niedziela, 12 sierpnia 2018

Marc Levy "Ostatnia z rodu Stanfieldów"
[RECENZJA]




Mój zawód budzi zazdrość w każdym, kto mnie o niego pyta. Pracuję jako dziennikarka dla pisma "National Geographic". Płacą mi, wprawdzie nędznie, ale jednak płacą za podróże, fotografowanie i opisywanie różnorodności świata. Dziwna rzecz, będę musiała przemierzyć całą planetę, by odkryć, że ta wspaniała różnorodność występuje w mojej codzienności we wszystkim, co mnie otacza, że wystarczy otworzyć drzwi naszego budynku i zwracać większą uwagę na innych, aby ją odkryć[1].


Ona, on i sekrety przeszłości


Ona, dziennikarka w magazynie National Geographic. Mieszka w Londynie, ale większość czasu spędza w podróży.

On, mieszkaniec Kanady, z zawodu ebenista, który tworzy nie tylko artystyczne meble, ale i zarabia na produkcji... "antyków".

Nie znali się wcześniej. Nigdy nie spotkali. Jednak pewnego dnia oboje dostają niemal bliźniacze listy. Dotyczą one ich matek, wspólnego sekretu dwóch kobiet, który ktoś postanowił wydobyć z cienia zapomnienia. Autor listu niewiele wyjaśnia. Obojgu wyznacza spotkanie w barze w Baltimore. Sam jednak na spotkanie się nie stawia. 

Eleanor-Rigby i George-Harrison.
Ona ochrzczona imieniem inspirowanym tytułem jednego z utworów zespołu The Beatles.
On - wiadomo - "odziedziczył" imię po jednym z członków legendarnej Czwórki z Liverpoolu.

Spotykają się w Baltimore i razem zaczynają grzebać w przeszłości swoich matek, które znały się dobrze na tyle, by wspólnie zmalować coś, co wykracza poza granice prawa. Jaką prawdę przyjdzie poznać naszym bohaterom? Co takiego wydarzyło się przed laty i dlaczego ktoś postanowił pokazać naszym bohaterom, że ich rodzicielkom daleko było do ideałów?


Trzy wątki, jedna opowieść



Dwie pokiereszowane istoty mogą się wzajemnie naprawić, dając sobie to, czego każdej z nich brakuje[2].

Ostatnia z rodu Stanfieldów to powieść zbudowana z tajemnic. Marc Levy dzieli ją na trzy okresy, stopniowo odsłaniając kolejne karty i przybliżając czytelników do poznania sekretów skrywanych przez trzy pokolenia. 

Wątek współczesny należy do Eleanor-Rigby i George'a-Harrisona. Dwoje obcych sobie ludzi łączy jedna misja. Odkryć prawdę o swoich matkach. Tymczasem czytelnicy co jakiś czas wędrują w przeszłość. do lat osiemdziesiątych, kiedy to przyjaźń May i Sally-Anne budują raz lepsze, raz gorsze momenty, damsko-męskie zawirowania wprowadzają chaos, a kolejne decyzje mają coraz bardziej dramatyczne konsekwencje. Kolejny skok w przeszłość przenosi czytelników do 1944 roku. Wtedy poznajemy Roberta i Hannę, których połączy koszmar wojny. 

Trzy wątki, jedna opowieść, sporo pytań. Jaką historię ułożymy z odpowiedzi?


Dla miłośników rodzinnych sekretów



Marc Levy kreśli zgrabną, dość niebanalną fabułę, która spotka się z uznaniem wielbicieli tajemniczych historii i rodzinnych sekretów. Finał nie jest przesadnie zaskakujący, ale całość intryguje, bo relacje między bohaterami do łatwych nie należą. Rysy i pęknięcia pojawiają się tak w przyjaźni, jak i w miłości. 

Autor portretuje swoich bohaterów wiarygodnie, żadnego z nich nie czyniąc jednoznacznie dobrym bądź złym. Mimo iż sam pomysł z anonimowymi listami wydaje się skrojony pod beletrystykę, a nie pod życie, to całość okazuje się bardzo realistyczna. Wspomniane portrety i relacje między bohaterami mają w tym swój udział. Ujmuje przywiązanie ojca Eleanor-Rigby do samochodu towarzyszącego rodzinie od lat, upór George'a-Harrisona związany z potrzebą odnalezienia ojca wywołuje empatyczne odruchy. Jedną z ciekawszych postaci jest Michel, brat głównej bohaterki, którego świat opiera się w stu procentach na logice, nie ma w nim miejsca na irracjonalność, co prowadzi niekiedy do bardzo interesujących psychologicznie sytuacji.

Ostatnia z rodu Stanfieldów to powieść intrygująca, wiarygodna, tajemnicza, a jednak zabrakło w niej tego czegoś, co pozwala zatopić się w lekturze w sposób stuprocentowo odcinający myśli od otoczenia.  Być może jest to efekt dość stonowanego stylu autora, który nieco hamuje emocjonalne podejście do historii. Być może to efekt tak wielkiej liczby drobnych motywów i wątków, że trudno było mi wyłowić z tego wszystkiego jakiś motyw przewodni, głębszą refleksję. To sprawnie opowiedziana historia, której największym atutem są świetnie sportretowanie bohaterowie, ale jednocześnie jest to powieść, której zabrakło mocy wbijania się w pamięć na dłużej.


Marc Levy
Ostatnia z rodu Stanfieldów
Wyd. Sonia Draga
2018
366 stron



[1] Marc Levy, Ostatnia z rodu Stanfieldów, przeł. Joanna Kluza, Wyd. Sonia Draga, 2018, s. 13.
[2] Tamże, s. 333.


Zobacz też:





20 komentarzy:

  1. Świetna, dogłębna recenzja. Uwielbiam sagi rodzinne, w których tli się tajemnica. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, to coś dla Ciebie. :)

      Usuń
  2. Mam mieszane odczucia. Jeszcze się zastanowię.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiła mnie. Lubię takie książki z sekretem 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie klimaty i myślę, że mogłaby mi się spodobać ta książka. Przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, koniecznie na nią zapoluj. :)

      Usuń
  5. Tajemnice skrywane przez trzy pokolenia- coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy trafi w Twój gust. :)

      Usuń
  7. Teraz coraz trudniej o tę moc przebicia się, ale gdy będę miała okazję, to skuszę się na rodzinne sekrety.

    OdpowiedzUsuń
  8. Klimat wydaje się fajny a jednak z tego co piszesz książka na jedna chwilę. Fajnie jest kiedy jednak z lektury pozostaje coś na dłużej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasami wystarcza chwilowa rozrywka, ale tym razem chciałam czegoś więcej. :)

      Usuń
  9. Zaintrygowała mnie „Ostatnia z rodu Stanfieldów”, ale mimo to nie jestem pewna czy sięgnę po tę pozycję.
    Świetny jest ten przeskok czasowy i spora ilość wątków, lecz osobiście nie lubię, gdy w jakiejś serii każda z książek opowiada o innym bohaterze, a tu mamy to w jednej! Przynajmniej tak wywnioskowałam.
    A tak poza tym to recenzja jest świetna.

    https://zaczy-tana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu to opowieść o rodzie, więc siłą rzeczy bohaterów musi być więcej. ;)

      Dzięki!

      Usuń
  10. Od czasu do czasu lubię sięgnąć po ksiązki tego Autora... są takie magiczne i zawsze wprowadzają mnie w swego rodzaju nostalgiczny nastrój...

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...