wtorek, 10 stycznia 2017

Gregory David Roberts "Cień góry"
[RECENZJA]

Gregory David Roberts
Cień góry
2016
Wyd. Marginesy
802 strony
kontynuacja Shantaram

- (...) Jesteś tu mile widziany. Ale muszę powiedzieć, że w tych okolicznościach powinieneś opuścić Bombaj.
- Może, bracie - rzuciłem, odchodząc. - Ale czy Bombaj pozwoli mi odejść?[1]

Długo to trwało, ale w końcu wróciłam do Bombaju, mając za przewodników Gregory'ego Davida Robertsa i stworzonych przez niego bohaterów. Tych, których poznałam dzięki rewelacyjnej powieści Shantaram i tych, którzy pojawili się dopiero teraz. 

Długo się do Cienia góry zabierałam i równie długo go czytałam. Niestety, nie tylko dlatego, że duży format książki nie sprzyjał wożeniu jej w torebce.




W Bombaju dzieje się źle...



W Cieniu góry znajdziemy echo wydarzeń z Shantaram. Minęły dwa lata od kiedy główny bohater, Lin, stracił ważne dla siebie osoby. Przewodnika duchowego. Hinduskiego przyjaciela, którego uśmiercenia nie mogłam przeboleć. Miłości swojego życia. Ta ostatnia postać nie odeszła wprawdzie na zawsze, ale widoków na jej powrót raczej nie ma. Kobieta przysięgła pewnemu hinduskiemu potentatowi medialnemu miłość, wierność, czy co tam się w hinduskich małżeństwach przysięga. Lin ma wprawdzie koło siebie kilku przyjaciół, ale trudno powiedzieć, żeby tryskał radością życia. Zwłaszcza, że wrogów mu nie brakuje, a sam Bombaj jest coraz bardziej niespokojny. Zmieniły się układy sił, a brutalne rozwiązania wielu wprowadza w czyn zbyt łatwo i zbyt chętnie.

Dla Lina najlepiej byłoby, gdyby po prostu stąd wyjechał. Jednak nie jest to takie proste...


Wiejące nudą dysputy



W porównaniu do Shantaram, w Cieniu góry dzieje się mniej i mniej dynamicznie. Dopiero pod koniec akcja nabiera tempa i emocje rosną. Wcześniej wszystko przebiega dość niemrawo. O ile w pierwszym tomie dyskusje filozoficzne wydawały mi się ciekawe i dobrze wkomponowane w fabułę, tu już niecierpliwie i ze znużeniem przebiegałam wzrokiem po tekście, zupełnie nie potrafiąc się wciągnąć w dywagacje o... No właśnie. Nawet nie bardzo pamiętam o czym. Pewnie o wszystkim i niczym zarazem. Życiu, śmierci, miłości, wierze... Te wstawki wydawały mi się zupełnie nie pasować do reszty. Nie wiem czy zabrakło mądrości i charyzmy Kardibaja, czy to ja po prostu nastawiłam się raczej na dynamiczną akcję niż rozważania o mniej lub bardziej życiowych kwestiach. W każdym razie, zupełnie mnie te dysputy nie przekonały i chętnie bym to opasłe tomisko o nie skróciła. O połowę.




Przygnębiający obraz Bombaju



Odczułam nieobecność Prabakera, który był jasnym promyczkiem Shantaram i każde jego pojawienie się wywoływało uśmiech. Nie brak w Cieniu góry ciekawych postaci, ale zabrakło mi przeciwwagi dla czarnych charakterów, postaci brutalnych, bezwzględnych, skorumpowanych, zdrajców, mścicieli, zabójców. Inne barwy domalowuje wprawdzie Oleg (moja ulubiona postać tego tomu) i wdzięczna jestem autorowi, że wprowadził tego rosłego, rosyjskiego typka do fabuły, ale szkoda, że uczynił to tak późno, bo do jego pojawienia się zdążyłam się wynudzić.

Cień góry jest mniej dynamiczny, ale za to mroczniejszy, bardziej brutalny. Plenery nie zmieniają się tu tak często jak w poprzednim tomie. To już nie jest panoramiczny przegląd Indii, sfer bogatych i biednych, tubylców i obcokrajowców, slumsów i apartamentów, luksusu i kolonii trędowatych, miasta i wsi, uczciwych i mafiozów, przeciwieństwo dotyczących rozmaitych dziedzin. To dość przygnębiający obraz upadku zasad, bezwzględnej walki o wpływy, mroku spowijającego to coraz bardziej niebezpieczne miasto. Są tu i nieco mniej przygnębiające sceny, pozwalające choć na chwilę odetchnąć, jak choćby wizyta Lina w domu Farzada i jego rodziny, którzy ogarnięci manią poszukiwaczy skarbów, demolują domostwo nie tylko swoje, ale i sąsiednie, jednak takich momentów nie ma zbyt wiele.





Gdzie ta magia w stylu Shantaram?



W porównaniu do Shantaram, Cień góry niestety wypada dość słabo. Nadmiar życiowych przemyśleń znacząco spowalnia akcję, obraz Indii, a przede wszystkim Bombaju, nie jest już tak ciekawy i różnorodny. Objętościowo powieść jest spora, a dzieje się stosunkowo niewiele i jest po prostu zbyt nużąco, by autorowi udało się przykuć uwagę na dłużej. Z powodzeniem można tę książkę skrócić o połowę bez szkody dla fabuły. Wiele tu dialogów prowadzących donikąd, rozwlekłych dysput, niezbyt interesujących opisów. Zupełnie jakby autorowi zabrakło pomysłu na historię.

