poniedziałek, 18 kwietnia 2016

[11] Andaluzyjska przygoda: Sewilla [Triana]

wrzesień, 2015


Z godziny na godzinę było lepiej, choć dzień zaczął się źle. Poniedziałkowy poranek w Granadzie był ciężki i deszczowy. Na szczęście popołudnie w Kordobie poprawiło nam humory. To było krótkie, ale intensywne i satysfakcjonujące zwiedzanie uroczego miasta, do którego mamy nadzieję jeszcze wrócić.

Napełniwszy żołądki lokalnym ciastem i, ku rozczarowaniu kelnera, sokiem zamiast wina, ruszyliśmy do Sewilli. Daleko nie mieliśmy, bo ok. 150 kilometrów, ale zaczynało się już ściemniać, a efekty nieprzespanej nocy odczuwaliśmy coraz wyraźniej.


Gdy zbliżaliśmy się do Sewilli, postanowiliśmy zadzwonić do hotelu z pytaniem o miejsce, w którym możemy zostawić samochód. Podczas rezerwacji noclegu należało zgłosić potrzebę zamówienia miejsca na parkingu, co też oczywiście zrobiliśmy. Wyobraźcie sobie nasze zdumienie, gdy recepcjonistka poinformowała nas, że po 21 musimy sobie radzić sami. Szkoda tylko, że nikt nas nie uprzedził o tym wcześniej, gdy pytałam o parking w hotelu z całodobową recepcją. 

To jest ten moment, kiedy będę trochę narzekać, więc jeśli chcecie od razu zawędrować do uroczej Triany, przeskoczcie przez trzy kolejne akapity.


widok z Triany na dzielnicę El Arenal - z prawej strony widoczna jest Wieża Oro





Byliśmy naprawdę wkurzeni, ale cóż... Ostatecznie zostawiliśmy samochód na miejskim parkingu i błądząc po ciemku uliczkami Sewilli, dotarliśmy do hotelu Reyes Católicos. Następnego dnia okazało się, że parking faktycznie jest dostępny, więc przestawiliśmy samochód za nocny postój płacąc... 27 euro! Recepcjonista skomentował to krótko: fuck! Nam też pozostawało nic innego jak tylko przekląć, po czym zapłacić i wyciągnąć wnioski. Za hotelowy parking na sąsiedniej ulicy zapłaciliśmy dużo mniej.


Hotelu nie polecam. Wi-fi na czwartym piętrze nie działało, a jeśli nawet, to tylko na moment, choć teoretycznie miało działać w całym budynku. Recepcjonista tylko wzruszał ramionami. Bo przecież powinno działać. Ze wszystkich recepcjonistów, tylko jeden w ogóle był nami zainteresowany (całe szczęście, akurat on był wtedy, kiedy następnego dnia przestawialiśmy samochód i w dniu wymeldowywania). Reszta traktowała nas jak zło konieczne, któremu od czasu do czasu trzeba podać klucz albo go od niego odebrać. By atrakcji było mało, mąż zaliczył przymusowy postój w windzie między piętrami. Gdy już ulokowaliśmy się w pokoju, mogliśmy się tylko śmiać z tego, że w pokoju dwuosobowym trzygwiazdkowego hotelu, w łazience mieliśmy jeden kubek, jedną szczoteczkę do zębów, jedno mydełko, jeden szampon, jeden żel, a następnie przerzucić zdjęcia (biorąc pod uwagę stan matrycy po upadku aparatu, robiłam to z ciężkim sercem), umyć się i paść na łóżka. Dwa, bo podwójnego nie było, choć uznaliśmy, że jako małżeństwo z kilkuletnim stażem możemy sobie pozwolić na ich zsunięcie. (Ekipa sprzątająca najwyraźniej uważała jednak inaczej, bo po każdym sprzątaniu musieliśmy manewr powtarzać).


Znów dzielnica El Arenal, ale tym razem z widoczną Giraldą


Nie należę do marudnych klientów i nie spodziewałam się cudów, ale za 260 złotych za noc chciałabym jednak mieć wi-fi, za to nie chciałabym czuć się jak intruz. Panie sprzątające były o wiele uprzejmiejsze niż pani z recepcji. Zdecydowanie tam nie wrócimy.

