środa, 5 kwietnia 2017

Anuradha Roy "Sny o Jowiszu"
[RECENZJA]



Często mam taki sen. Jestem w nim dziewczynką, trzymaną wysoko w górze przez mężczyznę, który leży na wznak na łóżku z ugiętymi w kolanach nogami. Trzyma mnie wysoko nad sobą, moja twarz unosi się nad jego twarzą, trzyma mnie pod pachami i kołysze się na plecach, aż niewiele brakuje, żeby fiknął koziołka. Zawsze zatrzymuje się wraz ze mną w odpowiedniej chwili. Potem leży nieruchomo przez sekundę. A potem znów kołysze się do tyłu. Chcę, żeby przestał, ale straciłam głos i nie mogę wykrztusić słowa. Budzę się zlana potem.*



W kraju kontrastów



Powieść Sny o Jowiszu przenosi czytelników do egzotycznego kraju pełnego kontrastów. Barwne Indie kryją w sobie dużo mroku. Pachną całą gamą przypraw, śmierdzą odchodami. Kuszą piękną architekturą i smucą widokiem slumsów. Mieszczą w sobie ogrom sprzeczności. 

Byłam ciekawa, jakie Indie pokaże mi Anuradha Roy w swej powieści nominowanej do Nagrody Bookera. Książce, która z miejsca ujęła mnie klimatyczną okładką i obietnicą pokazania prawdziwego oblicza współczesnych Indii. 


Dżarmula



W pociągu z Kalkuty do Dżarmuli można spotkać rozmaite typu ludzi. Ot, na przykład trzy przyjaciółki, starszawe już panie odbywające wspólną podróż. Przyjaźnią się wiele lat, ale po raz pierwszy razem ruszają na wycieczkę. Sprzeczają się, plotkują, śmieją, dobrze bawią, dzielą troskami. Jedna z nich ma problemy z pamięcią, co jest przedmiotem troski przyjaciółek, ale i prowokuje je do uszczypliwości. W Dżarmuli chcą zwiedzić świątynie Wisznu, albo po prostu przysiąść na brzegu morza pijąc sok z kokosa. Wspominają, cieszą się wspólnie spędzonym czasem. W końcu, kto wie, ile im go zostało.

W takim pociągu można też spotkać młodą kobietę z ekscentryczną fryzurą. Ma słuchawki na uszach, nos wsadzony w przewodnik i niewielką ochotę na konwersację. Nie jest zwykłą turystką, choć będzie się włóczyć po turystycznych miejscach. Szuka czegoś innego niż zabytki czy miejsca kultu. To, po co przyjechała oficjalnie, zdaje się ją w ogóle nie interesować. Jej rzeczywista podróż ma inny cel.

Tymczasem w Dżarmuli sprzedawca herbaty śpiewa piosenki o tej samej melodii, a młody przewodnik świątynny staje na głowie, by zarobić pieniądze. Chce kupić prezent ukochanej osobie. Jest tu też chłopiec, który daje się gładzić po skórze dłońmi starszych panów. I mężczyzna, któremu coś w życiu nie wyszło. Są ludzie, którzy grają swe role dla jednych, by dla innych być kimś zupełnie innym.

Wszyscy czegoś pragną, czegoś szukają, ale czy życie im to da?


Niezgoda na obojętność



Mamy tu kilku bohaterów i kilka historii. Na pierwszy plan wysuwa się jednak postać Nomi, tej z ekscentryczną fryzurą i hinduską urodą. Choć kobieta nie mieszka na stałe w Indiach, to stąd właśnie pochodzi. Miała siedem lat, gdy wybuchła wojna, a ona, jako wojenna sierota, wylądowała w aśramie. Wspomnienia z tamtych trudnych lat będą się przeplatać z kadrami ze współczesności. Stopniowo poznamy przyczynę, dla której młoda kobieta po latach postanowiła wrócić do rodzinnego kraju i zmierzyć się z przeszłością. Zrozumieć zło, które ją spotkało w aśramie, miejscu z założenia chronionym przez boskie moce. W rzeczywistości, skażonego ludzką niegodziwością.

Anuradha Roy pokazuje barwy Indii, ale nie waha się przed odsłonięciem tych mniej przyjemnych dla oka. Przeciwnie. Umieszcza akcję Snów o Jowiszu w fikcyjnej, nadmorskiej miejscowości, ale problemy, które porusza, są jak najbardziej rzeczywiste. Choć jej opowieść nie dotyczy konkretnej realnej postaci, to autorka wykorzystała do jej opowiedzenia wiedzę zaczerpniętą z sądowych akt i dokumentów śledczych. 

Problem z przemocą wobec dzieci jest ogromnym problemem Indii. Cierpią zwłaszcza dzieciaki ubogie, bezdomne, sieroty. Ze względu na skalę tego dramatu staje się on czymś... powszechnym. Tym bardziej warto mówić o tym głośno, walczyć ze znieczulicą. Anuradha Roy robi to w swojej najnowszej powieści, choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że robi to zbyt delikatnie, a mnożąc wątki w niewielkiej objętościowo powieści sprawia, że ten krzyk staje się dość przytłumiony.


