń
  4. Przepięknie tutaj jest :))) Na Barcelonę to i tydzień nie wystarczy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak pięknie! Wspaniale jest spełniać marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu pięknie. Jedno z moich podróżniczych marzeń dotyczy Hiszpanii i teraz u Ciebie do niej zajrzałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hiszpania jest absolutnie cudowna. Jedź koniecznie. :)

      Usuń
  7. Przepiękne zdjęcia! Każde z nich przywołuje marzenia. Barcelona cały czas przede mną, ale moja ochota na jej zwiedzanie rośnie z każdym Twoim zdjęciem. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że uda mi się zmobilizować Cię do wyjazdu i zakochasz się w tym miejscu tak, jak ja. :)

      Usuń
  8. Mmm Barcelona zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Nigdy nie chciałam jej odwiedzić, ale wyszło jak wyszło i byłam niejako zmuszona, żeby tam pojechać. Nie miałam okazji być w tym miejscach,ale widok ze wzgórza oraz street art przypadły mi do gustu :) Chętnie wdrapałabym się na wzgórze przy kolejnej wizycie. Nie wykluczam bowiem takiej opcji powrotu do słonecznej Barcelony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przeciwnie - zawsze chciałam tam pojechać :)

      Akurat to wzgórze i tamte okolice nie są zbyt popularne i pewnie niewiele osób, które są w Barcelonie po raz pierwszy, tam zagląda. Mnie się marzy teraz zwiedzanie Barcelony śladami street artu. :)
      A Ty koniecznie musisz tam wrócić. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...