To powieść bez pazura, bez magii, magnesu, kolorów. Przytłacza, nuży, wciąga rzadko i tylko na moment. Później znów się ciągnie.

Dlatego też czytałam ją z przerwami przez kilkanaście dni.

I gdy tak myślę o magicznym, barwnym Shantaram, rozczarowanie staje się jeszcze większe.

To była wojna. Klęska wszystkiego[2].

***

Książkę polecam
szukającym powieści z Indiami w tle
lubiącym filozoficzne rozważania
nie potrzebującym do szczęścia dynamicznej akcji

***

[1] Gregory David Roberts, Cień góry, przeł. Maciejka Mazan, Wyd. Marginesy, 2016, s. 376.
[2] Tamże, s. 528.

***

Zobacz też:





22 komentarze:

  1. "Shantaram" bardzo mi się podobał, choć czasem drażniły mnie filozoficzne mądrości Lina. A lekturę "Cienia góry" odkładałam właśnie z lęku przed wszystkim tym, o czym piszesz. Chyba szybko nie powrócę do Bombaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu tych przemyśleń jest o wiele więcej. :/

      Usuń
  2. Bardzo dawno temu czytałam Shantaram, jeszcze w starym wydaniu i pamiętam, że jedną z pierwszych opublikowanych recenzji, był właśnie tekst o tej książce. Po tak długim czasie nie pamiętam już bohaterów, nie pamiętam atmosfery i pewnie musiałabym przeczytać książkę jeszcze raz, żeby świadomie sięgnąć po kontynuację. Ale nie będę tego robić, bo skoro "Cień góry" nie pasjonuje i nie wciąga to dam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie by się spodobał? Kto wiem. Mnie niestety nie zachwycił.

      Usuń
  3. Muszę przeczytać pierwszy tom, bo od dawna mnie ta seria interesuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, jakie wymowne zakończenie recenzji. Szkoda, że kontynuacja wypada tak słabo. To zawsze jest duże rozczarowanie, kiedy druga część nie spełnia oczekiwań. Za "Shantaram" nie mogę się zabrać, a książka już od dłuższego czasu czeka na półce, może się w końcu zmobilizuję i sprawdzę, czy ta historia przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do lektury takiego tomiszcza nie łatwo się zmobilizować. Ale warto. :)

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze "Shantaram" więc mam trochę do nadrobienia. Widzę jednak, że kontynuacja wypada blado i monotonnie. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to przed Tobą świetne "Shantaram". :)

      Usuń
  6. O, to nie tylko mnie ta książka zawiodła! Ale ja nie miałam tyle samozaparcia. Jak polazł w te góry nie wiem po co na 250 stronie to dałam sobie spokój. A za jakie grzechy mam się męczyć.
    Książkę spokojnie można by skrócić o 4/5.
    Ale tak sobie myślę, że mojej koleżance by się podobała. Ona ciągle narzeka, że podsyłam jej zbyt ambitne książki. Ta jest jak flaki z olejem, więc by ją spokojnie zahipnotyzowała!
    Ja się aż dziwię, że po tak fajnym 'Shantaram' autor popełnił takie coś! Tym bardziej, że zręcznie pisze i na pewno jakby troszkę pomyślał, to napisałby fajną powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jak wypadnie trzecia część, bo z tego co kojarzę, to trylogia.

      Usuń
    2. Po "Cieniu góry" - ja też nie. :/

      Usuń
    3. Trochę szkoda, bo gdyby autor nie pisał ciągle o tym samym, to może by jakaś sensowna książka powstała. Przypomniał mi się wywiad z Twardochem, który czytałam niedawno w Fanbooku. O długości pisał. Że jak zaczął pisać którąś książkę, to zaczęło być za długo i długo myślał jaki zabieg konstrukcyjny wybrać, żeby książkę skrócić. Coś o wojnie było i jakimś ptaku. Nie czytałam jeszcze Twardocha, więc się nie orientuję. Ale 'Cień góry' chyba pisał i pisał co mu ślina na język przyniesie. Połowę bym wyrzuciła, a z tego co zostało poskracałabym jeszcze i może by coś sensownego powstało. Może po sławie 'Shantaram' wydawcy bali się skrytykować? Nie wiem.

      Usuń
    4. Mnie też trudno to wytłumaczyć. Nie śledziłam historii powstawania tej serii, więc nie wiem, czy "Cień góry" powstał po sukcesie "Shantaram" czy przed, ale trudno mi się oprzeć wrażeniu, że autor napisał go trochę na siłę, bez pomysłu, odcinając kupony od popularności pierwszego tomu. W końcu to więcej niż pewne, że ktoś kogo zachwycił "Shantaram", sięgnie po kontynuację.

      Usuń
  7. Wrażenia z lektury mamy podobne...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziwią mnie negatywne komentarze, "zjadłam" obie książki i jestem nimi zachwycona !!!!! Polacam każdemu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się druga nie podobała. :(
      Ale pierwszą jestem zachwycona przeogromnie. Ciekawe, jak będzie z trzecią.

      Usuń
    2. Mi się zdaje, że trzecia część będzie taka jak druga.

      Usuń
    3. Trochę się tego obawiam... :/ No, ale zobaczymy. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...