poniedziałek, 24 kwietnia 2017

[4] Hiszpania 2016: Barcelona - Cmentarz Montjuïc




Może to dziwne. Może bliscy powinni się o mnie martwić, ale cóż... Ja po prostu uwielbiam spacerować po cmentarzach! Nigdzie indziej nie dopada mnie tyle mądrych refleksji na temat życia, jak w miejscu kojarzącym się ze śmiercią.

Patrzę na nagrobki i wiem, że czas ucieka, więc jeśli czegoś bardzo pragnę, nie warto odkładać tego na później. Spoglądam na daty i widzą jak wiele osób odeszło nie doczekawszy starości. Wtedy doceniam moje tu i teraz, mniej rozpamiętuję przeszłość i mam zdecydowanie mniejsze zapędy do planowania życia na wiele lat do przodu. Bo przecież Yesterday is history. Tomorrow is a mystery. I nie wiadomo co przyniesie jutro.





Cmentarz Montjuïc chciałam zwiedzić już dawno, ale czasu brakowało, po drodze nie było, a że atrakcji w Barcelonie nie brak, spacer cmentarnymi alejkami przesuwał się z wizyty na wizytę. Zasada "do trzech razy sztuka" sprawdziła się i tym razem. To był nasz trzeci pobyt w Barcelonie, a kolejny spacer po Wzgórzu Żydowskim zakończyliśmy właśnie na cmentarzu.




Nekropolia jest ogromna! Jest tam nawet specjalna linia autobusowa, która ułatwia poruszanie się po jej terenie. Jeśli zamierzacie się tam wybrać, a nie macie na to całego dnia, wybierzcie bramę prowadzącą do starej części. My nie sprawdziliśmy tego, od której strony warto wejść i znaleźliśmy się w nowej części cmentarza, przez co mniej mieliśmy czasu na starą, bardziej interesującą część (choć z drugiej strony - gdybyśmy weszli inną bramą, nie mielibyśmy okazji podziwiać panoramy Barcelony ze wzgórza).




Cmentarz powstał 17 marca 1883 roku. Całość zajmuje ponad 23 hektary, na których znajduje się ponad 150 tysięcy grobów. To naprawdę robi wrażenie. Przekraczając bramę wkraczamy do zupełnie innego świata. W dniu, w którym tam dotarliśmy, byliśmy właściwie sami. Napotkane osoby można było policzyć na palcach jednej ręki. Inna sprawa, że dopiero wychodząc zorientowaliśmy się dlaczego było aż tak pusto.




Formy pochówku na tym cmentarzu są różne. Wielopiętrowe ściany z zamurowanymi trumnami sąsiadują z prostymi nagrobkami, okazałymi kryptami i mauzoleami.





Te ściany zrobiły na mnie spore wrażenie. Trumny umieszczane są w niszach, a następnie zamurowywane. W pozostałych niewielkich wnękach znajdują się tablice z informacjami o zmarłych, ale często są tam także nie tylko kwiaty, ale i zdjęcia, figurki religijne czy przedmioty osobiste. Ogromnie podobało mi się to, że często zdjęcia umieszczane na nagrobkach nie są takimi poważnymi fotografiami jakie widujemy u nas, a zwykłymi, albumowymi fotkami uśmiechniętych, radosnych ludzi. 












Na nagrobkach często można znaleźć wizerunki La Morenety, która od 1881 roku jest patronką Katalonii. Oryginalną figurę można znaleźć w klasztorze na masywie Montserrat znajdującym się niedaleko Barcelony. Klasztor licznie odwiedzają turyści i pielgrzymi, a do drewnianej figury pochodzącej prawdopodobnie z XII wieku, ustawiają się długie kolejki wiernych, którzy chcą o coś poprosić lub za coś podziękować La Morenecie.










Z położonej wyżej nowej części cmentarza rozpościera się wspaniały widok na port...





...co docenia miejscowy zwierzyniec.




Oprócz nas nie było na cmentarzu niemal nikogo. Słońce coraz częściej chowało się za nadciągającymi chmurami, a my powoli docieraliśmy do starszej części nekropolii.











W starszej części także dominowały ściany z niszami na trumny, ale coraz więcej było także nagrobków z niekiedy naprawdę przejmującymi rzeźbami czy mauzoleów.









Niektóre miejsca spoczynku były bardzo bogato przystrojone.











Jeśli czytaliście Cień wiatru, to z pewnością pamiętacie,  że właśnie na cmentarzu Montjuic została pochowana mama Daniela Sempere, głównego bohatera powieści












Podobno w budynku administracji cmentarza można dostać mapkę nekropolii, ale my po prostu postawiliśmy na spacer alejkami, wybierając te, w których coś przykuło naszą uwagę. Można wybrać się na zwiedzanie z przewodnikiem, można samodzielnie ruszyć jedną z wytyczonych tam tras. Dzięki temu uda się wam to, czego my spacerując bez planu, nawet nie próbowaliśmy dokonać, czyli np. dotrzeć do miejsc spoczynku artysty Joana Miró czy piłkarza Ricardo Zamory.












W pewnym momencie trafiliśmy na kocie zagłębie. Tu i ówdzie stały miseczki z jedzeniem, więc zadowolone czworonogi miały to, co do szczęścia im potrzebne: spokój, jedzenie i nagrzane słońcem kamienie.