Uff... Tyle na ten temat. Przejdźmy do przyjemnych aspektów pobytu w przepięknej Sewilli. Jest ranek, ruszamy w kierunku Triany.


widok na Trianę poranną...

...i wędkarzy u brzegu Gwadalkiwir


Do położonej nad rzeką Gwadalkiwir Triany mieliśmy niedaleko i to był niewątpliwy plus zatrzymania się w Reyes Católicos, a jednocześnie właśnie przez to, potraktowaliśmy tę dzielnicą nieco po macoszemu. Wydawało mi się, że skoro mamy tam blisko, to w każdej chwili zdążymy tam zajrzeć. Błąd! Krótki spacer rano i krótki wieczorny, to za mało.

Jeszcze siedem wieków temu, Trianę z Sewillą łączył zaledwie jeden, niezbyt stabilny most pontonowy. W średniowieczu była osobnym miastem, obecnie jest dzielnicą Sewilli, podobno tą najbardziej barwną, roztańczoną, artystyczną. Stąd wywodzi się wielu tancerzy flamenco, ale i torreadorów czy żeglarzy. Dzielnica znana jest także z wyrobów rzemieślniczych, zwłaszcza garncarstwa i płytek azulejos. Na terenie Triany znajdowała się najstarsza w Sewilli fabryka ceramiki - Santa Ana, dziś na jej miejscu znajdziecie Centrum Ceramiki z Triany, gdzie można obejrzeć wyroby zdobione płytkami. 

W Trianie azulejos widoczne są dosłownie wszędzie! Nigdzie nie widziałam ich aż tyle. Zdobią prywatne domy, restauracje czy kościoły. Tworzą barwne obrazki, nazwy knajp czy ulic. Jeśli kiedyś wrócę do Sewilli, a mocno wierzę w to, że się tak stanie, zapewne przepadnę tam na długie godziny fotografując same azulejos. 










Do Triany dotarliśmy żelaznym Mostem Izabelli II (Puente de Isabell II), który powstał w XIX wieku w miejscu wspomnianego mostu pontonowego. 




Most ten pięknie prezentuje się po zapadnięciu zmroku.






Po Trianie chodziliśmy tak, jak wcześniej zdarzyło nam się spacerować po barcelońskiej Barri Gòtic, paryskiej Dzielnicy Łacińskiej czy lubelskim Starym Mieście - bez planu. 

Tuż przy moście Izabelli II stoi rzeźba przedstawiająca Juana Belmonte, matadora pochodzącego z Triany. Przez otwór w jego ciele, można dojrzeć Giraldę, dzwonnicę katedry. Wieża ta niegdyś pełniła rolę minaretu.




W Trianie nie brakuje knajpek oferujących andaluzyjską kuchnię.




Oddalając się do rzeki, dotarliśmy do kościoła św. Jacka...







...a później do gotyckiego kościoła św. Anny, którego mury zdobi siedemnaście tablic stworzonych z płytek azulejos.






Triana to takie miejsce, które podbija serce od razu. Wystarczy dostrzec ją z przeciwległego brzegu rzeki i już wiadomo, że nie sposób oprzeć się jej urokowi. Dwa dni w Sewilli były magiczne i wykorzystane maksymalnie. Właściwie jedyne, czego żałuję to tego, że na Trianę poświęciliśmy tak mało czasu i nie poznaliśmy wszystkich jej tajemnic i zakamarków, nie mieliśmy okazji uczestniczyć w nocnym życiu i przekonać się jak wiele ma do zaoferowania dzielnica, której serce bije w rytm flamenco.













Uwielbiam spacerować wzdłuż rzeki i mogłabym godzinami wpatrywać się w nurt. Jeśli w tle mam muzykę lokalnych grajków, z wielkim trudem powracam do rzeczywistości i ruszam dalej. 






Wspaniale by było odkurzyć już kapelusz i dać się opalić hiszpańskiemu słońcu.