Indyjska i uniwersalna zarazem



Sny o Jowiszu, choć osadzone w fikcyjnym mieście, są bardzo realistyczne. Autorka starannie opisuje przestrzeń, oddając koloryt indyjskiego miasta, pełen barw, mieszających się zapachów, piękna i brzydoty. Opisy są tu ogromnie ważne. Tworzą ten niepowtarzalny klimat indyjskiej rzeczywistości, hinduskich świątyń, lokalnych bazarów, aśramy. Herbata bulgocze w rondlu ulicznego sprzedawcy, pachną goździki i imbir, rybacy wypychają swe łodzie na fale, a promienie słońca odbijają się w sznurze różowych pereł wciskanych turystom przez nachalnego sprzedawcę. Indie w tej powieści tętnią życiem.

Jednocześnie całość ma dość uniwersalny charakter, bo ani przemoc, ani nadciągająca starość, ani nieszczęśliwa miłość, ani hipokryzja nie są przypisane na wyłączność do żadnego kraju, żadnej narodowości, żadnej religii. 

I właśnie dlatego, oraz dla prawdziwych choć fikcyjnych Indii, warto tę powieść przeczytać.


Anuradha Roy
Sny o Jowiszu
Wyd. Czwarta Strona
2017
316 stron


***

Książkę polecam
interesującym się Indiami
szukającym książek z Indiami w tle
miłośnikom poruszających historii
wielbicielom historii zwykłych ludzi
wybierającym się do Indii
ciekawym życia w Indiach

***

*Anuradha Roy, Sny o Jowiszu, przeł. Jędrzej Polak, Wyd. Czwarta Strona, 2017, s. 42.




15 komentarzy:

  1. A zdawać by się mogło, że Hindusi, ze względu na swoją religię są ludźmi nierobiącymi nikomu krzywdy. Zwłaszcza dzieciom...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fascynują mnie Indie, marzę o pojechaniu tam i zobaczeniu wszystkiego na własne oczy... Te kolory, Tadż Mahal, światynie, Himalaje, ale też bieda i brud - fajnie, że książka ukazuje to wszystko realistycznie, a nie z 'bollywoodzkim' filtrem. ;) Mam ją już nawet na półce i bardzo chcę przczytać, tylko ciągle coś innego wpada mi w kolejkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za to, żeby udało Ci się tam pojechać. Mnie Indie też ciekawią, ale muszę przyznać, że... trochę się ich boję. Nie wiem, czy odważyłabym się tam pojechać sama czy we dwójkę. ;)

      Usuń
  3. Nie spotkałam się z kiepską powieścią, której akcja rozgrywałaby się w Indiach. Widzę, że i tym razem zapowiada się całkiem ciekawa opowieść. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety się spotkałam. Ale tylko raz. ;)

      Usuń
  4. Masz piękny szablon na blogu! Co do "Snów o Jowiszu", rzuciła mi się w oczy okładka (zdaje się na stronie którejś księgarni internetowej), jest naprawdę ładna. Lubię opisy w książkach, dzięki temu wyobrażam sobie całą scenerię w której poruszają się bohaterowie. Myślę, że będzie to kolejna książka, którą z przyjemnością przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za opinię i zachęcam do lektury powieści.
      A jeśli masz ochotę na opisy Indii, to sięgnij też po "Shantaram". :)

      Usuń
    2. Dziękuję za polecenie ☺

      Usuń
  5. Muszę się zabrać za tę lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako wielbicielka historii zwykłych, mijanych codziennie, a nieraz tak nieuważnie ludzi, chyba odnalazłabym w powieści Anuradhy Roy wiele poszukiwanych przeze mnie pierwiastków - charakterystyki budowane dzięki wrażliwości i spostrzegawczości, błyskotliwe, lecz nie natrętne diagnozy społeczeństwa, empatię i niezgodnę na społeczne bolączki... A całość doprawiona indyjską ezgotyką :) Z przyjemnością zaczerpnęłabym z tego bogactwa korzennych aromatów, feerii barw, by za moment popaść w zadumę nad dojmującą nędzą, poniżanymi i zaniedbywanymi dziećmi, zgiełkiem brudnych ulic. Dziękuję za wskazanie tej pozycji - zróżnicowanie wewnętrzne Indii pociąga mnie, a wciąż jakoś nie mam okazji ani punktu zaczepienia, po którą z opowieści o nich sięgnąć. Teraz już wiem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało które komentarze czyta się z taką przyjemnością jak Twoje. Pięknie piszesz, wiesz? :)

      Usuń
    2. Dziękuję Ci za każde słowo - cenne, obdarzające uśmiechem, podsycające ciekawość i sprawiające przyjemność :)

      Miło mi, że moje przemyślenia znalazły Twoją przychylność i zyskały taki wspaniały komplement <3 Ozłociłaś mi wieczór. Jednak, gdyby nie inspirujące zdania, napisane przez Ciebie, mnóstwo cennych przemyśleń, znakomitych konkluzji, zbudowanych na doświadczeniu i przesyconych wrażliwością, nie miałabym do nich okazji.

      Przesyłam tęczowy bukiet wdzięczności <3

      Usuń
    3. Ponieważ sama tak pisać nie potrafię, odwzajemniam się uśmiechem ----> :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...