Spacerując alejkami zupełnie zapominamy o upływającym czasie. Efekt? Gdy dotarliśmy do bramy wyjściowej, okazało się, że para stojąca na zewnątrz, nijak nie mogła dostać się na teren cmentarza. A to oczywiście oznaczało, że i my możemy mieć problem z wyjściem. Rzeczywiście. Okazało się, że cmentarz od godziny był już zamknięty, a nas od świata żywych dzielił wysoki mur i równie wysoka brama. 

Wokół nie było żywego ducha (jeśli nie licząc kotów, ale one niezbyt zainteresowały się naszym losem). W poszukiwaniu wyjścia przeczołgałam się pod jakimś szlabanem i nagle okazało się, że pusty cmentarz nie jest taki pusty, jak mogłoby się wydawać. Samochód ochrony zjawił się momentalnie. Oni bez znajomości angielskiego, my ze szczątkowym hiszpańskim, ale ostatecznie mąż przeczołgał się na moją stronę szlabanu i z błogosławieństwem ochrony trafiliśmy do wyjścia, które znajdowało się hmm... gdzieś. 

Z jednej strony ruchliwa droga, z drugiej trawnik, krzaki i cmentarny mur, pod którym nurkowały szczury (zdaje się, że kocie menu nie zawierało wyłącznie tego, co futrzaki znajdowały w miskach). Za nic nie chciałabym się tam znaleźć po zmroku, który nadciągał nieubłaganie. 

Na szczęście już bez przeszkód wróciliśmy na znane nam trasy, po drodze mijając policyjny patrol, który właśnie przeszukiwał chłopaka podejrzanego o to, że okradł mocno z tego niezadowoloną młodą kobietę. Niczego przy nim nie znaleziono, a ja na wszelki wypadek mocniej przytuliłam do siebie aparat. Gdy perspektywa noclegu między kryptami rozwiała się w barcelońskim powietrzu, żołądek boleśnie mi przypomniał, że robi się ciemno, a my od śniadania właściwie niewiele zjedliśmy. Plan był więc prosty: JEŚĆ!

Zostawiam Was z jeszcze kilkoma fotkami, a następnym razem zajrzymy do zdecydowanie bardziej kolorowego miejsca.








14 komentarzy:

  1. Wcale się nie dziwię, że lubisz spacerować po cmentarzach-cisza, spokój, drzewa...
    Zastanawia mnie natomiast, w jaki sposób bliscy składają kwiaty, czy zapalają znicze w niszach, które są położone wysoko, wyżej niż sięga przeciętnej wysokości człowiek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zauważyłam, że na żadnym z wybranych zdjęć nie ma odpowiedzi na Twoje pytanie. Co jakiś czas przy ścianach (w sumie nie wiem jak to nazwać) z niszami były takie mega wysokie drabiny na kółkach. Nawet widziałam łebka, który się na to wspinał. Ale to opcja dla sprawnych ludzi bez lęku wysokości. ;)
      A co do zniczy, to odniosłam wrażenie, że nie są zbyt popularne. Nie widywałam ich tam zbyt często. Więcej było kwiatów czy figurek. Ale zniczy było naprawdę niewiele.

      Usuń
  2. Ja też lubię cmentarze :) Zwłaszcza te stare :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście cmentarz jest przepiękny i robi niesamowite wrażenie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Cieszę się, że tam w końcu dotarłam. :)

      Usuń
  4. No cóż ... to o mnie moi też powinni się martwić :) Gdy mam ku temu sposobność też odwiedzam cmentarze w różnych miastach i w różnych krajach. Szczególnie te stare cmentarze. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że nie jestem w tym osamotniona. :D

      Usuń
  5. Niesamowity cmentarz. A jak kotom tam dobrze!
    Ja bardzo lubię chodzić po tym małym zabytkowym cmentarzu w centrum Zakopanego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotów było tam mnóstwo. Święty spokój, jedzenie, miejsce do spania. ;)

      W Zakopanem byłam dawno temu, więc nie wiem czy myślimy o tym samym miejscu.

      Usuń
  6. Po raz pierwszy widzialam sciany z wnekami na trumny na malym cmentarzu w Andaluzji. Zrobily na mnie niesamowite wrazenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w Andaluzji nie byłam na żadnym cmentarzu. Ale pewnie da się to nadrobić.
      Dla mnie cmentarz w Barcelonie był też o tyle ciekawy, że są tam najróżniejsze rodzaje pochówków.

      Usuń
  7. Predylekcja do cmentarzy jest jednym z moich nieuleczalnych upodobań i z przyjemnością, w pogodnym, kojącym zamyśleniu odbyłam wraz z Tobą wędrówkę alejkami nadzwyczajnej barcelońskiej nekropolii. Bez reszty urzeczona łagodnością miejsca rozstań i powrotów żałuję, że w naszym kręgu kulturowym cmentarze są smutne - przecież barwne fotorgafie nie odjęłyby im nobliwości, ja jedynie skazały na człowieczeństwo kochanych, lecz pożegnanych już Najbliższych... Zafascynowały mnie ściany - podobne komórkom pszczelich gniazd - są zarazem majestatyczne, jak i przejmujące, lecz tchną spokojem.

    "Kocie zagłębie" wywyłału uśmiech na mej twarzy - starła go Wasza przygoda :D Szczęśliwie rozwiązana pomyślnie w tajemniczym "gdzieś" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze dziwi to upodobanie do umieszczania poważnych zdjęć z legitymacji, dowodów czy paszportów, na których człowiek wygląda jakby mu życie dawno zbrzydło. Przecież nie takich ludzi wspominamy.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...