Zobacz też:
*** PODRÓŻE ***



26 komentarzy:

  1. Triana rzeczywiście ma swój klimacik i nieodparty urok.
    Za punkt honoru postawiłam sobie zakup, chociażby jednej ręcznie robionej płytki azulejos.
    No i oczywiście zrobiłam to. Stałam się posiadaczką pięknej, sygnowanej zawieszki z napisem "Bienvenide a nuesta casa", która wisi na honorowym miejscu w domu.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety musiałam zrezygnować z zakupów. Zakup obiektywu mocno nadszarpnął nasz budżet, więc wolałam nie szaleć z zakupami. :)
      Zazdroszczę więc po cichu (i czekam na zdjęcie!), a sama na zakupy ruszę innym razem.

      Usuń
  2. Współczuję przygód. Ale i tak zazdroszczę wycieczki. Mogłabym i w deszczu (byle nie przez cały pobyt!). Wow, pięknie Ci w tym kapeluszu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był na szczęście tylko jeden incydent. Czasochłonny i nerwochłonny, ale cóż... Za to pozostała część wycieczki była piękna.

      Dziękuję! Bardzo go polubiłam, tylko przeszkadza w robieniu zdjęć. :D

      Usuń
  3. Zazdroszczę podróży, ale i tego pięknego kapelusza! :) Muszę sobie sprawić podobny na to lato.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie przeniosłabym się teraz w to miejsce. Pięknie wyglądasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też. Mogłabym tam zamieszkać. :)

      Usuń
  5. Cudowne miejsca :O Wielkie zazdro :O

    OdpowiedzUsuń
  6. Nocą jak w bajce, za dnia trochę jak w kościele przez te święte obrazki wmurowane w domy.
    Polecam wycieczkę statkiem...po Nilu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbawiłaś mnie tym kościołem. :P

      A co do Nilu - Egipt na razie totalnie nie leży w sferze naszych podróżniczych zainteresowań. Może kiedyś. Baaardzo kiedyś. ;)

      Usuń
  7. Oooo jęknę tylko z zazdrości, jessssssssuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj mnie też pozostaje jedynie jęczeć, bo to już "tylko" wspomnienia. ;)

      Usuń
  8. Ile dni w Sewilli byliście? Triana wygląda jak fajne miejsce na spacer :) Co do parkingu, to bardzo bym się wkurzyła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełne dwa + poranek trzeciego. Myślę, że przydałby się jeszcze pełen trzeci dzień (choć to oczywiście nadal za mało, żeby zwiedzić wszystko).

      Triana jest urocza. Odosobniona jak Zatybrze, choć bez tamtejszego klimatu. Ale i tak specyficzna, i tak jak napisałaś - na spacer super. :)

      Na parkingi uważajcie. Dobrze sprawdzajcie ceny, bo miejskie podziemne mają kosmiczne ceny. I z tego co zauważyłam, często (a może i zawsze?), dobę liczą do północy, a po północy kolejną. Płacisz za pełną dobę, nawet jak pełnej nie stoisz.

      Usuń
  9. Oczarowałaś mnie tymi zdjęciami! Cudownie tam jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaprzeczę. Triana ma swój urok.

      Usuń
  10. Zdjęcia cudowne, szczególnie widok na Trianę poranną i wszelkiego rodzaju azulejos. Mam do nich wielką słabość. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie azulejos też się bardzo podobają. A w Trianie jest ich mnóstwo! Jest na co popatrzeć. :)

      Usuń
  11. Matko, ale bym chciała podróżować *.*
    P.S. zapraszam na wymianę książkową u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne miejsca i równie piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdjęcia cudne! Ale mnie ubawił ten hotel, choć nie powinien, ale po fakcie to się człowiek z wszystkiego śmieje. Jak można ciągle rozsuwać łóżka? Też mnie niesamowicie irytuje, jak wyraźnie jest napisane "wi-fi działa"... Będąc na Chorwacji dwa lata temu wi-fi działało, owszem, tyle, że na korytarzu, gdzie siedziałam na schodach i potykali się o mnie goście hoteliku/pensjonatu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. My mieliśmy internet mniej więcej do trzeciego piętra. Jak winda wznosiła się wyżej, to sygnał zanikał i pojawiał się wtedy, jak miał taki kaprys, ale działał koszmarnie. Na szczęście taki hotel zdarzył się nam tylko raz. Nie t, żeby brak wi-fi przed dwa czy trzy dni miał być jakimś wielkim dramatem, ale nie lubię, jak się obiecuje coś, czego nie ma.

      A Triana jest piękna. Będziecie w Sewilli w wakacje?

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...